8.3.14

8

Wtorek, 28 sierpnia, 2012
6:15
Dzwoni budzik, a ja od razu myślę o opuszczeniu dzisiejszego biegu, dopóki nie przypominam sobie, kto czeka na mnie na zewnątrz. Ubieram się szybciej niż kiedykolwiek się ubrałam od pierwszego dnia, kiedy potrafiłam sama się ubierać, po czym podchodzę do okna. Do wnętrza okna przyklejona jest kartka z napisanym na niej słowem „zdzira” pismem Six. Uśmiecham się i odrywam kartkę z okna, potem rzucam ją na łóżko nim wychodzę na zewnątrz.
On siedzi na krawężniku, rozciągając nogi. Zwrócony jest do mnie plecami, co jest dobre. W innym razie zauważyłby moje nachmurzenie, jak tylko dostrzegłam, że ma on na sobie koszulkę. Słyszy jak podchodzę i odwraca się do mnie twarzą.
- Hej, ty. – Uśmiecha się i wstaje. Kiedy to robi zauważam, że jego bluzka już jest przemoczona. Przybiegł tutaj. Przebiegł tutaj ponad dwie mile, zamierza przebiec ze mną trzy mile, a potem będzie biegł ponad dwie mile do domu. Poważnie nie rozumiem, czemu on przechodzi przez cały ten kłopot. Albo dlaczego ja na to pozwalam. – Musisz najpierw się rozciągnąć? – pyta.
- Już to zrobiłam.
Wyciąga rękę i dotyka mojego policzka kciukiem. – Nie wygląda tak źle – mówi. – Jesteś obolała? – Kręcę głową. Czy on naprawdę oczekuje, że wyrażę głośno swoją odpowiedź, gdy jego palce dotykają mojej twarzy? Całkiem trudno jest mówić i wstrzymywać oddech w tym samym czasie.
On odsuwa rękę i uśmiecha się. – Dobrze. Gotowa?
Wypuszczam oddech. – Ta.
I biegniemy. Przez chwilę biegniemy obok siebie aż ścieżka się zwęża, wtedy biegnie on za mną, co sprawia, że czuję się niewiarygodnie nieśmiało. Zwykle zatracam się, kiedy biegam, lecz tym razem dotkliwie zdaję sobie sprawę z każdej małej rzeczy, od moich włosów, przez długość moich szortów po każdą kroplę potu spływającą po moich plecach. Czuję ulgę, gdy droga się poszerza, a on znowu zrównuje się ze mną krokiem.
- Lepiej próbuj się dostać na bieżnię. – Jego głos jest opanowany i w ogóle nie brzmi tak, jakby już przebiegł tego poranka cztery mile. – Masz większą kondycję niż większość facetów z zeszłorocznej drużyny.
- Sama nie wiem czy chcę – mówię, nieatrakcyjnie zdyszana. – Nie bardzo znam kogokolwiek w szkole. Zamierzałam starać się dostać, ale jak na razie większość ludzi w szkole jest trochę… wredna. Nie chcę być na nich narażona przez dłuższy okres czasu pod pozorem drużyny.
- Byłaś w publicznej szkole tylko jeden dzień. Daj temu czas. Nie możesz oczekiwać, że będąc nauczaną w domu przez całe życie, przyjdziesz w pierwszy dzień z toną nowych przyjaciół. – Staję jak wryta. On przemierza kilka kroków zanim zauważa, że już nie jestem obok niego.
Kiedy odwraca się i widzi, że stoję nieruchomo na chodniku, szybko do mnie podchodzi i łapie mnie za ramiona. – Wszystko w porządku? Kręci ci się w głowie?
Potrząsam głową i odpycham jego ręce. – Nic mi nie jest – mówię z bardzo słyszalną ilością irytacji w odpowiedzi.
Przekrzywia głowę. – Powiedziałem coś nie tak?
Zaczynam iść w stronę mojego domu, więc idzie za moim przykładem. – Trochę – mówię, przerzucając na niego wzrok. – Wczoraj lekko żartowałam o prześladowaniu, ale przyznałeś, że szukałeś mnie na Facebooku tuż po tym jak mnie spotkałeś. Potem uparłeś się, że będziesz ze mną biegał, chociaż nie jest to po twojej drodze. Teraz jakoś wiesz jak długo jestem w publicznej szkole? I że byłam nauczana w domu? Nie będę kłamać, to trochę dziwne.
Czekam na wyjaśnienie, ale zamiast tego on tylko mruży oczy i mnie obserwuje. Obydwoje wciąż idziemy do przodu, lecz on jedynie milcząco mi się przygląda, aż okrążamy następny róg. Kiedy w końcu się odzywa, jego słowa są uprzedzone ciężkim westchnieniem. – Popytałem – mówi ostatecznie. – Mieszkałem tutaj odkąd byłem dziesięciolatkiem, więc mam dużo przyjaciół. Byłem tobą ciekawy. – Przyglądam mu się przez kilka kroków, po czym opuszczam wzrok na chodnik. Nagle nie potrafię na niego spojrzeć, zastanawiając się co jeszcze jego „przyjaciele” powiedzieli mu o mnie. Wiem, że plotki krążyły od momentu, kiedy Six i ja stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami, ale to pierwszy raz, jak poczułam się nimi trochę obronna czy zawstydzona. Fakt, że biega on ze mną nie po swojej drodze, może znaczyć tylko jedną rzecz. Słyszał plotki i pewnie ma nadzieję, że są one prawdą.
On wyczuwa, że czuję się nieswojo, więc chwyta mój łokieć i mnie zatrzymuje. – Sky. – Odwracamy się twarzą do siebie, ale ja nie odrywam wzroku od betonu. Mam dziś na sobie więcej niż tylko stanik sportowy, lecz i tak zakładam ramiona na bluzce i obejmuję siebie. Nie ma nic, co potrzeba byłoby zakrywać, ale z jakiegoś powodu czuję się teraz naga.
- Myślę, że wczoraj źle zaczęliśmy w sklepie – mówi on. – A ta rozmowa o prześladowaniu. Przysięgam, że to był żart. Nie chcę, żebyś czuła się przy mnie nieswojo. Poczułabyś się lepiej, gdybyś wiedziała o mnie więcej? Zapytaj mnie o coś, a ja ci powiem. Cokolwiek. – Naprawdę mam nadzieję, że jest szczery, ponieważ już mogę powiedzieć, że nie jest on typem faceta, w którym dziewczyna może tylko się zauroczyć. Jest typem faceta, w którym mocno się zakochujesz, a ta myśl mnie przeraża. Niezbyt chcę w kimkolwiek mocno się zakochać, zwłaszcza w kimś, kto tylko się wysila, bo myśli, że jestem łatwa. Również nie chcę zakochać się w kimś, kto napiętnował się beznadziejnym. Ale jestem ciekawa. Tak bardzo ciekawa.
- Jeśli o coś cię zapytam, będziesz szczery?
On pochyla głowę w moją stronę. – Zawsze taki będę.
To jak obniża głos, kiedy mówi, sprawia, że kręci mi się w głowie i przez chwilę boję się, że jeśli on dalej będzie tak mówił, znowu zemdleję. Na szczęście cofa się o krok i czeka na moją odpowiedź. Chcę zapytać go o jego przeszłość. Chcę wiedzieć, dlaczego go odesłano i dlaczego zrobił to, co zrobił, i dlaczego Six mu nie ufa. Jednak nie jestem pewna czy chcę znać już prawdę.
- Dlaczego rzuciłeś szkołę?
Wzdycha, jakby było to jedno z pytań, których miał nadzieję uniknąć. Znowu zaczyna iść i tym razem, to ja idę za nim.
- Technicznie jeszcze jej nie rzuciłem.
- Cóż, nie byłeś w niej od ponad roku. Powiedziałabym, że to jest rzucenie. – On odwraca się do mnie i wygląda na rozdartego, jakby chciał mi coś powiedzieć. Otwiera usta, po czym znowu je zamyka po zawahaniu. Nie cierpię tego, że nie potrafię go odczytać. Większość ludzi jest łatwa do odczytania. Są prości. Holder jest wszystkimi rodzajami dezorientacji i skomplikowania.
- Dopiero wprowadziłem się z powrotem do domu parę dni temu – mówi. – Moja matka i ja mieliśmy dosyć gówniany ostatni rok, więc prowadziłem się na trochę do taty do Austin. Chodziłem tam do szkoły, ale poczułem, że pora wracać do domu. Więc oto jestem.
Fakt, że nie udało mu się wspomnieć o jego okresie w poprawczaku sprawia, że kwestionuję jego zdolność mówienia otwarcie. Rozumiem, że to zapewne nie jest coś, o czym chce on rozmawiać, ale nie powinien twierdzić, że zawsze jest szczery, skoro taki nie jest.
- Nie wyjaśnia to dlaczego zdecydowałeś się rzucić szkołę, zamiast po prostu się przenieść. – On wzrusza ramionami. – Sam nie wiem. Szczerze mówiąc wciąż staram się postanowić co chcę robić. Był to całkiem pieprznięty rok. Nie wspominając o tym, że nienawidzę szkoły. Jestem zmęczony bzdurą i czasami myślę, że byłoby łatwiej sprawdzić co się dzieje poza nią.
Przestaję iść i odwracam się do niego twarzą. – To bzdurne usprawiedliwienie. – On unosi na mnie brew. – Bzdurą jest, że nienawidzę liceum?
- Nie. Bzdurą jest, że pozwalasz jednemu złemu roku ustalić twój los na resztę życia. Masz dziewięć miesięcy do zakończenia, więc rzucasz szkołę? To po prostu… to głupie. – On się śmieje. – Cóż, kiedy stawiasz to tak dobitnie.
- Śmiej się ile chcesz. Rzucając szkołę po prostu się poddajesz. Udowadniasz wszystkim, którzy kiedykolwiek w ciebie wątpili, że mają rację. – Spuszczam wzrok i przyglądam się tatuażowi na jego ramieniu. – Rzucisz szkołę i pokażesz światu, jaki jesteś beznadziejny? Lepiej prawdy im nie powiesz. – Podąża za moim spojrzeniem do swojego tatuażu i wpatruje się w niego przez moment, ruszając szczęką. Naprawdę nie zamierzałam zmieniać tematu, ale skąpienie edukacji jest ze mną drażliwym tematem.
Obwiniam Karen za wszystkie te lata wwiercania mi do głowy, że jestem jedyną, która jest odpowiedzialna za drogę, którą obierze moje życie.
Holder odwraca wzrok od tatuażu, na którego obydwoje się patrzyliśmy, podnosi spojrzenie i kiwa głową w stronę mojego domu. – Już jesteś – mówi rzeczowo. Odwraca się ode mnie bez choćby uśmiechu czy pożegnalnego pomachania.
Stoję na chodniku i patrzę, jak znika za rogiem bez żadnego spojrzenia w moim kierunku.

A oto byłam ja, myśląca że dziś rzeczywiście przeprowadzę rozmowę z tylko jedną jego osobowością. To tyle, jeśli o to chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz