9.3.14

50

Wtorek, 30 październik, 2012
00:10
Ścieram łzę z twarzy. Nie jestem pewna dlaczego teraz lecą łzy; wspomnienie nie było smutne. Chyba to fakt, że to jeden z pierwszych momentów, kiedy zaczęłam kochać Karen. Myślenie o tym jak bardzo ją kocham boli mnie przez to, co zrobiła. Boli, ponieważ wydaje mi się, że nawet jej nie znam. Czuję, że jest w niej strona, o której nie wiedziałam, że istniała.
Jednak nie to najbardziej mnie przeraża. Najbardziej przeraża mnie to, że obawiam się, iż jedyna strona Karen, którą znamw ogóle nie istnieje.
- Mogę cię o coś zapytać? – pyta Holder, przerywając ciszę.
Kiwam głową przy jego torsie, ścierając ostatnią łzę z policzka. Obejmuje mnie ramionami, próbując mnie ogrzać, czując jak drżę. Pociera moje ramię i całuje mnie w głowę.
- Myślisz, że nic ci nie będzie, Sky?
Nie jest to rzadkie pytanie. To bardzo proste pytanie, jednak najtrudniejsze na jakie musiałam odpowiedzieć.
Wzruszam ramionami. – Nie wiem – odpowiadam szczerze. Chcę myśleć, że nic mi nie będzie, wiedząc, że Holder będzie u mojego boku. Ale mówiąc szczerze, naprawdę nie wiem czy tak będzie.
- Co cię przeraża?
- Wszystko – odpowiadam szybko. – Boję się mojej przeszłości. Boję się wspomnień, które zalewają mój umysł, kiedy zamykam oczy. Boję się tego, co dzisiaj zobaczyłam i jak wpłynie to na mnie w noce, gdzie nie będzie cię przy mnie, żeby zmienić kierunek moich myśli. Boję się, że nie mam zdolności emocjonalnej, aby poradzić sobie z tym, co może stać się z Karen. Boję się myśli, że nie mam już pojęcia kim ona w ogóle jest. – Podnoszę głowę z jego klatki piersiowej i spoglądam mu w oczy. – Ale wiesz, co najbardziej mnie przeraża?
Przeciąga ręką po moich włosach, nie zrywając kontaktu wzrokowego; chce żebym wiedziała, że mnie słucha.
- Co takiego? – pyta, głosem pełnym autentycznego zainteresowania.
- Boję się tego, że nie czuję związku z Hope. Wiem, że jesteśmy tą samą osobą, ale czuję jakby to co stało się jej tak naprawdę nie ma powiązania ze mną. Czuję się, jakbym ją porzuciła. Jakbym zostawiła ją tam, płaczącą w tym domu, wiecznie przerażoną, podczas gdy ja po prostu wsiadłam do tamtego samochodu i odjechałam. Teraz jestem dwoma całkowicie odrębnymi osobami. Jestem tą małą dziewczynką, na zawsze śmiertelnie przerażoną… ale również jestem dziewczyną, która ją porzuciła. Czuję się taka winna za wzniesienie tego muru między naszymi życiami i boję się, że żadne z tych żyć albo tych dziewczyn nigdy nie będą czuć się całością.
Chowam twarz w jego torsie, wiedząc, że prawdopodobnie mówię bez sensu. Holder całuje mnie w czubek głowy, a ja patrzę w niebo, zastanawiając się czy kiedykolwiek będę jeszcze czuć się normalnie. Było o wiele łatwiej nie znając prawdy.
- Kiedy moi rodzice się rozwiedli – odzywa się Holder. – Moja matka martwiła się o nas, więc wysłała mnie i Les na terapię. Trwała tylko sześć miesięcy… ale pamiętam, że zawsze byłam dla siebie twardy, myśląc, że byłem powodem ich rozwodu. Czułem, że to czego nie zrobiłem w dniu, kiedy zostałaś zabrana, bardzo ich zestresowało. Teraz wiem, że większość z mojego poczucia winy wtedy było poza kontrolą. Ale raz mój terapeuta zrobił coś, co trochę mi pomogło. Wtedy wydawało się to żenujące, ale co jakiś czas łapię się na tym, że robię to w pewnych sytuacjach. Kazał mi wyobrazić sobie siebie w przeszłości i kazał mi porozmawiać z młodszą wersją mnie, powiedzieć wszystko, co potrzebowałem powiedzieć. – Unosi moją twarz, żebym na niego patrzyła. – Myślę, że powinnaś to wypróbować. Wiem, że to brzmi głupio, ale naprawdę. Może ci to pomóc. Myślę, że musisz wrócić i powiedzieć Hope wszystko, co chciałabyś jej powiedzieć w dniu, kiedy ją zostawiłaś.
Opieram brodę na jego torsie. – Co masz na myśli? Powinnam wyobrazić sobie siebie rozmawiającą z nią?
- Dokładnie – mówi. – Po prostu spróbuj. Zamknij oczy.
Zamykam je. Nie jestem pewna, co robię, ale i tak to robię.
- Są zamknięte?
- Tak – odpowiadam cicho. Kładę rękę nad jego sercem i przyciskam bok głowy do jego klatki piersiowej. – Choć nie wiem, co zrobić.
- Wyobraź sobie siebie taką, jaka jesteś teraz. Wyobraź sobie siebie jadącą do domu twojego ojca i zaparkowanie po drugiej stronie ulicy. Ale wyobraź sobie dom taki, jaki był wtedy – mówi. – Wyobraź sobie go takim, jaki był, gdy byłaś Hope. Pamiętasz, że dom był biały? – Zaciskam mocniej powieki, trochę przypominając sobie biały dom w głębiach umysłu. – Tak.
- Dobrze. Teraz wyobraź sobie wszystko z tamtego dnia, tak jak to pamiętasz i znajdź ją. Porozmawiaj z nią. Powiedz jej, jaka jest silna. Powiedz jej jaka jest piękna i silna. Powiedz jej wszystko, co potrzebuje od ciebie usłyszeć, Sky. Wszystko, co chciałabyś powiedzieć sobie tamtego dnia. – Oczyszczam umysł i podążam za jego sugestią. Wyobrażam sobie siebie taką, jaka jestem teraz i co działoby się, gdybym naprawdę jechała do tamtego domu. Prawdopodobnie miałabym na sobie moją letnią sukienkę, a włosy splotłabym w kucyka, bo jest straszliwie gorąco. Niemal mogę wyczuć słońce lejące się promieniami przez przednią szybę, ogrzewając moją skórę.
Wychodzę z samochodu. Przechodzę przez ulicę i niechętnie kieruję się do domu. Moje serce natychmiast przyśpiesza, bo jestem zdenerwowana. Nie jestem pewna czy chcę ją zobaczyć, ale robię co sugeruje Holder i idę dalej, żeby z nią porozmawiać. Gdy tylko bok domu jest na widoku, ona tam jest. Hope siedzi na trawniku z założonymi ramionami na kolanach. Płacze w nie, a to rozbija mi serce.
Powoli podchodzę do niej i zatrzymuję się, po czym nieśmiało siadam na ziemi, nie potrafiąc oderwać wzroku od tej kruchej dziewczynki. Kiedy siedzę na trawie naprzeciwko niej, podnosi głowę z ramion i patrzy na mnie. Gdy to robi, rozpada się moja dusza, bo wyraz jej brązowych oczu jest bez życia. Nie ma tam w ogóle szczęścia. Jednak próbuję uśmiechnąć się do niej, bo nie chcę, żeby widziała jak bardzo jej ból mnie rani.
Wolno wyciągam do niej rękę, ale zatrzymuję ją kilka centymetrów przed nią. Jej smutne brązowe oczy opadają na moje palce i wpatruje się w nie. Moje ręce teraz drżą, a ona to widzi. Być może fakt, że widzi, że ja również jestem przerażona pomaga mi uzyskać jej zaufanie, ponieważ unosi głowę jeszcze wyżej, po czym rozkłada ramiona i kładzie maleńką rączkę w mojej.
Patrzę na rękę mojego dzieciństwa, trzymającą rękę mojej teraźniejszości, ale chcę trzymać więcej niż jej dłoń. Chcę złapać cały jej ból oraz strach i zabrać je od niej.
Przypominając sobie rzeczy, które Holder kazał mi jej powiedzieć, spoglądam na nią i chrząkam, ściskając mocno jej dłoń.
- Hope. – Patrzy na mnie cierpliwie, gdy nabieram odwagi, żeby do niej mówić… żeby powiedzieć jej wszystko, co musi wiedzieć. – Czy wiesz, że jesteś jedną z najdzielniejszych dziewczynek, jaką kiedykolwiek poznałam?
Potrząsa główką i spuszcza wzrok na trawę. – Nie, nie jestem – mówi cicho, przekonana w jej wierze.
Biorę do ręki jej drugą dłoń i patrzę jej prosto w oczy. – Tak, jesteś. Jesteś niesamowicie dzielna. I przejdziesz przez to wszystko, bo masz bardzo silne serce. Serce, które jest zdolne do kochania tak wielu rzeczy w życiu i ludzi w sposób, które żadne serce nie potrafi tak kochać. I jesteś piękna. – Przyciskam rękę do jej serca. – Tutaj. Twoje serce jest przepiękne i pewnego dnia ktoś będzie kochał te serce tak, jak na to zasługuje.
Zabiera jedną rękę i ociera nią oczy. – Skąd to wszystko wiesz? – Pochylam się i obejmuję ją ramionami. Odwzajemnia mój uścisk, otaczając mnie rękami i pozwalając na to, żebym ją trzymała. Schylam głowę i szepczę jej do ucha. – Wiem, ponieważ przeszłam przez dokładnie to samo, przez co ty przechodzisz. Wiem, jak bardzo boli twoje serce, że twój tatuś robi ci to, bo mnie też to robił. Wiem, jak bardzo go za to nienawidzisz, ale również wiem, jak bardzo go kochasz, bo jest twoim tatusiem. To w porządku, Hope. W porządku jest kochać jego dobre cechy, bo nie jest cały zły. Także w porządku jest nienawidzić tych jego złych cech, które cię smucą. W porządku jest czuć cokolwiek potrzebujesz czuć. Tylko obiecaj mi, że nigdy, przenigdy nie będziesz czuć poczucia winy. Obiecaj mi, że nigdy nie będziesz się obwiniać. To nie jest twoja wina. Jesteś tylko małą dziewczynką i to nie twoja wina, że twoje życie jest o wiele cięższe niż powinno. I choć bardzo będziesz chciała zapomnieć, że te rzeczy kiedykolwiek ci się zdarzyły i choć będziesz chciała zapomnieć, że istniała ta część twojego życia, potrzebuję, żebyś zapamiętała. – Czuję jak jej ramiona drżą i płacze cicho w moją pierś. Jej łzy wymuszają moje własne łzy. – Chcę, żebyś zapamiętała kim jesteś, pomimo złych rzeczy, które dzieją się tobie. Ponieważ te złe rzeczy nie są tobą. Są tylko rzeczami, które tobie się dzieją. Musisz zaakceptować, że to kim jesteś i rzeczy, które tobie się dzieją, nie są tą samą rzeczą. – Delikatnie podnoszę jej głowę z mojej piersi i zaglądam w jej brązowe, zapłakane oczy. – Obiecaj mi, że bez względu na wszystko nigdy nie będziesz wstydzić się tego, kim jesteś, jakkolwiek mocno będziesz tego chciała. W tej chwili może nie mieć to dla ciebie sensu, ale chcę, żebyś obiecała, że nigdy nie pozwolisz rzeczom, które robi ci twój tatuś określić i oddzielić cię od tego, kim jesteś. Obiecaj mi, że nigdy nie stracisz nadziei. – Kiwa głową, jak ścieram jej łzy kciukami. – Obiecuję – mówi. Uśmiecha się do mnie i po raz pierwszy odkąd zobaczyłam jej duże brązowe oczy, jest w nich ślad życia. Sadzam ją na swoich kolanach, a ona obejmuje mnie za szyję, kiedy trzymam ją i kołyszę, oboje płaczemy w swoich ramionach.
- Hope, obiecuję, że od tej chwili nigdy cię nie wypuszczę. Będę cię trzymać i zawsze nosić w moim sercu. Już nigdy więcej nie będziesz musiała być sama. – Płaczę we włosy Hope, ale kiedy otwieram oczy, to płaczę w ramionach Holdera. – Rozmawiałaś z nią? – pyta.
Potakuję. – Tak. – Nawet nie próbuję zdusić szlochu. – Powiedziałam jej wszystko. – Holder zaczyna siadać, więc poruszam się razem z nim. Odwraca się do mnie i bierze moją twarz w dłonie.
- Nie, Sky. Nie powiedziałaś jej wszystkiego… powiedziałaś sobie wszystko. Te rzeczy wydarzyły się tobie, nie komuś innemu. Wydarzyły się Hope. Wydarzyły się Sky. Wydarzyły się najlepszej przyjaciółce, którą kochałem tyle lat temu i wydarzyły się najlepszej przyjaciółce, którą kocham, która teraz na mnie patrzy. – Całuje mnie krótko i odsuwa się. Kiedy na niego patrzę, zauważam, że płacze razem ze mną. – Kochanie, musisz być dumna z tego, że przetrwałaś wszystko, przez co przeszłaś jako dziecko. Nie odseparowuj się od tamtego życia. Przyjmij je, bo jestem pieprzenie z ciebie dumny. Każdy uśmiech, który widzę na twojej twarzy robi na mnie wrażenie, ponieważ wiem, jakiej odwagi i siły od ciebie wymagało to, że zatrzymałaś tę część siebie jako mała dziewczynka. A twój śmiech? Mój Boże, Sky. Pomyśl o tym, ile wymagało od ciebie odwagi śmianie się po wszystkim, co ci się stało. A twoje serce… - mówi, potrząsając głową z niedowierzeniem. – To, że twoje serce potrafi znaleźć sposób na kochanie i ponowne zaufanie mężczyźnie udowadnia, że zakochałem się w najdzielniejszej kobiecie na świecie. Wiem ile wymagało od ciebie odwagi, żeby mnie wpuścić, po tym co zrobił ci ojciec. Obiecuję, że spędzę każdy ostatni oddech dziękując ci za pozwolenie sobie na kochanie mnie. Dziękuję ci bardzo za kochanie mnie, Linden Sky Hope.

Powoli wymawia każde moje imię, nie próbując otrzeć moich łez, bo jest ich zbyt wiele. Zarzucam ręce na jego szyję i pozwalam mu trzymać mnie. Wszystkie moje siedemnaście lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz