8.3.14

28

Sobota, 27 październik, 2012
20:20
Przytulam na pożegnanie Breckina i Maxa na parkingu galerii. Skończyła się wystawa, a teraz jadę z Holderem do jego domu. Wiem, że powinnam denerwować się tym, co dzisiaj może pomiędzy nami zajść, ale w ogóle się nie denerwuję. Przy nim wszystko wydaje się właściwe. Cóż, wszystko oprócz zdania, które wciąż powtarza się w mojej głowie.
Kocham cię, Hope.
Chcę go o to zapytać, ale nie mogę znaleźć odpowiedniego momentu. Galeria na pewno nie była na to miejscem. Teraz wydaje się dobra pora, ale za każdym razem gdy otwieram usta, żeby to zrobić, znowu je zamykam. Chyba bardziej boję się tego, kim ona jest i co dla niego znaczy niż zebraniem odwagi na zadanie pytania. Im dłużej odkładam poruszenie tego tematu, tym więcej mam czasu zanim będę zmuszona dowiedzieć się prawdy.
- Chcesz kupić coś do jedzenia? – pyta, wyjeżdżając z parkingu.
- Tak – mówię szybko, czując ulgę, że przerwał moje myśli. – Cheeseburger brzmi dobrze. I serowe frytki. I chcę czekoladowy koktajl mleczny.
Śmieje się, biorąc mnie za rękę. – Jesteśmy trochę wymagający, co, Księżniczko?
Puszczam jego dłoń i odwracam się do niego. – Nie nazywaj mnie tak – mówię gniewnie.
Zerka na mnie i prawdopodobnie widzi złość na mojej twarzy, nawet w ciemności.
- Hej – mówi uspokajająco, znowu łapiąc moją rękę. – Nie uważam, że jesteś wymagająca, Sky. To był żart.
Potrząsam głową. – Nie wymagającą. Nie nazywaj mnie księżniczką. Nienawidzę tego słowa.
Rzuca mi ukradkowe spojrzenie, po czym przenosi wzrok na drogę. – Dobrze.
Patrzę przez okno, starając się wyrzucić te słowo z głowy. Nie wiem czemu tak nie cierpię przezwisk, ale tak jest. I wiem że teraz przesadziłam, ale on nie może znowu mnie tak nazwać. Również nie powinien nazywać mnie imieniem żadnych z jego byłych dziewczyn. Powinien po prostu trzymać się Sky… to o wiele bezpieczniejsze.
Jedziemy w całkowitej ciszy, a ja staję się coraz bardziej żałuję, że tak zareagowałam. Jeśli już, to powinnam być bardziej zdenerwowana faktem, że nazwał mnie imieniem innej dziewczyny niż przezwaniem Księżniczką. Prawie tak jakbym przemieszczała gniew, bo zbyt bardzo boję się poruszyć temat, który tak naprawdę mnie dręczy. Szczerze, dzisiaj chcę mieć z nim wolny od dramatu wieczór. Będzie pełno czasu innego dnia na zapytanie go o Hope.
- Przepraszam, Holder.
Ściska moją rękę i kładzie ją na swoim kolanie, ale nic nie mówi.
Kiedy wjeżdżamy na jego podjazd, wychodzę z samochodu. Nie zatrzymaliśmy się po jedzenie, ale nawet nie chce mi się o tym wspominać. Spotyka się ze mną przy drzwiach pasażera i obejmuje mnie ramionami, a ja odwzajemniam jego uścisk. Prowadzi mnie, aż opieram się plecami o auto i przyciskam głowę do jego barku, wdychając jego zapach. Niezręczność z jazdy wciąż się tutaj utrzymuje, więc próbuję złagodnieć przy nim w relaksującym sposobie, żeby dać mu znać, że o tym nie myślę. Lekko przesuwa palcami po moich ramionach, pokrywając mnie dreszczami.
- Mogę cię o coś zapytać? – pyta.
- Zawsze.
Wzdycha, potem odsuwa się, spuszczając na mnie wzrok. – Czy przestraszyłem cię w poniedziałek? W moim aucie? Jeśli tak, to przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Przysięgam, że nie jestem ciotą. Nie płakałem odkąd umarła Les i na pewno nie chciałem robić tego przy tobie.
Znowu opieram głowę o jego tors i mocniej go obejmuję. – Wiesz, zeszłej nocy, kiedy obudziłam się po tamtym śnie?
- No.
- To drugi raz, kiedy płakałam odkąd skończyłam pięć lat. Jedyny inny raz, kiedy płakałam to wtedy, kiedy powiedziałeś mi co stało się z twoją siostrą. Płakałam, gdy byłam w łazience. To była jedna łza, ale liczy się. Sądzę, że kiedy jesteśmy razem, może nasze emocje stają się trochę przytłaczające i zmienia to nas oboje w cioty.
Śmieje się, całując mnie w czubek głowy. – Mam przeczucie, że już dłużej nie będę tobą żył. – Raz jeszcze mnie całuje i bierze za dłoń. – Gotowa na oprowadzanie po domu?
Idę za nim do domu, ale nadal tkwię przy fakcie, że dopiero co mi powiedział, iż przestanie mną żyć. Jeśli przestanie mną żyć, to znaczy, że będzie mnie kochał. Właśnie powiedział mi, że zakochuje się we mnie bez dosłowności. Najbardziej szokującą rzeczą w tym wyznaniu jest to, że naprawdę je lubię.
Wchodzimy do środka i dom nie jest w ogóle tym, czego się spodziewałam. Z zewnątrz nie wydaje się zbyt duży, ale jest tutaj hol. Normalne domy nie mają holów. Na prawo jest przejście prowadzące do salonu. Całe ściany pokryte są wyłącznie książkami i czuję się jakbym umarła i poszła do nieba. – Wow – mówię, przyglądając się regałom w salonie. Książki wypełniają półki od podłogi po sufit na każdej ścianie.
- Taa – odpiera. – Mama była dość wkurzona, kiedy wynaleźli e-readera.
Śmieję się. – Chyba już lubię twoją mamę. Kiedy ją poznam?
Kręci głową. – Nie przedstawiam dziewczyn mojej matce. – Jego głos jest tak obojętny jak jego słowa i gdy tylko je wypowiada, zmienia się wyraz jego twarzy i wie, że zranił moje uczucia. Szybko do mnie podchodzi i bierze w dłonie moją twarz. – Nie, nie. Nie to miałem na myśli. Nie mówię, że jesteś taka jak inne dziewczyny, z którymi chodziłem. Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało.
Słyszę co mówi, ale długo ze sobą chodzimy a on nadal nie jest przekonany, że to jest dla wystarczająco prawdziwe, żebym poznała jego matkę? Zastanawiam się czy kiedykolwiek będziemy dla niego dość prawdziwi, bym poznała jego matkę.
- Czy Hope ją poznała? – Wiem, że powinnam była tego powiedzieć, ale już nie mogłam dłużej wytrzymać. Zwłaszcza teraz, słysząc jak mówi „inne dziewczyny”. Nie ma złudzeń: wiem, że umawiał się z innymi, zanim mnie poznał. Po prostu nie podoba mi się, kiedy to mówi. A jeszcze mniej, gdy nazywa mnie ich imionami.
- Co? – pyta, opuszczając ręce. Cofa się ode mnie. – Czemu to powiedziałaś? – Kolor odpływa z jego twarzy, a ja natychmiast żałuję, że to powiedziałam.
- Nieważne. To nic. Nie muszę poznawać twojej mamy. – Po prostu chcę, żeby cokolwiek to jest odeszło. Wiedziałam, że nie będę chciała dzisiaj o tym gadać. Chcę wrócić do oprowadzania i zapomnieć, że ta rozmowa w ogóle się wydarzyła.
Chwyta moje dłonie i znowu to mówi. – Czemu to powiedziałaś, Sky? Czemu wypowiedziałaś te imię?
Kręcę głową. – To nie jest taka wielka sprawa. Byłeś pijany.
Mruży na mnie oczy i jest wyraźne, że nie ucieknę od tej rozmowy. Wzdycham i poddaję się niechętnie, odchrząkując.
- Zeszłej nocy, gdy zasypiałeś… i powiedziałeś mi, że mnie kochasz. Ale nazwałeś mnie Hope, więc tak naprawdę nie mówiłeś do mnie. Byłeś pijany i w połowie śpiący, zatem nie potrzebuję wyjaśnienia. Nie wiem czy w ogóle chcę wiedzieć, dlaczego to powiedziałeś.
Wsuwa ręce do włosów i jęczy. – Sky. – Podchodzi i bierze mnie w ramiona. – Bardzo przepraszam. To musiał być głupi sen. Nie znam nikogo o imieniu Hope i zdecydowanie nigdy nie miałem byłej dziewczyny z tym imieniem, jeśli tak myślałaś. Przykro mi, że to się stało. Nigdy nie powinienem przychodzić do twojego domu po pijaku. – Patrzy na mnie z góry i chociaż instynkt mówi mi, że kłamie, jego oczy są szczere. – Musisz mi uwierzyć. Zabije mnie to, jeżeli będzie choć przez chwilę myśleć, że coś czuję do kogoś innego. Nigdy tak się nie czułem względem nikogo.
Każde słowo wychodzące z jego ust ocieka szczerością. Biorąc pod uwagę, że nawet nie pamiętam czemu obudziłam się z płaczem, to możliwe że jego gadanie przez sen było wynikiem przypadkowego snu. A słysząc wszystko, co właśnie do mnie powiedział pokazuje, jak staje się między nami poważnie.
Podnoszę na niego wzrok, próbując przygotować jakąś odpowiedź na wszystko, co powiedział. Rozchylam usta i czekam, aż nadejdą słowa, ale tego nie robią. Nagle to ja potrzebuję więcej czasu na przetrawienie myśli.
Obejmuje moje policzki, czekając aż przerwę milczenie. Bliskość jego ust do moich wyczerpuje jego cierpliwość. – Muszę cię pocałować – mówi przepraszająco, przyciągając moją twarz do swojej. Dalej stoimy w holu, ale jakoś podnosi mnie bez wysiłku i sadza na schodach prowadzących do sypialń na górze. Opieram się, a on wraca do mnie ustami, rękami trzymając drewniane schody po obu stronach mojej głowy.
Z powodu naszej pozycji, jest zmuszony położyć kolano pomiędzy moimi udami. Nie jest to nic takiego, dopóki nie weźmie się pod uwagę sukienki, którą mam na sobie. Byłoby dla niego tak łatwo wziąć mnie tutaj na schodach, ale mam nadzieję, że przynajmniej najpierw dojdziemy do jego pokoju, zanim czegoś spróbuje. Zastanawiam się czy czegoś oczekuje, zwłaszcza po wiadomości, którą przypadkowo mu wysłałam. Jest facetem, oczywiście, że czegoś oczekuje. Zastanawiam się czy wie, że jestem dziewicą. Powinnam mu w ogóle mówić, że jestem dziewicą? Powinnam. On pewnie będzie w stanie to stwierdzić.
- Jestem dziewicą – wypalam w jego usta. Natychmiast myślę, co do diabła robię odzywając się teraz na głos. Już nigdy nie powinno mi się pozwolić na mówienie. Ktoś powinien obedrzeć mnie z głosu, ponieważ najwyraźniej nie mam żadnych oporów, gdy jest opuszczona moja seksualna tarcza.
Od razu przestaje mnie całować. Powoli odsuwa twarz i patrzy mi w oczy. – Sky – mówi. – Całuję cię, bo czasami nie mogę cię nie pocałować. Wiesz, co robią ze mną twoje usta. Nie oczekuję niczego innego, okej? Jeśli tylko mogę cię pocałować, inne rzeczy mogą poczekać. – Teraz zakłada mi włosy za uszy i spogląda na mnie ze szczerością.
- Po prostu pomyślałam, że powinieneś wiedzieć. Pewnie powinnam była wybrać lepszą porę, żeby ogłosić ten fakt, ale czasami mówię rzeczy bez myślenia. To bardzo zła cecha i nie cierpię jej, ponieważ robię to w najbardziej nieodpowiednich chwilach i to żenujące. Tak jak teraz.
Śmieje się, kręcąc głową. – Nie, nie przestawaj tego robić. Uwielbiam, kiedy mówisz rzeczy bez myślenia. I uwielbiam, kiedy wygłaszasz długie, nerwowe, absurdalne przemowy. To poniekąd gorące.
Czerwienię się. Bycie nazwaną gorącą jest poważnie… gorące.
- Wiesz, co jeszcze jest gorące? – pyta, znowu nachylając się do mnie.
Żartobliwość na jego twarzy zmniejsza się na moje zawstydzenie. – Co?
Uśmiecha się szeroko. – Próbowanie trzymać z daleka od siebie ręce, kiedy będziemy oglądać film. – Wstaje i podnosi mnie na nogi, potem zaprowadza mnie schodami do jego pokoju.
Otwiera drzwi i pierwszy wchodzi, po czym odwraca się i każe mi zamknąć oczy. Zamiast tego nimi wywracam.
- Nie lubię niespodzianek – mówię.
- Również nie lubisz prezentów i pewnych pospolitych czułych określeń. Uczę się. Ale to jest coś fajnego, co chcę ci pokazać – nic ci nie kupiłem. Więc pogódź się z tym i zamknij oczy.
Robię, co mówi i wprowadza mnie do pokoju. Już go uwielbiam, bo pachnie tak jak on. Prowadzi mnie kilka kroków, potem kładzie ręce na moich barkach. – Usiądź – mówi, pchając mnie w dół. Siadam na czymś, co wydaje się być łóżkiem i nagle leżę na plecach, a on podnosi moje stopy. – Nie otwieraj oczu.
Czuję jak kładzie moje nogi na łóżku i podpiera mnie o poduszkę. Łapię rąbek mojej sukienki i ciągnie w dół, upewniając się, że leży na miejscu. – Muszę cię zakryć. Nie może mi obnażać się udo, kiedy tak leżysz.
Śmieję się, ale dalej mam zamknięte oczy. Nagle czołga się nade mną, uważając, żeby mnie nie uderzyć. Czuję jak układa się obok mnie na swojej poduszce. – Okej. Otwórz oczy i przygotuj się na bycie zaimponowaną.
Boję się. Powoli uchylam powieki. Waham się zgadując, na co patrzę, bo prawie myślę, że to telewizor. Ale telewizor zazwyczaj nie zajmuje osiemdziesięciu cali ściany. Ta rzecz jest ogromniasta. Celuje w niego pilotem i rozświetla się ekran.
 - Wow – mówię z podziwem. – Jest wielki.
- To właśnie powiedziała ona.
Walę go w bok łokciem, a on śmieje się. Znowu wskazuje pilotem w telewizor. Jaki jest twój ulubiony film? Mam Netflix.
Przekrzywiam głowę w jego kierunku. – Net co?
Śmieje się, potrząsając głową z rozczarowaniem. – Wciąż zapominam, że jesteś upośledzona technologicznie. To coś podobnego do e-readera, tyle że ma filmy i seriale zamiast książek. Możesz obejrzeć wszystko, przyciskając guzik.
- Są tam reklamy?
- Nie – odpowiada dumnie. – Więc co to będzie?
- Masz Szajbusa? Uwielbiam ten film.
Opuszcza ramię na klatkę piersiową i wyłącza telewizor. Milczy przez kilka długich sekund, potem mocno wzdycha. Pochyla się, kładąc pilota na szafce nocnej i odwraca się do mnie. – Już nie chcę oglądać telewizji.
Dąsa się? Co, do diabła, powiedziałam?
- Dobra. Nie musimy oglądać Szajbusa. Wybierz coś innego, duże dziecko – śmieję się.
Przez chwilę nie odpowiada, wpatrując się we mnie bez wyrazu. Podnosi rękę i przesuwa nią po moim brzuchu i talii, po czym mocno łapie i przyciąga do siebie. – Wiesz – odzywa się, mrużąc oczy, jak skrupulatnie przesuwa nimi po moim ciele. Palcem obrysowuje wzór sukienki, delikatnie głaszcząc brzuch. – Mogę znieść to, co ta sukienka ze mną robi. – Przenosi spojrzenie z mojego brzucha do ust. – Nawet mogę znieść ciągłe patrzenie na twoje usta, nawet wtedy kiedy nie mogę ich pocałować. Mogę znieść dźwięk twojego śmiechu i to jak sprawia on, że chcę nakryć twoje usta moimi i go pochłonąć.
Zbliża usta do moich i to, jak jego głos opadł do jakiejś lirycznej, boskiej oktawy sprawia, że serce wali mi głośno w piersi. Lekko całuje mój policzek, jego ciepły oddech zderza się z moją skórą, kiedy mówi. – Mogę nawet znieść milion razy, kiedy odtwarzałem w głowie nasz pierwszy pocałunek przez ostatni miesiąc. To, jak cię czułem. To jak brzmiałaś. To jak na mnie spojrzałaś, zanim moje usta spotkały twoje.
Przewraca się na mnie i przesuwa moje ramiona nad moją głowę, ściskając je rękami. Kurczowo trzymam się każdego słowa, które wypowiada, nie chcąc przegapić ani jednej sekundy tego, co teraz robi. Wisi nade mną okrakiem, podtrzymując swoją wagę na kolanach. – Ale czego nie mogę znieść, Sky? Co doprowadza mnie do szału i wywołuje, że chcę położyć ręce i usta na każdym calu twojego ciała? To fakt, że właśnie powiedziałaś, że Szajbus jest twoim ulubionym filmem. Teraz to? – Opuszcza usta na moje, aż nasze wargi się dotykają. – To niesamowicie pieprzenie seksowne i jestem pewien, że teraz musimy się całować.
Jego swawolność wywołuje we mnie śmiech i szepczę uwodzicielsko w jego usta. – On nienawidzi tych puszek.
Jęczy i całuje mnie, po czym odsuwa się. – Zrób to jeszcze raz. Proszę. Słyszenie jak mówisz cytatami filmowy jest o wiele seksowniejsze niż całowanie cię.
Śmieję się, dając mu kolejny cytat. – Trzymaj się z daleka od puszek!
Jęczy wesoło do mojego ucha. – Moja dziewczynka. Jeszcze jeden.
- Tylko tego potrzebuję – mówię kokietująco. – Popielniczkę, tę paletkę do gry, pilota, lampę… i to wszystko, czego potrzebuję. Nie potrzebuję innej rzeczy, nawet jednej.
Teraz głośno się śmieje. Tyle razy siedziałyśmy z Six do późna, oglądając ten film, że byłby zaskoczony.
- To wszystko, czego potrzebujesz? – żartuje Holder. – Jesteś tego pewna, Sky? – Jego głos jest płynny i uwodzicielski, a gdybym teraz stała, to moje majtki bez wątpienia byłyby na podłodze.
Kręcę głowa i znika mój uśmiech. – Ciebie – szepczę. – Potrzebuję lampę, popielniczkę, paletkę do gry, pilota… i ciebie. To wszystko, czego potrzebuję.
Śmieje się, ale szybko milknie, jak znowu wzrokiem odnajduje moje usta. Bacznie przypatruje im się, prawdopodobnie planując, co zamierza z nimi robić przez następną godzinę. – Muszę teraz cię pocałować. – Jego wargi zderzają się z moimi i w tej chwili on naprawdę jest wszystkim, czego potrzebuję.
Podpiera się na kolanach i rękach, gorączkowo mnie całując, ale potrzebuję, żeby na mnie opadł. Moje dłonie wciąż są unieruchomione nad głową, a usta są bezużyteczne na sformułowanie słów, kiedy on je tak drażni. Mogę tylko podnieść stopę i odkopnąć spod niego jego kolano, więc to właśnie robię.
W chwili kiedy jego ciało opada na moje, wciągam powietrze. Głośno. Nie wzięłam pod uwagę tego, że gdy podniosę nogę, to również uniosę do góry brzeg sukienki. Bardzo do góry. Podwoić to twardym materiałem jego dżinsów i ma się połączenie warte sapnięcia.
- Cholera jasna, Sky – mówi między zdyszanymi momentami pustoszenia moich ust. Już jest pozbawiony tchu, a nawet nie całujemy się więcej niż minutę. – Boże, jesteś niesamowita. Dziękuję, że masz tę sukienkę. – Całuje mnie, sporadycznie mrucząc do moich ust. – Naprawdę… - Całuje moje usta, po czym przesuwa wargi na moją brodę i szyję. – Naprawdę mi się podoba. Twoja sukienka. – Teraz oddycha tak ciężko, że ledwo co mogę rozróżnić jego mamrotanie. Przesuwa się w dół, tak że jego usta całują teraz podstawę mojego gardła. Odchylam głowę, żeby dać mu mnóstwo dostępu, ponieważ jego wargi są bardziej niż mile widziane na każdej części mojego ciała. Rozluźnia uchwyt na moich dłoniach, żeby mógł zniżyć usta na moją klatkę piersiową. Jedna z jego rąk opiera się na moim udzie i powoli przesuwa się do góry, odsuwając to co zostało z sukienki zakrywającej moje nogi. Gdy sięga góry uda, zatrzymuje rękę i mocno ściska, jakby milcząco rozkazując palcom zaprzestania dalszej wyprawy.
Przekręcam ciało pod nim, mając nadzieję, że pojmie aluzję, że próbuję rozkazać jego ręce, żeby szła gdziekolwiek chce. Nie chcę, żeby zastanawiał się dwa razy czy przez chwilę myślał, że waham się iść dalej. Po prostu chcę, żeby zrobił cokolwiek chce, ponieważ tego od niego potrzebuję. Potrzebuję, żeby podbił dzisiaj tyle pierwszych razów ile może, bo nagle czuję się zachłannie i chcę żebyśmy przeszli przez nie wszystkie.
Pojmuje moje cielesne wskazówki i przesuwa rękę bliżej wnętrza mojego uda. Samo oczekiwanie na jego dotyk wystarcza, żeby zacisnąć każdy mój mięsień od pasa w dół. Jego usta nareszcie przeszły wzdłuż mojego gardła, docierając do wzrostu mojej piersi. Czuję, że jego następnym krokiem jest całkowite usunięcie mojej sukienki, żeby mógł dosięgnąć tego, co jest pod nią, ale to wymagałoby jego drugiej ręki, a mnie naprawdę podoba się tam, gdzie ona jest. Chciałabym, żeby była parę centymetrów dalej, ale absolutnie nie chcę, żeby się odsunęła.
Kładę ręce na jego twarzy i zmuszam go, żeby pocałował mnie mocniej, potem opuszczam dłonie na jego plecy.
On nadal ma na sobie bluzkę.
Niedobrze.
Sięgam do jego brzucha i przeciągam koszulkę przez jego głowę, ale nie zdaję sobie sprawę, że kiedy to robię, to również sprawia, że zdejmuje rękę z mojego uda. Mogłam cicho zajęczeć, ponieważ uśmiecha się szeroko i całuje kącik moich ust.
Przytrzymujemy swoje spojrzenia, a on delikatnie głaska moją twarz koniuszkami palców, przesuwając nimi po każdym kształcie. Nie odwraca wzroku, nawet kiedy pochyla głowę, żeby umieścić pocałunki naokoło moich warg. Sposób, w jakim na mnie patrzy sprawia, że czuję się… próbuję wyszukać przymiotnika podążającego za tą myślą, ale nie mogę znaleźć żadnego. On po prostu sprawia, że czuję. Jest jedynym chłopakiem, który troszczył się o to czy w ogóle coś czuję i za sam ten fakt pozwalam mu skraść kolejny mały kawałek mojego serca. Ale to nie wystarcza, ponieważ niespodziewanie chcę mu oddać całe.
- Holder – dyszę. Przesuwa dłonie na moją talię i zbliża się do mnie.
- Sky – odpowiada, naśladując mój ton. Jego usta sięgają do moich warg i wsuwa do środka język. Jest słodki oraz ciepły i wiem, że nie minęło dużo czasu odkąd go smakowałam, ale brakowało mi go. Jego dłonie są po obu stronach mojej głowy i uważa teraz, żeby nie dotknąć mnie teraz żadną częścią rąk czy ciała.
- Holder – mamrocze, odrywając się. Kładę rękę na jego policzku. – Chcę tego. Dzisiaj. W tej chwili. – Wyraz jego twarzy nie zmienia się. Patrzy na mnie, jakby mnie nie usłyszał. Może nie usłyszał mnie, bo z pewnością nie przyjmuje mojej oferty.
- Sky… - Jego głos pełen jest wahania. – Nie musimy. Chcę, żebyś była całkowicie pewna, że tego chcesz. Dobrze? – Teraz głaska mój policzek. – Nie chcę do niczego cię przynaglać.
- Wiem o tym. Ale mówię ci, że tego chcę. Nigdy wcześniej z nikim tego nie chciałam, ale chcę tego z tobą.
Jego spojrzenie skupione jest na moim i pochłania każde słowo, które wypowiedziałam. Albo jest w zaprzeczeniu, albo szoku, nic z tego nie pomaga mojej sprawie. Kładę obie dłonie na jego policzkach, po czym przyciągam jego usta do moich. – To nie jest moje mówienie tak, Holder. To jest moje mówienie proszę. – Po tym jego usta zderzają się z moimi i jęczy. Słyszenie tego dźwięku wychodzącego z głębi jego klatki piersiowej umacnia moją decyzję. Potrzebuję go i potrzebuję go teraz.
- Naprawdę to robimy? – mówi w moje usta, wciąż całując mnie jak oszalały.
- Tak. Naprawdę to robimy. Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna w swoim życiu. – Jego ręka przesuwa się do mojego uda i wsuwa ją pomiędzy moje udo i majtki, powoli je zsuwając.
- Tylko chcę, żebyś najpierw coś mi obiecał – mówię.
Całuje mnie łagodnie, potem wyciąga rękę z mojej bielizny (niech to szlag) i potakuje. – Cokolwiek, kochanie.
Chwytam jego dłoń i kładę ją tam, gdzie była na moim biodrze. – Chcę to zrobić, ale tylko jeśli obiecasz, że złamiemy rekord najlepszych pierwszych razów w historii pierwszych razów. – Uśmiecha się do mnie. – Kiedy jesteś ty i ja, Sky… nigdy nie będzie nic gorszego. – Wsuwa ramię pod moje plecy i podnosi mnie ze sobą. Kładzie ręce na moich ramionach i zahacza palce o cienkie ramiączka sukienki, zsuwając je z moich barków. Zamykam oczy i przyciskam policzek do jego, zaciskając ręce w jego włosach. Czuję jego oddech na moim barku, zanim dotykają go usta. Zaledwie go całuje, ale jest tak, jakby dotykał i zapalał z wewnątrz każdą partię mojego ciała tylko jednym pocałunkiem.
- Ściągam ją. – Wciąż mam zamknięte oczy i nie jestem pewna czy mówi mi czy prosi o moją zgodę na ściągnięcie sukienki, ale i tak kiwam głową. Podnosi sukienkę przez moją głowę – moja naga skóra mrowi pod jego dotknięciem. Delikatnie kładzie mnie na poduszce i otwieram oczy, podnosząc na niego wzrok, podziwiając jak niesamowicie jest piękny. Po intensywnym przyglądaniu mi się przez kilka sekund, opuszcza spojrzenie na jego rękę, która zaciska się na moim pasie.
Powoli przesuwa oczami wzdłuż mojego ciała. – Cholera jasna, Sky. – Przeciąga dłonią po moim brzuchu, po czym pochyla się i lekko go całuje. – Jesteś niesamowita. – Nigdy wcześniej nie byłam tak przed kimś odsłonięta, ale to jak mnie podziwia sprawia tylko, że chcę być odsłonięta. Przesuwa rękę do mojego biustonosza i muska kciukiem miejsce pod nim, powodując rozchylenie moich ust i ponowne zamknięcie oczu.
O mój Boże, pragnę go. Bardzo, naprawdę bardzo.
Łapię jego twarz i przyciągam do mojej, zaciskając nogi wokół jego bioder. Jęczy i odsuwa rękę od biustonosza, znowu na talię. Zsuwa moje majtki po udach, zmuszając mnie do ściągnięcia nóg i pozwalam mu całkowicie je zdjąć. Mój stanik szybko podąża za nimi i kiedy ściągnięte są wszystkie moje ubrania, on zsuwa nogi z łóżka i w połowie wstaje, pochylając się nade mną. Wciąż trzymam jego twarz i nadal gorączkowo się całujemy, kiedy ściąga swoje spodnie, po czym wraca na łóżko, kładąc się na mnie. Teraz po raz pierwszy jesteśmy skóra przy skórze, tak blisko, że nawet powietrze nie może między nami przejść, jednak nadal wydaje się, że nie jesteśmy wystarczająco blisko. Sięga przez materac i ręką szuka czegoś na szafce nocnej. Wyciąga prezerwatywę z szuflady i kładzie ją na łóżku, znowu obniżając się na mnie. Jego twardość i ciężar zmusza moje nogi do rozsunięcia się. Krzywię się, kiedy orientuję się, że oczekiwanie w moim brzuchu nagle zmienia się w lęk.
I mdłości.
I strach.
Moje serce szybko bije, a oddechy zaczynają wychodzić w krótkich sapnięciach. Łzy szczypią moje oczy, jak jego ręka przesuwa się za nas, szukając prezerwatywy. Znajduje ją i słyszę, jak ją otwiera, ale zaciskam mocno powieki. Czuję jak odsuwa się i podnosi na kolanach. Wiem, że ją zakłada i wiem, co będzie następne. Wiem, jakie to uczucie, wiem jak bardzo to boli i wiem jak bardzo będę płakać, kiedy to się skończy.
Ale skąd wiem? Skąd wiem, skoro nigdy wcześniej tego nie robiłam?
Usta zaczynają mi drżeć, kiedy on miejscowi się znowu pomiędzy moimi nogami. Staram się pomyśleć o czymś, co odepchnie strach, więc wyobrażam sobie niebo oraz gwiazdy i jakie to wszystko jest piękne, próbując złagodzić panikę. Jeśli przypomnę sobie, że bez względu na wszystko niebo jest piękne, mogę o tym myśleć i zapomnieć jak obrzydliwe to jest. Nie chcę otworzyć oczu, więc cicho liczę w głowie. Wyobrażam sobie gwiazdy nad moim łóżkiem i zaczynam od spodu gromady, idąc w górę.
Jeden, dwa, trzy…
Liczę, liczę i liczę.
Dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery…
Wstrzymuję oddech i skupiam się, skupiam, skupiam na gwiazdach.
Pięćdziesiąt siedem, pięćdziesiąt osiem, pięćdziesiąt dziewięć…
Chcę, żeby już skończył. Po prostu chcę, żeby ze mnie zszedł.
Siedemdziesiąt jeden, siedemdziesiąt dwa, siedemdziesiąt…
- Cholera, Sky! – krzyczy Holder. Odciąga moje ramię od oczu. Nie chcę, żeby kazał mi patrzeć, więc przyciskam mocniej ramię do twarzy, żeby wszystko pozostało ciemne i żebym mogła dalej cicho liczyć.
Nagle moje plecy zostają uniesione w powietrze i już nie leżę na poduszce. Moje ramiona są bezwładne, a jego ciasno mnie obejmują, ale nie mogę się poruszyć. Mam zbyt słabe ramiona i zbyt mocno szlocham. Płaczę tak mocno i on się rusza, a ja nie wiem dlaczego, więc otwieram oczy. Chwieję się w przód i w tył, w przód i w tył, i przez chwilę panikuję i znowu zaciskam powieki, myśląc, że nie skończył. Ale czuję na sobie kołdrę, a on ściska moje plecy i głaska mnie po włosach, szepcząc mi do ucha.
- Kochanie, wszystko jest dobrze. – Przyciska usta do moich włosów, kołysząc mnie razem z nim. Raz jeszcze otwieram oczy, a przez słabo widzę. – Przepraszam, Sky. Tak bardzo przepraszam. – Cały czas całuje mnie w bok głowy, kołysząc mnie i mówiąc, że przeprasza. Za coś przeprasza. Tym razem chce, żebym mu coś wybaczyła.
Odsuwa się i widzi, że mam otwarte oczy. Jego oczy są zaczerwienione, ale nie widzę żadnych łez. Jednak trzęsie się. Albo może to ja się trzęsę. Myślę, że obydwoje się trzęsiemy.
- Co się stało? – pytam go. Nie rozumiem co się dzieje.
Kręci głową, jego oczy pełne są smutku, strachu i żalu. – Nie wiem. Po prostu zaczęłaś liczyć, płakać i drżeć, a ja próbowałem cię powstrzymać, Sky. Nie chciałaś przestać. Byłaś przerażona. Co zrobiłem? Powiedz mi, kochanie, bo bardzo przepraszam. Naprawdę, bardzo przepraszam. Co, do cholery, zrobiłem? – Jedynie potrząsam głową, bo nie mam odpowiedzi.
Krzywi się i kładzie czoło na moim. – Bardzo przepraszam. Nigdy nie powinienem był pozwolić temu zajść tak daleko. Nie wiem, co do diabła właśnie się stało, ale jeszcze nie jesteś gotowa, okej? – Jeszcze nie jestem gotowa?
- Więc my nie… my nie uprawialiśmy seksu?
Jego dłonie rozluźniają się wokół mnie i czuję jego zmianę zachowania. Spojrzenie w jego oczach jest tylko zagubione i pokonane. Marszczy brwi, obejmując moje policzki. – Gdzie poszłaś, Sky? – Kręcę głową, zdezorientowana. – Jestem tutaj. Słucham.
- Nie, chodzi mi o wcześniej. Gdzie poszłaś? Nie byłaś tutaj ze mną, bo nie, nic się nie wydarzyło. Widziałem w twojej twarzy, że coś jest nie tak, więc tego nie zrobiłem. Ale teraz musisz pomyśleć długo i mocno gdzie byłaś w tej swojej głowie, ponieważ byłaś spanikowana. Dostałaś histerii, a ja muszę wiedzieć co cię tam zabrało, żeby upewnić się, że nigdy tam nie wrócisz. – Całuje mnie w czoło i rozluźnia uchwyt na moich plecach. Wstaje i zakłada dżinsy, potem podnosi moją sukienkę. Potrząsa nią, potem przewraca na drugą stronę, podchodzi do mnie i zakłada ją przez moją głowę. Podnosi moje ramiona i pomaga mi wsunąć je w sukienkę i przeciąga ją do mojej talii, zakrywając mnie. – Pójdę przynieść ci trochę wody. Zaraz wrócę. – Całuje mnie niepewnie w usta, niemal tak jakby bał się znowu mnie dotknąć. Po tym jak wychodzi z pokoju, opieram głowę o ścianę i zamykam oczy.
Nie mam pojęcia co się stało, ale strach przed straceniem go przez to jest wielki. Właśnie zmieniłam jedną z najbardziej niewyobrażalnie intymnych rzeczy w katastrofę. Sprawiłam, że poczuł się bezwartościowy, jakby zrobił coś złego, a teraz przez to czuje się źle. Prawdopodobnie chce, żebym sobie poszła, a ja go nie winię. Ani trochę. Też chcę od siebie uciec.
Odrzucam kołdrę i wstaję, po czym poprawiam sukienkę. Nawet nie przejmuję się szukaniem mojej bielizny. Muszę znaleźć łazienkę i ogarnąć się, żeby mógł odwieźć mnie do domu. Już drugi raz w ten weekend zostałam doprowadzona do łez i nawet nie wiem dlaczego – i drugi raz musiał mnie uratować.
Już więcej mu tego nie zrobię.
Gdy mijam schody, szukając łazienki, zerkam przez balustradę do kuchni. Opiera się na łokciach o kontuar, a twarz chowa w dłoniach. Po prostu tam stoi, wyglądając na nieszczęśliwego i zdenerwowanego. Już nie potrafię na niego patrzeć, więc otwieram pierwsze drzwi po prawej, przypuszczając że to łazienka.
Nie jest.
To sypialnia Lesslie. Zaczynam zamykać drzwi, ale tego nie robię. Zamiast tego otwieram je szerzej i wchodzę do środka, po czym zamykam je za sobą. Nie obchodzi mnie czy jestem w łazience, sypialni czy szafie… po prostu potrzebuję ciszy i spokoju. Czasu na przegrupowanie czegokolwiek, co do diabła dzieje się ze mną. Zaczynam myśleć, że może jestem szalona. Nigdy wcześniej tak dużo razy nie odpłynęłam i to mnie przeraża. Moje ręce nadal się trzęsą, więc zaciskam je przed sobą i staram się skupić na czymś innym, żeby się uspokoić.
Rozglądam się po moim otoczeniu i stwierdzam, że sypialnia jest nieco niepokojąca. Łóżko nie jest pościelone, co wydaje mi się dziwne. Cały dom Holdera jest nieskazitelnie czysty, ale łóżko Lesslie nie jest pościelone. Pośrodku podłogi jest para dżinsów i wyglądają, jakby dopiero co je ściągnęła. Przyglądam się pokojowi i wygląda na typową sypialnię nastoletniej dziewczyny. Przybory do makijażu na komodzie, iPod na szafce nocnej. Wygląda tak, jakby nadal tutaj mieszkała. Z wyglądu jej pokoju w ogóle nie wygląda na to, żeby odeszła. Najwyraźniej nikt nie ruszył tego pokoju, odkąd umarła. Jej zdjęcia wciąż wiszą na ścianach i tkwią w lustrze jej toaletki. Wszystkie jej ubrania nadal są w szafie. Minął ponad rok odkąd mówił, że umarła, a ja mogę się założyć, że jeszcze nikt w jego rodzinie tego nie zaakceptował.
Wydaje mi się upiorne przebywanie tutaj, ale to odsuwa mój umysł od tego, co teraz się dzieje. Podchodzę do łóżka i patrzę na zdjęcia wiszące na ścianie. Większość z nich jest z Lesslie i jej przyjaciółmi, tylko kilka jej z Holderem. Wygląda bardzo jak Holder z jego intensywnymi, krystalicznie niebieskimi oczami i ciemnobrązowymi włosami. Co najbardziej mnie zaskakuje to to na jak szczęśliwą wygląda. Wygląda na tak zadowoloną i pełną życia w każdym zdjęciu, że trudno jest wyobrazić sobie, co naprawdę działo się w jej głowie. Nic dziwnego, że Holder nie miał pojęcia o tym, jak czuła się pusta. Prawdopodobnie nigdy nie dała o tym nikomu znać.
Podnoszę zdjęcie z jej szafki nocnej, które jest odwrócone do góry nogami. Kiedy je obracam i na nie patrzę, wciągam gwałtownie powietrze. To zdjęcie jej całującej w policzek Graysona i obejmują się ramionami. Zdjęcie mnie oszałamia i muszę usiąść na łóżku, żeby się pozbierać. To dlatego Holder tak bardzo go nienawidzi? To dlatego nie chciał, żeby mnie dotykał? Zastanawiam się czy wini Graysona za to, co zrobiła.
Trzymam zdjęcie, nadal siedząc na łóżku, kiedy otwierają się drzwi sypialni. Holder zerka zza drzwi. – Co ty robisz? – Nie wydaje się zły, że tutaj jestem. Jednak wygląda na zmieszanego, co prawdopodobnie jest reakcją z tego, jak wcześniej sprawiłam, że się czuł.
- Szukałam łazienki – mówię cicho. – Przepraszam. Potrzebowałam chwili. – Opiera się o framugę i zakłada ramiona na klatce piersiowej, spojrzeniem omiatając pokój. Rozgląda się, tak jak ja. Jakby to wszystko było dla niego nowe.
- Nikt tutaj nie był? Odkąd ona…
- Nie – mówi szybko. – Jaki byłby w tym sens? Odeszła. – Kiwam głową, po czym odkładam zdjęcie Lesslie i Graysona na szafkę nocną, do góry nogami, tak jak je pozostawiła. – Umawiała się z nim?
Robi pełen wahania krok do sypialni, potem podchodzi do łóżka. Siada obok mnie i opiera łokcie na kolanach, zaciskając przed sobą ręce. Powoli rozgląda się po pokoju, nie od razu odpowiadając na moje pytanie. Spogląda na mnie, potem obejmuje mnie ramieniem, przyciągając do siebie. Fakt, że siedzi teraz tutaj ze mną, wciąż chce mnie trzymać sprawia, że chcę wybuchnąć płaczem.
- Zerwał z nią w wieczór zanim to zrobiła – mówi cicho.
Staram się nie sapnąć, ale jego słowa mnie zaskakują. – Myślisz, że to przez niego to zrobiła? Dlatego tak bardzo go nienawidzisz?
Potrząsa głową. – Nienawidziłem go zanim z nią zerwał. Przeprowadził ją przez wiele gówna, Sky. I nie, nie myślę, że to przez niego to zrobiła. Myślę, że może to był czynnik decydujący w decyzji, którą chciała podjąć od dłuższego czasu. Miała problemu długo przed tym jak Grayson wszedł do obrazka. Więc nie, nie winię go. Nigdy nie winiłem. – Podnosi się, biorąc mnie za rękę. – Chodź. Już nie chcę tutaj być.
Ostatni raz rozglądam się po pokoju i wstaję, żeby za nim iść. Jednak zatrzymuję się, zanim dochodzimy do drzwi. Odwraca się i obserwuje, jak przyglądam się zdjęciom na jej komodzie. Jest oprawione zdjęcie Holdera i Lesslie kiedy byli dziećmi. Podnoszę je i przysuwam bliżej, żeby się przyjrzeć. Coś w widzeniu go takim młodym wywołuje we mnie uśmiech. Widzenie ich oboje w takim młodym wieku… jest odświeżające. Jest w nich niewinność zanim uderzają brzydkie realia życia. Stoją przed białym domem, a Holder obejmuje jej szyję ramieniem i ją ściska. Ona obejmuje go ramionami w pasie i uśmiechają się do aparatu.
Przesuwam spojrzenie z ich twarzy na dom za nimi na zdjęciu. To biały dom z żółtym ozdobieniem, a gdyby można było zobaczyć wnętrze domu, salon jest pomalowany na dwa różne odcienie zieleni.
Natychmiast zamykam oczy. Skąd to wiem? Skąd wiem, w jakim kolorze jest salon?
Moje ręce zaczynają drżeć i staram się nabrać powietrza, ale nie potrafię. Skąd znam ten dom? Znam ten dom, tak jak nagle, jakoś znam te dzieci na zdjęciu. Skąd wiem, że za tym domem jest zielono-biała huśtawka? A dziesięć stóp od huśtawki wysuszona studnia, która musi być zakryta, ponieważ raz wpadł tam kot Lesslie.
- Nic ci nie jest? – pyta Holder. Próbuje wyjąć z moich rąk zdjęcie, ale odsuwam je od niego i podnoszę na niego wzrok. Jego spojrzenie jest zaniepokojone i podchodzi do mnie o krok. Ja cofam się o krok.
Skąd go znam?
Skąd znam Lesslie?
Czemu czuję się, jakbym za nimi tęskniła? Potrząsam głową, patrząc na zdjęcie i na Holdera, potem z powrotem na zdjęcie. Tym razem moją uwagę przyciąga nadgarstek Lesslie. Nosi bransoletkę. Bransoletkę identyczną do mojej.
Chcę go o to zapytać, ale nie potrafię. Próbuję, ale nic nie wychodzi, więc zamiast tego trzymam tylko zdjęcie.
On kręci głową, a wyraz jego twarzy się zmienia, jakby łamało się jego serce. – Sky, nie – mówi błagalnie.
- Jak? – Mój głos się łamie i jest ledwo słyszalny. Wracam spojrzeniem do zdjęcia w moich rękach.
- Tam jest huśtawka. I studnia. I… wasz kot. Utknął w studni. – Patrzę na niego, a myśli wciąż się wylewają. – Holder, znam ten salon. Salon jest zielony, a kuchnia miała blat kuchenny, który był dla nas zbyt wysoki i… twoja matka. Twoja matka nazywa się Beth. – Zatrzymuję się i próbuję nabrać powietrza, ponieważ wspomnienia nie chcą się zatrzymać. Nie chcą przestać nadchodzić, a ja nie mogę oddychać.
- Holder… czy Beth to imię twojej matki?
Holder krzywi się i przesuwa ręką przez włosy. – Sky… - mówi. Nawet nie może na mnie spojrzeć. Wyraz jego twarzy jest rozdarty oraz skonsternowany i on… on mi kłamał. Coś ukrywa i boi się mi powiedzieć.
On mnie zna. Skąd, do diabła, on mnie zna i czemu mi o tym nie powiedział?
Nagle jest mi niedobrze. Przebiegam obok niego i otwieram drzwi po drugiej stronie korytarza, które okazują się być łazienką, dzięki Bogu. Zamykam za sobą drzwi i rzucam oprawione zdjęcie na blat, potem padam na podłogę.
Obrazy i wspomnienia zaczynają zalewać mój umysł, jakby zostały podniesione śluzy.
Wspomnienia jego, jej, naszej trójki razem. Wspomnienia nas bawiących się, mnie jedzącej obiad w ich domu, mnie i Les będących nierozłącznymi. Kochałam ją. Byłam taka młoda i taka mała, i nawet nie wiem jak ich znałam, ale kochałam ich. Oboje. Wspomnienie jest połączone z żalem teraźniejszej wiedzy, że Lesslie, którą znałam i kochałam jako mała dziewczynka, nie żyje. Nagle czuję smutek i rozpacz, że jej nie ma, ale nie dla mnie. Nie dla Sky. Czuję smutek dla tej dziewczynki, którą byłam i jakoś jej żal nad startą Lesslie pojawia się we mnie.
Jak mogłam tego nie wiedzieć? Jak mogłam go sobie nie przypomnieć za pierwszym razem, gdy go zobaczyłam?
- Sky, otwórz drzwi. Proszę.
Opadam na ścianę. To zbyt wiele. Wspomnienia, emocje, żal… to zbyt wiele do wchłonięcia.
- Kochanie, proszę. Musimy porozmawiać, a nie mogę robić tego stąd. Proszę, otwórz drzwi. – On wiedział. Za pierwszym razem, kiedy zobaczył mnie w sklepie, wiedział. A kiedy zobaczył moją bransoletkę… wiedział, że miałam ją od Lesslie. Zobaczył, że ją noszę i wiedział.
Mój żal oraz zdezorientowanie szybko zmieniają się w gniew, podnoszę się z podłogi i szybko podchodzę do drzwi łazienki. Odblokowuję je i otwieram na oścież. Jego ręce są po obu stronach framugi i patrzy prosto na mnie, ale czuję się, jakbym już nie wiedziała kim on jest. Nie wiem już, co jest między nami prawdziwe, a co sztuczne. Nie wiem, jakie są jego uczucia z jego życia ze mną czy życia z dziewczynką, którą kiedyś byłam.
Muszę wiedzieć. Muszę wiedzieć, kim ona była. Kim ja byłam. Przełykam mój strach i uwalniam pytanie, na które obawiam się, że znam już odpowiedź. – Kim jest Hope? – Jego twarda mina nie zmienia się, więc pytam raz jeszcze, ale tym razem głośniej.
- Kim, do diabła, jest Hope?
Nie odrywa ode mnie wzroku, a ręce trzyma mocno na framudze, ale nie może mi odpowiedzieć. Z jakiegoś powodu nie chce, żebym wiedziała. Nie chce, żebym pamiętała, kim byłam. Biorę głęboki wdech i próbuję odepchnąć łzy. Zbyt bardzo boję się to wypowiedzieć, ponieważ nie chcę znać odpowiedzi.
- Czy to ja? – pytam drżącym i pełnym niepokoju głosem. – Holder… czy ja jestem Hope? – Wypuszcza szybki oddech w tym samym czasie, kiedy patrzy w sufit, tak jakby walczył z płaczem. Zamyka oczy i opiera czoło o ramię, po czym nabiera długiego, głębokiego wdechu i patrzy na mnie. – Tak.
Powietrze wokół mnie staje się gęste. Zbyt gęste, żeby nim oddychać. Stoję nieruchomo, bezpośrednio przed nim, niezdolna się poruszyć. Wszystko cichnie poza tym co jest wewnątrz mojej głowy. Jest tam tyle myśli, pytań i wspomnień i to wszystko próbuje przejąć nade mną kontrolę i nie wiem czy potrzebuję płakać, krzyczeć, spać czy uciekać.
Potrzebuję wyjść na zewnątrz. Wydaje mi się, że Holder, łazienka i cały cholerny dom otaczają mnie i muszę wyjść na zewnątrz, żebym miała miejsce na wyrzucenie wszystkiego z głowy. Po prostu chcę, żeby to wszystko wyszło.
Przepycham się obok niego, a on próbuje złapać mnie za ramię, ale wyrywam się z jego chwytu.
- Sky, poczekaj – krzyczy za mną. Biegnę, dopóki nie docieram do schodów i schodzę po nich najszybciej jak potrafię, biorąc dwa na raz. Słyszę, że za mną idzie, więc przyśpieszam i moja stopa ląduje dalej niż zamierzałam. Tracę chwyt na balustradzie i upadam do przodu, lądując na podłodze u podnóża schodów.
- Sky! – krzyczy. Staram się wstać, ale zanim mam w ogóle na to szansę, on już jest na kolanach, obejmując mnie ramionami. Odpycham go, chcąc, żeby mnie puścił, abym mogła wyjść na zewnątrz. On ani drgnie.
- Na zewnątrz – mówi słabo i bez tchu. – Muszę wyjść na zewnątrz. Proszę, Holder. – Czuję, że walczy ze sobą, nie chce mnie wypuścić. Niechętnie odsuwa mnie od swojego torsu i patrzy na mnie, przeszukując moje oczy. – Nie uciekaj, Sky. Wyjdź na zewnątrz, ale proszę, nie odchodź. Musimy porozmawiać.
Potakuję, a on mnie wypuszcza i pomaga wstać. Kiedy wychodzę przez drzwi wejściowe na trawnik, złączam dłonie za głową i wciągam wielkie, zimne wdechy powietrza. Odchylam głowę i patrzę w gwiazdy, chcąc bardziej niż kiedykolwiek być tam na górze, a nie tu na dole. Nie chcę, żeby przychodziły wspomnienia, ponieważ z każdym dezorientującym wspomnieniem przychodzi jeszcze bardziej dezorientujące pytanie. Nie rozumiem skąd go znam. Nie rozumiem dlaczego trzymał to przede mną w tajemnicy. Nie rozumiem jak moje imię mogło być Hope, kiedy pamiętam zawsze bycie nazywaną Sky. Nie rozumiem dlaczego Karen powiedziała mi, że moje narodzinowe imię to Sky, skoro tak nie jest. Wszystko, co myślałam, że rozumiem po tych wszystkich latach pruje się, ukazując rzeczy, o których nie chcę wiedzieć. Kłamie mi się i jestem przerażona wiedzą tego, co wszyscy próbują przede mną ukryć.
Stoję na zewnątrz przez czas który wydaje się wiecznością, starając się samej to uporządkować, kiedy nie mam pojęcia co w ogóle próbuję uporządkować. Muszę porozmawiać z Holderem i muszę wiedzieć to, co on wie, ale jestem zraniona. Nie chcę stawić mu czoła, wiedząc, że cały czas ukrywał tę tajemnicę. Sprawia to, że wszystko, co myślałam, że pomiędzy nami się dzieje jest niczym jak fasadą.
Jestem emocjonalnie wyczerpana i dosięgłam limitu wszystkich rewelacji jak na jedną noc. Po prostu chcę wrócić do domu i położyć się do łóżka. Muszę to przespać zanim wejdziemy w fakt tego, dlaczego nie powiedział mi, że znał mnie jako dziecko. Nie rozumiem dlaczego to było coś, co sądził, że powinien przede mną ukrywać.
Odwracam się i wracam do domu. On stoi w progu, obserwując mnie. Odsuwa się, żebym mogła wejść z powrotem do środku i idę prosto do kuchni, i otwieram lodówkę. Wyciągam butelkę wody, otwieram ją i wypijam kilka łyków. Moje usta są suche i nigdy nie dostałam wody, którą miał mi przynieść wcześniej.
Odkładam butelkę na kontuar i patrzę na niego. – Zabierz mnie do domu. – Nie sprzeciwia się. Obraca się i zabiera kluczyki ze stolika, potem pokazuje mi, żebym za nim poszła. Zostawiam wodę na kontuarze i cicho podążam za nim samochodu. Kiedy wsiadam do środka, wycofuje z podjazdu i wjeżdża na drogę bez słowa.
Mijamy mój zakręt i jest wyraźne, że nie ma żadnych intencji zabrać mnie do domu. Spoglądam na niego, a jego wzrok jest mocno skupiony na drodze przed nim. – Zabierz mnie do domu – mówię znowu.
Patrzy na mnie ze zdeterminowaną miną. – Musimy porozmawiać, Sky. Masz pytania, wiem, że masz.
Mam. Mam milion pytań, które muszę zadać, ale miałam nadzieję, że da mi to przespać, żebym mogła je uporządkować i spróbować samej odpowiedzieć na jak najwięcej. Ale najwyraźniej nie obchodzi go co wolę. Niechętnie odpinam pas i obracam się na siedzeniu, opierając plecy o drzwi, żeby na niego patrzeć. Jeżeli nie chce dać mi czasu, żeby pozwolić temu wsiąknąć, po prostu wyłożę na nim wszystkie pytania na raz. Ale zrobię to szybko, bo chcę, żeby odwiózł mnie do domu.
- Dobra – mówię uparcie. – Miejmy to z głowy. Czemu kłamałeś mi przez dwa miesiące? Czemu moja bransoletka tak bardzo cię wkurzyła, że nie potrafiłeś ze mną porozmawiać przez kilka tygodni? Albo czemu nie powiedziałeś, kim naprawdę myślałeś, że byłam w dniu, kiedy poznaliśmy się w sklepie? Bo wiedziałeś, Holder. Wiedziałeś kim byłam i z jakiegoś powodu myślałeś, że będzie zabawnie mnie zwodzić, aż sama wszystko rozgryzę. Czy ty w ogóle mnie lubisz? Czy ta gra, w którą grałeś była warta zranienia mnie bardziej niż kiedykolwiek byłam zraniona w życiu? Bo to się właśnie stało – mówię, wściekła do punktu, że się trzęsę.
W końcu ulegam łzom, bo to jeszcze jedna rzecz, która próbuje się wydostać i jestem zmęczona walczeniem z nimi. Ścieram je z policzków tyłem dłoni i zniżam głos. – Zraniłeś mnie, Holder. Bardzo. Obiecałeś, że zawsze będziesz ze mną tylko szczery. – Już nie podnoszę głosu. W rzeczywistości mówię tak cicho, że nawet nie jestem pewna, czy mnie słyszy. Wciąż patrzy na drogę, jak dupek, którym jest. Zaciskam powieki i zakładam ramiona na piersiach, opadając z powrotem na siedzenie. Wyglądam przez okno i przeklinam karmę. Przeklinam karmę za wprowadzenie tego beznadziejnego chłopaka do mojego życia, tylko po to, żeby mógł je zrujnować.

Kiedy kontynuuje jazdę bez odpowiedzi na żadne słowo, które wypowiedziałam, nie mogę zrobić nic prócz wydania cichego, żałosnego śmiechu. – Naprawdę jesteś beznadziejny – mruczę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz