8.3.14

30

Sobota, 27 październik, 2012
23:20
Wspomnienie jest takie żywe; nie mam pojęcia, czemu dopiero teraz do mnie dochodzi. Jak mogłam widzieć codziennie jego tatuaż, słyszeć jak mówi Hope i jak mówi o Les, jednak nadal nie pamiętać? Sięgam przez siedzenie i chwytam go za ramię, po czym podwijam mu rękaw. Wiem, że tam jest. Wiem, co mówi. Ale to pierwszy raz, kiedy na niego patrzę, wiedząc, co tak naprawdę oznacza.
- Czemu go zrobiłeś? – Powiedział mi wcześniej, ale teraz chcę znać prawdziwy powód. Odwraca wzrok od drogi i spogląda na mnie.
- Mówiłem ci. To przypomnienie o ludziach, których zawiodłem. – Zamykam oczy i opadam na siedzenie, kręcąc głową. Powiedział, że on nie jest nieprecyzyjny, ale nie mogę wymyślić bardziej nieprecyzyjnego wyjaśnienia od jego na temat tatuażu. W jaki sposób mógł mnie zawieść? Fakt, że sądzi, iż w jakiś sposób mnie zawiódł w tak młodym wieku nawet nie ma sensu. I fakt, że czuje w stosunku do tego tyle żalu, żeby zmienić to w jakiś tajemniczy tatuaż naprawdę jest ponad jakimikolwiek przypuszczeniami jakie mogłabym teraz wymyślić. Nie wiem co więcej mogę powiedzieć czy zrobić, żeby zmusić go do zawiezienia mnie do domu. Nie odpowiedział na żadne z moich pytań, a teraz znowu gra ze mną w swoje umysłowe gierki, dając mi tajemnicze nie-odpowiedzi. Po prostu chcę jechać do domu.
Zatrzymuje samochód na poboczu i mam nadzieję, że go zawróci. Zamiast tego gasi silnik i otwiera drzwi. Patrzę przez okno i dostrzegam, że znowu jesteśmy na lotnisku. Jestem zirytowana. Nie chcę tam iść i raz jeszcze patrzeć jak będzie obserwował gwiazdy podczas myślenia. Chcę odpowiedzi albo pojechać do domu.
Otwieram drzwi i niechętnie idę za nim do ogrodzenia, mając nadzieję, że jeśli ten ostatni raz go uspokoję to dostanę od niego szybkie wyjaśnienie. Ponownie pomaga mi wejść na płot i oboje idziemy do naszego miejsca na pasie startowym i kładziemy się.
Podnoszę wzrok w nadziei, że dostrzegę spadającą gwiazdę. W tej chwili przydałoby mi się życzenie albo dwa. Zażyczyłabym sobie wrócić dwa miesiące wstecz i nigdy nie wejść tamtego dnia do sklepu spożywczego.
- Jesteś gotowa na odpowiedzi? – pyta.
Odwracam do niego głowę. – Jestem gotowa, jeśli zamierzasz tym razem być naprawdę szczery. – Zwraca do mnie twarz, po czym podnosi się na ramieniu i obraca na bok, patrząc na mnie z góry. Znowu robi tę swoją rzecz, milcząco wpatrując się we mnie. Jest ciemniej niż kiedy byliśmy tutaj ostatnim razem, więc ciężko jest dostrzec wyraz jego twarzy. Jednak widzę, że jest smutny. Jego oczy nigdy nie były w stanie ukryć smutku. Nachyla się i podnosi dłoń, kładąc ją na moim policzku. – Potrzebuję cię pocałować. – Niemal wybucham śmiechem, ale boję się, że jeśli to zrobię, to będzie on maniakalny, a to mnie przeraża, ponieważ już przypuszczam, że szaleję. Potrząsam głową, wstrząśnięta, że mógłby pomyśleć, że pozwoliłabym mu teraz się pocałować. Nie po dowiedzeniu się, że okłamywał mnie od dwóch miesięcy.
- Nie – odpowiadam stanowczo. On dalej trzyma twarz blisko mojej i rękę na moim policzku. Nienawidzę tego, że choć każda uncja gniewu we mnie jest wynikiem jego oszustwa, to moje ciało wciąż reaguje na jego dotyk. To dziwna wewnętrzna bitwa, kiedy nie możesz zdecydować się czy chcesz walnąć usta mieszczące się kilka centymetrów od twoich czy ich posmakować.
- Potrzebuję cię pocałować – mówi raz jeszcze, tym razem to rozpaczliwa prośba. – Proszę, Sky. Boję się, że po tym jak powiem ci, to co zamierzam… to już nigdy nie będę mógł cię pocałować. – Przysuwa się do mnie bliżej i głaska mój policzek kciukiem, nie odrywając ode mnie wzroku. – Proszę. – Nieznacznie kiwam głową, niepewna dlaczego moja słabość mnie przezwycięża. Zbliża do mnie usta i całuje mnie. Zamykam oczy i wpuszczam go do środka, bo wielka część mnie jest tak samo przestraszona, że to ostatni raz, kiedy poczuję jego usta na moich. Boję się, że to ostatni raz, kiedy poczuję cokolwiek, ponieważ on jest jedynym, z którym chciałam coś czuć.
Przesuwa się, aż jest na kolanach, trzymając moją twarz jedną dłonią, a drugą podpierając się na betonie przy mojej głowie. Podnoszę rękę i przeciągam nią po jego włosach, mocniej przyciskając go do moich warg. Smakowanie go i czucie jego oddechu mieszającego się z moim, na chwilę zabiera wszystko z dzisiejszego wieczora i to zamyka. W tym momencie jestem skupiona na nim, moim sercu i tym jak puchnie oraz łamie się jednocześnie. Boli mnie myśl, że to, co do niego czuję nie ma nawet podstaw ani nie jest prawdziwe. Wszystko mnie boli. Głowa, brzuch, klatka piersiowa, serce, dusza. Wcześniej wydawało mi się, że jego pocałunek może mnie uleczyć. Teraz wydaje mi się, że jego pocałunek stwarza głęboko we mnie nieuleczalny ból serca.
Wyczuwa, jak pokonanie zabiera nade mną kontrolę, gdy z mojego gardła zaczyna wychodzić szloch. Przesuwa usta na mój policzek, potem do ucha. – Tak bardzo przepraszam – mówi, trzymając mnie. – Kochanie, bardzo cię przepraszam. Nie chciałem, żebyś wiedziała.
Zamykam oczy i odpycham go ode mnie, po czym siadam i nabieram głębokiego tchu. Ścieram łzy tyłem dłoni i podnoszę nogi, mocno je przytulając. Chowam twarz w kolanach, żebym nie musiała znowu na niego patrzeć.
- Jedynie chcę, żebyś mówił, Holder. Zapytałam cię o wszystko, o co mogłam w drodze tutaj. Chcę, żebyś mi teraz odpowiedział, abym mogła pojechać do domu. – Mój głos jest pokonany i wykończony.
Kładzie rękę na tyle mojej głowy i przeciąga palcami przez moje włosy, w kółko, przygotowując odpowiedź. Chrząka. – Nie byłem pewien czy jesteś Hope, kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem. Byłem tak przyzwyczajony do widywania jej w każdej nieznajomej w naszym wieku, że kilka lat temu przestałem próbować ją znaleźć. Ale gdy zobaczyłem cię w sklepie i spojrzałem w twoje oczy… miałem przeczucie, że nią jesteś. Kiedy pokazałaś mi swój dowód i zorientowałem się, że jednak tak nie było, czułem się śmiesznie. To było jak budzik, którego potrzebowałem, żeby w końcu dać odejść jej wspomnieniu.
Przestaje mówić i powoli przesuwa ręką wzdłuż moich włosów, kładąc ją na moich plecach, ale robiąc delikatne kółka palcem. Chcę odepchnąć jego dłoń, ale nawet bardziej pragnę jej tam, gdzie jest.
- Mieszkaliśmy obok ciebie i twojego taty przez rok. Ty, ja i Les… byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Choć bardzo trudno jest przypomnieć sobie twarze z tak dawna. Myślałem, że jesteś Hope, ale także myślałem, że gdybyś naprawdę nią była, to bym w to nie wątpił. Myślałem, że gdybym kiedykolwiek znowu ją zobaczył, to wiedziałbym na pewno.
- Gdy tamtego dnia opuściłem sklep, od razu wyszukałem w Internecie imię, które mi podałaś. Nic nie mogłem o tobie znaleźć, nawet na Facebooku. Szukałem przez całą godzinę i stałem się tak sfrustrowany, że poszedłem pobiegać, żeby ochłonąć. Kiedy minąłem zakręt i zobaczyłem cię stojącą przed moim domem, nie mogłem oddychać. Po prostu tam stałaś, wyczerpana z biegania i… Jezu, Sky. Byłaś taka piękna. Wciąż nie byłem pewien czy jesteś Hope czy nie, ale w tamtej chwili nawet nie przeszło mi to przez myśl. Nie obchodziło mnie kim jesteś; po prostu musiałem cię poznać.
- Po spędzeniu z tobą czasu w tamtym tygodniu, nie mogłem się powstrzymać od przyjścia do ciebie w tamten piątkowy wieczór. Nie pokazałem się z zamiarem odkopania twojej przeszłości czy nawet nadzieją, że coś wydarzy się między nami. Przyszedłem do twojego domu, ponieważ chciałem, żebyś poznała prawdziwego mnie, nie tego, o którym słyszałaś od wszystkich innych. Po spędzeniu z tobą tyle czasu tego wieczoru, nie myślałem o niczym innym poza wymyśleniem jak mógłbym spędzić z tobą więcej czasu. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto mnie tak rozumiał, jak ty. Nadal zastanawiałem się czy to możliwe… czy jesteś nią. Zwłaszcza byłem tego ciekawy, jak powiedziałaś mi, że jesteś adoptowana, ale jednak myślałem, że może to tylko zbieg okoliczności.
- Ale potem, kiedy zobaczyłem bransoletkę… - Urywa i zabiera rękę z moich pleców. Jego palce przesuwają się pod moją brodą i odrywa moją twarz od kolan, nakłaniając, żebym spojrzała mu w oczy. – Moje serce złamało się, Sky. Nie chciałem, żebyś nią była. Chciałem, żebyś powiedziała mi, że dostałaś tę bransoletkę od twojej przyjaciółki albo że ją znalazłaś, albo kupiłaś. Po tych wszystkich latach, których spędziłem szukając ciebie w każdej twarzy, na którą spojrzałem, nareszcie cię znalazłem… i byłem zdruzgotany. Nie chciałem, żebyś była Hope. Jedynie chciałem, żebyś była sobą.
Kręcę głową, nadal tak zdezorientowana jak wcześniej. – Ale dlaczego po prostu mi nie powiedziałeś? Czy tak trudno było przyznać, że kiedyś się znaliśmy? Nie rozumiem czemu kłamałeś w tym temacie. – Przygląda mi się przez chwilę, szukając wystarczająco dobrej odpowiedzi, potem odsuwa włosy z mojej twarzy. – Co pamiętasz o swojej adopcji?
Potrząsam głową. – Niewiele. Wiem, że byłam w rodzinie zastępczej po tym jak ojciec mnie oddał. Wiem, że zaadoptowała mnie Karen i przeprowadziłyśmy się tutaj ze stanu, kiedy miałam pięć lat. Poza tym i paroma dziwnymi wspomnieniami, nic nie wiem.
Przybliża się do mnie i kładzie stanowczo ręce na moich barkach, jakby stawał się sfrustrowany. – To wszystko powiedziała ci Karen. Chcę wiedzieć, co ty pamiętasz. Co ty pamiętasz, Sky?
Tym razem powoli potrząsam głową. – Nic. Najwcześniejsze wspomnienia mam związane z Karen. Jedyną rzecz jaką pamiętam przed Karen to dostanie bransoletki, ale to tylko dlatego, że nadal ją mam i trzyma się mnie to wspomnienie. Nawet nie byłam pewna, kto mi ją dał. – Holder bierze w dłonie moją twarz i przyciska usta do mojego czoła. Trzyma tam wargi, trzymając mnie przy swoich ustach, jakby bał się puścić, bo nie chce musieć mówić. Nie chce musieć mi powiedzieć cokolwiek wie.
- Po prostu to powiedz – szepczę. – Powiedz mi to, czego nie chciałbyś mi mówić. – Odsuwa usta i przyciska czoło do mojego. Ma zamknięte oczy i mocno trzyma moją twarz. Wygląda tak smutno, że chcę go potrzymać pomimo mojej frustracji z jego powodu. Obejmuję go ramionami i przytulam. Odwzajemnia mój uścisk i przy okazji wciąga mnie na swoje kolana. Oplatam go nogami w pasie, a nasze czoła wciąż są razem przyciśnięte. Trzyma mnie, ale tym razem mam poczucie, że trzyma mnie, ponieważ jego ziemia przesunęła się ze swojej osi, a ja jestem jego rdzeniem.
- Powiedz mi, Holder.
Przesuwa ręce na moje plecy i otwiera oczy, odsuwając ode mnie czoło, żeby mógł na mnie patrzeć, kiedy mówi.
- W dzień, kiedy Les dała ci tę bransoletkę, płakałaś. Pamiętam każdy szczegół, jakby wydarzyło się to wczoraj. Siedziałaś na podwórku przy twoim domu. Siedzieliśmy z Les przy tobie długi czas, ale nie przestawałaś płakać. Jak dała ci twoją bransoletkę, wróciła do naszego domu, ale ja nie potrafiłem. Czułem się źle zostawiając cię tam, bo myślałem, że może znowu byłaś zła na twojego tatę. Zawsze przez niego płakałaś, a to sprawiło, że go nienawidziłam. Nie pamiętam nic związanego z tym facetem, poza tym, że nienawidziłem go do szpiku kości za sprawianie, że tak się czułaś. Miałem tylko sześć lat, więc nigdy nie wiedziałem co powiedzieć, kiedy płakałaś. Sądzę, że tego dnia powiedziałem coś w stylu „Nie martw się…”.
- Nie będzie żył wiecznie – mówię, dokańczając zdanie. – Pamiętam ten dzień. Les dała mi bransoletkę, a ty powiedziałeś, że nie będzie żył wiecznie. Te dwie rzeczy pamiętałam przez cały ten czas. Jedynie nie wiedziałam, że to byłeś ty.
- Tak, to właśnie ci powiedziałem. – Przenosi rękę na mój policzek i ciągnie. – A potem zrobiłem coś, czego żałuję każdego dnia mojego życia. – Kręcę głową. – Holder, nic nie zrobiłeś. Po prostu odszedłeś.
- Dokładnie – odpiera. – Poszedłem na moje podwórko, chociaż wiedziałem, że powinienem był usiąść obok ciebie na trawniku. Stałem na moim podwórku i patrzyłem jak płaczesz w swoich ramionach, kiedy powinnaś w moich. Jedynie tam stałem… i patrzyłem, jak samochód zatrzymał się przy krawężniku. Patrzyłem jak otwiera się okno od strony pasażera i usłyszałem, że ktoś woła twoje imię. Patrzyłem, jak podniosłaś wzrok na auto i otarłaś oczy. Wstałaś i otrzepałaś swoje szorty, po czym podeszłaś do auta. Patrzyłem, jak wsiadasz do środka i wiedziałem, że cokolwiek się działo, to nie powinienem był po prostu tam stać. Ale ja tylko obserwowałem, kiedy powinienem był być z tobą. To nigdy by się nie zdarzyło, gdybym został tam z tobą.
Strach oraz żal w jego głosie powodują, że serce zaczyna walić mi w piersi. Jakoś znajduję siłę do mówienia, pomimo trawiącego mnie strachu. – Co nigdy by się nie zdarzyło? – Znowu całuje mnie w czoło, a kciukami łagodnie muska moje kości policzkowe. Patrzy na mnie jakby bał się, że zaraz złamie mi serce.

- Zabrali cię. Ktokolwiek był w tym samochodzie, zabrał cię od twojego taty, ode mnie, od Les. Byłaś zaginiona od trzynastu lat, Hope. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz