Niedziela, 28 październik, 2012
19:29
Wstaję i spuszczam wzrok na łóżko,
wstrzymując oddech w obawie przed dźwiękami, które wydobywają się głęboko z
mojego gardła.
Nie będę płakać.
Nie będę płakać.
Powoli osuwając się na kolana, kładę
dłonie na brzegu łóżka i przeciągam palcami po żółtych gwiazdach rozsypanych na
ciemnoniebieskim tle kołdry. Wpatruję się w gwiazdy, aż zaczynają się
rozmazywać od łez, które przyćmiewają mi wzrok.
Zamykam oczy i zatapiam głowę w
łóżku, łapiąc garściami koc. Moje ramiona zaczynają się trząść, jak szlochy, które
próbowałam powstrzymać brutalnie się ze mnie wyrywają. W jednym płynnym ruchu,
wstaję, krzyczę i zdzieram koc z łóżka, rzucając go przez pokój.
Zaciskam pięści i jak oszalała
rozglądam się za czymś innym do rzucenia. Chwytam poduszki z łóżka i rzucam je
w odbicie w lustrze dziewczyny, której już nie znam. Patrzę jak dziewczyna w
lustrze odwzajemnia mój wzrok, żałośnie szlochając. Słabość w jej łzach
doprowadza mnie do szału. Zaczynamy biec w swoją stronę aż nasze pięści
uderzają o szkło, rozbijając lustro. Obserwuję jak opada ona w milionach
błyszczących kawałkach na dywan.
Łapię za brzegi komody i popycham ją
na boki, wyrzucając kolejny krzyk, który był więziony zbyt długo. Kiedy komoda
opada na tył, wyciągam szuflady i rozrzucam zawartość po pokoju, obracając się,
rzucając i kopiąc wszystko na mojej drodze. Chwytam niebieskie zasłony i ciągnę
za nie, aż kij się łamie, a zasłony opadają wokół mnie. Podchodzę do pudeł
ułożonych w wysoki stos w kącie i, w ogóle nie wiedząc, co jest w środku, biorę
ten na szczycie i rzucam go o ścianę z taką siłą, na jaką pozwala mi moja 160
centymetrowa figura.
- Nienawidzę cię! – krzyczę. –
Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę!
Rzucam czymkolwiek, co mogę znaleźć
przed sobą na cokolwiek, co mogę znaleźć przed sobą. Za każdym razem, gdy
otwieram usta do krzyku, czuję smak soli od łez, które spływają po moich
policzkach.
Ramiona Holdera niespodziewanie
pochłaniają mnie od tyłu i ściskają mnie tak mocno, że staję się nieruchoma.
Wyrywam się, rzucam i krzyczę jeszcze bardziej dopóki moje czyny nie są już
przemyślane. Są tylko reakcjami.
- Przestań – mówi on spokojnie przy
moim uchu, nie chcąc mnie uwolnić. Słyszę go, ale udaję, że nie. Albo po prostu
mnie to nie obchodzi. Dalej walczę w jego uchwycie, lecz on jedynie go zacieśnia.
- Nie dotykaj mnie! – krzyczę w
niebogłosy, rzucając się z pazurami na jego ramiona. Jednak nie wywołuje to na
nim wrażenia.
Nie dotykaj mnie. Proszę, proszę, proszę.
Głosik unosi się echem w moim umyśle
i natychmiast staję się bezwładna w jego ramionach. Słabnę, gdy moje łzy stają
się silniejsze, pochłaniając mnie. Staję się niczym więcej jak naczyniem na
łzy, które nie przestają płynąć.
Jestem słaba i pozwalam mu wygrać.
Holder rozluźnia uchwyt wokół mnie i
kładzie ręce na moich ramionach, potem odwraca mnie do siebie twarzą. Nawet nie
mogę na niego spojrzeć. Topię się przy jego torsie od wyczerpania i porażki,
łapiąc garściami jego koszulę, jak szlocham, przyciskając policzek do jego
serca. On kładzie dłoń na tyle mojej głowy i zniża usta do mojego ucha.
- Sky. – Jego głos jest opanowany i
nieprzejęty. – Musisz wyjść. Teraz. – Nie mogę się ruszyć. Moje ciało trzęsie
się tak mocno, boję się, że moje nogi nie ruszą, nawet jeśli im na to pozwolę.
Jakby o tym wiedząc, bierze mnie w ramiona i wynosi mnie z sypialni. Przenosi
mnie przez ulicę i sadza na siedzeniu pasażerskim. Bierze mnie za rękę i patrzy
na nią, po czym zabiera swoją kurtkę z tylnego siedzenia. – Masz, wytrzyj tym
krew. Wrócę do środka, żeby naprawić to, co mogę. – Drzwi zamykają się i biegnie
z powrotem na drugą stronę ulicy. Patrzę na moją dłoń, zaskoczona, że jestem
zraniona. Nawet tego nie czuję. Owijam rękę w rękaw jego kurtki, potem podnoszę
kolana na siedzenie i przytulam je, płacząc.
Nie patrzę na niego, gdy wraca do
samochodu. Moje całe ciało drży od szlochów, które ciągle wylewają się ze mnie.
Odpala auto i odjeżdża, sięgając przez siedzenie i kładzie rękę na mojej
głowie, głaszcząc mnie po włosach w ciszy przez całą drogą do hotelu.
Pomaga mi wysiąść z samochodu i
zaprowadza mnie do hotelu, ani razu nie pytając o to jak się czuję.
Wie, jak jest; nie ma sensu w
pytaniu. Kiedy drzwi hotelowe zamykają się za nami, podchodzi ze mną do łóżka i
siadam na nim. Holder popycha mnie do tyłu, aż leżę na łóżku i ściąga moje
buty. Idzie do łazienki, wraca z mokrą szmatką i podnosi moją dłoń,
oczyszczając ją.
Szuka kawałków szkła, po czym
przykłada moją rękę do ust i ją całuje.
- To tylko parę zadrapań – mówi. –
Nic głębokiego. – Poprawia mnie na poduszce i ściąga swoje buty, kładąc się na
łóżku obok mnie. Okrywa nas pościelą i przyciąga mnie do siebie, przyciskając
moją głowę do swojego torsu. Trzyma mnie i ani razu nie pyta, dlaczego płaczę.
Tak jak robił to, kiedy byliśmy dziećmi.
Próbuję wyrzucić obrazy z głowy tego,
co pamiętam, co działo się w nocy w moim pokoju, lecz nie chcą odejść. Jak
ojciec mógł zrobić coś takiego swojej dziewczynce… to jest ponad mój zakres
rozumowania. Wmawiam sobie, że to nigdy się nie wydarzyło, że wyobrażam to
sobie, ale każda część mnie wie, że to się stało. Każda część mnie pamięta,
dlaczego cieszyłam się wsiadając do tamtego auta z Karen. Każda część mnie
pamięta wszystkie te noce, kiedy całowałam się z chłopakami w moim łóżku, nie
czując żadnej rzeczy, wpatrując się w gwiazdy. Każda część mnie, która dostała
ataku paniki tej nocy, kiedy niemal uprawiałam seks z Holderem. Każda część
mnie pamięta i zrobiłabym wszystko, żeby zapomnieć. Nie chcę pamiętać jak
brzmiał mój ojciec lub jak go czułam w nocy, ale z każdą mijającą sekundą
wspomnienia robią się wyraźniejsze, utrudniając mi przestanie płakać.
Holder całuje mnie w bok głowy,
mówiąc mi, że wszystko będzie w porządku, że nie powinnam się martwić. Ale on
nie ma o niczym pojęcia. Nie ma pojęcia jak wiele pamiętam i co to wyprawia z
moim sercem, duszą, umysłem i wiarą w ludzkość.
Wiedząc, że te rzeczy zostały mi
zrobione z rąk jedynego dorosłego, którego miałam w życiu – nic dziwnego, że
wszystko zablokowałam. Miałam niewiele wspomnień tego dnia, gdy zostałam
zabrana przez Karen i teraz wiem dlaczego. Nie wydawało mi się, że byłam
pośrodku jakiegoś katastrofalnego wydarzenia
w chwili, kiedy wykradła mnie z mojego życia. Dla małej dziewczynki, która była
przerażona jej życiem, jestem pewna, że wydawało mi się, że Karen mnie ratuje.
Podnoszę wzrok na Holdera, a on
spogląda na mnie. Cierpi razem ze mną; widzę to w jego oczach.
Ściera moje łzy palcem i całuje mnie
łagodnie w usta. – Przepraszam. Nie powinienem był pozwolić ci wejść do środka.
Znowu obwinia siebie. Zawsze wydaje
mu się, że zrobił coś okropnego, kiedy ja czuję, że był zawsze moim bohaterem.
Był ze mną przez to wszystko, stale przeprowadzając mnie przez moje ataki paniki i wariacje, aż się uspokajałam.
Ciągle był przy mnie, jednak nadal czuje się, jakby to była jakoś jego wina.
- Holder, nie zrobiłeś nic złego. Przestań
przepraszać – mówię przez łzy. Potrząsa głową i zakłada luźny kosmyk moich
włosów za ucho.
- Nie powinienem był tam cię zabrać.
To dla ciebie zbyt wiele po tym wszystkim, co się dowiedziałaś. – Podnoszę się
na łokciu, patrząc na niego. – To nie tylko bycie tam było zbyt wielkim
ciężarem. To, to co sobie przypomniałam tym było. Nie masz kontroli nad
rzeczami, które zrobił mi mój ojciec. Przestań obwiniać się za wszystko złe, co
zdarza się ludziom wokół ciebie. – Przesuwa rękę przez moje włosy z zaniepokojeniem
na twarzy. – O czym ty mówisz? Jakie rzeczy ci zrobił? – Słowa z wahaniem
wychodzą z jego ust, bo prawdopodobnie już wie. Sądzę, że oboje wiedzieliśmy,
co stało mi się gdy byłam dzieckiem – po prostu byliśmy w zaprzeczeniu.
Opuszczam ramię i opieram głowę o
jego tors, nie odpowiadając mu. Łzy powracają z pełną siłą, a on obejmuje mnie
mocno jedną ręką, a drugą trzyma za głowę. Przyciska policzek do czubka mojej
głowy. – Nie, kochanie – szepcze. – Nie – mówi znowu, nie chcąc uwierzyć w to,
czego nawet nie mówię. Łapię garść jego koszulki i po prostu płaczę, kiedy on
trzyma mnie z takim przekonaniem, że kocham go za nienawidzenie mojego ojca tak
mocno jak ja.
Całuje mnie w czubek głowy i nie
puszcza mnie. Nie mówi mi, że jest mu przykro ani nie pyta jak może to
naprawić, bo oboje wiemy, że jesteśmy przegrani. Żadne z nas nie wie, co dalej.
W tej chwili wiem tylko, że nie mam gdzie iść. Nie mogę wrócić do ojca, który
ma do mnie prawną opiekę. Nie mogę wrócić do kobiety, która bezprawnie mnie zabrała. A według małego kawałka z
mojej przeszłości wynika, że wciąż jestem niepełnoletnia, więc nawet nie mogę
polegać na samej sobie. Holder jest jedyną rzeczą w moim życiu, która nie
zostawiła mnie kompletnie beznadziejną.
I chociaż czuję się bezpieczna w jego
ramionach, obrazy i wspomnienia nie chcą wyjść z mojej głowy i bez względu na
to co zrobię czy jak mocno się staram, nie mogę przestać płakać. On trzyma mnie
w milczeniu, a ja nie mogę przestać myśleć o fakcie, że muszę przestać.
Potrzebuję, żeby Holder zabrał te wszystkie emocje i uczucia na trochę czasu,
bo nie mogę tego znieść. Nie lubię pamiętać co działo się przez te wszystkie
noce, kiedy mój ojciec przychodził do mojego pokoju. Nienawidzę go. Nienawidzę
tego mężczyzny do szpiku kości za skradnięcie mi tego pierwszego razu.
Podnoszę się i przysuwam twarz do
Holdera, pochylając się nad nim. On kładzie dłoń na boku mojej głowy,
przeszukując moje oczy, chcąc wiedzieć czy wszystko okej.
Nie jest.
Kładę się na nim i całuję go,
pragnąc, żeby zabrał ode mnie te uczucia. Wolałabym nic nie czuć niż tę
nienawiść oraz smutek, które w tej chwili mnie pochłaniają. Chwytam się bluzki
Holdera i próbuję ściągnąć ją przez jego głowę, ale spycha mnie z siebie na
plecy. Unosi się na ramieniu, patrząc na mnie z góry.
- Co ty robisz? – pyta.
Przesuwam rękę na jego kark i
przyciągam jego twarz do mojej, znowu przyciskając do niego usta. Jeśli będę go
dosyć długo całować, to zmięknie i odwzajemni mój pocałunek. Potem to wszystko
odejdzie.
Kładzie dłoń na moim policzku i przez
moment włącza się w pocałunek. Puszczam jego głowę i zaczynam ściągać moją
bluzkę, ale odsuwa moje ręce i poprawia ją. – Przestań. Czemu to robisz?
Jego oczy pełne są skonsternowania i
zmartwienia. Nie potrafię odpowiedzieć mu na pytanie dlaczego to robię, bo nie
jestem nawet tego pewna. Wiem, że chcę jedynie by te uczucie odeszło, ale
chodzi o coś więcej. Chodzi o wiele więcej, ponieważ wiem, że jeśli Holder nie
zabierze teraz ode mnie tego, co zrobił mi ten mężczyzna, będę się czuć jakbym
już nigdy nie była w stanie śmiać się, uśmiechać czy oddychać.
Po prostu potrzebuję, żeby Holder to zabrał.
Wciągam głęboki wdech i patrzę mu
prosto w oczy. – Kochaj się ze mną. – Wyraz jego twarzy jest nieugięty i patrzy na mnie twardo. Wstaje z
łóżka i przemierza pokój. Nerwowo przeciąga rękoma przez włosy i wraca do
łóżka, stając przy jego brzegu.
- Sky, nie mogę tego zrobić. Nie wiem
dlaczego w ogóle prosisz mnie o to w tej chwili. – Siadam na łóżku, nagle
przestraszona, że on nie zdecyduje się na to. Przysuwam się na brzeg łóżka,
gdzie stoi i siadam na kolanach, chwytając jego koszulkę. – Proszę – błagam. –
Proszę, Holder. Potrzebuję tego.
Odrywa moje dłonie od swojej koszulki
i cofa się o dwa kroki. Potrząsa głową, wciąż kompletnie zdezorientowany. – Nie
zrobię tego, Sky. My tego nie
zrobimy. Jesteś w szoku czy coś… nie wiem. Nawet nie wiem, co teraz powiedzieć.
Opadam na łóżko z porażką. Łzy raz
jeszcze zaczynają płynąć i wpatruję się w niego z desperacją.
- Proszę.
– Opuszczam wzrok na dłonie i splatam je na kolanach, nie potrafiąc patrzeć mu
w oczy, kiedy mówię. – Holder… tylko on mi to zrobił. – Powoli unoszę oczy do
jego. – Potrzebuję, żebyś mu to odebrał. Proszę.
– Jeśli słowa potrafiłyby złamać dusze, moje słowa właśnie złamały jego na
dwoje. W jego oczach pojawiają się łzy. Wiem, o co go proszę i nie cierpię
tego, ale potrzebuję tego. Potrzebuję czegokolwiek, co zminimalizuje cierpienie
i nienawiść, które mam w sobie. – Proszę,
Holder. – On nie chce, żeby nasz pierwszy raz był taki. Chciałabym, żeby taki
nie był, ale czasami czynniki inne
niż miłość podejmują te decyzje za ciebie.
Czynniki takie jak nienawiść.
Czasami, żeby pozbyć się nienawiści, stajesz się zdesperowana. On zna
nienawiść, zna cierpienie i w tej chwili wie, jak bardzo tego potrzebuję, czy
zgadza się z tym, czy nie.
Podchodzi do łóżka i opada na kolana
przede mną, zniżając się do poziomu moich oczu. Łapie mnie w pasie i przysuwa
do brzegu łóżka, przesuwając dłonie pod moje kolana i oplata moje nogi wokół
siebie. Ściąga moją bluzkę przez głowę, ani razu nie zrywając kontaktu
wzrokowego. Kiedy moja koszulka znika, ściąga własną. Obejmuje mnie ramionami i
wstaje, podnosząc mnie razem ze sobą i podchodzi do boku łóżka. Delikatnie mnie
kładzie i zniża się na mnie, kładąc dłonie po obu stronach mojej głowy, patrząc
na mnie z niepewnością. Palcem ściera łzę, która spływa po mojej skroni. – Okej
– mówi pewnie, pomimo kontrastu w jego spojrzeniu.
Siada na kolanach i sięga do portfela
leżącego na szafce nocnej. Wyciąga prezerwatywę, po czym ściąga spodnie, cały
czas patrząc mi w oczy. Wpatruje się we mnie, jakby czekał na jakiekolwiek
oznaki, że zmieniłam zdanie. Albo patrzy tak na mnie, bo boi się, że będę miała
kolejny atak paniki. Nie jestem pewna czy nie będę go mieć, ale muszę to
zrobić. Nie mogę pozwolić mojemu ojcu posiadać tę część mnie przez kolejną
sekundę.
Palce Holdera łapią guzik moich
dżinsów i odpina go, ściągając je ze mnie. Podnoszę wzrok na sufit, czując jak
odpływam coraz dalej z każdym bliższym krokiem, który on wykonuje.
Zastanawiam się czy jestem
zrujnowana. Zastanawiam się czy kiedykolwiek będę w stanie znaleźć przyjemność
w byciu z Holderem w ten sposób.
Nie pyta mnie czy jestem pewna, że
tego chcę. Wie, że jestem pewna, więc pytanie nie zostaje zadane.
Całuje mnie, ściągając mój biustonosz
i bieliznę. Cieszę się, że mnie całuje, bo daje mi to wymówkę na zamknięcie
oczu. Nie podoba mi się to, jak na mnie patrzy… jakby chciał być teraz
gdziekolwiek indziej, niż ze mną. Nie otwieram oczu, jak odrywa ode mnie usta,
żeby założyć prezerwatywę. Gdy do mnie wraca, przyciągam go do siebie, chcąc,
żeby to zrobił zanim zmieni zdanie.
- Sky.
Otwieram oczy i widzę zwątpienie na
jego twarzy, więc kręcę głową. – Nie, nie myśl o tym. Po prostu to zrób,
Holder.
Opuszcza powieki i chowa twarz w
mojej szyi, niezdolny do patrzenia na mnie. – Nie wiem jak sobie z tym
wszystkim poradzić, kochanie. Nie wiem czy to stosowne, czy naprawdę tego
potrzebujesz. Boję się, że jeśli to zrobię, to jeszcze bardziej ci to utrudnię.
Jego słowa przecinają moje serce,
ponieważ dokładnie wiem, o co mu chodzi. Nie wiem, czy tego potrzebuję.
Nie wiem czy to zniszczy nasze
relacje. Ale teraz jestem tak zdesperowana, żeby odebrać tę jedną rzecz mojemu
ojcu, że zaryzykuję to wszystko. Ramiona, które mocno go oplatają zaczynają
drżeć i wybucham płaczem.
On nie odrywa głowy od mojej szyi i
trzyma rękę na mojej twarzy, ale gdy tylko widzi moje łzy, czuję jak próbuje
powstrzymać własne. Fakt, że to sprawia mu tyle samo cierpienia daje mi znać,
że on rozumie. Kładę twarz na jego szyi i podnoszę się lekko, milcząco błagając
go, żeby zrobił to, o co proszę.
Robi to. Ustawia się przy mnie,
całuje mnie w bok głowy i powoli we mnie wchodzi.
Nie wydaję dźwięku, pomimo bólu.
Nawet nie oddycham, pomimo potrzeby
powietrza.
Nie myślę o tym co dzieje się między
nami, bo w ogóle nie myślę. Wyobrażam sobie gwiazdy na moim suficie i zastanawiam
się czy nie zedrę tych cholerstw z sufitu, jeżeli już nigdy nie będę musiała
ich liczyć.
Sukcesywnie jestem w stanie
odseparować się od tego, co on robi, dopóki nagle nie nieruchomieje nade mną,
głowę wciąż trzymając przy mojej szyi. Oddycha ciężko i po chwili wzdycha,
odrywając się ode mnie. Patrzy na mnie przez chwilę, zamyka oczy i schodzi ze
mnie, siadając na brzegu łóżka plecami do mnie.
- Nie mogę tego zrobić – odzywa się.
– To złe, Sky. To złe, bo jest mi z tobą tak przyjemnie, ale żałuję każdej tego
pieprzonej sekundy. – Podnosi się, zakłada spodnie, po czym bierze swoją bluzkę
i klucz hotelowy z komody. Ani razu na mnie nie patrzy, kiedy wychodzi z pokoju
bez słowa.
Natychmiast schodzę z łóżka i idę pod
prysznic, bo czuję się brudna. Czuję poczucie winy za zmuszenie go do tego, co
zrobił i mam nadzieję, że prysznic zmyje jakoś te poczucie winy. Szoruję każdy centymetr ciała mydłem, aż boli
mnie skóra, ale to nie pomaga. Udało mi się zniszczyć mu kolejny intymny
moment. Widziałam wstyd na jego twarzy, gdy wychodził. Kiedy przeszedł przez te
drzwi, nie chcąc na mnie spojrzeć.
Zakręcam wodę i wychodzę spod
prysznica. Gdy wycieram się do sucha, ściągam szlafrok z drzwi łazienkowych i
zakładam go. Rozczesuję włosy i odkładam przybory toaletowe do kosmetyczki. Nie
chcę wychodzić bez mówienia Holderowi, ale nie mogę tutaj zostać. Również nie
chcę, żeby czuł się tak, że musi znowu spojrzeć mi w twarz po tym co się stało.
Mogę zadzwonić po taksówkę, aby zabrała mnie na przystanek autobusowy i zniknę,
zanim wróci.
Jeśli w ogóle planuje wrócić.
Otwieram drzwi łazienki i wchodzę do
pokoju hotelowego, nie spodziewając się, że będzie siedział na łóżku z rękami
pomiędzy kolanami. Podnosi na mnie wzrok, jak tylko widzi otwierające się drzwi
łazienki. Zatrzymuję się w połowie kroku i patrzę na niego. Jego oczy są
zaczerwienione i ma na ręce prowizoryczny
bandaż zrobiony z koszulki, pokryty krwią. Podbiegam do niego i biorę jego
dłoń, odwijając bluzkę, żeby
obejrzeć ją.
- Holder, coś ty zrobił? – Obracam
jego ręką, przyglądając się rozcięciu na
jego knykciach. Odsuwa rękę i zakrywa ją kawałkiem koszulki.
- Nic mi nie jest – odpowiada,
zbywając to. Podnosi się, a ja cofam się, spodziewając się, że znowu wyjdzie.
Jednakże on stoi tuż przede mną, patrząc na mnie z góry.
- Bardzo przepraszam – szepczę,
podnosząc na niego wzrok. – Nie powinnam była prosić cię o to. Po prostu
potrzebowałam… - Łapie mnie za twarz i całuje mnie, przerywając mi w połowie
przeprosin. – Zamknij się – mówi, patrząc mi w oczy. – Nie masz za co
przepraszać. Nie wyszedłem dlatego, że byłem na ciebie zły. Wyszedłem, ponieważ
byłem zły na siebie.
Odsuwam się od niego i odwracam do
łóżka, nie chcąc patrzeć jak jeszcze bardziej się obwinia. – W porządku. –
Podchodzę do łóżka, podnosząc kołdrę. – Nie mogę oczekiwać, że będziesz teraz
tak mnie pragnął. To było złe, samolubne i nie do przyjęcia, żeby prosić cię o
to i naprawdę przepraszam. – Kładę się i odwracam do niego plecami, żeby nie
widział moich łez. – Chodźmy spać, dobrze? – Głos mam o wiele spokojniejszy niż
się spodziewałam. Naprawdę nie chcę, żeby czuł się źle. Był ze mną przez to
wszystko, a ja nie zrobiłam dla niego nic w podzięce. W tym momencie najlepszą
rzeczą, jaką mogłabym dla niego zrobić byłoby zerwanie, żeby nie czuł się
zobowiązany, żeby stać przy mnie przez to wszystko.
Nie jest mi nic winien.
- Myślisz, że jest mi z tym trudno,
bo nie pragnę cię? – Obchodzi łóżko i
kuca przede mną. – Sky, jest mi z tym trudno, bo wszystko co ci się przydarzyło
łamie moje pieprzone serce i nie mam pojęcia jak ci pomóc. Chcę być tutaj dla
ciebie i pomóc ci przez to przejść, ale każde słowo które wychodzi z moich ust
wydaje się być nieprawidłowe. Za każdym razem, gdy dotykam cię albo całuję,
boję się, że nie chcesz bym to robił. Teraz prosisz mnie o seks z tobą, bo
chcesz mu to odebrać i rozumiem to. Doskonale rozumiem, o co ci chodzi, ale to
nie ułatwia mi kochania się z tobą, kiedy nawet nie potrafisz spojrzeć mi w
oczy. To ogromnie boli, ponieważ nie zasługujesz, żeby tak to się odbyło. Nie
zasługujesz na takie życie, kochanie, a nie ma ani jednej pieprzonej rzeczy,
którą mógłbym zrobić, żeby ci je ulepszyć. Chcę je ulepszyć, ale nie potrafię i
czuję się bezradny. – Podczas tego wszystkiego usiadł na łóżku i jakoś
przyciągnął mnie do siebie, ale byłam tak pochłonięta jego słowami, że nawet
nie zauważyłam. Obejmuje mnie ramionami i sadza na kolanach, a ja oplatam go
nogami. Bierze w dłonie moją twarz i patrzy mi prosto w oczy.
- A chociaż przestałem, to nigdy nie
powinienem był zacząć bez powiedzenia ci najpierw jak bardzo cię kocham. Bardzo
cię kocham, kochanie. Nie zasługuję na dotykanie cię, dopóki nie będziesz
wiedzieć, że dotykam cię, bo cię kocham i z żadnego innego powodu.
Przyciska usta do moich i nawet nie
daje mi szansy, żebym powiedziała mu, że też go kocham. Kocham go tak bardzo,
że to fizycznie boli. Nie myślę teraz o niczym innym, tylko jak bardzo kocham
tego chłopaka, jak bardzo kocha on mnie i pomimo tego, co dzieje się w moim
życiu, nie chciałabym być teraz nigdzie indziej.
Próbuję przekazać wszystko co czuję przez ten pocałunek, ale to nie wystarcza.
Odrywam się i całuję jego brodę, nos, czoło, potem łzę, która spływa po jego
policzku. – Też cię kocham. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym ciebie nie miała,
Holder. Bardzo cię kocham i przepraszam cię. Chciałabym, żebyś był moim
pierwszym i przepraszam, że on ci to odebrał.
Holder stanowczo potrząsa głową i ucisza mnie pocałunkiem. – Nigdy nie waż się tego
znowu powiedzieć. Nigdy nie waż się tak myśleć.
Twój ojciec odebrał ci ten pierwszy raz w sposób nie do pomyślenia, ale mogę
cię zapewnić, że tylko tyle ci zabrał. Bo jesteś bardzo silna, kochanie. Jesteś
cudowna, zabawna, mądra, piękna i tak pełna siły oraz odwagi. To, co on ci
zrobił nie odbiera ci żadnych najlepszych cech. Raz go przetrwałaś i przetrwasz
go znowu. Wiem, że tak będzie. – Kładzie dłoń na moim sercu, a moją rękę
kładzie na swoim. Zniża się do mojego poziomu wzrokowego, upewniając się, że
jestem tam z nim, skupiając na nim całkowitą uwagę. – Pieprzyć wszystkie
pierwsze razy, Sky. Liczy się dla mnie tylko wieczność z tobą. – Całuję go. Cholera jasna, i to jak go całuję.
Całuję go z każdą emocją, która przeze mnie przepływa. Holder trzyma moją głowę
dłonią i kładzie mnie na łóżku, wspinając się na mnie. – Kocham cię – mówi. –
Kochałem cię tak długo, ale po prostu nie mogłem ci powiedzieć. Nie wydawało
się to prawidłowe pozwolić ci mnie kochać, kiedy tyle przed tobą ukrywałem.
Łzy raz jeszcze spływają po moich
policzkach i chociaż są to dokładnie te same łzy wychodzące z dokładnie tych
samych oczu, są dla mnie kompletnie nowe. To nie są łzy z bólu serca czy
złości… to są łzy z niewiarygodnego uczucia opanowujące mnie w tej chwili, słysząc jego słowa, jak bardzo mnie kocha.
- Nie sądzę, że mógłbyś wybrać lepszą
porę na powiedzenie mi, że mnie kochasz niż dziś. Więc cieszę się, że
poczekałeś.
Uśmiecha się, patrząc na mnie z
fascynacją. Pochyla głowę i całuje mnie, wypełniając moje usta jego smakiem. Całuje mnie łagodnie, delikatnie
przesuwając wargami po moich, jak rozwiązuje mój szlafrok. Wciągam gwałtownie
powietrze, kiedy wsuwa rękę do środka, głaszcząc koniuszkami palców mój brzuch.
Teraz jego dotyk na mojej skórze jest kompletnie innym uczuciem niż piętnaście minut temu. To uczucie,
którą chcę czuć.
- Boże,
kocham cię – mówi, przeciągając ręką po mojej talii. Powoli przebiega palcami
po moim udzie i jęczę w jego usta, wywołując jeszcze bardziej zdeterminowany pocałunek. Kładzie rękę na wnętrzu
mojej nogi i lekko na nią naciska, chcąc przycisnąć się do mnie, ale drgam i napinam się. Wyczuwa mój mimowolny
moment wahania, więc odrywa ode mnie usta i spogląda na mnie. – Pamiętaj,
kochanie. Dotykam cię, bo cię kocham. Z żadnego innego powodu.
Kiwam głowę i zamykam oczy, wciąż
bojąc się, że zaraz ogarnie mnie te same otępienie i strach.
Holder całuje mnie w policzek i
zawiązuje mój szlafrok.
- Otwórz oczy – mówi łagodnie. Kiedy
otwieram, wyciąga rękę i ściera łzę
palcem. – Płaczesz.
Uśmiecham się do niego uspokajająco.
– To nic takiego. To dobre łzy. – Kiwa głową, ale nie uśmiecha się. Przygląda
mi się przez chwilę, potem bierze mnie za rękę i splata nasze palce. – Chcę się
z tobą kochać, Sky. I myślę, że ty też tego chcesz. Ale chcę, żebyś najpierw
coś zrozumiała. – Ściska moją dłoń i nachyla się, całując kolejną uciekającą
łzę. – Wiem, że trudno ci pozwolić sobie to czuć. Tak długo trenowałaś się w
blokowaniu uczuć i emocji, za każdym razem, gdy ktoś cię dotykał. Lecz chcę,
żebyś wiedziała, że to co twój ojciec fizycznie ci zrobił nie zraniło cię jako
małą dziewczynkę. To, to co zrobił twojej wiarze w niego złamało twoje serce.
Wycierpiałaś jedną z najgorszych rzeczy, jaką dziecko może przeżyć z rąk
swojego bohatera… osoby, którą idealizowałaś… i nawet nie mogę sobie wyobrazić
jakie to musi być uczucie. Ale pamiętaj, że rzeczy, które ci zrobił w żaden sposób nie są powiązane z nami.
Kiedy cię dotykam, dotykam cię, ponieważ chcę cię uszczęśliwić. Kiedy cię
całuję, całuję cię, ponieważ masz najcudowniejsze usta, jakie kiedykolwiek
widziałem i wiesz, że nie potrafię ich nie całować. A kiedy kocham się z tobą –
robię właśnie to. Kocham się z tobą, ponieważ jestem w tobie zakochany.
Negatywne skojarzenia, które przez całe życie wiązałaś z fizycznym dotykiem dotyczą
mnie. Nie dotyczą nas. Dotykam cię, bo jestem w tobie
zakochany, z żadnego innego powodu.
Jego miękkie słowa zalewają moje serce i łagodzą moje nerwy.
Całuje mnie lekko, a ja rozluźniam się pod jego ręką – ręką, która dotyka mnie
tylko z miłości. Odpowiadam całkowicie rozpuszczając się przy nim, pozwalając
wargom podążać za jego ustom, moim dłoniom spleść się z jego, mojemu rytmowi
przypasować się do jego. Szybko staję się zaangażowana, gotowa badać go, bo tego właśnie chcę, z żadnego innego powodu.
- Kocham cię – szepcze.
Przez cały czas, gdy mnie dotyka,
badając mnie rękami, ustami i oczami, ciągle mówi mi, jak bardzo mnie kocha.
Tym razem pozostaję świadoma tej chwili, pragnąc poczuć każdą rzecz, którą robi
i do mnie mówi. Kiedy w końcu odrzuca na bok opakowanie i ustawia się przy
mnie, patrzy na mnie z góry i uśmiecha się, po czym głaska koniuszkami palców
bok mojej twarzy.
- Powiedz mi, że mnie kochasz – mówi.
Przytrzymuję jego spojrzenie z
niezachwianym zaufaniem, pragnąc, żeby poczuł szczerość moich słów. – Kocham
cię, Holder. Bardzo mocno. I żebyś
wiedział… Hope też cię kochała. – Rozdziela brwi i wypuszcza szybkie powietrze,
jakby przytrzymywał je przez trzynaście lat, czekając na te dokładnie słowa. –
Kochanie, chciałbym, byś mogła poczuć, co właśnie mi zrobiłaś. – Od razu
nakrywa moje usta swoimi i znajoma, słodka mieszanka jego smaku wpływa do
moich ust w tej samej chwili, kiedy wsuwa się we mnie, wypełniając mnie czymś
więcej niż tylko sobą. Wypełnia mnie swoją szczerością, miłością do mnie i
przez moment… wypełnia mnie kawałkiem naszej wieczności. Chwytam się jego
ramion i poruszam z nim, czując wszystko. Każdą, piękną rzecz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz