8.3.14

14

Sobota, 1 września, 2012
19:15
- Twoje spaghetti jest do dupy. – Biorę kolejny gryz i zamykam oczy, rozkoszując się możliwe najlepszym makaronem, który kiedykolwiek przeszedł przez moje usta.
- Uwielbiasz je i o tym wiesz – mówi on. Wstaje od stołu, bierze dwie serwetki i je przynosi, podając mi jedną. – Teraz wytrzyj brodę, masz na niej sos spaghetti do dupy.
Po incydencie przy lodówce, wieczór powrócił do normalności. On podał mi szklankę wody i pomógł wstać, wtedy klepnął mnie w tyłek i dał mi zajęcie. Tylko tego potrzebowałam, żeby odrzucić niezręczność. Dobrego klapsa w tyłek.
- Grałeś kiedyś w Gościa na Obiedzie? – pytam go.
Powoli kręci głową. – A chcę?
Potakuję. – To dobry sposób na poznanie się nawzajem. Po naszej następnej randce spędzimy większość czasu obściskując się, więc teraz musimy pozbyć się wszystkich pytań. – On się śmieje. – Zgoda. Jak się w to gra?
- Zadaję ci naprawdę osobiste, niewygodne pytanie, a ty nie możesz napić się ani nic zjeść, dopóki na nie szczerze nie odpowiesz. I vice versa.
- Brzmi dość łatwo – mówi. – Co jeśli nie odpowiem na pytanie?
- Umierasz z głodu.
Bębni palcami o stół, po czym odkłada widelec. – Wchodzę w to. – Zapewne powinnam mieć przygotowane pytania, ale biorąc pod uwagę to, że wymyśliłam tę grę trzydzieści sekund temu, mogłoby to być trochę trudne. Upijam łyk tego, co pozostało mi z sody i zamyślam się. Trochę denerwuję się kopaniem zbyt głęboko, zawsze kończy się to dla nas źle.
- Dobra, mam jedno. – Odstawiam szklankę, opierając się o krzesło. – Czemu poszedłeś za mną do samochodu w sklepie spożywczym?
- Jak powiedziałem, myślałem, że byłaś kimś innym.
- Wiem, ale kim?
Przesuwa się niewygodnie na krześle, chrząkając. Naturalnie sięga do swojej szklanki, ale ja ją przechwytuję.
- Żadnego picia. Najpierw odpowiedz na pytanie.
Wzdycha, ale ostatecznie ustępuje. – Nie byłem pewien, kogo mi przypominałaś, tylko tyle że przypominałaś kogoś. Później zorientowałem się, że przypominałaś mi moją siostrę. – Marszczę nos. – Przypominam ci twoją siostrę? – krzywię się. – To trochę obrzydliwe, Holder. – On śmieje się, a potem krzywi. – Nie, nie tak. W ogóle nie tak, nawet nie wyglądasz tak jak ona wyglądała. Po prostu widząc cię przypomniałem sobie o niej. I nie wiem, dlaczego za tobą poszedłem. Wszystko było takie surrealistyczne. Cała sytuacja była trochę dziwaczna, a potem wpadnięcie na ciebie przed moim domem… - Zatrzymuje się w połowie zdania, spuszczając wzrok na rękę, która przejeżdżała palcami po brzegu talerza. – Tak jakby to było pisane – mówi cicho.
Biorę głęboki wdech, przyswajając jego odpowiedź, ostrożnie idąc na palcach wokół ostatniego zdania. On podnosi na mnie nerwowy wzrok, a ja orientuję się, że myśli on, iż jego odpowiedź mogła mnie przerazić. Uśmiecham się do niego krzepiąco i wskazuję na jego picie. – Możesz teraz się napić – mówię. – Twoja kolej na zadanie mi pytania.
- O, te będzie łatwe – mówi. – Chcę wiedzieć, komu nadeptuję na odcisk. Otrzymałem dziś od kogoś tajemniczą wiadomość. Mówiło tylko ‘Jeśli umawiasz się z moją dziewczyną, weź sobie własne opłacane minuty i przestań marnować moje, Ośle.’
Śmieję się. – To pewnie Six. Osoba odpowiedzialna za moje dzienne dawki pozytywnych zapewnień. – On kiwa głową. – Miałem nadzieję, że to powiesz. – Pochyla się do przodu i mruży na mnie oczy. – Bo jestem dość rywalizujący, a gdyby to było od faceta, moja odpowiedź nie byłaby taka miła.
- Odpowiedziałeś? Co powiedziałeś?
- Czy to twoje pytanie? Bo jeśli nie, to biorę kolejny gryz.
- Poczekaj moment i odpowiedz na pytanie – mówię.
- Tak, odpowiedziałem na jej wiadomość. Powiedziałem ‘Jak mogę kupić więcej minut?’ – Moje serce jest teraz wielką papką i staram się powstrzymać szeroki uśmiech. Naprawdę żałosne i smutne. Potrząsam głową. – Tylko żartowałam, to nie było moje pytanie. Wciąż moja kolej. – On odkłada znowu widelec i przewraca oczami. – Jedzenie mi stygnie. – Kładę łokcie na stole i składam dłonie pod brodą. – Chcę wiedzieć o twojej siostrze. I dlaczego odniosłeś się do niej w czasie przeszłym.
Odchyla głowę i podnosi wzrok, pocierając rękami twarz. – Ugh. Naprawdę zadajesz głębokie pytania, co?
- Tak gra się w te grę. Nie wymyśliłam zasad. – Znowu wzdycha i uśmiecha się do mnie, lecz jest ślad smutku w jego uśmiechu, a to od razu sprawia, że chcę cofnąć pytanie.
- Pamiętasz jak powiedziałem ci, że moja rodzina miała dosyć popieprzony zeszły rok? – Kiwam głową.
Odchrząkuje, znowu zaczynając jeździć palcem po brzegu talerza. – Zmarła trzynaście miesięcy temu. Zabiła się, chociaż moja matka woli używać terminu „celowo przedawkowała”. – Nie odrywa ode mnie wzroku, mówiąc, więc ukazuję mu ten sam szacunek, choć jest naprawdę trudno patrzeć mu teraz w oczy. Nie mam pojęcia jak na to odpowiedzieć, ale to moja wina za poruszenie tego tematu.
- Jak się nazywała?
- Lesslie. Ja mówiłem do niej Les.
Słyszenie jego przezwiska dla niej wybudza we mnie smutek i nagle nie chce mi się już jeść. – Była od ciebie starsza?
Pochyla się i podnosi widelec, po czym miesza nim w misce. Unosi kęs makaronu do ust. – Byliśmy bliźniakami – mówi bezbarwnie, tuż przed ugryzieniem.
Jezu. Sięgam po swoje picie, ale on wyjmuje je z moich rąk, kręcąc głową. – Moja kolej – mówi z pełną buzią. Kończy żucie i bierze łyk, potem wyciera usta serwetką. – Chcę poznać historię o twoim tacie.
Teraz to ja jęczę. Zakładam ramiona na stole przed sobą i przyjmuję swoją zapłatę.
- Tak jak powiedziałam, nie widziałam go od kiedy miałam trzy lata. Nie mam z nim żadnych wspomnień. Przynajmniej nie sądzę, bym miała. Nawet nie wiem jak wygląda.
- Twoja mama nie ma jego żadnych zdjęć?
Orientuję się, kiedy zadaje te pytanie, że on nawet nie wie, że jestem adoptowana. – Pamiętasz, jak powiedziałeś, że moja mama wygląda naprawdę młodo? Cóż, bo jest. Adoptowała mnie. – Bycie adoptowaną nie jest piętnem, który musiałam kiedykolwiek pokonywać. Nigdy nie byłam tym zawstydzona, zażenowana ani nie czułam potrzeby, aby to ukryć. Ale przez to jak patrzy teraz na mnie Holder można by pomyśleć, że właśnie mu powiedziałam, iż urodziłam się z penisem. Patrzy na mnie niezręcznie, a to sprawia, że się wiercę.
- Co? Nigdy nie spotkałeś nikogo adoptowanego?
Zajmuje mu parę chwil dojście do siebie, ale odsuwa na bok swoją zdezorientowaną minę, zastępując ją uśmiechem. – Zostałaś adoptowana w wieku trzech lat? Przez Karen? – Potrząsam głową. – Miałam pięć lat. Zostałam posłana do opieki zastępczej, kiedy miałam trzy lata, po tym jak zmarła moja biologiczna matka. Tata nie potrafił sam mnie wychować. Albo nie chciał samemu mnie wychowywać. W każdym razie mam się z tym dobrze. Poszczęściło mi się z Karen i nie mam żadnej potrzeby, żeby nad tym wszystkim się zastanawiać. Gdyby on chciał wiedzieć, gdzie byłam, znalazłby mnie.
Widzę w jego oczach, że nie skończył z pytaniami, ale naprawdę chcę wziąć gryz i mieć z powrotem swoją kolejkę.
Celuję widelcem w jego ramię. – Co znaczy twój tatuaż? – Wyciąga ramię i przeciąga po nim palcami. – To przypomnienie. Zrobiłem go po śmieci Les.
- Przypomnienie czego?
Podnosi swoją szklankę i zrywa kontakt wzrokowy. To jedyne pytanie, na które nie potrafi odpowiedzieć patrząc mi w oczy. – Przypomnienie ludzi, których zawiodłem. – Upija łyk i odkłada szklankę na stół, wciąż nie nawiązując kontaktu wzrokowego.
- Ta gra jest niezbyt fajna, co?
Śmieje się cicho. – Nie. Trochę jest do dupy. – Podnosi na mnie spojrzenie, uśmiechając się. – Ale musimy iść dalej, bo wciąż mam pytania. Pamiętasz cokolwiek z okresu przed tym, jak zostałaś adoptowana?
Kręcę głową. – Nie bardzo. Kawałki, ale chodzi o to, że gdy nie masz nikogo, kto potwierdziłby twoje wspomnienia, po prostu wszystkie je tracisz. Jedyną rzecz, którą mam zanim zaadaptowała mnie Karen to jakaś biżuteria i nie mam pojęcia od kogo ona jest. Nie mogę teraz rozróżnić to co było rzeczywistością, snami czy tym, co zobaczyłam w telewizji.
- Pamiętasz swoją matkę?
Milczę przez chwilę, rozmyślając nad pytaniem. Nie pamiętam mojej matki. W ogóle. Tylko to mnie smuci w kwestii mojej przeszłości. – Karen jest moją matką – mówię stanowczo. – Moja kolej. Ostatnie pytanie, potem jemy deser.
- Myślisz, że mamy wystarczająco deseru? – drażni się.
Piorunuję go wzrokiem, po czym zadaję swoje ostatnie pytanie. – Czemu go pobiłeś? – Widzę w zmianie wyrazu jego twarzy, że nie potrzebuje bym rozwijała te pytanie. Potrząsa głową, odsuwając od siebie miskę. – Nie chcesz znać tej odpowiedzi, Sky. Przyjmę karę.
- Ale ja chcę wiedzieć.
On przechyla głowę na bok i podnosi rękę do szczęki, potem zgina kark. Trzyma dłoń na brodzie, kładąc łokieć na stole. – Jak powiedziałem ci wcześniej, pobiłem go, bo był dupkiem.
Mrużę na niego oczy. – To nieprecyzyjne. Ty nie jesteś nieprecyzyjny. – Wyraz jego twarzy nie zmienia się i nie odrywa ode mnie spojrzenia. – Był to mój pierwszy tydzień z powrotem w szkole odkąd umarła Les – mówi. – Ona też chodziła tutaj do szkoły, więc wszyscy wiedzieli, co się stało. Kiedy mijałem faceta na korytarzu, usłyszałem jak mówi coś o Les. Nie zgadzałem się z tym i dałem mu o tym znać. Posunąłem się za daleko, aż doszło do punktu, że kiedy siedziałem na nim, to nic mnie to nie obchodziło. W kółko zadawałem mu ciosy i nawet się tym nie przejąłem. Naprawdę popieprzoną częścią jest to, że ten dzieciak prawdopodobnie będzie głuchy na lewe ucho przez resztę życia, a mnie to wciąż nie obchodzi. – Wpatruje się we mnie, ale tak naprawdę na mnie nie patrzy. To twarde, lodowate spojrzenie, które już widziałam w jego oczach. Wtedy mi się nie podobało i teraz też nie… ale teraz przynajmniej bardziej je rozumiem.
- Co on o niej powiedział?
Osuwa się z powrotem na krzesło i opuszcza wzrok na puste miejsce na stole między nami. – Słyszałem jak się śmiał, mówiąc swojemu koledze, że Les wzięła samolubne, łatwe wyjście. Powiedział, że gdyby nie była takim tchórzem, to by to przetrzymała.
- Przetrzymała co?
Wzrusza ramionami. – Życie – mówi obojętnie.
- Ty nie uważasz, że wzięła łatwe wyjście – mówię, wypuszczając koniec zdania bardziej jako oświadczenie niż pytanie.
Holder pochyla się do przodu i sięga przez stół, biorąc moją rękę w jego obie. Przesuwa kciukiem po wnętrzu mojej dłoni, wciągając powietrze, po czym ostrożnie je wypuszcza. – Les była najdzielniejszą pieprzoną osobą, jaką kiedykolwiek znałem. Potrzeba wiele odwagi, by zrobić to co ona. Żeby po prostu to zakończyć, nie wiedząc co jest dalej? Nie wiedząc czy cokolwiek jest dalej? Łatwiej jest żyć życiem bez żadnego w nim życia niż powiedzieć „pieprzyć to” i odejść. Ona była jedną z kilku, którzy po prostu powiedzieli „pieprzyć to”. A ja będę ją chwalił każdego dnia, gdy wciąż żyję, zbyt bardzo bojąc się zrobić to samo.
Łapie moją rękę, a wtedy orientuję się, że się trzęsę. Podnoszę na niego spojrzenie, a ona wpatruje się we mnie. Nie mam na to absolutnie żadnych słów, więc nawet nie próbuję ich znaleźć. On wstaje i nachyla się nad stołem, przesuwając rękę na mój kark. Całuje mnie w czubek głowy, po czym puszcza mnie i idzie do kuchni. – Chcesz same ciastka czekoladowe czy z orzechami? – pyta przez ramię, jakby właśnie nie sprawił, że oniemiałam.
Patrzy na mnie, a ja wciąż gapię się na niego wstrząśnięta. Nawet nie wiem co powiedzieć. Czy on dopiero co przyznał, że ma skłonności samobójcze? Był metaforyczny? Melodramatyczny? Nie mam zielonego pojęcia co zrobić z bombą, którą opuścił na moje kolana.
On przynosi do stołu talerz z ciasteczkami czekoladowymi oraz orzechowymi, następnie klęka przede mną.
- Hej – mówi uspokajająco, biorąc moją twarz w ręce. Wyraz jego twarzy jest łagodny. – Nie chciałem cię przestraszyć. Nie mam skłonności samobójczych, jeśli przez to wariujesz. Nie mam nasrane w głowie. Nie jestem obłąkany. Nie cierpię na nerwicę pourazową. Jestem tylko bratem, który kochał swoją siostrę bardziej niż samo życie, więc robię się trochę intensywny, kiedy o niej myślę. A jeśli radzę sobie lepiej, mówiąc sobie, że to co ona zrobiła było szlachetne, chociaż takie nie było, to tylko to robię. Tylko sobie radzę. – Mocno zaciska dłońmi moją twarz, patrząc na mnie rozpaczliwie, chcąc, żebym zrozumiała o co mu chodzi. – Pieprzenie kochałem tę dziewczynę, Sky. Muszę wierzyć, że to co zrobiła było jedyną odpowiedzią, która jej pozostała, bo jeśli tego nie zrobię, to nigdy nie wybaczę sobie tego, że nie pomogłem jej znaleźć innej. – Przyciska czoło do mojego. – Dobra?
Potakuję, potem odrywam jego ręce od mojej twarzy. Nie mogę pozwolić mu, żeby zobaczył jak to robię. – Muszę skorzystać z łazienki. – Cofa się, a ja pędzę do łazienki i zamykam za sobą drzwi, po czym robię coś, czego nie zrobiłam odkąd miałam pięć lat. Płaczę.
Nie płaczę brzydko. Nie szlocham i nawet nie wydaję dźwięku. Pojedyncza łza spływa po moim policzku, a jest to o jedna łza za dużo, więc szybko ją ocieram. Biorę chusteczkę i wycieram oczy starając się zatrzymać jakiekolwiek inne formujące się łzy.
Wciąż nie wiem, co mu powiedzieć, ale czuję że dość mocno zamknął temat, więc postanawiam na razie odpuścić. Potrząsam dłońmi i biorę głęboki wdech, po czym otwieram drzwi. On stoi po drugiej stronie korytarza ze skrzyżowanymi nogami w kostkach i dłońmi luźno włożonymi do kieszeni. Prostuje się i podchodzi do mnie o krok.
- Z nami okej? – pyta.
Uśmiecham się swoim najlepszym uśmiechem, po czym biorę głęboki wdech. – Powiedziałam ci, że myślę, że jesteś intensywny. To tylko udowadnia moją rację.
Uśmiecha się, popychając mnie w stronę sypialni. Obejmuje mnie ramionami od tyłu, opierając brodę o czubek mojej głowy, gdy idziemy do mojego pokoju. – Możesz już zajść w ciążę?
Śmieję się. – Nie. Nie w ten weekend. Poza tym, musisz pocałować dziewczynę zanim ją zaciążysz.
- Czy ktoś nie miał edukacji seksualnej, kiedy była nauczana w domu? – mówi. – Ponieważ mógłbym zaciążyć cię, w ogóle nie całując. Chcesz bym pokazał? – Wskakuję na łóżko i biorę książkę, otwierając ją tam, gdzie skończyliśmy ostatniego wieczoru. – Uwierzę ci na słowo. Poza tym mam nadzieję, że dostaniemy masę edukacji seksualnej zanim dotrzemy do ostatniej strony.
Holder opada na łóżko, a ja kładę się obok niego. On obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie, więc opieram głowę na jego klatce piersiowej i zaczynam czytać.
Wiem, że nie robi on tego celowo, lecz przez cały czas, kiedy czytam, jestem przez niego rozpraszana.
Wpatruje się we mnie, obserwując moje usta, jak czytam, obracając moimi włosami pomiędzy palcami. Za każdym razem, gdy przewracam stronę, podnoszę na niego wzrok, a on cały czas ma ten sam skoncentrowany wyraz twarzy.
Wyraz twarzy tak skoncentrowany na moich ustach, co mówi mi, że nie zwraca on cholernej uwagi na żadne słowo, które czytam. Zamykam książkę, kładąc ją na brzuchu. Nie sądzę nawet, by zauważył on, że zamknęłam książkę.
- Dlaczego przestałaś mówić? – mówi, nie zmieniając miny ani nie odrywając spojrzenia od moich ust.
- Mówić? – pytam zaciekawiona. – Holder, ja czytam. To różnica. I wygląda na to, że w ogóle nie zwracałeś uwagi.
Patrzy mi w oczy i uśmiecha się szeroko. – Och, zwracałem uwagę – mówi. – Na twoje usta. Może nie na słowa z nich wychodzące, ale z pewnością na twoje usta. – Spycha mnie ze swojego torsu na plecy, potem zsuwa się obok mnie i przyciąga do siebie. Wciąż wyraz jego twarzy nie zmienił się i patrzy na mnie, jakby chciał mnie zjeść. Trochę chciałabym by mógł to zrobić.
Unosi palce do moich ust i zaczyna powoli przeciągać po nich palcami. To jest tak niesamowite, że za bardzo boję się odetchnąć w obawie, że może on przestać. Przysięgam że jest tak jakby jego palce miały bezpośrednie dojście do każdego wrażliwego miejsca na moim ciele.
- Masz ładne usta – mówi. – Nie mogę przestać na nie patrzeć.
- Powinieneś ich posmakować. Są dość urocze.
Zaciska powieki i jęczy, po czym pochyla się, przyciskając głowę do mojej szyi. – Przestań, ty zła dziewucho.
Śmieję się, potrząsając głową. – Nie ma mowy. To twoja głupia zasada, czemu ja mam ją wprowadzać w życie?
- Bo wiesz, że mam rację. Nie mogę ciebie dzisiaj pocałować, ponieważ całowanie prowadzi do następnej rzeczy, a ona do następnej i w tym tempie skończą nam się wszystkie pierwsze razy do następnego weekendu. Nie chcesz przeciągnąć naszych pierwszych razów trochę dłużej? – Odsuwa głowę od mojej szyi i na mnie patrzy.
- Pierwsze razy? – pytam. – Jak wiele jest pierwszych razów?
- Nie jest ich tak dużo, dlatego musimy je przeciągać. Już opuściliśmy zbyt wiele odkąd się znamy.
Przechylam głowę na bok, żeby móc spojrzeć na niego prosto. – Jakie pierwsze razy już opuściliśmy?
- Te łatwe. Pierwszy uścisk, pierwsza randka, pierwsza kłótnia, pierwszy raz, kiedy spaliśmy razem, choć ja nie spałem. Teraz mało nam zostało. Pierwszy pocałunek. Pierwszy raz na spanie razem, kiedy oboje będziemy rozbudzeni. Pierwsze małżeństwo. Pierwsze dziecko. Po tym nic już nie będzie. Nasze życia staną się przyziemne i nudne, ja będę musiał rozwieść się z tobą i poślubić żonę dwadzieścia lat młodszą ode mnie, żebym miał o wiele więcej pierwszych razów, a ty utkniesz wychowując dzieci. – Obejmuje mój policzek, uśmiechając do mnie. – Widzisz, kochanie? Robię to tylko dla twojej korzyści. Im dłużej czekam, żeby cię pocałować, tym będzie to dłużej zanim będę zmuszony do zostawienia cię na lodzie.
Śmieję się. – Twoja logika mnie przeraża. Tak jakby już nie uważam cię za atrakcyjnego. – On przesuwa się nade mną, podtrzymując swoją wagę na rękach. – Tak jakby nie uważasz mnie za atrakcyjnego? To może również znaczyć, że tak jakby uważasz mnie za atrakcyjnego. – Potrząsam głową. – W ogóle nie uważam cię za atrakcyjnego. Odpychasz mnie. Tak naprawdę to lepiej mnie nie całuj, bo jestem pewna, że zwymiotuję do twoich ust.
Śmieje się, zrzucając wagę na jedno ramię, wciąż nade mną wisząc. Zniża usta do boku mojej głowy i przyciska je do mojego ucha. – Jesteś kłamczuchą – szepcze. – Czujesz do mnie wielki pociąg i zamierzam to udowodnić.
Zamykam oczy, wciągając powietrze w chwili, kiedy jego usta spotykają się z moją szyją. Całuje mnie lekko, tuż za uchem i wydaje mi się, jakby cały pokój zaczął się kręcić. Powoli przesuwa usta z powrotem do mojego ucha i wyszeptuje: - Czułaś to?
Kręcę głową na nie, ale ledwo.
- Chcesz, żebym znowu to zrobił?
Potrząsam głową z uporu, ale mam nadzieję, że jest on telepatyczny i może usłyszeć to, co naprawdę krzyczę w głowie, bo do diabła tak, podobało mi się to. Do diabła tak, chcę, żeby znowu to zrobił.
On śmieje się, kiedy kręcę głową, po czym przyciąga usta bliżej moich warg. Całuje mnie w policzek, potem przesuwa delikatne całusy do mojego ucha, gdzie zatrzymuje się i znowu szepcze. – Co ty na to?
O Boże, nigdy nie byłam tak nie znudzona w życiu. On nawet mnie nie całuje, a to już jest najlepszy pocałunek, jaki kiedykolwiek miałam. Raz jeszcze potrząsam głową, nie otwierając oczu, ponieważ lubię nie wiedzieć, co zaraz przyjdzie. Jak ta ręka, która właśnie położyła się na moim udzie i przesuwa się do mojej talii.
Wsuwa dłoń pod moją bluzkę, aż palcami lekko muska brzeg moich spodni i zostawia tam rękę, powoli przesuwając kciukiem po brzuchu. Jestem w tej chwili tak bardzo świadoma wszystkiego związanego z nim, że jestem niemal pewna, że mogłabym zapamiętać odcisk jego kciuka.
Przeciąga nosem po mojej szczęce i fakt, że oddycha tak ciężko jak ja upewnia mnie, że nie ma możliwości by mógł czekać do jutra, żeby mnie pocałować. Przynajmniej mam na to rozpaczliwą nadzieję.
Gdy znowu dosięga mojego ucha, tym razem nie odzywa się. Zamiast tego kładzie tam pocałunek i nie ma nerwu w moim ciele, który by tego nie poczuł. Od głowy aż do stóp całe moje ciało krzyczy o jego usta.
Kładę rękę na jego karku, a kiedy to robię, na jego skórze pojawia się gęsia skórka. Najwyraźniej ten jeden prosty ruch na moment roztapia jego determinację i na sekundę jego język dotyka mojej szyi. Jęczę, a ten dźwięk całkowicie go rozgorączkowuje.
Zabiera rękę z mojej talii na bok głowy, przyciągając moją szyję do swoich ust, nie powstrzymując się. Otwieram oczy, zszokowana jak szybko zmieniło się jego zachowanie. Całuje, liże i drażni każdy cal mojej szyi, tylko wciągając powietrze kiedy jest to absolutnie niezbędne. Gdy tylko widzę gwiazdy nad moją głową, nawet nie mam dość czasu, żeby policzyć jedną z nich, zanim zamykam oczy, powstrzymując dźwięki, które jestem zbyt zawstydzona wydać.
Przesuwa wargi dalej od mojej szyi i bliżej klatki piersiowej. Gdybyśmy nie mieli tak limitowanego zapasu pierwszych razów, rozdarłabym swoją koszulkę i zmusiła go do kontynuowania. Jednak on nie daje mi nawet takiej możliwości. Wraca pocałunkami do mojej szyi, brody i przesuwa je wokół moich ust, uważając żeby nie dotknąć warg. Moje oczy są zamknięte, lecz czuję jego oddech na moich ustach i wiem, że z trudem mnie nie całuje. Otwieram oczy i patrzę na niego, a on znowu wpatruje się w moje wargi.
- Są takie idealne – mówi bez tchu. – Jak serca. Dosłownie mógłbym patrzeć na twoje usta dniami i nigdy nie nudzić się.
- Nie. Nie rób tego. Jeśli tylko będziesz patrzył, to ja będę znudzona. – On krzywi się i jest wyraźne, że naprawdę trudzi się z nie pocałowaniem mnie. Nie wiem o co chodzi z tym jego wpatrywaniem się w moje usta, ale jest to zdecydowanie teraz najseksowniejsza rzecz w tej całej sytuacji. Robię coś, czego zapewne nie powinnam. Oblizuję je. Wolno.
On ponownie jęczy, przyciskając czoło do mojego. Wysuwa spod siebie ramię i opuszcza swoją wagę na mnie, przyciskając się do mnie. Wszędzie. Cały. Jednocześnie jęczymy, gdy nasze ciała odnajdują ten idealny kontakt i nagle gra toczy się dalej. Zdejmuję jego koszulkę, a on jest na kolanach, pomagając mi ściągnąć ją przez jego głowę. Gdy jej nie ma, oplatam go nogami w pasie i przyciągam go do siebie, bo nie byłoby niczego bardziej szkodliwego, gdyby teraz się odsunął.
On przysuwa czoło do mojego, nasze ciała znowu się łączą i zlewają jak dwa ostatnie kawałki układanki. Powoli kołysze się przy mnie i za każdym razem, gdy to robi, jego wargi przysuwają się coraz bliżej, aż lekko muskają moje. Nie zmniejsza przestrzeni pomiędzy naszymi wargami, chociaż całkowicie tego od niego chcę. Nasze usta po prostu opierają się o siebie, nie całując. Za każdym razem kiedy porusza się przy mnie, wypuszcza oddech, który wlatuje do moich ust, a ja próbuję wziąć je wszystkie, bo mam poczucie, że ich potrzebuję, jeżeli chcę przetrwać ten moment.
Pozostajemy w tym rytmie przez kilka minut, żadne z nas nie chce pierwsze rozpocząć pocałunek.
Jest oczywiste, że obydwoje chcemy, ale jest także oczywiste, że mogłam właśnie spotkać moją parę, jeśli chodzi o upór.
Przytrzymuje moją głowę w miejscu, wciąż przyciskając czoło do mojego, ale odciąga usta, żeby je oblizać. Kiedy pozwala im wrócić na miejsce, wilgoć jego warg przesuwająca się po moich kompletnie mnie powala i wątpię, że kiedykolwiek nabiorę powietrza.
Przesuwa swoją wagę, a ja nie wiem co dzieje się, kiedy to robi, ale jakoś powoduje to odchylenie mojej głowy i wyciągnięcie z moich ust słów „O Boże”. Nie chciałam oderwać się od jego ust, kiedy odsunęłam głowę, bo naprawdę podobało mi się bycie tam, ale jeszcze bardziej podoba mi się to, gdzie zmierzam. Obejmuję ramionami jego plecy, wsuwając głowę pod jego szyję, szukając wrażenia stabilności, ponieważ czuję się jakby ziemia przesunęła się ze swojej osi, a Holder był jej rdzeniem.
Zdaję sobie sprawę, co ma się wydarzyć i zaczynam wewnętrznie panikować. Poza jego koszulką jesteśmy ubrani, nawet nie całujemy się… jednak pokój zaczyna wirować z wpływu jaki mają jego rytmiczne ruchy na moim ciele. Jeśli nie zaprzestanie tego co robi, rozpadnę się i roztopię tutaj, pod nim, a to całkiem możliwie oznaczyłoby najbardziej żenujący moment mojego życia. Ale jeśli poproszę go, żeby przestał to on przestanie, a to całkiem możliwie oznaczyłoby najbardziej rozczarowujący moment mojego życia.
Staram się uspokoić oddech i zminimalizować dźwięki wychodzące z moich ust, ale straciłam jakąkolwiek formę samokontroli. Najwyraźniej mojemu ciału trochę zbyt bardzo podoba się to całe nie-całujące napięcie i nie mogę zmusić go do zatrzymania się. Wypróbuję drugą rzecz w kolejności. Poproszę go żeby przestał.
- Holder – mówię bez tchu, tak naprawdę nie chcąc, żeby przestał, ale mając nadzieję, że i tak pojmie aluzję i przestanie. Potrzebuję, żeby przestał. Dwie minuty temu.
Nie przestaje. Dalej całuje moją szyję, poruszając ciałem w sposób, jaki robili już wcześniej chłopcy, ale tym razem jest inaczej. Jest tak niewiarygodnie inaczej, cudownie i całkowicie mnie to przeraża.
- Holder. – Próbuję głośniej wypowiedzieć jego imię, ale w moim ciele nie ma dosyć wysiłku.
Całuje mnie w bok głowy, zwalniając, lecz nie przestaje. – Sky, jeśli prosisz mnie, żebym przestał, zrobię to. Ale mam nadzieję, że tak nie jest, bo naprawdę nie chcę przestawać, więc proszę. – Odsuwa się i patrzy mi w oczy, wciąż zaledwie poruszając ciałem przy moim. Jego oczy pełne są bólu i niepokoju, a mówiąc jest bez tchu. – Nie pójdziemy nigdzie dalej, obiecuję. Ale proszę nie proś mnie o przestanie tam, gdzie już jesteśmy. Muszę na ciebie patrzeć i muszę cię słyszeć, ponieważ fakt, że wiem, iż naprawdę teraz to czujesz jest tak pieprzenie niesamowity. Jesteś cudowna, to jest cudowne i proszę. Po prostu… proszę.
Opuszcza usta na moje i daje mi najdelikatniejszego całusa jakiego można sobie wyobrazić. Jest to wystarczająca zapowiedź jaki będzie jego prawdziwy pocałunek i tylko myśl o tym wywołuje we mnie drżenie. Przestaje się poruszać i podpiera się na rękach, czekając aż zdecyduję.
W chwili kiedy odrywa się ode mnie, czuję w klatce piersiowej rozczarowanie i niemal chce mi się płakać. Nie dlatego, że przestał czy dlatego, że nie wiem co zrobić dalej… ale dlatego, że nigdy sobie nie wyobrażałam, że dwójka ludzi może połączyć się na tak intymnym poziomie i że jest to tak nieodparcie właściwe.
Jakby cel całej rasy ludzkiej skupiał się na tej chwili; na naszej dwójce. Wszystko co kiedykolwiek się stało lub stanie na tym świecie stanowi jedynie tło dla tego, co obecnie dzieje się pomiędzy nami, a ja nie chcę żeby to się skończyło. Nie chcę. Potrząsam głową, patrząc w jego błagające oczy i mogę tylko wyszeptać: - Nie. Cokolwiek zrobisz, nie przestawaj. – On wsuwa dłoń pod mój kark i zniża głowę, przyciskając czoło do mojego. – Dziękuję – wydycha, delikatnie osuwając się na mnie, odtwarzając połączenie między nami. Kilka razy obcałowuje kącik moich ust, zbliżając się blisko moich warg, brody i szyi. Im szybciej oddycha, tym szybciej ja oddycham. Im szybciej ja oddycham, tym szybciej całuje on moją szyję.
Im szybciej on całuje moją szyję, tym szybciej poruszamy się razem – tworząc między nami kuszący rytm, który, patrząc na moje tętno, nie potrwa zbyt długo.
Wbijam pięty w łóżko, a paznokcie w jego plecy. Przestaje całować moją szyję i patrzy na mnie rozgrzanymi oczami, obserwując mnie. Znowu skupia się na moich ustach i choć chcę obserwować go, jak wpatruje się we mnie, nie mogę utrzymać otwartych oczu. Mimowolnie zamykają się jak tylko spływa po mnie pierwsza fala dreszczy, jak ostrzegawczy strzał tego, co zaraz przyjdzie.
- Otwórz oczy – mówi stanowczo.
Zrobiłabym to, gdybym mogła, ale jestem całkowicie bezsilna.
- Proszę.
Te jedno słowo jest wszystkim, co potrzebuję usłyszeć i otwieram oczy. On wpatruje się we mnie z tak intensywnym pragnieniem, że jest to niemal bardziej intymne niż gdyby naprawdę teraz mnie całował. Chociaż jest to trudne w tej chwili, nie odrywam od niego wzroku, jak opuszczam ramiona, zaciskam obie pięści na prześcieradle i dziękuję Karmie za wprowadzenie tego beznadziejnego chłopaka do mojego życia. Ponieważ aż do tego momentu – aż do pierwszych fal spływającego po mnie czystego oświecenia – nie miałam pojęcia, że w ogóle go brakowało.
Zaczynam pod nim drżeć, a on nigdy nie przerywa kontaktu wzrokowego. Nie mogę dłużej trzymać otwartych oczu bez względu jak bardzo próbuję, więc pozwalam im zamknąć się. Czuję jak jego wargi delikatnie wracają do moich, ale wciąż mnie nie całuje. Nasze wargi uparcie opierają się o siebie, gdy trzyma on swój rytm, pozwalając moim ostatnim jękom, oddechom i może nawet części serca wysunąć się ze mnie do niego. Powoli i błogo powracam na ziemię, a on w końcu zastyga, pozwalając mi odpocząć po doświadczeniu, które on zrobił dla mnie jakoś w ogóle nie żenującym.
Gdy jestem całkowicie wykończona i emocjonalnie wysuszona, a całe ciało mi drży, on dalej całuje moją szyję, ramiona i wszędzie indziej w pobliżu jednego miejsca, gdzie chcę być całowana najbardziej – moje usta.
Lecz oczywiście on raczej utrzyma swoją determinację niż ulegnie swojemu uporowi, ponieważ odrywa usta od moich ramion i przysuwa twarz do mojej, ale nadal odmawia kontaktu. Wyciąga rękę, przejeżdżając nią po linii moich włosów, odsuwając kosmyk z czoła.
- Jesteś niewiarygodna – szepcze, tym razem patrząc tylko w moje oczy, w ogóle nie na moje usta. Jego słowa nadrabiają za jego upór i nie mogę się powstrzymać od odwzajemnienia uśmiechu. Opada na łóżko obok mnie, wciąż ciężko oddychając, robiąc świadomy wysiłek powstrzymania swojego pragnienia, które wiem, że nadal przez niego przepływa.
Zamykam oczy, przysłuchując się ciszy budującej się między nami, gdy nasze gwałtowne oddechy zmieniają się w miękki, delikatny rytm. Jest to cichy i możliwie najspokojniejszy moment, jaki mój umysł kiedykolwiek doświadczył.
Holder przesuwa rękę bliżej mojej na łóżku pomiędzy nami i oplata mały palec wokół mojego, jakby nie miał siły na trzymanie całej mojej ręki. Ale jest to miłe, bo już wcześniej trzymaliśmy się za ręce, ale nigdy za małe palce… i orientuję się, że to kolejny pierwszy raz, przez który przeszliśmy. A zdanie sobie z tego sprawy nie rozczarowuje mnie, bo wiem, że pierwsze razy z nim się nie liczą. Może mnie pocałować po raz pierwszy, dwudziesty lub milionowy, a mnie nie obchodziłoby czy jest on pierwszy czy nie, ponieważ jestem pewna, że już pobiliśmy rekord w najlepszym pierwszym pocałunku w historii pierwszych pocałunków – nawet się nie całując.
Po długim okresie idealnej ciszy, on wciąga głęboki wdech, po czym siada na łóżku i patrzy na mnie z góry. – Muszę iść. Nie mogę być z tobą na tym łóżku przez kolejną sekundę. – Przechylam głowę w jego stronę, patrząc na niego z przygnębieniem, jak wstaje i zakłada z powrotem bluzkę. Uśmiecha się do mnie szeroko, widząc że dąsam się, potem pochyla się aż jego twarz nachyla się nad moją niebezpiecznie blisko. – Kiedy powiedziałem, że dziś nie zostaniesz pocałowana, mam to na myśli. Ale cholera, Sky. Nie miałem zielonego pojęcia jak zrobisz to pieprzenie trudnym. – Wsuwa rękę pod mój kark, a ja wciągam cicho powietrze, zmuszając serce do pozostania w ścianach mojej klatki piersiowej. On całuje mnie w policzek i czuję jego wahanie, kiedy niechętnie się odsuwa.
Idzie tyłem do okna, przez cały czas na mnie patrząc. Zanim wychodzi na zewnątrz, wyciąga swoją komórkę i prędko przebiega po ekranie palcami, potem wsuwa ją z powrotem do kieszeni. Uśmiecha się do mnie, po czym wychodzi przez okno i zamyka je za sobą.
Jakoś znajduję siłę na podniesienie się i pobiegnięcie do kuchni. Biorę mój telefon i rzeczywiście jest tam od niego wiadomość. Chociaż tylko jedno słowo.
Niewiarygodnie.

Uśmiecham się, bo tak było. Absolutnie tak było.

1 komentarz: