8.3.14

11

Piątek, 31 sierpnia, 2012
11:20
Parę następnych dni w szkole jest takich samych jak dwa pierwsze. Są pełne dramy. Moja szafka szkolna zdała się stać centrum samoprzylepny kartek i nieprzyjemnych listów, których nie wiedziałam żeby ktokolwiek umiejscawiał w lub na mojej szafce. Naprawdę nie rozumiem, co ludzie zyskują z robienia takich rzeczy, jeżeli nawet się do tego nie przyznają.
Tak jak kartka przyklejona do mojej szafki tego ranka. Mówiła tylko „Dziwka”. Poważnie? Gdzie jest w tym kreatywność? Nie mogli poprzeć tego interesującą historyjką? Może kilkoma szczegółami mojej nieostrożności? Jeśli mam czytać to gówno każdego dnia, przynajmniej mogliby uczynić to interesującym. Gdybym miała zniżyć się tak nisko, żeby zostawić bezpodstawną kartkę na czyjejś szafce, przynajmniej miałabym uprzejmość, żeby w procesie ubawić kogokolwiek, kto to przeczyta. Napisałabym coś interesującego jak „Zeszłej nocy widziałam cię w łóżku z moim chłopakiem. Naprawdę nie doceniam twojego obsmarowywania olejkiem moich ogórków. Dziwka.”
Śmieję się i jest to dziwaczne, śmianie się na głos z własnych myśli. Rozglądam się i nikogo nie ma w korytarzu prócz mnie. Zamiast zerwać samoprzylepne karteczki z szafki, jak zapewne powinnam, wyciągam długopis i robię je trochę bardziej twórcze. Nie ma za co, przechodniu.
Breckin stawia swoją tacę naprzeciwko mojej. Teraz sami przynosiliśmy sobie tace, ponieważ on wydawał się myśleć, że ja chcę tylko sałatkę. Uśmiecha się do mnie jakby miał jakiś sekret, który chciałabym znać. Jeśli to kolejna plotka, spasuję.
- Jak poszły wczorajsze testy na bieżnię? – pyta.
Wzruszam ramionami. – Nie poszłam.
- Ta, wiem.
- Więc czemu pytasz?
Śmieje się. – Bo lubię wyjaśniać z tobą rzeczy, zanim w nie uwierzę. Dlaczego nie poszłaś? – Znowu wzruszam ramionami.
- O co chodzi ze wzruszaniem ramionami? Masz tik nerwowy?
Wzruszam ramionami. – Po prostu nie mam ochoty być w drużynie z kimkolwiek stąd. Straciło swój urok. – On marszczy brwi. – Po pierwsze, bieżnia jest jednym z najbardziej indywidualnych sportów, do których możesz dołączyć. Po drugie, myślałem, że mówiłaś, iż pozalekcyjne zajęcia są powodem, dla którego tutaj jesteś.
- Nie wiem dlaczego tutaj jestem – mówię. – Może muszę być świadkiem dobrej dawki ludzkiej natury w jej najgorszym okresie, zanim wejdę do realnego świata. Będzie mniejszy szok. – On celuje we mnie selerem i podnosi brew. – Prawda. Stopniowe wprowadzenie w niebezpieczeństwa związane ze społecznością pomoże osłabić uderzenie. Nie możemy wpuścić cię samą do dziczy, kiedy przez całe życie byłaś rozpieszczana w zoo.
- Ładna analogia.
Puszcza do mnie oko, gryząc łodygę selera. – Mówiąc o analogiach. Co jest z twoją szafką? Była dziś pokryta seksualnymi analogiami oraz metaforami.
Śmieję się. – Podobało ci się? Zajęło mi chwilę, ale czułam się twórczo.
Potakuje. – Szczególnie spodobała mi się jedna, na której było „Jesteś taką zdzirą, przeleciałaś Breckina Mormona.”
Potrząsam głową. – Do tej nie mogę rościć sobie prawa. To był oryginał. Ale są zabawne, prawda? Teraz, kiedy są nieprzyzwoite?
- Cóż – mówi. – Były zabawne. Już ich tam nie ma. Dopiero co widziałem, jak Holder zrywa je z twojej szafki.
Podnoszę gwałtownie wzrok, a on znowu uśmiecha się psotnie. Chyba to ten sekret, którego nie potrafił utrzymać.
- Dziwne. – Jestem ciekawa, czemu Holder kłopotałby się czymś takim. Nie biegaliśmy razem od naszej ostatniej rozmowy. W rzeczywistości nawet nie mamy kontaktu. On teraz siedzi po drugiej stronie klasy na pierwszej lekcji i w ogóle nie widuję go do końca dnia, poza lunchem. Nawet wtedy siedzi po drugiej stronie kafeterii ze swoimi przyjaciółmi. Myślałam, że po dojściu do impasu, z powodzeniem przenieśliśmy się na wzajemne unikanie siebie, ale chyba się myliłam.
- Mogę cię o coś zapytać? – mówi Breckin.
Raz jeszcze wzruszam ramionami, przeważnie żeby tylko go rozdrażnić.
- Czy plotki o nim są prawdziwe? O jego temperamencie? I jego siostrze? – Staram się nie wyglądać na zaskoczoną jego komentarzem, ale po raz pierwszy słyszę cokolwiek o siostrze. – Nie wiem. Wiem tylko, że spędziłam z nim dość czasu, żeby wiedzieć, iż przeraża mnie on wystarczająco, bym nie chciała spędzać z nim więcej czasu.
Naprawdę chcę zapytać go o komentarz o siostrze, ale nie mogę powstrzymać mojego uporu od wkładania swojej brzydkiej głowy do niektórych sytuacji. Z jakiegoś powodu dociekanie wiadomości o Deanie Holderze jest jedną z tych sytuacji.
- Hej – odzywa się głos z mną. Od razu wiem, że to nie Holdera, ponieważ jestem obojętna na głos. Kiedy się odwracam, Grayson przekłada nogę przez ławkę obok mnie i siada.
- Jesteś zajęta po szkole?
Zanurzam łodygę selera w sosie ranchowym i biorę gryz. – Prawdopodobnie. – Grayson kręci głową. – To nie dość dobra odpowiedź. Spotkam się z tobą przy twoim aucie po ostatniej lekcji.
Wstał i zniknął, zanim mogłabym się sprzeciwić. Breckin uśmiecha się do mnie złośliwie.
Jedynie wzruszam ramionami.
Nie mam pojęcia o czym chce rozmawiać Grayson, ale jeśli myśli, że przyjdzie jutrzejszej nocy, to potrzebuje lobotomii. Jestem gotowa wyrzec się facetów do końca roku. Zwłaszcza jeśli oznacza to nie jedzenie lodów z Six po tym jak szli do domu. Lody były jedyną kuszącą częścią w obściskiwaniu się z facetami.
On przynajmniej dotrzymuje słowa. Czeka przy moim samochodzie, opierając się o drzwi kierowcy, kiedy dochodzę do parkingu. – Hej, Księżniczko – mówi. Nie wiem czy to dźwięk jego głosu, czy fakt, że właśnie nadał mi przezwisko, lecz jego słowa sprawiają, że się wzdrygam. Podchodzę do niego i opieram się o auto obok niego.
- Nie nazywaj mnie księżniczką. Nigdy.
On się śmieje i przesuwa przede mnie, łapiąc mnie rękami w pasie. – Dobra. Co powiesz na piękną?
- Co ty na to, żeby po prostu nazywać mnie Sky?
- Czemu musisz cały czas być taka rozgniewana? – Sięga do mojej twarzy i przytrzymuje mi policzki dłońmi, po czym mnie całuje. Niestety mu na to pozwalam. Przeważnie dlatego, że mam poczucie, jakby zarobił sobie na to, znosząc mnie przez cały miesiąc. Jednak nie zasługuje na mnóstwo odwzajemnionych przysług, więc odsuwam twarz po paru sekundach.
- Czego chcesz?
Obejmuje mnie ramionami w pasie i przyciąga mnie do siebie. – Ciebie. – Zaczyna całować moją szyję, więc odpycham go, a on się odsuwa. – Co?
- Nie rozumiesz aluzji? Powiedziałam ci, że nie będę z tobą spać, Grayson. Nie próbuję grać w gierki czy dążyć do tego, żebyś się za mną uganiał, jak robią to inne chore, świrnięte dziewczyny. Ty chcesz więcej, a ja nie, więc myślę, że musimy zaakceptować, iż jesteśmy w impasie i iść dalej.
On wpatruje się we mnie, potem wzdycha i przyciąga mnie do siebie, przytulając. – Nie potrzebuję więcej, Sky. Jest dobrze tak jak jest. Nie będę już naciskał. Po prostu lubię przychodzić do twojego domu i chcę przyjść jutrzejszej nocy. – Próbuje posłać mi ten ściągający-majtki uśmiech. – A teraz przestań być na mnie zła i chodź tutaj. – Przysuwa moją twarz do jego i znowu mnie całuje.
Jak bardzo jestem zirytowana i zła, nie mogę powstrzymać poczucia ulgi, które czuję, gdy tylko jego wargi spotykają moje, a moje rozdrażnienie znika, dzięki odrętwieniu przejmującemu kontrolę. Przez ten powód dalej pozwalam mu się całować. On opiera mnie o samochód i przesuwa rękami przez moje włosy, potem całuje moją szczękę i szyję. Kładę głowę na aucie i podnoszę za nim nadgarstek, żeby sprawdzić godzinę na zegarku. Karen wyjeżdża z miasta do pracy, więc muszę jechać do sklepu spożywczego, żeby kupić dość cukru, który będzie mi wystarczał na cały weekend.
Nie mam pewności jak długo planuje on mnie obmacywać, ale lody zaczynają teraz brzmieć kusząco. Wywracam oczami i opuszczam ramię. Nagle, ni z tego ni z owego, moje tętno się potraja, przewraca mi się żołądek i dostaję wszystkie uczucia, które powinna mieć dziewczyna, gdy usta gorącego faceta są na niej. Tyle że ja nie mam tej reakcji do gorącego faceta, którego usta są na mnie. Mam tę reakcję do gorącego faceta piorunującego mnie wzrokiem z drugiej strony parkingu.
Holder stoi obok swojego samochodu z łokciem na drzwiczkach, przyglądając się nam. Natychmiast odpycham Graysona i odwracam się, by wsiąść do auta.
- Więc jesteśmy umówieni na jutrzejszą noc? – pyta.
Wsiadam do samochodu i odpalam go, po czym patrzę na niego. – Nie. Z nami koniec. – Zamykam drzwi i wycofuję z parkingu, niepewna czy jestem zła, zawstydzona lub zadurzona.

Jak on to robi? Do diabła, jak on pobudza we mnie tego rodzaju uczucia z drugiej strony parkingu? Myślę, że potrzebuję interwencji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz