9.3.14

34

Niedziela, 28 październik, 2012
02:45
Siadam.
To był sen.
To był tylko sen.
Czuję moje dziko bijące serce w każdej części ciała. Bije tak głośno, że je słyszę. Nie mogę złapać tchu i jestem pokryta potem.
To był tylko sen.
Próbuję się o tym przekonać. Chcę wierzyć całym sercem, że te wspomnienie nie było prawdziwe. Nie może być.
Ale było. Wyraźnie je pamiętam, jakby zdarzyło się wczoraj. Z każdym wspomnieniem, które przypomniałam sobie w ciągu paru dni, pojawia się po nim nowe. Rzeczy, które tłumiłam albo byłam zbyt młoda, żeby sobie je przypomnieć, wracają do mnie pełną falą. Rzeczy, których nie chcę pamiętać. Rzeczy, o których nigdy nie chciałabym wiedzieć.
Zrzucam z siebie kołdrę i sięgam do lampki, pstrykając włącznik. Pokój wypełnia się światłem i krzyczę, orientując się, że w moim łóżku jest ktoś jeszcze. Gdy tylko krzyk opuszcza moje usta, on wybudza się i siada prosto na łóżku.
- Co tutaj robisz, do diabła? – szepczę głośno.
Holder zerka na swój zegarek, potem pociera oczy wnętrzem dłoni. Kiedy wybudza się wystarczająco, żeby odpowiedzieć, kładzie rękę na moim kolanie. – Nie potrafiłem cię zostawić. Musiałem się upewnić, że nic ci nie jest. – Przenosi dłoń na moją szyję, tuż pod uchem i muska kciukiem moją szczękę. – Twoje serce – mówi, wyczuwając mój puls koniuszkami palców. – Jesteś wystraszona. – Widzenie go w moim łóżku, tak o mnie dbając… nie potrafię być na niego zła. Nie potrafię go winić. Pomimo faktu, że chcę być na niego zła, to nie potrafię. Gdyby nie było go tutaj, żeby mnie pocieszyć po tym, co właśnie sobie uświadomiłam, nie wiem, co bym zrobiła. On cały czas obwiniał siebie za każdą rzecz, która kiedykolwiek mi się wydarzyła. Zaczynam akceptować fakt że może on potrzebuje pocieszenia, tak bardzo jak ja. Za to pozwalam mu skraść kolejny kawałek mojego serca. Łapię rękę, która dotyka mojej szyi i ją ściskam.
- Holder… pamiętam. – Mój głos drży, kiedy mówię i czuję łzy chcące wypłynąć. Przełykam je i odpycham wszystkim, co mam. On przysuwa się do mnie bliżej i odwraca mnie do siebie całym ciałem. Kładzie ręce na mojej twarzy i patrzy mi w oczy.
- Co pamiętasz?
Potrząsam głową, nie chcąc tego mówić. Nie puszcza mnie. Zachęca mnie spojrzeniem, lekko kiwając głową, zapewniając mnie, że można to powiedzieć. Szepczę tak cicho, jak to możliwe, bojąc się wypowiedzieć to na głos. – To Karen była w tym samochodzie. Ona to zrobiła. To ona mnie zabrała. – Ból i zorientowanie pochłaniają jego twarz i przyciąga mnie do klatki piersiowej, obejmując mnie ramionami.
- Wiem, kochanie – mówi w moje włosy. – Wiem.
Przylegam do jego bluzki i trzymam się go, chcąc pływać w wygodzie, którą zapewniają jego ramiona. Zamykam oczy, ale tylko na moment. Odpycha mnie gdy tylko Karen otwiera drzwi mojej sypialni.
- Sky?
Obracam się na łóżku, a ona stoi na progu, piorunując wzrokiem Holdera. Przenosi wzrok na mnie. – Sky? Co… co ty robisz? – Zdezorientowanie i rozczarowanie rzucają cień na jej twarz.
Odwracam spojrzenie na Holdera. – Zabierz mnie stąd – mówię pod nosem. – Proszę. – Potakuje, po czym podchodzi do mojej szafy. Otwiera drzwiczki, a ja wstaję, wyciągam parę dżinsów z komody i je zakładam.
- Sky? – mówi Karen, obserwując nas z progu drzwi. Nie patrzę na nią. Nie mogę na nią patrzeć. Wchodzi parę kroków do sypialni, kiedy Holder otwiera małą torbę i kładzie ją na łóżku.
- Wrzuć tutaj trochę ubrań, kochanie. Wezmę z łazienki to, co potrzebujesz. – Ton jego głosu jest spokojny i opanowany, co lekko łagodnieje przepływającą przeze mnie panikę. Podchodzę do szafy i ściągam bluzki z wieszaków.
- Nigdzie z nim nie idziesz. Oszalałaś? – Głos Karen jest bliski paniki, ale wciąż na nią nie patrzę. Dalej wrzucam ubrania do torby. Idę do komody i otwieram najwyższą szafkę, biorąc garść skarpetek i bielizny. Podchodzę do łóżka, a Karen mnie zatrzymuje, kładąc ręce na moich barkach i zmuszając do spojrzenia na nią.
- Sky – odzywa się, osłupiała. – Co ty wyprawiasz? Co się z tobą dzieje? Nie wyjdziesz z nim.
Holder wraca do sypialni, trzymając przybory toaletowe i przechodzi obok Karen, wkładając je do torby. – Karen, sugeruję, żebyś ją puściła – mówi tak spokojnie, jak może brzmieć groźba.
Karen prycha i odwraca się do niego twarzą. – Nie zabierzesz jej. Jeśli choćby wyjdziesz z tego domu razem z nią, dzwonię na policję.
Holder nie odpowiada. Patrzy na mnie i sięga po przedmioty w moich rękach, po czym odwraca się i wsadza je do torby, zamykając ją. – Gotowa, kochanie? – pyta, biorąc mnie za dłoń.
Potakuję.
- To nie jest żart! – krzyczy Karen. Łzy zaczynają spływać po jej policzkach i jest rozgorączkowana, patrząc to na mnie, to na niego. Ból na jej twarzy łamie mi serce, bo jest moją matką i kocham ją, ale nie mogę zignorować gniewu i zdrady, jaką czuję z powodu ostatnich trzynastu lat mojego życia.
- Zadzwonię na policję! – krzyczy. – Nie masz prawa jej zabrać! – Sięgam do kieszeni Holdera, wyciągam jego komórkę i podchodzę do Karen. Patrzę jej prosto w oczy i tak spokojnie, jak potrafię, podaję jej telefon. – Proszę – mówię. – Zadzwoń. – Spuszcza wzrok na komórkę w mojej dłoni, potem patrzy na mnie. – Czemu to robisz, Sky? – Jest teraz pokonana przez łzy.
Łapię jej rękę i wpycham w nią telefon, ale ona nie chce go chwycić. – Zadzwoń! Zadzwoń na policję, mamo! Proszę. – Teraz błagam. Błagam ją, żeby zadzwoniła – by udowodniła mi, że się mylę. Żeby udowodniła, że nie ma niczego do ukrycia. Żeby udowodniła, że to nie mnie ukrywała. – Proszę – mówię raz jeszcze, cicho. Wszystko w moim sercu i duszy pragnie, żeby wzięła telefon i zadzwoniła na policję, żebym wiedziała, że się mylę.

Cofa się do tyłu, jednocześnie wciągając powietrze. Zaczyna kręcić głową i jestem niemal pewna, że ona wie, iż ja wiem, ale nie czekam, żeby się dowiedzieć. Holder bierze mnie za rękę i prowadzi do otwartego okna. Pozwala mi pierwszej wyjść, potem idzie za mną. Słyszę, jak Karen woła moje imię, ale nie przestaję iść, aż docieram do samochodu. Oboje wsiadamy do środka i Holder odjeżdża. Od jedynej rodziny, jaką kiedykolwiek tak naprawdę znałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz