8.3.14

12

Piątek, 31 sierpnia, 2012
16:50
- Jack jedzie z tobą? – Otwieram drzwi samochodu Karen, aby mogła wrzucić swój ostatni bagaż na tylne siedzenie.
- Tak, jedzie. Będziemy w domu… ja będę w domu w niedzielę – mówi, poprawiając się. Boli ją liczenie Jacka, jako „my”. Nie cierpię tego, że ona tak się czuje, bo naprawdę lubię Jacka i wiem, że kocha on Karen, dlatego nie rozumiem, czym jest jej zahamowanie. Miała paru chłopaków w ciągu ostatnich dwunastu lat, lecz gdy tylko staje się poważnie dla faceta, ona ucieka.
Karen zamyka drzwi i odwraca się do mnie. – Wiesz, że ci ufam, ale, proszę…
- Nie zajdź w ciążę – wtrącam. – Wiem, wiem. Mówisz to za każdym razem od dwóch lat, kiedy wyjeżdżasz. Nie zajdę w ciążę, mamo. Tylko będę na okropnym haju. – Ona się śmieje i mnie przytula. – Dobra dziewczynka. A upicie. Nie zapomnij się upić.
- Nie zapomnę, obiecuję. I wypożyczam telewizor na weekend, więc będę siedzieć, jeść lody i oglądać bzdury na kablówce.
Odsuwa się i piorunuje mnie wzrokiem. – To już nie jest zabawne.
Śmieję się i znowu ją przytulam. – Baw się dobrze. Mam nadzieję, że sprzedasz mnóstwo ziołowych cosiów, mydeł, nalewek i wszystkiego innego, co tam robisz.
- Kocham cię. Jeśli będziesz mnie potrzebować, wiesz, że możesz użyć domowego telefonu Six. – Przewracam oczami na te same instrukcje, które daje mi za każdym razem, gdy wyjeżdża. – Do zobaczenia – mówię. Ona wsiada do auta i wyjeżdża z podjazdu, pozostawiając mnie wolną od rodzica na weekend. Dla większości nastolatków byłby to moment, w którym wyciągnęli by swoje komórki i opublikowali zaproszenie na najlepszą imprezę roku. Nie dla mnie. Nie. Zamiast tego wchodzę do środka, postanawiając upiec ciastka, bo to najbardziej buntownicza rzecz, jaką wymyśliłam.
Uwielbiam piec, ale nie twierdzę, że jestem w tym bardzo dobra. Zazwyczaj kończę mają na twarze i we włosach więcej mąki i czekolady niż w rzeczywistym produkcie końcowym. Dzisiejszego wieczora nie ma wyjątku. Już zrobiłam serię kruchych ciastek z czekoladą, serię ciastek czekoladowych z orzechami i coś, co nie jestem pewna, czym miało być. Sypię mąkę do mieszanki domowej roboty niemieckiego czekoladowego ciasta, kiedy dzwoni dzwonek.
Jestem całkiem pewna, że powinnam wiedzieć, co robić w takich sytuacjach. Dzwonek dzwoni cały czas, prawda? Nie mój. Gapię na drzwi, niepewna, czego od nich oczekuję. Kiedy dzwoni drugi raz, odkładam miarkę i odsuwam włosy z oczu, po czym podchodzę do drzwi wejściowych. Kiedy je otwieram, nawet nie jestem zaskoczona, widząc Holdera. Okej, jestem zaskoczona. Ale nie bardzo.
- Hej – mówię. Nie mogę wymyślić nic innego do powiedzenia. Nawet gdybym wymyśliła co innego do powiedzenia, pewnie nie byłabym w stanie tego powiedzieć, skoro nie mogę cholernie oddychać! On stoi na najwyższym stopniu mojego wejścia, dłonie luźno trzymając w kieszeniach dżinsów. Jego włosy wciąż potrzebują podcięcia, lecz kiedy podnosi rękę i odsuwa je z oczu, myśl o nim obcinającym te włosy nagle jest najgorszym pomysłem na świecie.
- Cześć. – Uśmiecha się z zakłopotaniem i wygląda na podenerwowanego, a to jest szalenie atrakcyjne. Jest w dobrym humorze. W każdym razie, teraz jest. Kto wie, kiedy znowu się wkurzy i zacznie kłócić.
- Um – mówię nerwowo. Wiem, że następnym krokiem jest zaproszenie go środka, ale tylko wtedy, jeżeli w ogóle chcę, żeby był w moim domu, a będąc szczerą, ława przysięgłych wciąż obraduje nad tym.
- Jesteś zajęta? – pyta.
Zerkam do kuchni na niewyobrażalny bałagan, który zrobiłam. – Tak jakby. – To nie jest kłamstwo. Jestem tak jakby niewiarygodnie zajęta.
On odwraca wzrok i kiwa głową, po czym wskazuje za niego na swój samochód. – Ta. Ja chyba… pójdę. – Cofa się z najwyższego stopnia.
- Nie – mówię, o wiele zbyt szybko i o decybel zbyt głośno. Jest to niemal desperackie nie i czuję zażenowanie. Choć nie wiem, dlaczego on tutaj jest lub dlaczego on dalej się kłopocze, ciekawość mnie pokonuje. Odsuwam się na bok i otwieram szerzej drzwi. – Możesz wejść, ale może być ci dane zajęcie. – Waha się, po czym raz jeszcze wspina się po schodku. Wchodzi do środka, a ja zamykam za nim drzwi. Nim sytuacja może stać się jeszcze bardziej niezręczna, idę do kuchni i podnoszę miarkę, wracając do pracy, jakby w moim domu nie stał jakiś przypadkowy, temperamentny, seksowny facet.
- Przygotowujesz się na kiermasz dobroczynny? – Okrąża kontuar, przyglądając się nadmiarze deserów pokrywających mój blat.
- Moja mama wyjechała z miasta na weekend. Jest anty-cukrowa, więc poniekąd szaleję, gdy jej tu nie ma. – On się śmieje i bierze ciastko, ale najpierw patrzy na mnie na pozwolenie.
- Częstuj się – mówię. – Ale strzeż się, to że lubię piec, nie znaczy że jestem w tym dobra. – Przesiewam ostatnią część mąki i wsypuję ją do miski.
- Więc masz dom dla siebie i spędzasz piątkowy wieczór piekąc? Typowa nastolatka – kpi.
- Co mogę powiedzieć? – Wzruszam ramionami. – Jestem buntowniczką.
Odwraca się i otwiera szafkę, przyglądając się zawartości, po czym ją zamyka. Przesuwa się w lewo i otwiera następną szafkę, wtedy wyciąga szklankę. – Masz mleko? – pyta, kierując się do lodówki. Przestaję mieszać i obserwuję, jak wyciąga mleko i nalewa sobie szklankę, jakby był we własnym domu. Upija łyki i odwraca się, łapiąc mnie jak na niego się gapię, następnie się uśmiecha szeroko. – Nie powinnaś oferować ciasteczek bez mleka, wiesz. Jesteś dość żałosną gospodynią. – Bierze kolejne ciastko, podchodzi razem z mlekiem do kontuaru i siada.
- Staram się zachować swoją gościnność dla zaproszonych gości – mówię, odwracając się do blatu.
- Au.
Włączam mikser od średniej do wysokiej prędkości, tworząc wymówkę, by nie musieć z nim rozmawiać przez trzy minuty. Próbuję przypomnieć sobie jak wyglądam, bez zauważalnego szukania odblaskowej powierzchni. Jestem pewna, że mam wszędzie mąkę. Wiem, że moje włosy są przytrzymywane ołówkiem, a spodnie dresowe są noszone czwarty wieczór z rzędu. Niewyprane. Próbuję nonszalancko zetrzeć jakikolwiek widoczny ślad mąki, ale zdaję sobie sprawę, że to przegrana sprawa. No dobrze, nie ma możliwości, żebym teraz wyglądała gorzej niż wtedy, gdy leżałam na kanapie ze żwirem przyklejonym do policzka.
Wyłączam mikser i przyciskam guzik uwalniający miksujące skrzydła. Podnoszę jedno ust i je oblizuję, a drugie przynoszę do miejsca, gdzie on siedzi. – Chcesz? To niemiecka czekolada. – Wyciąga je z mojej ręki i uśmiecha się. – Jakie to gościnne z twojej strony.
- Zamknij się i liż albo zatrzymam to dla siebie. – Podchodzę do szafki i wyciągam własną szklankę, lecz nalewam sobie wody. – Chcesz trochę wody czy chcesz dalej udawać, że możesz przełknąć te wegańskie gówno?
On się śmieje, marszcząc nos, po czym przysuwa swoją szklankę do mnie. – Starałem się być miły, ale nie mogę wypić już tego, czym do diabła to jest. Tak, woda. Proszę. – Śmieję się, płucząc jego szklankę, potem podaję mu ją wypełnioną wodą. Siadam na krześle naprzeciwko niego i przyglądam mu się, wgryzając się w ciastko orzechowe. Czekam, aż wyjaśni mi czemu tutaj jest, ale tego nie robi.
On tylko siedzi przede mną i patrzy jak jem. Nie pytam go dlaczego tutaj jest, ponieważ tak jakby lubię ciszę pomiędzy nami. Lepiej działa, kiedy oboje się zamykamy, skoro wszystkie nasze rozmowy lubią kończyć się kłótnią.
Holder wstaje i idzie do salonu bez wyjaśnienia. Rozgląda się z ciekawością, jego uwaga skradziona jest przez fotografie na ścianach. Podchodzi do nich bliżej i powoli przygląda się każdemu z nich. Opieram się o swoje krzesło, obserwując jego bycie wścibskim.
Nie spieszy się i wydaje się tak pewny każdego ruchu, który wykonuje. Tak jakby wszystkie jego myśli oraz akcje są drobiazgowo zaplanowane z góry. Mogę go sobie wyobrazić w jego sypialni, zapisującego słowa, które planuje użyć następującego dnia, bo jest on z nimi tak wybiórczy.
- Twoja mama wygląda na naprawdę młodą – mówi.
- Jest młoda.
- Nie wyglądasz jak ona. Wyglądasz jak twój tata? – Odwraca się do mnie twarzą.
Wzruszam ramionami. – Nie wiem. Nie pamiętam, jak on wygląda. – Obraca się z powrotem do zdjęć i przejeżdża palcem po jednym z nich.
- Twój tata nie żyje? – Jest z tym taki otwarty, że jestem niemal pewna, że on wie iż mój tata nie jest martwy bo inaczej nie zapytałby tak o to. Tak beztrosko.
- Nie wiem. Nie widziałam go odkąd miałam trzy lata.
Wraca do kuchni i znowu zajmuje przede mną miejsce. – To wszystko, co dostanę? Żadnej historyjki?
- Och, jest historyjka. Po prostu nie chcę jej opowiedzieć.
Znowu się do mnie uśmiecha, lecz jest to ostrożny uśmiech towarzyszący pytającemu wyrazowi jego oczu.
- Twoje ciastka były dobre – mówi, umiejętnie zmieniając temat. – Nie powinnaś bagatelizować twoich zdolności piekarskich.
Coś piszczy, a ja zeskakuję z krzesła i podbiegam do piekarnika. Otwieram go, ale ciasto nie jest nawet blisko skończenia. Kiedy się odwracam, Holder trzyma moją komórkę. – Dostałaś wiadomość – śmieje się. – Twoje ciasto ma się dobrze.
Rzucam rękawicę kuchenną na ladę, wracając do mojego siedzenia. On przegląda wiadomości na moim telefonie bez strzępu szacunku dla prywatności. Jednak nie obchodzi mnie to, więc mu pozwalam.
- Myślałem, że nie wolno ci mieć telefonu – mówi. – Czy była to naprawdę żałosna wymówka by uniknąć dania mi swojego numeru?
- Nie wolno mi. Jednego dnia dała mi go moja najlepsza przyjaciółka. Nie może robić nic innego niż wysyłać wiadomości. – On odwraca ekran w moją stronę. – Co to są za wiadomości, do diabła? – Obraca telefon i czyta jedną.
- Sky, jesteś piękna. Jesteś możliwie najpiękniejszą istotą we wszechświecie, a jeśli ktoś powie ci inaczej, zranię sukę. – Unosi brew i patrzy na mnie, po czym znowu na telefon. – O Boże. Wszystkie takie są. Proszę, powiedz mi, że nie wysyłasz ich sobie dla codziennej motywacji.
Śmieję się, sięgając przez kontuar i wyrywam komórkę z jego dłoni. – Przestań. Rujnujesz tego zabawę.
Odchyla głowę i śmieje się. – O mój Boże, robisz tak? Te wszystkie są od ciebie?
- Nie! – mówię obronnie. – Są od Six. Jest moją najlepszą przyjaciółką, jest po drugiej stronie świata i za mną tęskni. Nie chce żebym była smutna, więc codziennie wysyła mi miłe wiadomości. Myślę, że to słodkie.
- Och, wcale nie. Myślisz, że to irytujące i zapewne nawet ich nie czytasz. – Skąd on to wie?
Odkładam komórkę i krzyżuję ramiona na klatce piersiowej. – Ona chce dobrze – mówię, dalej nie przyznając, że wiadomości diabelnie mnie irytują.
- Zniszczą cię. Te wiadomości nadmuchają twojego ego tak bardzo, że wybuchniesz. – Podnosi komórkę i wyciąga własną ze swojej kieszeni. Przegląda ekrany obu telefonów i przyciska jakieś numery na swoim. – Musimy naprawić tę sytuację, zanim zaczniesz cierpieć na urojenia wspaniałości. – Oddaje mi komórkę i wystukuje coś w swojej, po czym chowa ją do kieszeni.
Mój telefon rozbrzmiewa, wskazując nową wiadomość. Patrzę na ekran i śmieję się.
Twoje ciastka są do bani. I nie jesteś taka ładna.
- Lepiej? – drażni się. – Ego wystarczająco się zmniejszyło? – Śmieję się i odkładam telefon na ladę, po czym wstaję. – Wiesz jaką właściwą rzecz powiedzieć dziewczynie. – Wchodzę do salonu i odwracam się. – Chcesz wycieczkę po domu? – Podnosi się i idzie za mną, podczas gdy ja wskazuję nudne fakty, drobiazgi, pokoje i zdjęcia, ale oczywiście on powoli to wszystko pochłania, nigdy się nie spiesząc. Musi zatrzymywać się i badać każdą maleńką rzecz, przez cały czas nie wypowiadając żadnego słowa.
Kiedy w końcu docieramy do mojej sypialni, otwieram drzwi. – Mój pokój – mówię, błyszcząc moją pozą Vanny White. – Nie krępuj się, żeby się rozejrzeć, ale że nie ma tutaj żadnych osiemnastoletnich ludzi ani starszych, trzymaj się z dala od mojego łóżka. Nie wolno mi zajść w ciążę w ten weekend. – On się zatrzymuje, przechodząc przez próg i przechyla głowę w moją stronę. – Tylko w ten weekend? Zamiast tego planujesz zajść w ciążę w następny weekend?
Podążam za nim do mojej sypialni. – Nie. Pewnie poczekam jeszcze parę tygodni. – Przygląda się mojemu pokojowi, powoli obracając się, aż znowu stał do mnie twarzą. – Mam osiemnaście lat. – Przekrzywiam głowę, zdezorientowana czemu wytknął ten przypadkowy fakt. – Hura dla ciebie? – Przenosi wzrok na łóżko, potem na mnie. – Powiedziałaś, żeby trzymać się z dala twojego łóżka, bo nie jestem osiemnastolatkiem. Jedynie mówię, że jestem.
Nie podoba mi się sposób, w jakim moje płuca się ścisnęły, gdy spojrzał na moje łóżko. – Och. Więc dobra, miałam na myśli dziewiętnastolatków.
On obraca się, podchodząc powoli do otwartego okna. Pochyla się i wysuwa przez nie głowę, po czym wraca do środka. – Więc to jest te osławione okno, co? – Nie patrzy na mnie, co jest pewnie dobrą rzeczą, bo gdyby spojrzenia mogły zabijać, on byłby martwy. Czemu, do diabła, musiał powiedzieć coś takiego? Dla odmiany naprawdę lubiłam jego towarzystwo.
Odwraca się do mnie, a jego żartobliwy wyraz twarzy zniknął, zastąpiony przez wyzywający, który widziałam już zbyt wiele razy wcześniej.
Wzdycham. – Czego chcesz, Holder? – Musi albo powiedzieć dlaczego tutaj jest, albo wyjść. On zakłada ramiona na torsie i mruży na mnie oczy.
- Powiedziałem coś nie tak, Sky? Lub nieprawdziwego? Może bezpodstawnego? – W jego szyderczych uwaga jest oczywiste, że wie dokładnie, co insynuował z komentarzem o oknie. Nie jestem w nastroju, żeby grać w jego gierki; mam ciasta, które potrzebuję upieczenia. I zjedzenia.
Podchodzę do drzwi i przytrzymuję je otwarte. – Wiesz dokładnie, co powiedziałeś i dostałeś reakcję, którą chciałeś. Zadowolony? Możesz już iść.
Nie idzie. Opuszcza ramiona, odwraca się i podchodzi do mojej szafki nocnej. Podnosi książkę, którą dał mi Breckin i przygląda się jej, jakby ostatnie trzydzieści sekund nie nastąpiło.
- Holder, proszę cię tak miło, jak zamierzam cię prosić. Proszę, wyjdź. – Odkłada delikatnie książkę i kładzie się na moim łóżku. Dosłownie kładzie się na moim łóżku. Jest na moim cholernym łóżku.
Wywracam oczami i podchodzę do niego, wtedy wyciągam ręce i ściągam jego nogi z łóżka. Jeśli będę musiała fizycznie usunąć go z mojego domu, to zrobię to. Kiedy chwytam jego nadgarstki i je podnoszę, on przyciąga mnie do siebie w ruchu, który dzieje się szybciej niż mój umysł mógł w ogóle to pojąć. Przewraca mnie, aż jestem na plecach, a on przyciska moje ramiona do materacu. Staje się to tak niespodziewanie; nawet nie mam czasu, żeby z nim walczyć. A patrząc na niego teraz, połowa mnie nawet nie chce z nim walczyć. Nie wiem czy powinnam krzyczeć o pomoc, czy zerwać z siebie ubranie.
Puszcza moje ramiona i podnosi jedną dłoń do mojej twarzy. Przesuwa kciukiem po moim nosie i śmieje się. – Mąka – mówi, wycierając ją. – Wkurzała mnie. – Siada przy wezgłowiu, kładąc nogi z powrotem na łóżku. Wciąż leżę płasko na materacu, wpatrując się w gwiazdy, w rzeczywistości czując coś innego od niczego po raz pierwszy podczas patrzenia na nie.
Nawet nie mogę się ruszyć, ponieważ trochę się boję, że jest on szalony. Mówię o dosłownie, klinicznie obłąkanym. To jedyne logiczne wyjaśnienie jego osobowości. A fakt, że wciąż uważam go za niewiarygodnie atrakcyjnego może znaczyć tylko jedno. Ja też jestem szalona.
- Nie wiedziałem, że on był gejem.
Tak, jest szalony.
Odwracam głowę w jego stronę, ale nic nie mówię. Do diabła, co się mówi szalonej osobie, która dosłownie odmawia opuszczenia twojego domu, potem zaczyna wygłaszać przypadkowe bzdury?
- Pobiłem go, bo był dupkiem. Nie miałem pojęcia, że był gejem. – Opiera łokcie o kolana, patrząc wprost na mnie, czekając na reakcję. Lub odpowiedź. Żadnego z nich nie dostanie przez kilka chwil, ponieważ muszę to przetworzyć.
Patrzę na gwiazdy i daję sobie czas, aby przeanalizować sytuację. Jeśli on nie jest szalony, to definitywnie próbuje coś wytłumaczyć. Ale co? Przychodzi tutaj niezaproszony, żeby obronić swoją reputację, ale obrazić moją? Jaki byłby sens choćby wysilania się? Jestem tylko jedną osobą, co znaczy moja opinia?
Chyba że, oczywiście, on mnie lubi. Ta myśl dosłownie wywołuje we mnie uśmiech, a ja czuję się nieprzyzwoicie i źle za posiadanie nadziei, że lubi mnie szaleniec. Choć należało mi się. Powinnam nie wpuszczać go do domu, wiedząc, że jestem sama. A teraz on wie, że będę sama w domu przez cały weekend. Gdybym miała zważyć dzisiejsze decyzje, ta zapewne byłaby tak ciężka, że złamałaby głupią stronę wagi. Przewiduję te zakończenie w jednym z dwóch sposobów. Albo dojdziemy do wzajemnego porozumienia, albo on mnie zabije, pokroi na maleńkie kawałki i upiecze z tego ciasteczka. Tak czy inaczej jest mi żal całego deseru, który nie jest teraz jedzony.
- Ciasto! – krzyczę, zeskakując z łóżka. Wbiegam do kuchni w samą porę, żeby poczuć moją najnowszą katastrofę. Biorę rękawicę kuchenną i wyciągam ciasto, rzucając je na blat z rozczarowaniem. Nie jest zbyt bardzo spalone. Prawdopodobnie mogłabym je uratować, topiąc je w lukru.
Zamykam piekarnik i postanawiam, że przenoszę się na nowe hobby. Może będę robić biżuterię. Jak trudne może to być? Zabieram dwa ciastka, wracam do sypialni i podaję jedno ciastko Holderowi, po czym kładę się na łóżku obok niego.
- Chyba uwaga o bijącym gejów dupku była naprawdę krytyczna z mojej strony, co? Tak naprawdę nie jesteś ciemnym homofobem, który spędził ostatni rok w poprawczaku? – On uśmiecha się szeroko, zniżając się na łóżku i patrzy na gwiazdy. – Nie. W ogóle. Spędziłem cały ostatni rok mieszkając z moim ojcem w Austin. Nawet nie wiem skąd historyjka o byciu wysłanym do poprawczaka weszła do obrazka.
- Czemu nie bronisz się przed plotkami, jeśli nie są prawdziwe? – Odwraca do mnie głowę na poduszce. – Czemu ty nie? – Zaciskam usta i potakuję. – Właśnie.
Oboje siedzimy milcząco na łóżku, jedząc ciasteczka. Niektóre z rzeczy, które powiedział w ciągu ostatnich paru dni zaczynają mieć sens, a ja zaczynam czuć się coraz bardziej jak ludzie, których nie cierpię. Powiedział mi wprost, że odpowie na wszystko, co zapytam, jednak ja wybrałam uwierzyć w plotki o nim.
Nic dziwnego, że był na mnie tak rozdrażniony. Traktowałam go tak, jak każdy traktował mnie.
- Komentarz o oknie z wcześniej? – mówię. – Po prostu robiłeś uwagę o plotkach? Naprawdę nie próbowałeś być wrednym?
- Nie jestem wredny, Sky.
- Jesteś intensywny. Przynajmniej w tym mam rację.
- Mogę być intensywny, ale nie jestem wredny.
- Cóż, ja nie jestem zdzirą.
- Nie jestem bijącym gejów dupkiem.
- Więc rozumiemy się?
On się śmieje. – Ta, chyba tak.
Wciągam głęboki wdech i go wypuszczam, przygotowując się do czegoś, czego nie robię zbyt często. Przeproszenia. Gdybym nie była tak uparta, nawet mogłabym przyznać, że moje krytyczne zachowanie w tym tygodniu było całkowicie zawstydzające, a on miał każde prawo w świecie, aby być na mnie złym, że byłam tak ciemna. Zamiast tego moje przeprosiny są krótkie i słodkie.
- Przepraszam, Holder – mówię cicho.
On wzdycha ciężko. – Wiem, Sky. Wiem.
I siedzimy tak w kompletnej ciszy przez czas, który wydaje się wiecznością, lecz również nie wydaje się być wystarczający. Robi się późno i obawiam się, że on zaraz powie iż musi iść, bo nie ma nic więcej do powiedzenia, ale nie chcę żeby szedł. Bycie z nim teraz tutaj jest dobre. Nie wiem dlaczego, ale tak jest.
- Muszę cię o coś zapytać – mówi, w końcu przerywając ciszę. Nie odpowiadam, ponieważ nie czuję, jakby jego oświadczenie czekało na odpowiedź. On tylko ma jeden ze swoich momentów, gdzie przygotowuje to, o co chce mnie zapytać. Bierze wdech, po czym przewraca się na bok, żeby na mnie patrzeć. Wsuwa łokieć pod głowę i czuję, że na mnie patrzy, ale ja nie odrywam wzroku od gwiazd. Jest o wiele zbyt blisko, żebym mogła na niego spojrzeć, a że moje serce już wali mi w piersi, boję się, że przesunięcie się choćby trochę bliżej fizycznie mnie zabije. Nie wydaje się możliwe, aby pożądanie mogło spowodować, żeby serce tak mocno biło. Jest gorsze niż bieganie.
- Dlaczego pozwoliłaś Graysonowi robić to, co tobie robił na parkingu? – Chcę wczołgać się pod kołdrę i ukryć. Miałam nadzieję, że to się nie pojawi. – Już ci powiedziałam. On nie jest moim chłopakiem i nie podbił mi oka.
- Nie pytam z tych powodów. Pytam, bo widziałem jak zareagowałaś. Byłaś na niego zirytowana. Nawet wyglądałaś na lekko znudzoną. Po prostu chcę wiedzieć czemu pozwalasz mu coś takiego robić, jeżeli wyraźnie nie chcesz, żeby on cię dotykał.
Jego słowa wytrącają mnie z równowagi i niespodziewanie czuję się klaustrofobicznie oraz spocona. Nie czuję się komfortowo, rozmawiając o tym. Jestem niespokojna przez to jak dobrze on mnie odczytuje, jednak ja nie mogę nic z niego wyczytać.
- Mój brak zainteresowania był tak oczywisty? – pytam.
- Tak. I to z dystansu pięćdziesięciu metrów. Jestem zaskoczony, że on nie zrozumiał aluzji. – Tym razem odwracam się do niego bez namysłu i wkładam łokieć pod głowę. – Wiem, prawda? Nie mogę ci powiedzieć jak wiele razy dawałam mu kosza, ale on nie przestaje. To naprawdę żałosne. I nieatrakcyjne.
- W takim razie dlaczego mu na to pozwalasz? – mówi, przyglądając mi się ostro. Jesteśmy teraz w kompromitującej pozycji, leżąc do siebie twarzą na tym samym łóżku. To jak on na mnie patrzy i opuszcza wzrok na moje usta skłania mnie do ponownego przewrócenia się na plecy. Nie wiem czy on czuje to samo, ale też przewraca się na plecy.
- To skomplikowane.
- Nie musisz wyjaśniać – mówi. – Jedynie byłem ciekawy. To nie moja sprawa. – Wkładam dłonie pod głowę i spoglądam na gwiazdy, które liczyłam więcej razy, niż mogę zliczyć.
Byłam w tym łóżku z Holderem dłużej niż prawdopodobnie z jakimkolwiek chłopakiem i uświadamiam sobie, że nie poczułam potrzeby, aby policzyć jedną gwiazdę.
- Kiedykolwiek miałeś poważną dziewczynę?
- Tak – mówi. – Ale mam nadzieję, że nie będziesz pytać o szczegóły, bo w to nie wchodzę. – Kręcę głową. – Nie dlatego pytam. – Milczę przez chwilę, chcąc wysłowić rzeczy tak jak trzeba. – Kiedy ją całowałeś, co czułeś?
Nie odpowiada przez moment, zapewne myśląc, że to podchwytliwe pytanie. – Chcesz szczerości, tak? – pyta.
- Tylko tego zawsze chcę.
Widzę kątem oka jego uśmiech. – W porządku. Chyba czułem się… napalony. – Próbuję wydać się niewzruszona słysząc te słowo wychodzące z jego ust, ale… wow. Krzyżuję nogi, mając nadzieję, że to pomoże zminimalizować przepływające przeze mnie uderzenia gorąca. – Więc miałeś motylki, pocące się dłonie, szybkie bicie serca i tak dalej?
Wzrusza ramionami. – Ta. Nie z każdą dziewczyną, z którą byłem, ale z większością. – Przechylam głowę w jego stronę, starając się nie analizować sposobu, w jakim wyszło to zdanie. On zwraca do mnie głowę i uśmiecha się szeroko.
- Nie było ich tak dużo – Uśmiecha się, a jego dołek jest jeszcze bardziej uroczy z bliska. Przez chwilę zatracam się w nim. – O co ci chodzi?
Wracam spojrzeniem do jego oczu, na krótko, po czym znowu patrzę na sufit. – Chodzi mi o to, że ja nie. Ja nic takiego nie czuję. Gdy obściskuję się z facetami, w ogóle nic nie czuję. Tylko otępienie. Więc czasami pozwalam Graysonowi robić, to co mi robi, nie dlatego, że to lubię, lecz dlatego, że nic nie czuję. – On nie odpowiada, a jego milczenie sprawia, że czuję się nieswojo. Nie mogę powstrzymać się od zastanawiania czy mentalnie nie uważa mnie za szaloną. – Wiem, że to nie ma sensu i nie, nie jestem lesbijką. Po prostu przed tobą nigdy nie czułam do nikogo pociągu i nie wiem dlaczego.
Jak tylko to wypowiadam, on odwraca do mnie głowę w tej samej chwili, kiedy zaciskam powieki i zarzucam ramię na twarz. Nie mogę uwierzyć, że właśnie głośno przyznałam, że czuję do niego pociąg. Mogłabym teraz umrzeć, a to nie byłoby wystarczająco szybko.
Czuję poruszenie łóżka i on obejmuje mój nadgarstek swoją ręką i odsuwa moje ramię z oczu. Niechętnie je otwieram, a on podpiera się na ręce, uśmiechając do mnie. – Czujesz do mnie pociąg?
 - O Boże – jęczę. – To ostatnia rzecz, jakiej potrzebujesz dla swojego ego.
- To pewnie prawda – śmieje się. – Lepiej pospiesz się i obraź mnie, zanim moje ego stanie się tak duże jak twoje.
- Musisz obciąć włosy – wypalam. – Naprawdę. Wchodzą ci do oczu, a ty mrużysz oczy i ciągle je odsuwasz jakbyś był Justinem Bieberem, a to naprawdę rozpraszające. – Dotyka swoich włosów ręką i marszczy brwi, po czym opada na łóżko. – Rany. Naprawdę zabolało. Wygląda na to, że trochę o tym myślałaś.
- Tylko od poniedziałku – przyznaję.
- Poznałaś mnie w poniedziałek. Więc technicznie myślałaś o tym jak bardzo nie cierpisz moich włosów od chwili, kiedy się poznaliśmy?
- Nie w każdej chwili.
Milczy przez minutę, a potem znowu się uśmiecha szeroko. – Nie mogę uwierzyć, że myślisz, że jestem gorący.
- Zamknij się.
- Pewnie tamtego dnia udawałaś omdlenie, byś mogła być noszona w moich gorących, spoconych, męskich ramionach.
- Zamknij się.
- Mogę się założyć, że fantazjujesz o mnie w nocy, w tym właśnie łóżku.
- Zamknij się, Holder.
- Zapewne nawet…
Wyciągam rękę i zasłaniam mu usta. – Jesteś o wiele gorętszy, kiedy nie mówisz. – Gdy w końcu zamyka usta, zabieram dłoń i wkładam ją pod głowę. Raz jeszcze przez chwilę oboje nic nie mówimy. Prawdopodobnie cicho chełpi się w fakcie, że przyznałam iż czuję do niego pociąg, kiedy ja cicho czuję zażenowanie, że teraz jest wtajemniczony w tę wiedzę.
 - Nudzi mi się – mówi.
 - Więc idź do domu.
- Nie chcę. Co robisz, kiedy ci się nudzi? Nie masz Internetu ani telewizora. Siedzisz tylko cały dzień i myślisz o tym, jak gorący jestem?
Wywracam oczami. – Czytam – mówię. – Dużo. Czasami piekę. Czasami biegam.
- Czytasz, pieczesz i biegasz. I fantazjujesz o mnie. Jakie intrygujące prowadzisz życie.
- Lubię moje życie.
- Tak jakby ja też je lubię – mówi. Przewraca się i bierze książkę z mojej szafki nocnej. – Proszę, przeczytaj to.
Wyciągam książkę z jego rąk i otwieram ją na drugiej stronie. Tylko tam doszłam. – Chcesz żebym czytała ją na głos? Jesteś tak znudzony?
- Całkiem cholernie znudzony.
- To romans – ostrzegam.
- Tak jak powiedziałem. Całkiem cholernie znudzony. Czytaj.
Podnoszę poduszkę do wezgłowia i sadowię się wygodnie, po czym zaczynam czytać.
Tego poranka gdyby ktoś mi powiedział, że dziś wieczorem będę czytać powieść romantyczną Deanowi Holderowi w moim łóżku, powiedziałabym tej osobie, że jest szalona. Ale jednak najwyraźniej nie jestem najlepszą sędzią szaleństwa.
Kiedy otwieram oczy, od razu przesuwam rękę na drugą stronę łóżka, ale jest pusta. Siadam i się rozglądam. Światło jest zgaszone, a ja jestem przykryta kołdrą. Zamknięta książka jest na stoliku nocnym, więc ją podnoszę. Zakładka jest w prawie trzeciej czwartej książki.
Czytałam, aż zasnęłam? O nie, zasnęłam. Odrzucam kołdrę i idę do kuchni, po czym zapalam światło i rozglądam się z szokiem. Cała kuchnia jest czysta, a wszystkie ciastka są owinięte w przezroczystą folię. Patrzę na komórkę leżącą na ladzie i podnoszę ją aby znaleźć nową wiadomość tekstową.
Zasnęłaś w chwili, kiedy miała ona dowiedzieć się o sekrecie jej matki. Jak mogłaś. Wrócę jutrzejszego wieczora, byś mogła skończyć czytanie mi. A poza tym, masz naprawdę zły oddech i chrapie zbyt głośno.

Śmieję się. Także uśmiecham się szeroko jak idiotka, ale na szczęście nie ma tu nikogo, by był tego świadkiem. Zerkam na zegarek na kuchence i jest tylko po drugiej nad ranem, więc wracam do sypialni i wchodzę do łóżka, mając nadzieję, że on naprawdę pojawi się jutrzejszego wieczora. Nie wiem jak ten beznadziejny chłopak wkradł się do mojego życia w tym tygodniu, ale wiem, że na pewno nie jestem gotowa, żeby odszedł. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz