- Beth,
dlaczego nie pójdziesz do łóżka? – Brian pyta moją mamę. – Jesteś wykończona.
Idź się przespać.
Mama
potrząsa głową i dalej miesza, pomimo próśb mojego ojczyma, żeby wzięła sobie
przerwę. Mamy w lodówce dosyć jedzenia, żeby wyżywić armię, jednak ona upiera
się, żeby gotować dla każdego, żebyśmy nie musieli jeść współczującego jedzenia, jak się do niego odnosi. Mam dosyć
smażonego kurczaka. Wszyscy zostawiają te danie w naszym domu. Miałem smażonego
kurczaka na każdy posiłek od poranka po śmierci Les, a to było cztery dni temu.
Podchodzę
do kuchenki i wyciągam łyżkę z jej rąk, po czym pocieram jej bark wolną dłonią,
sam mieszając. Opiera się o mnie i wzdycha. To również nie jest dobry znak. Te
westchnięcie mówi „Mam dosyć”.
- Proszę,
idź usiąść na kanapie. Dokończę – mówię jej. Potakuje i kieruje się bezcelowo
do salonu. Patrzę z kuchni jak zajmuje miejsce i opiera głowę o kanapę,
wpatrując się w sufit. Brian siada obok niej i przyciąga ją do siebie. Nawet
nie muszę jej słyszeć, żeby wiedzieć, że znowu płacze. Widzę to w sposobie
jakim się na niego osuwa i chwyta jego koszulkę.
Odwracam
wzrok.
- Może powinieneś
zostać z nami, Dean – mówi tata, opierając się o ladę. – Tylko na jakiś czas.
Może ci wyjść na dobre wyjechanie.
Tylko on
nadal nazywa mnie Deanem. Używałem Holdera odkąd skończyłem osiem lat, ale
fakt, że zostałem nazwany po nim mógł być powodem dla którego zawsze nazywał
mnie Deanem. Widzę go tylko parę razy w roku, więc nie przeszkadza mi to
zbytnio. Choć nadal nienawidzę tego imienia.
Patrzę na
niego, a potem na mamę przytulającą się do Briana w salonie. – Nie mogę, tato.
Nie zostawię jej. Zwłaszcza teraz.
Próbował
przekonać mnie do przeprowadzki do Austin odkąd się rozwiedli. Prawda jest
taka, że podoba mi się tutaj. Nie lubiłem odwiedzać starego rodzinnego miasta
odkąd się wyprowadziłem. Zbyt wiele rzeczy przypomina mi Hope, kiedy tam
jestem.
Ale
przypuszczam, że zbyt wiele rzeczy będzie przypominać mi Les, gdy będę tutaj.
- Moja
oferta nie wygasa – odpowiada. – Wiesz o tym.
Kiwam
głową, wyłączając palnik. – Gotowe – mówię.
Brian wraca
do kuchni razem z Pam i wszyscy siadamy przy stole, ale mama pozostaje w
salonie, cicho płacząc w kanapę przez całą kolację.
***
Macham na
pożegnanie ojcu i Pam, kiedy Amy podjeżdża pod nasz dom. Czeka, aż zniknie
samochód taty, po czym wjeżdża na nasz podjazd. Podchodzę do drzwi kierowcy i
otwieram je jej.
Uśmiecha
się bez przekonania i odkrywa lusterko, ścierając tusz spod ramki jej okularów
przeciwsłonecznych. Od godziny jest już ciemno, jednak nadal nosi okulary. Może
to oznaczać tylko to, że płakała.
Niewiele z
nią rozmawiałem przez cztery ostatnie dni, ale nie muszę jej pytać jak się
trzyma. Ona i Les były najlepszymi przyjaciółkami od siedmiu lat. Jeżeli jest
ktoś kto czuje się tak jak ja, to jest to ona. A nie jestem nawet pewien czy ja trzymam się tak dobrze.
- Gdzie
Thomas? – pytam, gdy wysiada z samochodu.
Odsuwa
blond włosy z twarzy okularami, ustawiając je na czubku głowy. – W swoim domu.
Musiał pomóc tacie z jakimiś pracami ogrodowymi po szkole.
Nie wiem
jak długo umawiali się ze sobą, ale byli razem zanim jeszcze wprowadziliśmy się
tutaj z Les. A wprowadziliśmy się tutaj w czwartej klasie, więc minął już kawał
czasu.
- Jak twoja
mama? – pyta. Gdy tylko to wypowiada, przepraszająco kręci głową. –
Przepraszam, Holder. To było naprawdę głupie pytanie. Obiecałam sobie, że nie
będę jedną z tych ludzi.
- Uwierz
mi, nie jesteś – zapewniam ją. Wskazuję za siebie. – Wchodzisz do środka?
Potakuje i
zerka na dom, potem na mnie. – Masz coś przeciwko, jeśli wejdę do jej pokoju?
Nie szkodzi, jeśli nie chcesz, żebym tam była. Chodzi tylko o to, że miała
kilka zdjęć, które naprawdę chciałabym mieć.
- W
porządku. – Patrząc na stosunki jakie miała z Les, Amy ma tyle samo prawa do
bycia w sypialni Les, co ja. Wiem, że Les chciałaby aby Amy wzięła cokolwiek
zechce.
Podąża za
mną do domu i w górę schodów. Zauważam, że mojej mamy nie ma już na kanapie.
Brian musiał w końcu nakłonić ją do pójścia spać. Staję na szczycie schodów z
Amy, ale nie mam ochoty wchodzić z nią do pokoju Les. Wskazuję głową w stronę
mojej sypialni. – Będę w moim pokoju, jeśli będziesz mnie potrzebowała.
Wciąga
głęboki, nerwowy wdech i kiwa głową, wypuszczając go. – Dzięki – odpowiada,
ostrożnie przyglądając się drzwiom Les. Bierze niechętny krok w kierunku
sypialni, więc odwracam się i idę do mojego pokoju. Zamykam za sobą drzwi i
siadam na łóżku, podnosząc notes Les i opierając się o wezgłowie. Już do niej
dzisiaj pisałem, ale biorę długopis, ponieważ nie mam nic lepszego niż napisać
do niej raz jeszcze. Albo przynajmniej nie ma nic innego, co chciałbym zrobić, bo i tak wszystko
prowadzi do myśli o niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz