11.3.14

Losing Hope - rozdział trzeci

- Beth, dlaczego nie pójdziesz do łóżka? – Brian pyta moją mamę. – Jesteś wykończona. Idź się przespać.
Mama potrząsa głową i dalej miesza, pomimo próśb mojego ojczyma, żeby wzięła sobie przerwę. Mamy w lodówce dosyć jedzenia, żeby wyżywić armię, jednak ona upiera się, żeby gotować dla każdego, żebyśmy nie musieli jeść współczującego jedzenia, jak się do niego odnosi. Mam dosyć smażonego kurczaka. Wszyscy zostawiają te danie w naszym domu. Miałem smażonego kurczaka na każdy posiłek od poranka po śmierci Les, a to było cztery dni temu.
Podchodzę do kuchenki i wyciągam łyżkę z jej rąk, po czym pocieram jej bark wolną dłonią, sam mieszając. Opiera się o mnie i wzdycha. To również nie jest dobry znak. Te westchnięcie mówi „Mam dosyć”.
- Proszę, idź usiąść na kanapie. Dokończę – mówię jej. Potakuje i kieruje się bezcelowo do salonu. Patrzę z kuchni jak zajmuje miejsce i opiera głowę o kanapę, wpatrując się w sufit. Brian siada obok niej i przyciąga ją do siebie. Nawet nie muszę jej słyszeć, żeby wiedzieć, że znowu płacze. Widzę to w sposobie jakim się na niego osuwa i chwyta jego koszulkę.
Odwracam wzrok.
- Może powinieneś zostać z nami, Dean – mówi tata, opierając się o ladę. – Tylko na jakiś czas. Może ci wyjść na dobre wyjechanie.
Tylko on nadal nazywa mnie Deanem. Używałem Holdera odkąd skończyłem osiem lat, ale fakt, że zostałem nazwany po nim mógł być powodem dla którego zawsze nazywał mnie Deanem. Widzę go tylko parę razy w roku, więc nie przeszkadza mi to zbytnio. Choć nadal nienawidzę tego imienia.
Patrzę na niego, a potem na mamę przytulającą się do Briana w salonie. – Nie mogę, tato. Nie zostawię jej. Zwłaszcza teraz.
Próbował przekonać mnie do przeprowadzki do Austin odkąd się rozwiedli. Prawda jest taka, że podoba mi się tutaj. Nie lubiłem odwiedzać starego rodzinnego miasta odkąd się wyprowadziłem. Zbyt wiele rzeczy przypomina mi Hope, kiedy tam jestem.
Ale przypuszczam, że zbyt wiele rzeczy będzie przypominać mi Les, gdy będę tutaj.
- Moja oferta nie wygasa – odpowiada. – Wiesz o tym.
Kiwam głową, wyłączając palnik. – Gotowe – mówię.
Brian wraca do kuchni razem z Pam i wszyscy siadamy przy stole, ale mama pozostaje w salonie, cicho płacząc w kanapę przez całą kolację.
***
Macham na pożegnanie ojcu i Pam, kiedy Amy podjeżdża pod nasz dom. Czeka, aż zniknie samochód taty, po czym wjeżdża na nasz podjazd. Podchodzę do drzwi kierowcy i otwieram je jej.
Uśmiecha się bez przekonania i odkrywa lusterko, ścierając tusz spod ramki jej okularów przeciwsłonecznych. Od godziny jest już ciemno, jednak nadal nosi okulary. Może to oznaczać tylko to, że płakała.
Niewiele z nią rozmawiałem przez cztery ostatnie dni, ale nie muszę jej pytać jak się trzyma. Ona i Les były najlepszymi przyjaciółkami od siedmiu lat. Jeżeli jest ktoś kto czuje się tak jak ja, to jest to ona. A nie jestem nawet pewien czy ja trzymam się tak dobrze.
- Gdzie Thomas? – pytam, gdy wysiada z samochodu.
Odsuwa blond włosy z twarzy okularami, ustawiając je na czubku głowy. – W swoim domu. Musiał pomóc tacie z jakimiś pracami ogrodowymi po szkole.
Nie wiem jak długo umawiali się ze sobą, ale byli razem zanim jeszcze wprowadziliśmy się tutaj z Les. A wprowadziliśmy się tutaj w czwartej klasie, więc minął już kawał czasu.
- Jak twoja mama? – pyta. Gdy tylko to wypowiada, przepraszająco kręci głową. – Przepraszam, Holder. To było naprawdę głupie pytanie. Obiecałam sobie, że nie będę jedną z tych ludzi.
- Uwierz mi, nie jesteś – zapewniam ją. Wskazuję za siebie. – Wchodzisz do środka?
Potakuje i zerka na dom, potem na mnie. – Masz coś przeciwko, jeśli wejdę do jej pokoju? Nie szkodzi, jeśli nie chcesz, żebym tam była. Chodzi tylko o to, że miała kilka zdjęć, które naprawdę chciałabym mieć.
- W porządku. – Patrząc na stosunki jakie miała z Les, Amy ma tyle samo prawa do bycia w sypialni Les, co ja. Wiem, że Les chciałaby aby Amy wzięła cokolwiek zechce.
Podąża za mną do domu i w górę schodów. Zauważam, że mojej mamy nie ma już na kanapie. Brian musiał w końcu nakłonić ją do pójścia spać. Staję na szczycie schodów z Amy, ale nie mam ochoty wchodzić z nią do pokoju Les. Wskazuję głową w stronę mojej sypialni. – Będę w moim pokoju, jeśli będziesz mnie potrzebowała.

Wciąga głęboki, nerwowy wdech i kiwa głową, wypuszczając go. – Dzięki – odpowiada, ostrożnie przyglądając się drzwiom Les. Bierze niechętny krok w kierunku sypialni, więc odwracam się i idę do mojego pokoju. Zamykam za sobą drzwi i siadam na łóżku, podnosząc notes Les i opierając się o wezgłowie. Już do niej dzisiaj pisałem, ale biorę długopis, ponieważ nie mam nic lepszego niż napisać do niej raz jeszcze. Albo przynajmniej nie ma nic innego, co chciałbym zrobić, bo i tak wszystko prowadzi do myśli o niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz