9.3.14

44

Poniedziałek, 29 październik, 2012
16:35
- Nie dotykaj jej, do cholery!
Holder wrzeszczy, a pod moimi ramionami jest nacisk. Jego głos znajduje się blisko, więc wiem, że mnie trzyma.
Opuszczam ręce po bokach i czuję trawę między palcami.
- Kochanie, otwórz oczy. Proszę. – Dłoń Holdera głaska bok mojej twarzy. Powoli otwieram oczy i podnoszę wzrok. On patrzy na mnie z góry, mój ojciec stoi tuż za nim. – Nic się nie dzieje, po prostu zemdlałaś. Potrzebuję, żebyś wstała. Musimy jechać.
Podnosi mnie na nogi i obejmuje mnie ramieniem w talii, praktycznie stojąc za mnie.
Mój ojciec stoi teraz tuż przede mną, patrząc. – To jesteś ty – mówi. Zerka na Holdera, potem znowu na mnie. – Hope? Pamiętasz mnie? – Jego oczy pełne są łez.
Moje nie.
- Chodźmy – mówi raz jeszcze Holder. Opieram się mu i wyrywam się z jego uścisku. Patrzę na mojego ojca… na mężczyznę, który przedstawia uczucia, jakby kiedyś musiał mnie kochać. Dobra gra.
- Pamiętasz? – pyta znowu, podchodząc krok bliżej. Holder cofa mnie z każdym krokiem, który wykonuje ojciec. – Hope, pamiętasz mnie?
- Jak mogłabym cię zapomnieć?
Ironią jest, że tak naprawdę go zapomniałam. Całkowicie. Zapomniałam o nim, o rzeczach, które mi zrobił i życiu, które tutaj miałam. Ale nie chcę, żeby on o tym wiedział. Chcę, żeby wiedział, że go pamiętam i każdą rzecz, którą mi kiedykolwiek zrobił.
- To ty – mówi, poruszając ręką po boku. – Żyjesz. Nic ci nie jest. – Wyciąga swoje radio, przypuszczam, że chce to zgłosić. Zanim jego palec dosięga przycisku, Holder wyciąga rękę i wytrąca mu radio z dłoni. Spada na ziemię, a mój ojciec pochyla się i je podnosi, po czym cofa się obronnie, znowu kładąc rękę na kaburze.
- Gdybym był tobą, nie dałbym nikomu znać, że ona tutaj jest – mówi Holder. – Wątpię, byś chciał, żeby fakt o tym, że jesteś pieprzonym zboczeńcem wylądował na pierwszej stronie gazet.
Natychmiast cały kolor znika z twarzy ojca i spogląda na mnie ze strachem w oczach. – Co takiego? – Patrzy na mnie z niedowierzeniem. – Hope, ktokolwiek cię zabrał… okłamał cię. Opowiedział ci rzeczy o mnie, które nie są prawdą. – Jest teraz bliżej, a jego spojrzenie jest zrozpaczone i błagające. – Kto cię zabrał, Hope? Kto to był?
Podchodzę do niego z pewnością siebie. – Pamiętam wszystko, co mi zrobiłeś. A jeśli tylko dasz mi to, po co tutaj jestem, obiecuję, że odejdę i już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. – On wciąż potrząsa głową, nie wierząc w to, że stoi przed nim jego córka.
Jestem pewna, że również próbuje przetrawić fakt, że całe jego życie jest teraz zagrożone. Jego kariera, reputacja, wolność. Jeśli to możliwe, jego twarz robi się jeszcze bledsza, kiedy zdaje sobie sprawę, że już nie może dłużej temu zaprzeczać. Wie, że ja wiem.
- Co chcesz?
Patrzę na dom, potem znowu na niego. – Odpowiedzi – odpowiadam. – I chcę wszystko, co należało do mojej matki.
Holder raz jeszcze trzyma mnie mocno w pasie. Chwytam jego dłoń, potrzebując tylko zapewnienia, że nie jestem teraz sama. Moja pewność siebie szybko przygasa z każdą chwilą spędzoną w obecności mojego ojca. Wszystko z nim związane, od jego głosu po wyrazy twarzy, kończąc na ruchach, sprawia, że boli mnie brzuch.
Mój ojciec zerka krótko na Holdera, potem odwraca się do mnie. – Możemy porozmawiać w środku – mówi cicho, rozglądając się po otaczających nas domach. Fakt, że wydaje się teraz zdenerwowany tylko udowadnia, że rozważył swoje opcje i nie ma ich wiele do wyboru. Wskazuje głową na drzwi wejściowe i rusza do nich po schodach.
- Zostaw broń – odzywa się Holder.
Ojciec przystaje, ale nie odwraca się. Powoli sięga do boku i wyciąga pistolet. Kładzie go delikatnie na schodach ganku, po czym zaczyna się wspinać po stopniach.
- Obie – dodaje Holder.
Ojciec raz jeszcze przystaje przed drzwiami. Nachyla się do kostki i unosi nogawkę, wyciągając i tamten pistolet. Kiedy obie bronie są poza jego zasięgiem, wchodzi do środka, zostawiając nam otwarte drzwi. Zanim wkraczam do środka, Holder obraca mnie do siebie twarzą.
- Zostaję tutaj przy otwartych drzwiach. Nie ufam mu. Nie idź nigdzie dalej niż do salonu.
Potakuję, a on całuje mnie szybko i mocno, po czym mnie wypuszcza. Wchodzę do salonu, mój ojciec siedzi na kanapie ze złożonymi rękami przed sobą. Wpatruje się w podłogę. Podchodzę do najbliższego mi siedzenia i siadam na jego brzegu, odmawiając rozluźnienia się. Bycie w tym domu i w jego obecności sprawia, że zamyka mi się umysł, a klatka piersiowa zaciska. Biorę kilka wolnych wdechów, starając się uspokoić mój strach.
Wykorzystuję chwilę ciszy na znalezienie w jego rysach czegoś podobnego do moich. Może kolor jego włosów? Jest o wiele wyższy ode mnie, a jego oczy, kiedy jest w stanie na mnie spojrzeć, są ciemnozielone, niepodobne do moich. Oprócz karmelowego koloru jego włosów, nie wyglądam jak on. Uśmiecham się z tego faktu.
Mój ojciec unosi wzrok i wzdycha, wiercąc się z zakłopotaniem. – Zanim cokolwiek powiesz – odzywa się. – Musisz wiedzieć, że kochałem cię i żałowałem tego, co zrobiłem w każdej sekundzie mojego życia. – Nie odpowiadam słownie na te oświadczenie, ale muszę fizycznie powstrzymać się od zareagowania na jego bzdury. Mógłby spędzić resztę swojego życia przepraszając i nigdy nie wystarczałoby to, żeby wymazać choć jedną noc, kiedy odwracała się gałka u drzwi.
- Chcę wiedzieć, dlaczego to zrobiłeś – mówię drżącym głosem. Nienawidzę tego, że teraz brzmię żałośnie słabo. Brzmię jak mała dziewczyna, która błagała go, żeby przestał. Już nie jestem tą dziewczynką i jest cholernie pewne, że nie chcę wyglądać przed nim na słabą.
Opiera się o kanapę, pocierając rękami oczy. – Nie wiem – odpowiada zdesperowany. – Kiedy umarła twoja matka znowu zacząłem ciężko pić. Rok później upiłem się tak mocno, że obudziłem się następnego poranka i wiedziałem, że zrobiłem coś strasznego. Miałem nadzieję, że był to tylko okropny sen, ale kiedy poszedłem cię obudzić byłaś… inna. Nie byłaś tą samą wesołą dziewczynką, co wcześniej. Przez jedną noc stałaś się kimś, kto był mną przerażony. Nienawidziłem siebie. Nie jestem nawet pewien, co ci zrobiłem, bo byłem zbyt pijany, żeby pamiętać. Ale wiedziałem, że było to coś okropnego i straszliwie za to przepraszam. To już nigdy się nie wydarzyło i zrobiłem wszystko co w mojej mocy, żeby ci to wynagrodzić. Cały czas kupowałem ci prezenty i dawałem ci, cokolwiek chciałaś. Nie chciałem, żebyś pamiętała tę noc.
Ściskam kolana, starając się nie przeskoczyć na drugą stronę salonu i go nie udusić. Fakt, że próbuje to zbyć, twierdząc, że zdarzyło się to jeden raz sprawia, że nienawidzę go jeszcze bardziej niż wcześniej, jeśli to w ogóle możliwe. Traktuje to jakby był to wypadek. Jakby stłukł kubek albo miał pieprzoną stłuczkę.
- To działo się noc w noc… noc w noc… - mówię. Muszę zebrać całą kontrolę, jaką znajduję, żeby nie krzyczeć. – Bałam się położyć do łóżka, bałam się obudzić, bałam się wziąć kąpiel i bałam się rozmawiać z tobą. Nie byłam małą dziewczynką bojącą się potworów w szafie lub pod łóżkiem. Bałam się potwora, który miał mnie kochać! Miałeś mnie chronić przed ludźmi takimi, jak ty!
Holder klęczy teraz u mojego boku, trzymając mnie za ramię, gdy krzyczę na mężczyznę po drugiej stronie pokoju. Drży mi całe ciało i opieram się o Holdera, chcąc poczuć jego spokój. Pociera moje ramię i całuje w bark, pozwalając mi wyrzucić rzeczy, które muszę powiedzieć, ani razu mnie nie zatrzymując.
Ojciec opada na kanapę, a łzy zaczynają wypływać z jego oczu. Nie broni się, bo wie, że mam rację. Nie ma mi nic do powiedzenia. Po prostu płacze w dłonie, czując skruchę, że w końcu ktoś się z nim skonfrontował i nie czując skruchy za to, co tak naprawdę zrobił.
- Masz inne dzieci? – pytam, piorunując wzrokiem oczy tak pełne wstydu, że nawet nie mogą nawiązać ze mną kontaktu. Opuszcza głowę i przyciska rękę do czoła, ale nie potrafi mi odpowiedzieć. – Masz? – krzyczę. Muszę wiedzieć, że nie zrobił tego nikomu innemu. Że wciąż tego nie robi.
Kręci głową. – Nie. Nigdy nie ożeniłem się ponownie po twojej matce. – Jego głos jest pokonany, a patrząc na niego, on również jest pokonany.
- Czy tylko mnie to zrobiłeś?
Nie odrywa spojrzenia od podłogi, dalej unikając moich pytań długimi ciszami.
- Jesteś mi winien prawdę – mówię spokojnie. – Zrobiłeś to komuś innemu, zanim zrobiłeś to mnie? – Czuję jak się zamyka. Twardość w jego oczach mówi wyraźnie, że nie ma zamiaru ujawniać więcej prawdy. Chowam twarz w rękach, nie wiedząc, co począć dalej. Nie mogę pozostawić go, żeby żył takim życiem, ale również boję się tego, co może się stać, jeśli go oskarżę na policji. Boję się tego, jak bardzo zmieni się moje życie. Boję się, że nikt mi nie uwierzy, skoro było to tak wiele lat temu. Ale to, co przeraża mnie najbardziej niż to wszystko, to strach, że kocham go zbyt bardzo, żeby chcieć zniszczyć resztę jego życia. Bycie w jego obecności nie tylko przypomina mi te wszystkie okropne rzeczy, które mi zrobił, również przypomina mi, jakim był kiedyś ojcem pod tym wszystkim. Bycie w tym domu powoduje, że buduje się we mnie huragan uczuć. Patrzę na stół w kuchni i przypominam sobie dobre wspomnienia rozmów, które tam przeprowadziliśmy. Patrzę na tylne drzwi i pamiętam, jak wybiegaliśmy na zewnątrz, żeby obserwować przejeżdżający pociąg na polu za naszym domem. Wszystko związane z moim otoczeniem napełnia mnie sprzecznymi wspomnieniami i nie podoba mi się kochanie go tak mocno, jak go nienawidzę.

Ocieram łzy z oczu i wpatruję się w niego. Bez słowa patrzy w podłogę i choć staram się to odepchnąć, widzę przebłyski mojego tatusia. Widzę mężczyznę, który kochał mnie tak, jak kiedyś… długo przed tym, jak zaczęłam bać się obracającej gałki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz