Sobota, 27 październik, 2013
23:57
Jedną z rzeczy, które uwielbiam w
książkach jest bycie w stanie określić i skrócić pewną część życia postaci w
jednym rozdziale. To intrygujące, bo nie można tak zrobić z prawdziwym życiem.
Nie można po prostu skończyć rozdziału, potem pominąć rzeczy, z którymi nie
chce się żyć, po to tylko, żeby otworzyć rozdział, który lepiej odpowiada
twojemu nastroju. Życie nie może być podzielone na rozdziały… tylko minuty.
Wydarzenia twojego życia są wszystkie wepchnięte w jedną minutę po drugiej bez
przesunięcia w czasie czy przerwania rozdziału, bo bez względu na to, co się
zdarzy życie idzie dalej, słowa wciąż napływają, prawda jest wyrzucana czy ci
się to podoba, czy nie, a życie nigdy nie pozwoli ci zatrzymać się i złapać
cholerny oddech.
Potrzebuję przerwania rozdziału. Chcę
jedynie złapać oddech, ale nie mam pojęcia jak.
- Powiedz coś – mówi on. Nadal siedzę
na jego kolanach, ściskając go. Przyciskam głowę do jego barku i mam zamknięte
oczy. Kładzie rękę na mojej głowie i nachyla usta do ucha, trzymając mnie
mocniej. – Proszę. Powiedz coś.
Nie wiem, co on chce, żebym
powiedziała. Chce, żebym udawała zaskoczoną? Zszokowaną? Chce, żebym płakała? A
może krzyczała? Nie mogę zrobić żadnej z tych rzeczy, ponieważ wciąż staram się
ogarnąć to, o czym mówi.
„Byłaś zaginiona od trzynastu lat, Hope”.
Jego słowa powtarzają się w mojej
głowie w kółko jak zepsuta płyta.
„Zaginiona”.
Mam nadzieję, że mówi o „zaginionej”
w przenośnym sensie, jakby po prostu tęsknił za mną przez te wszystkie lata.
Jednak wątpię, żeby tak było. Widziałam wyraz jego oczu, gdy wypowiedział te
słowa i w ogóle nie chciał ich mówić. Wiedział, co to mi zrobi.
Może on naprawdę ma na myśli
„zaginioną” w dosłownym sensie, ale jest po prostu skonsternowany. Byliśmy tacy
młodzi; prawdopodobnie nie pamięta poprawnie ciągu wydarzeń. Ale ostatnie dwa
miesiące migają mi przed oczami i wszystko z nim związane… wszystkie jego
osobowości, wahania nastrojów i tajemnicze słowa teraz są wyraźniejsze. Tak jak
ten wieczór, kiedy stał na moim progu i powiedział, że szukał mnie całe swoje
cholerne życie. Był dosłowny.
Albo nasza pierwsza noc tutaj na
lotnisku, kiedy zapytał mnie czy miałam dobre życie. Przez trzynaście lat
martwił się, co mi się stało. Wtedy był bardzo dosłowny, chciał wiedzieć czy
byłam szczęśliwa, tam gdzie wylądowałam.
Lub dzień, kiedy odmówił
przeproszenia za to jak zachował się w bufecie, tłumacząc, że wiedział,
dlaczego go to zdenerwowało, ale po prostu jeszcze nie mógł mi powiedzieć.
Wtedy tego nie kwestionowałam, bo wydawał się szczery, mówiąc, że pewnego dnia
chce się wytłumaczyć. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak bardzo zdenerwowało
go zobaczenie mojej bransoletki. Nie chciał, żebym była Hope, bo wiedział, że
prawda złamie mi serce.
Miał rację.
„Byłaś
zaginiona od trzynastu lat, Hope”.
Ostatnie słowo jego zdania posyła
dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa. Powoli podnoszę głowę z jego barku i patrzę
na niego. – Nazwałeś mnie Hope. Nie nazywaj mnie tak. To nie jest moje imię. –
Potakuje. – Przykro mi, Sky.
Ostatnie słowo tego zdania również wywołuje we mnie drżenie. Zsuwam się z niego i
podnoszę się.
- Tak też mnie nie nazywaj – mówię
stanowczo. Nie chcę być nazywana Hope,
Sky, Księżniczką czy czymkolwiek innym, co oddala mnie od samej siebie.
Nagle czuję się jakbym była kompletnie innymi ludźmi, stłoczonymi w jednym.
Kimś, kto nie wie, kim jest czy gdzie należy, a to jest niepokojące. Nigdy nie
czułam się tak samotna w życiu; jakby nie było jednej osoby w całym świecie,
której mogłabym ufać. Nawet sobie. Nawet nie mogę ufać własnym wspomnieniom.
Holder wstaje i bierze moje ręce,
patrząc na mnie z góry. Obserwuje mnie, czekając na moją reakcję. Będzie
rozczarowany, ponieważ nie zamierzam zareagować. Nie tutaj. Nie teraz. Część
mnie chce płakać, podczas gdy on otoczy mnie ramionami i wyszepta mi do ucha
„Nie martw się”. Część mnie chce wrzeszczeć i uderzyć go za oszukiwanie mnie.
Część mnie chce pozwolić mu dalej obwiniać się za nie powstrzymanie tego, co
według niego stało się trzynaście lat temu. Jednak większość mnie chce, żeby po
prostu to wszystko zniknęło. Chcę wrócić do nie czucia niczego. Tęsknię za
odrętwieniem.
Zabieram ręce i zaczynam iść do
samochodu. – Potrzebuję przerwania rozdziału – mówię, bardziej do siebie niż do
niego.
Idzie krok za mną. – Nawet nie wiem,
co to znaczy. – Jego głos brzmi na pokonany i przytłoczony. Chwyta moje ramię,
żeby mnie zatrzymać, prawdopodobnie żeby zapytać jak się czuję, ale wyszarpuję
je i obracam się, żeby znowu na niego spojrzeć. Nie chcę, żeby pytał mnie jak
się czuję, bo nie mam pojęcia. Przechodzę teraz przez całą gamę uczuć,
niektórych nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Wściekłość, strach, smutek i
niedowierzenie budują się we mnie i chcę, żeby przestały. Po prostu chcę
przestać czuć wszystko, co teraz czuję, więc wyciągam ręce i chwytam jego
twarz, przyciskając usta do jego. Całuję go mocno i szybko, chcąc, żeby
zareagował, ale nie robi tego. Nie odwzajemnia pocałunku. Nie chce pomóc mi odepchnąć
w taki sposób ból, więc złość przejmuje nade mną kontrolę, odrywam od niego
usta i go policzkuję.
Ledwie się krzywi, a to doprowadza
mnie do szału. Chcę, żeby cierpiał, tak jak ja. Chcę, żeby poczuł, co zrobiły
mi jego słowa. Znowu go policzkuję i on na to pozwala. Kiedy nadal nie reaguje,
pcham go w tors. Pcham go i pcham – próbując oddać każdy kawałek bólu, który
zanurzył w mojej duszy. Zaciskam pięści i walę go w klatkę piersiową, a kiedy
to nie działa, zaczynam krzyczeć, biję go i próbuję wyrwać się z jego ramion,
które teraz mnie obejmują. Obraca mnie tak, że opieram plecy o jego tors, a
nasze ramiona są splątane, mocno przyciśnięte do mojego brzucha.
- Oddychaj – szepcze mi do ucha. –
Uspokój się, Sky. Wiem, że jesteś zdezorientowana i przestraszona, ale jestem
tutaj. Jestem przy tobie. Oddychaj.
Jego głos jest spokojny i
pocieszający, zamykam oczy i zanurzam się w nim. Symuluje głęboki wdech,
poruszając klatką piersiową w rytmie z moją, zmuszając mnie do nabrania
powietrza i pójścia za jego śladem. Biorę kilka wolnych, głębokich wdechów
razem z nim. Kiedy przestałam walczyć w jego ramionach, powoli mnie odwraca i
przyciąga do torsu.
- Nie chciałem, żebyś tak cierpiała –
szepcze, ściskając w rękach moją głowę. – Dlatego ci nie powiedziałem.
W tej chwili zdaję sobie sprawę, że
nawet nie płaczę. W ogóle nie zapłakałam, od kiedy prawda wyszła z jego ust i
wyznaczam sobie cel, żeby odmówić łzom, które domagają się wypuszczenia. Łzy
teraz mi nie pomogą.
Uczynią mnie tylko słabszą.
Kładę ręce na jego klatce piersiowej
i lekko się odpycham. Czuję się bardziej podatna na łzy, kiedy mnie trzyma, bo
jest taki wygodny. Nie potrzebuję nikogo wygody. Muszę nauczyć się liczyć na
samą siebie, żeby pozostać silną, ponieważ tylko sobie mogę ufać – a jestem
nawet sceptyczna, co do mojej własnej wiarygodności.
Wszystko, co wiedziałam okazało się kłamstwem. Nie wiem, kto jest w to
zamieszany czy kto zna prawdę i orientuję się, że nie mam już ani grama
zaufania pozostawionego w sercu. Nie dla Holdera, nie dla Karen… nawet dla
siebie, naprawdę.
Odsuwam się od niego o krok i patrzę
mu w oczy. – Zamierzałeś kiedykolwiek powiedzieć mi, kim jestem? – pytam,
piorunując go wzrokiem. – Co, gdybym nigdy sobie nie przypomniała? Czy kiedykolwiek byś mi powiedział? Bałeś
się, że cię zostawię i nigdy nie będziesz miał okazji na pieprzenie się ze mną?
Czy to nie dlatego przez cały czas mnie okłamywałeś?
Jego oczy zalewają się urazą w
chwili, kiedy słowa wypływają z moich warg. – Nie, kochanie. To nie tak było.
Nie jest tak. Nie powiedziałem ci, bo
boję się, co z tobą będzie. Jeżeli to zgłoszę, zabiorą cię od Karen. Całkiem
możliwe, że ją zaaresztują i wyślą cię z powrotem do ojca, żebyś mieszkała z
nim do osiemnastki. Chcesz, żeby tak się stało? Kochasz Karen i jesteś tutaj
szczęśliwa. Nie chcę ci tego zepsuć.
Wybucham szybkim śmiechem i potrząsam
głową. Jego rozumowanie nie ma sensu. Nic z tego nie ma żadnego sensu. – Po
pierwsze – odpowiadam. – Nie wsadzą Karen do więzienia, bo mogę cię zapewnić,
że ona nic o tym nie wie. Po drugie, mam osiemnaście lat od września. Gdyby mój
wiek był powodem, dla którego nie byłeś szczery, to już byś mi powiedział.
Ściska się za kark i spuszcza wzrok
na ziemię. Nie podoba mi się nerwowość, która teraz od niego promienieje.
Poznaję po jego zachowaniu, że jeszcze nie skończył z wyznaniami.
- Sky, jest jeszcze tyle rzeczy,
które muszę ci wyjaśnić. – Podnosi spojrzenie do mojego. – Twoje urodziny nie
były we wrześniu. Twoje urodziny są 7 maja. Nie skończysz osiemnastki jeszcze
przez pół roku. A Karen? – Podchodzi do mnie o krok, łapiąc mnie za dłonie. –
Musi wiedzieć, Sky. Musi. Pomyśl o
tym. Kto inny mógł to zrobić? – Od razu zabieram ręce i cofam się. Wiem, że to
musiała być dla niego tortura, trzymając dla siebie tę tajemnicę. Widzę w jego
oczach, że boli go mówienie mi o tym wszystkim. Ale miałam, co do niego
wątpliwości, od chwili, kiedy go poznałam, a jakiekolwiek współczucie, które
dla niego miałam właśnie zniknęło przez fakt, że próbuje mi teraz wmówić, że
moja własna matka była jakoś w to zamieszana.
- Zabierz mnie do domu – żądam. – Nie
chcę już niczego słuchać. Już nie chcę dzisiaj nic wiedzieć.
Próbuje znowu złapać mnie za ręce,
ale je odpycham. – ZABIERZ MNIE DO DOMU! – krzyczę. Zaczynam wracać do
samochodu. Dosyć usłyszałam. Potrzebuję mojej mamy. Po prostu muszę ją
zobaczyć, przytulić i wiedzieć, że nie jestem w tym całkiem sama, bo tak
właśnie teraz się czuję.
Docieram do ogrodzenia przed Holderem
i próbuję się wesprzeć, ale nie potrafię. Moje ramiona są słabe i drżące. Wciąż
sama próbuję, kiedy on cicho podchodzi za mną i unosi mnie w górę. Zeskakuję po
drugiej stronie i idę do auta.
Siada na miejscu kierowcy i zamyka
drzwi, ale nie odpala samochodu. Wpatruje się w kierownicę, trzymając rękę przy
stacyjce. Patrzę na jego dłonie z różnymi uczuciami, bo tak bardzo chcę poczuć
ich dotyk na sobie. Chcę, żeby mnie trzymały i głaskały moje plecy i włosy,
kiedy on mi powie, że wszystko się ułoży. Ale także patrzę na jego ręce z
obrzydzeniem, myśląc o tych wszystkich intymnych sposobach, w jakich mnie dotykał
i trzymał, cały czas wiedząc, że mnie oszukuje. Jak mógł być ze mną, wiedząc
to, co wie, jednak wciąż pozwalając mi wierzyć w kłamstwa? Nie wiem, jak mogę
mu to wybaczyć.
- Wiem, że to wiele do przyjęcia –
odzywa się cicho. – Wiem, że tak
jest. Zabiorę cię do domu, ale musimy o tym jutro porozmawiać. – Odwraca się do
mnie, patrząc na mnie twardo. – Sky, nie
możesz rozmawiać o tym z Karen. Rozumiesz? Nie, dopóki tego nie
rozgryziemy. – Potakuję, tylko żeby go uspokoić. Nie może szczerze oczekiwać,
że nie będę o tym z nią rozmawiać.
Odwraca do mnie całe ciało i pochyla
się, kładąc rękę na wezgłowiu. – Mówię poważnie, kochanie. Wiem, że nie
uważasz, iż jest zdolna do takiego czegoś, ale dopóki nie dowiemy się więcej,
musisz trzymać to dla siebie. Jeśli powiesz komukolwiek, twoje całe życie się
zmieni. Daj sobie czas na przetrawienie wszystkiego. Proszę. Proszę, obiecaj mi, że poczekasz do jutra. Aż znowu
porozmawiamy. – Przerażony, ściszony głos w jego słowach przecina moje serce i
znowu kiwam głową, ale tym razem naprawdę mam to na myśli.
Przygląda mi się kilka sekund, potem
powoli się odwraca i odpala auto, wjeżdżając na drogę. Wiezie mnie cztery mile
do mojego domu w ciszy, dopóki nie wjeżdża na mój podjazd.
Trzymam rękę na klamce drzwi i
wysiadam z samochodu, kiedy on łapie mnie za drugą rękę.
- Poczekaj – mówi. Czekam, ale nie
odwracam się. Mam jedną nogę na desce podłogowej, a drugą na podjeździe,
patrząc na drzwi. Kładzie dłoń na boku mojej głowy i chowa kilka pasemek włosów
za ucho. – Nic ci dzisiaj nie będzie?
Wzdycham na naiwność jego pytania. – Jak? – Opieram się o siedzenie,
odwracając do niego twarzą.
- Jak może mi nic nie być po
dzisiejszej nocy?
Wpatruje się we mnie, dalej głaszcząc
palcami moje włosy. – Dobija mnie… zostawienie cię tak. Nie chcę zostawiać cię
samą. Mogę wrócić za godzinę? – Wiem, że pyta o to czy może wejść przez moje
okno i położyć się ze mną, ale od razu kręcę głową. – Nie mogę – odpowiadam
łamiącym się głosem. – Teraz jest mi zbyt ciężko być z tobą. Potrzebuję
pomyśleć. Do zobaczenia jutro, dobrze?
Potakuje i zabiera rękę z mojego
policzka, kładąc ją z powrotem na kierownicy. Obserwuje mnie, jak wysiadam z
auta i odchodzę od niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz