9.3.14

54

Wtorek, 30 październik, 2012
22:15
Tym razem Holder wchodzi ze mną do środka. Karen i Jack siedzą na kanapie, a on obejmuje ją ramieniem, trzymając za rękę. Ona podnosi na mnie wzrok, kiedy wchodzę przez drzwi, a Jack wstaje, przygotowując się, żeby raz jeszcze dać nam prywatność. – W porządku – mówię do niego. – Nie musisz wychodzić. To nie zajmie długo. – Moje słowa niepokoją go, ale nic nie odpowiada. Odchodzi kilka metrów od Karen, abym mogła usiąść obok niej na kanapie. Kładę pudełko na stoliku przed nią i zajmuję miejsce. Odwracam się do niej, wiedząc, że nie ma pojęcia, co trzyma dla niej przyszłość. Pomimo faktu, że nie wie jaki podjęłam wybór i co stanie się z nią, nadal uśmiecha się do mnie krzepiąco.
Biorę ją za ręce i patrzę jej prosto w oczy. Chcę, żeby poczuła i uwierzyła w to, co jej powiem, ponieważ chcę, żeby między nami była tylko prawda.
- Mamo – mówię, patrząc na nią z takim zaufaniem, na jakie mnie stać. – Kiedy zabrałaś mnie od mojego ojca, znałaś potencjalne konsekwencje swojej decyzji, ale i tak to zrobiłaś. Zaryzykowałaś twoje całe życie, żeby uratować moje i nigdy nie mogłabym prosić cię, abyś cierpiała przez ten wybór. Zrezygnowanie ze swojego życia dla mnie to więcej niż kiedykolwiek mogłabym od ciebie chcieć. Nie będę cię osądzać za to, co zrobiłaś. W tej chwili jedyną odpowiednią rzeczą jest… podziękowanie ci. Więc dziękuję. Bardzo ci dziękuję za uratowanie mojego życia. – Jej łzy płyną o wiele mocniej od moich. Przytulamy się i płaczemy.
Płacze matka z córką. Płacze ciocia z bratanicą. Płacze ofiara z ofiarą. Płacze ocalała z ocalałą.
Nie mogę wyobrazić sobie życia, która musiała prowadzić Karen przez ostatnie trzynaście lat. Każdy wybór który podejmowała był na mój pożytek. Uważała, że kiedy skończę osiemnaście lat, to przyzna się do tego co zrobiła i odda się policji, żeby zmierzyć się z konsekwencjami. Wiedząc, że kocha mnie tak mocno, że oddałaby całe swoje życie dla mnie, czuję się prawie niegodna, teraz, gdy wiem, że dwoje ludzie na tym świecie tak mnie kocha. To niemal zbyt wiele do zaakceptowania.
Okazuje się, że Karen naprawdę chcę wziąć następny krok z Jackiem, ale wahała się, ponieważ wiedziała, że złamie jego serce, kiedy dowie się prawdy. Czego nie oczekiwała, to że Jack kocha ją bezwarunkowo… tak jak ona kocha mnie. Słuchając jej wyznania o przeszłości i wyborów, które musiała podjąć jedynie go upewniło w miłości, którą do niej ma. Zgaduję, że jego rzeczy będą całkowicie przeniesione do następnego weekendu.
Karen spędza wieczór cierpliwie odpowiadając na moje wszystkie pytania. Moje główne pytanie było takie, że nie rozumiałam, jak mogłam mieć legalne imię i dokumenty, aby to poprzeć. Karen roześmiała się na te pytanie i wytłumaczyła że z wystarczającą ilością pieniędzy i dobrymi znajomościami, zostałam „adoptowana” na korzystnych warunkach spoza kraju i uzyskałam obywatelstwo w wieku siedmiu lat. Nawet nie pytam jej o szczegóły, bo boję się wiedzieć.
Kolejne pytanie, na które potrzebowałam odpowiedzi było najbardziej oczywiste… czy możemy mieć teraz telewizor. Okazuje się, że nie gardzi tak bardzo technologią, jak utrzymywała przez te lata. Mam przeczucie, że jutro będziemy robić zakupy w dziale elektroniki.
Wyjaśniliśmy z Holderem Karen, jak dowiedział się, kim jestem. Początkowo nie potrafiła zrozumieć jak mogliśmy mieć tak silny związek w takim młodym wieku… wystarczająco silny, żeby mnie pamiętał. Ale po dłuższym patrzeniu na nasze zachowanie, myślę, że jest przekonana, że nasz związek jest teraz prawdziwy. Niestety widzę również w jej spojrzeniu troskę za każdym razem, kiedy Holder nachyla się, żeby mnie pocałować albo kładzie rękę na mojej nodze. Jest przecież ona moją matką.
Po kilku godzinach osiągnęliśmy najspokojniejszy moment po weekendzie, jaki mieliśmy i postanawiamy, że czas spać. Holder i Jack żegnają się z nami, a Holder zapewnia Karen, że nigdy więcej nie wyśle mi obniżającej-ego wiadomości. Chociaż kiedy to mówi, to puszcza do mnie oko ponad jej ramieniem.
Karen przytula mnie więcej razy niż byłam przytulana w jeden dzień. Po jej ostatnim uścisku na noc, idę do mojego pokoju i wczołguję się do łóżka. Okrywam się kołdrą i zakładam ręce za głową, podnosząc spojrzenie na gwiazdy na suficie. Zastanawiałam się nad zerwaniem ich, myśląc, że przyniosą tylko więcej negatywnych wspomnień. Ale ich nie ściągnęłam. Zostawiam je, bo jak teraz na nie patrzę, to przypominają mi Hope. Przypominają mi mnie i wszystko, co musiałam pokonać, żeby dojść do tego punktu. I podczas gdy mogłabym siedzieć tutaj i użalać się nad sobą, zastanawiając się dlaczego to wszystko mi się przydarzyło… nie będę tego robić. Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałaś zanim została przewrócona. Wybieram stanie wyżej. Prawdopodobnie zostanę przewrócona jeszcze kilka razy nim życie będzie miało mnie dość, ale mogę was zapewnić, że nigdy nie zostanę na ziemi.
Do mojego okna ktoś lekko stuka, zanim zostaje podniesione. Uśmiecham się i przesuwam się na moją stronę łóżka, czekając, aż do mnie dołączy.
- Dzisiaj nie dostanę powitania przy oknie? – mówi ściszonym głosem, zamykając za sobą okno. Podchodzi do swojej strony łóżka i unosi kołdrę, kładąc się obok mnie.
- Jesteś lodowaty – mówię, wtulając się w jego ramiona. – Szedłeś na piechotę? – Potrząsa głową i ściska mnie, całując w czoło. – Nie, biegłem. – Zsuwa jedną rękę na mój tyłek. – Minął ponad tydzień odkąd ćwiczyliśmy. Twój tyłek robi się naprawdę duży.
Śmieję się, uderzając go w ramię. – Spróbuj zapamiętać, że obelgi są tylko zabawne w formie tekstowej.
- Mówiąc o… czy to znaczy, że dostaniesz telefon z powrotem?
Wzruszam ramionami. – Nie bardzo chcę ten telefon. Mam nadzieję, że mój pokopany chłopak da mi na święta iPhone’a.
Śmieje się i przewraca na mnie, przyciskając lodowate wargi do moich. Kontrastujące temperatury naszych ust wystarczają, żeby wywołać w nim jęk. Całuje mnie, aż jego ciało znowu ma wyższą temperaturę od pokojowej. – Wiesz co? – Opiera się na łokciach i spogląda na mnie ze swoim uroczym uśmiechem z dołeczkami.
- Co?
- Nigdy nie uprawialiśmy seksu w twoim łóżku.
Popycham go na plecy. – I tak pozostanie, dopóki moja matka jest w tym samym korytarzu. – Śmieje się i chwyta mnie w pasie, przyciągając na siebie. Kładę głowę na jego klatce piersiowej, a on mocno mnie obejmuje.
- Sky?
- Holder? – przedrzeźniam go.
- Chcę, żebyś coś wiedziała – mówi. – I nie mówię tego jako twój chłopak czy nawet przyjaciel. Mówię to, bo musi być to przez kogoś powiedziane. – Przestaje głaskać mnie po ramieniu i kładzie rękę na środku moich pleców. – Jestem z ciebie bardzo dumny.
Zaciskam powieki i przełykam jego słowa, posyłając je prosto do serca. Holder przenosi usta na moje włosy i całuje mnie albo po raz pierwszy, albo po raz dwudziesty, albo milionowy, ale kto to liczy?
Przytulam się do niego mocniej, wydychając powietrze. – Dziękuję ci. – Unoszę głowę i opieram brodę o jego tors, patrząc na niego, podczas gdy on uśmiecha się do mnie. – I nie dziękuję ci za to, co właśnie powiedziałeś, Holder. Muszę podziękować ci za wszystko. Dziękuję za danie mi odwagi, abym zawsze zadawała pytania, nawet kiedy nie chcę odpowiedzi. Dziękuję za kochanie mnie tak, jak kochasz. Dziękuję za pokazanie mi, że nie zawsze musimy być silni, żeby być przy sobie – że w porządku jest być słabym, tak długo jak jesteśmy razem. I dziękuję za odnalezienie mnie po tych wszystkich latach. – Przesuwam palcami po jego torsie, aż sięgają do ramienia. Przeciągam nimi po każdej literze jego tatuażu, po czym nachylam się, przyciskam do niego usta i całuję. – Ale najbardziej dziękuję ci za stracenie mnie tyle lat temu… bo moje życie nie byłoby takie same, gdybyś nigdy nie odszedł.
Moje ciało unosi się i opada przy jego ogromnemu wdechowi. Obejmuje moją twarz dłońmi i stara się uśmiechnąć, ale nie sięga to jego wypełnionych bólem oczu. – Ze wszystkich razów, kiedy wyobrażałam sobie jak będzie, gdy kiedyś cię znajdę… nigdy nie myślałem, iż skończy się na tym, że będziesz mi dziękować za stracenie ciebie.
- Skończy? – pytam, nie lubiąc terminu, który wybrał. Unoszę się i całuję go krótko w usta, po czym odsuwam się. – Mam nadzieję, że to nie jest nasz koniec.
- Do diabła nie, to nie jest nasz koniec – odpowiada. Zakłada kosmyk włosów za moje ucho i nie zabiera stamtąd ręki. – A chciałbym móc powiedzieć, że będziemy żyć długo i szczęśliwie, ale nie mogę. Nadal mamy wiele do przepracowania. Ze wszystkim, co wydarzyło się między tobą, mną, twoją matką, twoim tatą i tym, co wiem, co stało się Les… będą dni, które nie sądzę, że będziemy wiedzieć jak przetrwać. Ale przetrwamy. Przetrwamy, ponieważ mamy siebie nawzajem. Więc nie martwię się o nas, kochanie. W ogóle.
Całuję jego dołeczek i uśmiecham się. – Ja też nie martwię się o nas. I żebyś wiedział, nie wierzę w długi i szczęśliwy koniec.
Śmieje się. – Dobrze, bo nie dostaniesz takiego. Dostaniesz tylko mnie.

- To wszystko, czego potrzebuję – mówię. – Dobra… potrzebuję lampy. I popielniczkę. I pilota. I paletkę do gry. I ciebie, Deanie Holderze. Ale to wszystko, czego potrzebuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz