Sobota, 27 październik, 2012
20:20
Przytulam na pożegnanie Breckina i
Maxa na parkingu galerii. Skończyła się wystawa, a teraz jadę z Holderem do
jego domu. Wiem, że powinnam denerwować się tym, co dzisiaj może pomiędzy nami
zajść, ale w ogóle się nie denerwuję. Przy nim wszystko wydaje się właściwe.
Cóż, wszystko oprócz zdania, które wciąż powtarza się w mojej głowie.
Kocham cię, Hope.
Chcę go o to zapytać, ale nie mogę
znaleźć odpowiedniego momentu. Galeria na pewno nie była na to miejscem. Teraz
wydaje się dobra pora, ale za każdym razem gdy otwieram usta, żeby to zrobić,
znowu je zamykam. Chyba bardziej boję się tego, kim ona jest i co dla niego
znaczy niż zebraniem odwagi na zadanie pytania. Im dłużej odkładam poruszenie
tego tematu, tym więcej mam czasu zanim będę zmuszona dowiedzieć się prawdy.
- Chcesz kupić coś do jedzenia? –
pyta, wyjeżdżając z parkingu.
- Tak – mówię szybko, czując ulgę, że
przerwał moje myśli. – Cheeseburger brzmi dobrze. I serowe frytki. I chcę
czekoladowy koktajl mleczny.
Śmieje się, biorąc mnie za rękę. –
Jesteśmy trochę wymagający, co, Księżniczko?
Puszczam jego dłoń i odwracam się do
niego. – Nie nazywaj mnie tak – mówię gniewnie.
Zerka na mnie i prawdopodobnie widzi
złość na mojej twarzy, nawet w ciemności.
- Hej – mówi uspokajająco, znowu
łapiąc moją rękę. – Nie uważam, że jesteś wymagająca, Sky. To był żart.
Potrząsam głową. – Nie wymagającą.
Nie nazywaj mnie księżniczką. Nienawidzę tego słowa.
Rzuca mi ukradkowe spojrzenie, po
czym przenosi wzrok na drogę. – Dobrze.
Patrzę przez okno, starając się
wyrzucić te słowo z głowy. Nie wiem czemu tak nie cierpię przezwisk, ale tak
jest. I wiem że teraz przesadziłam, ale on nie może znowu mnie tak nazwać.
Również nie powinien nazywać mnie imieniem żadnych z jego byłych dziewczyn.
Powinien po prostu trzymać się Sky… to o wiele bezpieczniejsze.
Jedziemy w całkowitej ciszy, a ja
staję się coraz bardziej żałuję, że tak zareagowałam. Jeśli już, to powinnam
być bardziej zdenerwowana faktem, że nazwał mnie imieniem innej dziewczyny niż
przezwaniem Księżniczką. Prawie tak jakbym przemieszczała gniew, bo zbyt bardzo
boję się poruszyć temat, który tak naprawdę mnie dręczy. Szczerze, dzisiaj chcę
mieć z nim wolny od dramatu wieczór. Będzie pełno czasu innego dnia na
zapytanie go o Hope.
- Przepraszam, Holder.
Ściska moją rękę i kładzie ją na
swoim kolanie, ale nic nie mówi.
Kiedy wjeżdżamy na jego podjazd,
wychodzę z samochodu. Nie zatrzymaliśmy się po jedzenie, ale nawet nie chce mi
się o tym wspominać. Spotyka się ze mną przy drzwiach pasażera i obejmuje mnie
ramionami, a ja odwzajemniam jego uścisk. Prowadzi mnie, aż opieram się plecami
o auto i przyciskam głowę do jego barku, wdychając jego zapach. Niezręczność z
jazdy wciąż się tutaj utrzymuje, więc próbuję złagodnieć przy nim w
relaksującym sposobie, żeby dać mu znać, że o tym nie myślę. Lekko przesuwa
palcami po moich ramionach, pokrywając mnie dreszczami.
- Mogę cię o coś zapytać? – pyta.
- Zawsze.
Wzdycha, potem odsuwa się,
spuszczając na mnie wzrok. – Czy przestraszyłem cię w poniedziałek? W moim
aucie? Jeśli tak, to przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Przysięgam, że
nie jestem ciotą. Nie płakałem odkąd umarła Les i na pewno nie chciałem robić
tego przy tobie.
Znowu opieram głowę o jego tors i
mocniej go obejmuję. – Wiesz, zeszłej nocy, kiedy obudziłam się po tamtym śnie?
- No.
- To drugi raz, kiedy płakałam odkąd
skończyłam pięć lat. Jedyny inny raz, kiedy płakałam to wtedy, kiedy
powiedziałeś mi co stało się z twoją siostrą. Płakałam, gdy byłam w łazience.
To była jedna łza, ale liczy się. Sądzę, że kiedy jesteśmy razem, może nasze
emocje stają się trochę przytłaczające i zmienia to nas oboje w cioty.
Śmieje się, całując mnie w czubek
głowy. – Mam przeczucie, że już dłużej nie będę tobą żył. – Raz jeszcze mnie
całuje i bierze za dłoń. – Gotowa na oprowadzanie po domu?
Idę za nim do domu, ale nadal tkwię
przy fakcie, że dopiero co mi powiedział, iż przestanie mną żyć. Jeśli
przestanie mną żyć, to znaczy, że będzie mnie kochał. Właśnie powiedział mi, że
zakochuje się we mnie bez dosłowności. Najbardziej szokującą rzeczą w tym wyznaniu
jest to, że naprawdę je lubię.
Wchodzimy do środka i dom nie jest w
ogóle tym, czego się spodziewałam. Z zewnątrz nie wydaje się zbyt duży, ale
jest tutaj hol. Normalne domy nie mają holów. Na prawo jest przejście
prowadzące do salonu. Całe ściany pokryte są wyłącznie książkami i czuję się
jakbym umarła i poszła do nieba. – Wow – mówię, przyglądając się regałom w
salonie. Książki wypełniają półki od podłogi po sufit na każdej ścianie.
- Taa – odpiera. – Mama była dość
wkurzona, kiedy wynaleźli e-readera.
Śmieję się. – Chyba już lubię twoją
mamę. Kiedy ją poznam?
Kręci głową. – Nie przedstawiam
dziewczyn mojej matce. – Jego głos jest tak obojętny jak jego słowa i gdy tylko
je wypowiada, zmienia się wyraz jego twarzy i wie, że zranił moje uczucia.
Szybko do mnie podchodzi i bierze w dłonie moją twarz. – Nie, nie. Nie to
miałem na myśli. Nie mówię, że jesteś taka jak inne dziewczyny, z którymi
chodziłem. Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało.
Słyszę co mówi, ale długo ze sobą
chodzimy a on nadal nie jest przekonany, że to jest dla wystarczająco
prawdziwe, żebym poznała jego matkę? Zastanawiam się czy kiedykolwiek będziemy dla niego dość prawdziwi, bym poznała jego
matkę.
- Czy Hope ją poznała? – Wiem, że
powinnam była tego powiedzieć, ale już nie mogłam dłużej wytrzymać. Zwłaszcza
teraz, słysząc jak mówi „inne dziewczyny”. Nie ma złudzeń: wiem, że umawiał się
z innymi, zanim mnie poznał. Po prostu nie podoba mi się, kiedy to mówi. A
jeszcze mniej, gdy nazywa mnie ich imionami.
- Co?
– pyta, opuszczając ręce. Cofa się ode mnie. – Czemu to powiedziałaś? – Kolor
odpływa z jego twarzy, a ja natychmiast żałuję, że to powiedziałam.
- Nieważne. To nic. Nie muszę
poznawać twojej mamy. – Po prostu chcę, żeby cokolwiek to jest odeszło.
Wiedziałam, że nie będę chciała dzisiaj o tym gadać. Chcę wrócić do
oprowadzania i zapomnieć, że ta rozmowa w ogóle się wydarzyła.
Chwyta moje dłonie i znowu to mówi. –
Czemu to powiedziałaś, Sky? Czemu wypowiedziałaś te imię?
Kręcę głową. – To nie jest taka
wielka sprawa. Byłeś pijany.
Mruży na mnie oczy i jest wyraźne, że
nie ucieknę od tej rozmowy. Wzdycham i poddaję się niechętnie, odchrząkując.
- Zeszłej nocy, gdy zasypiałeś… i
powiedziałeś mi, że mnie kochasz. Ale nazwałeś mnie Hope, więc tak naprawdę nie
mówiłeś do mnie. Byłeś pijany i w
połowie śpiący, zatem nie potrzebuję wyjaśnienia. Nie wiem czy w ogóle chcę
wiedzieć, dlaczego to powiedziałeś.
Wsuwa ręce do włosów i jęczy. – Sky.
– Podchodzi i bierze mnie w ramiona. – Bardzo przepraszam. To musiał być głupi
sen. Nie znam nikogo o imieniu Hope i zdecydowanie nigdy nie miałem byłej
dziewczyny z tym imieniem, jeśli tak myślałaś. Przykro mi, że to się stało.
Nigdy nie powinienem przychodzić do twojego domu po pijaku. – Patrzy na mnie z
góry i chociaż instynkt mówi mi, że kłamie, jego oczy są szczere. – Musisz mi
uwierzyć. Zabije mnie to, jeżeli będzie choć przez chwilę myśleć, że coś czuję
do kogoś innego. Nigdy tak się nie czułem względem nikogo.
Każde słowo wychodzące z jego ust
ocieka szczerością. Biorąc pod uwagę, że nawet nie pamiętam czemu obudziłam się
z płaczem, to możliwe że jego gadanie przez sen było wynikiem przypadkowego
snu. A słysząc wszystko, co właśnie do mnie powiedział pokazuje, jak staje się
między nami poważnie.
Podnoszę na niego wzrok, próbując
przygotować jakąś odpowiedź na wszystko, co powiedział. Rozchylam usta i
czekam, aż nadejdą słowa, ale tego nie robią. Nagle to ja potrzebuję więcej
czasu na przetrawienie myśli.
Obejmuje moje policzki, czekając aż
przerwę milczenie. Bliskość jego ust do moich wyczerpuje jego cierpliwość. –
Muszę cię pocałować – mówi przepraszająco, przyciągając moją twarz do swojej.
Dalej stoimy w holu, ale jakoś podnosi mnie bez wysiłku i sadza na schodach
prowadzących do sypialń na górze. Opieram się, a on wraca do mnie ustami,
rękami trzymając drewniane schody po obu stronach mojej głowy.
Z powodu naszej pozycji, jest
zmuszony położyć kolano pomiędzy moimi udami. Nie jest to nic takiego, dopóki
nie weźmie się pod uwagę sukienki, którą mam na sobie. Byłoby dla niego tak
łatwo wziąć mnie tutaj na schodach, ale mam nadzieję, że przynajmniej najpierw
dojdziemy do jego pokoju, zanim czegoś spróbuje. Zastanawiam się czy czegoś
oczekuje, zwłaszcza po wiadomości, którą przypadkowo mu wysłałam. Jest facetem,
oczywiście, że czegoś oczekuje. Zastanawiam się czy wie, że jestem dziewicą.
Powinnam mu w ogóle mówić, że jestem dziewicą? Powinnam. On pewnie będzie w
stanie to stwierdzić.
- Jestem dziewicą – wypalam w jego
usta. Natychmiast myślę, co do diabła robię odzywając się teraz na głos. Już
nigdy nie powinno mi się pozwolić na mówienie. Ktoś powinien obedrzeć mnie z
głosu, ponieważ najwyraźniej nie mam żadnych oporów, gdy jest opuszczona moja
seksualna tarcza.
Od razu przestaje mnie całować.
Powoli odsuwa twarz i patrzy mi w oczy. – Sky – mówi. – Całuję cię, bo czasami
nie mogę cię nie pocałować. Wiesz, co
robią ze mną twoje usta. Nie oczekuję niczego innego, okej? Jeśli tylko mogę
cię pocałować, inne rzeczy mogą poczekać. – Teraz zakłada mi włosy za uszy i
spogląda na mnie ze szczerością.
- Po prostu pomyślałam, że powinieneś
wiedzieć. Pewnie powinnam była wybrać lepszą porę, żeby ogłosić ten fakt, ale
czasami mówię rzeczy bez myślenia. To bardzo zła cecha i nie cierpię jej,
ponieważ robię to w najbardziej nieodpowiednich chwilach i to żenujące. Tak jak
teraz.
Śmieje się, kręcąc głową. – Nie, nie
przestawaj tego robić. Uwielbiam, kiedy mówisz rzeczy bez myślenia. I
uwielbiam, kiedy wygłaszasz długie, nerwowe, absurdalne przemowy. To poniekąd
gorące.
Czerwienię się. Bycie nazwaną gorącą
jest poważnie… gorące.
- Wiesz, co jeszcze jest gorące? –
pyta, znowu nachylając się do mnie.
Żartobliwość na jego twarzy zmniejsza
się na moje zawstydzenie. – Co?
Uśmiecha się szeroko. – Próbowanie
trzymać z daleka od siebie ręce, kiedy będziemy oglądać film. – Wstaje i podnosi
mnie na nogi, potem zaprowadza mnie schodami do jego pokoju.
Otwiera drzwi i pierwszy wchodzi, po
czym odwraca się i każe mi zamknąć oczy. Zamiast tego nimi wywracam.
- Nie lubię niespodzianek – mówię.
- Również nie lubisz prezentów i
pewnych pospolitych czułych określeń. Uczę się. Ale to jest coś fajnego, co
chcę ci pokazać – nic ci nie kupiłem. Więc pogódź się z tym i zamknij oczy.
Robię, co mówi i wprowadza mnie do
pokoju. Już go uwielbiam, bo pachnie tak jak on. Prowadzi mnie kilka kroków,
potem kładzie ręce na moich barkach. – Usiądź – mówi, pchając mnie w dół.
Siadam na czymś, co wydaje się być łóżkiem i nagle leżę na plecach, a on
podnosi moje stopy. – Nie otwieraj oczu.
Czuję jak kładzie moje nogi na łóżku
i podpiera mnie o poduszkę. Łapię rąbek mojej sukienki i ciągnie w dół,
upewniając się, że leży na miejscu. – Muszę cię zakryć. Nie może mi obnażać się
udo, kiedy tak leżysz.
Śmieję się, ale dalej mam zamknięte
oczy. Nagle czołga się nade mną, uważając, żeby mnie nie uderzyć. Czuję jak
układa się obok mnie na swojej poduszce. – Okej. Otwórz oczy i przygotuj się na
bycie zaimponowaną.
Boję się. Powoli uchylam powieki.
Waham się zgadując, na co patrzę, bo prawie myślę, że to telewizor. Ale
telewizor zazwyczaj nie zajmuje osiemdziesięciu cali ściany. Ta rzecz jest
ogromniasta. Celuje w niego pilotem i rozświetla się ekran.
- Wow – mówię z podziwem. – Jest wielki.
- To właśnie powiedziała ona.
Walę go w bok łokciem, a on śmieje
się. Znowu wskazuje pilotem w telewizor. Jaki jest twój ulubiony film? Mam Netflix.
Przekrzywiam głowę w jego kierunku. –
Net co?
Śmieje się, potrząsając głową z
rozczarowaniem. – Wciąż zapominam, że jesteś upośledzona technologicznie. To
coś podobnego do e-readera, tyle że ma filmy i seriale zamiast książek. Możesz
obejrzeć wszystko, przyciskając guzik.
- Są tam reklamy?
- Nie – odpowiada dumnie. – Więc co
to będzie?
- Masz Szajbusa? Uwielbiam ten film.
Opuszcza ramię na klatkę piersiową i
wyłącza telewizor. Milczy przez kilka długich sekund, potem mocno wzdycha.
Pochyla się, kładąc pilota na szafce nocnej i odwraca się do mnie. – Już nie
chcę oglądać telewizji.
Dąsa się? Co, do diabła, powiedziałam?
- Dobra. Nie musimy oglądać Szajbusa. Wybierz coś innego, duże
dziecko – śmieję się.
Przez chwilę nie odpowiada, wpatrując
się we mnie bez wyrazu. Podnosi rękę i przesuwa nią po moim brzuchu i talii, po
czym mocno łapie i przyciąga do siebie. – Wiesz – odzywa się, mrużąc oczy, jak
skrupulatnie przesuwa nimi po moim ciele. Palcem obrysowuje wzór sukienki,
delikatnie głaszcząc brzuch. – Mogę znieść to, co ta sukienka ze mną robi. –
Przenosi spojrzenie z mojego brzucha do ust. – Nawet mogę znieść ciągłe
patrzenie na twoje usta, nawet wtedy kiedy nie mogę ich pocałować. Mogę znieść
dźwięk twojego śmiechu i to jak sprawia on, że chcę nakryć twoje usta moimi i
go pochłonąć.
Zbliża usta do moich i to, jak jego
głos opadł do jakiejś lirycznej, boskiej oktawy sprawia, że serce wali mi
głośno w piersi. Lekko całuje mój policzek, jego ciepły oddech zderza się z
moją skórą, kiedy mówi. – Mogę nawet znieść milion razy, kiedy odtwarzałem w
głowie nasz pierwszy pocałunek przez ostatni miesiąc. To, jak cię czułem. To
jak brzmiałaś. To jak na mnie
spojrzałaś, zanim moje usta spotkały twoje.
Przewraca się na mnie i przesuwa moje
ramiona nad moją głowę, ściskając je rękami. Kurczowo trzymam się każdego
słowa, które wypowiada, nie chcąc przegapić ani jednej sekundy tego, co teraz
robi. Wisi nade mną okrakiem, podtrzymując swoją wagę na kolanach. – Ale czego
nie mogę znieść, Sky? Co doprowadza mnie do szału i wywołuje, że chcę położyć
ręce i usta na każdym calu twojego ciała? To fakt, że właśnie powiedziałaś, że Szajbus jest twoim ulubionym filmem.
Teraz to? – Opuszcza usta na moje, aż
nasze wargi się dotykają. – To niesamowicie pieprzenie seksowne i jestem pewien,
że teraz musimy się całować.
Jego swawolność wywołuje we mnie
śmiech i szepczę uwodzicielsko w jego usta. – On nienawidzi tych puszek.
Jęczy i całuje mnie, po czym odsuwa
się. – Zrób to jeszcze raz. Proszę. Słyszenie jak mówisz cytatami filmowy jest o
wiele seksowniejsze niż całowanie cię.
Śmieję się, dając mu kolejny cytat. –
Trzymaj się z daleka od puszek!
Jęczy wesoło do mojego ucha. – Moja
dziewczynka. Jeszcze jeden.
- Tylko tego potrzebuję – mówię
kokietująco. – Popielniczkę, tę paletkę do gry, pilota, lampę… i to wszystko, czego potrzebuję. Nie
potrzebuję innej rzeczy, nawet jednej.
Teraz głośno się śmieje. Tyle razy
siedziałyśmy z Six do późna, oglądając ten film, że byłby zaskoczony.
- To wszystko, czego potrzebujesz? – żartuje Holder. – Jesteś tego
pewna, Sky? – Jego głos jest płynny i uwodzicielski, a gdybym teraz stała, to
moje majtki bez wątpienia byłyby na podłodze.
Kręcę głowa i znika mój uśmiech. –
Ciebie – szepczę. – Potrzebuję lampę, popielniczkę, paletkę do gry, pilota… i ciebie. To wszystko, czego potrzebuję.
Śmieje się, ale szybko milknie, jak
znowu wzrokiem odnajduje moje usta. Bacznie przypatruje im się, prawdopodobnie
planując, co zamierza z nimi robić przez następną godzinę. – Muszę teraz cię
pocałować. – Jego wargi zderzają się z moimi i w tej chwili on naprawdę jest wszystkim, czego potrzebuję.
Podpiera się na kolanach i rękach,
gorączkowo mnie całując, ale potrzebuję, żeby na mnie opadł. Moje dłonie wciąż
są unieruchomione nad głową, a usta są bezużyteczne na sformułowanie słów,
kiedy on je tak drażni. Mogę tylko podnieść stopę i odkopnąć spod niego jego
kolano, więc to właśnie robię.
W chwili kiedy jego ciało opada na
moje, wciągam powietrze. Głośno. Nie wzięłam pod uwagę tego, że gdy podniosę
nogę, to również uniosę do góry brzeg sukienki. Bardzo do góry. Podwoić to
twardym materiałem jego dżinsów i ma się połączenie warte sapnięcia.
- Cholera jasna, Sky – mówi między
zdyszanymi momentami pustoszenia moich ust. Już jest pozbawiony tchu, a nawet
nie całujemy się więcej niż minutę. – Boże, jesteś niesamowita. Dziękuję, że
masz tę sukienkę. – Całuje mnie, sporadycznie mrucząc do moich ust. – Naprawdę…
- Całuje moje usta, po czym przesuwa wargi na moją brodę i szyję. – Naprawdę mi
się podoba. Twoja sukienka. – Teraz oddycha tak ciężko, że ledwo co mogę
rozróżnić jego mamrotanie. Przesuwa się w dół, tak że jego usta całują teraz
podstawę mojego gardła. Odchylam głowę, żeby dać mu mnóstwo dostępu, ponieważ
jego wargi są bardziej niż mile widziane na każdej części mojego ciała. Rozluźnia
uchwyt na moich dłoniach, żeby mógł zniżyć usta na moją klatkę piersiową. Jedna
z jego rąk opiera się na moim udzie i powoli przesuwa się do góry, odsuwając to
co zostało z sukienki zakrywającej moje nogi. Gdy sięga góry uda, zatrzymuje
rękę i mocno ściska, jakby milcząco rozkazując palcom zaprzestania dalszej
wyprawy.
Przekręcam ciało pod nim, mając
nadzieję, że pojmie aluzję, że próbuję rozkazać jego ręce, żeby szła
gdziekolwiek chce. Nie chcę, żeby zastanawiał się dwa razy czy przez chwilę
myślał, że waham się iść dalej. Po prostu chcę, żeby zrobił cokolwiek chce,
ponieważ tego od niego potrzebuję. Potrzebuję, żeby podbił dzisiaj tyle
pierwszych razów ile może, bo nagle czuję się zachłannie i chcę żebyśmy
przeszli przez nie wszystkie.
Pojmuje moje cielesne wskazówki i
przesuwa rękę bliżej wnętrza mojego uda. Samo oczekiwanie na jego dotyk
wystarcza, żeby zacisnąć każdy mój mięsień od pasa w dół. Jego usta nareszcie
przeszły wzdłuż mojego gardła, docierając do wzrostu mojej piersi. Czuję, że
jego następnym krokiem jest całkowite usunięcie mojej sukienki, żeby mógł
dosięgnąć tego, co jest pod nią, ale to wymagałoby jego drugiej ręki, a mnie
naprawdę podoba się tam, gdzie ona jest. Chciałabym, żeby była parę centymetrów
dalej, ale absolutnie nie chcę, żeby się odsunęła.
Kładę ręce na jego twarzy i zmuszam
go, żeby pocałował mnie mocniej, potem opuszczam dłonie na jego plecy.
On nadal ma na sobie bluzkę.
Niedobrze.
Sięgam do jego brzucha i przeciągam
koszulkę przez jego głowę, ale nie zdaję sobie sprawę, że kiedy to robię, to
również sprawia, że zdejmuje rękę z mojego uda. Mogłam cicho zajęczeć, ponieważ
uśmiecha się szeroko i całuje kącik moich ust.
Przytrzymujemy swoje spojrzenia, a on
delikatnie głaska moją twarz koniuszkami palców, przesuwając nimi po każdym
kształcie. Nie odwraca wzroku, nawet kiedy pochyla głowę, żeby umieścić
pocałunki naokoło moich warg. Sposób, w jakim na mnie patrzy sprawia, że czuję
się… próbuję wyszukać przymiotnika podążającego za tą myślą, ale nie mogę
znaleźć żadnego. On po prostu sprawia, że czuję.
Jest jedynym chłopakiem, który troszczył się o to czy w ogóle coś czuję i za
sam ten fakt pozwalam mu skraść kolejny mały kawałek mojego serca. Ale to nie
wystarcza, ponieważ niespodziewanie chcę mu oddać całe.
- Holder – dyszę. Przesuwa dłonie na
moją talię i zbliża się do mnie.
- Sky – odpowiada, naśladując mój
ton. Jego usta sięgają do moich warg i wsuwa do środka język. Jest słodki oraz
ciepły i wiem, że nie minęło dużo czasu odkąd go smakowałam, ale brakowało mi
go. Jego dłonie są po obu stronach mojej głowy i uważa teraz, żeby nie dotknąć
mnie teraz żadną częścią rąk czy ciała.
- Holder – mamrocze, odrywając się.
Kładę rękę na jego policzku. – Chcę tego. Dzisiaj. W tej chwili. – Wyraz jego
twarzy nie zmienia się. Patrzy na mnie, jakby mnie nie usłyszał. Może nie usłyszał mnie, bo z pewnością nie
przyjmuje mojej oferty.
- Sky… - Jego głos pełen jest
wahania. – Nie musimy. Chcę, żebyś była całkowicie pewna, że tego chcesz.
Dobrze? – Teraz głaska mój policzek. – Nie chcę do niczego cię przynaglać.
- Wiem o tym. Ale mówię ci, że tego
chcę. Nigdy wcześniej z nikim tego nie chciałam, ale chcę tego z tobą.
Jego spojrzenie skupione jest na moim
i pochłania każde słowo, które wypowiedziałam. Albo jest w zaprzeczeniu, albo
szoku, nic z tego nie pomaga mojej sprawie. Kładę obie dłonie na jego
policzkach, po czym przyciągam jego usta do moich. – To nie jest moje mówienie tak, Holder. To jest moje mówienie proszę. – Po tym jego usta zderzają się
z moimi i jęczy. Słyszenie tego dźwięku wychodzącego z głębi jego klatki
piersiowej umacnia moją decyzję. Potrzebuję go i potrzebuję go teraz.
- Naprawdę to robimy? – mówi w moje
usta, wciąż całując mnie jak oszalały.
- Tak. Naprawdę to robimy. Nigdy nie
byłam niczego bardziej pewna w swoim życiu. – Jego ręka przesuwa się do mojego
uda i wsuwa ją pomiędzy moje udo i majtki, powoli je zsuwając.
- Tylko chcę, żebyś najpierw coś mi
obiecał – mówię.
Całuje mnie łagodnie, potem wyciąga
rękę z mojej bielizny (niech to szlag) i potakuje. – Cokolwiek, kochanie.
Chwytam jego dłoń i kładę ją tam,
gdzie była na moim biodrze. – Chcę to zrobić, ale tylko jeśli obiecasz, że
złamiemy rekord najlepszych pierwszych razów w historii pierwszych razów. –
Uśmiecha się do mnie. – Kiedy jesteś ty i ja, Sky… nigdy nie będzie nic gorszego.
– Wsuwa ramię pod moje plecy i podnosi mnie ze sobą. Kładzie ręce na moich
ramionach i zahacza palce o cienkie ramiączka sukienki, zsuwając je z moich
barków. Zamykam oczy i przyciskam policzek do jego, zaciskając ręce w jego
włosach. Czuję jego oddech na moim barku, zanim dotykają go usta. Zaledwie go
całuje, ale jest tak, jakby dotykał i zapalał z wewnątrz każdą partię mojego
ciała tylko jednym pocałunkiem.
- Ściągam ją. – Wciąż mam zamknięte
oczy i nie jestem pewna czy mówi mi czy prosi o moją zgodę na ściągnięcie
sukienki, ale i tak kiwam głową. Podnosi sukienkę przez moją głowę – moja naga
skóra mrowi pod jego dotknięciem. Delikatnie kładzie mnie na poduszce i
otwieram oczy, podnosząc na niego wzrok, podziwiając jak niesamowicie jest
piękny. Po intensywnym przyglądaniu mi się przez kilka sekund, opuszcza
spojrzenie na jego rękę, która zaciska się na moim pasie.
Powoli przesuwa oczami wzdłuż mojego
ciała. – Cholera jasna, Sky. – Przeciąga dłonią po moim brzuchu, po czym
pochyla się i lekko go całuje. – Jesteś niesamowita. – Nigdy wcześniej nie
byłam tak przed kimś odsłonięta, ale to jak mnie podziwia sprawia tylko, że chcę być odsłonięta. Przesuwa rękę do
mojego biustonosza i muska kciukiem miejsce pod nim, powodując rozchylenie
moich ust i ponowne zamknięcie oczu.
O mój Boże, pragnę go. Bardzo, naprawdę bardzo.
Łapię jego twarz i przyciągam do
mojej, zaciskając nogi wokół jego bioder. Jęczy i odsuwa rękę od biustonosza,
znowu na talię. Zsuwa moje majtki po udach, zmuszając mnie do ściągnięcia nóg i
pozwalam mu całkowicie je zdjąć. Mój stanik szybko podąża za nimi i kiedy
ściągnięte są wszystkie moje ubrania, on zsuwa nogi z łóżka i w połowie wstaje,
pochylając się nade mną. Wciąż trzymam jego twarz i nadal gorączkowo się
całujemy, kiedy ściąga swoje spodnie, po czym wraca na łóżko, kładąc się na
mnie. Teraz po raz pierwszy jesteśmy skóra przy skórze, tak blisko, że nawet
powietrze nie może między nami przejść, jednak nadal wydaje się, że nie
jesteśmy wystarczająco blisko. Sięga przez materac i ręką szuka czegoś na
szafce nocnej. Wyciąga prezerwatywę z szuflady i kładzie ją na łóżku, znowu
obniżając się na mnie. Jego twardość i ciężar zmusza moje nogi do rozsunięcia
się. Krzywię się, kiedy orientuję się, że oczekiwanie w moim brzuchu nagle
zmienia się w lęk.
I mdłości.
I strach.
Moje serce szybko bije, a oddechy
zaczynają wychodzić w krótkich sapnięciach. Łzy szczypią moje oczy, jak jego
ręka przesuwa się za nas, szukając prezerwatywy. Znajduje ją i słyszę, jak ją
otwiera, ale zaciskam mocno powieki. Czuję jak odsuwa się i podnosi na
kolanach. Wiem, że ją zakłada i wiem, co będzie następne. Wiem, jakie to
uczucie, wiem jak bardzo to boli i wiem jak bardzo będę płakać, kiedy to się
skończy.
Ale skąd wiem? Skąd wiem, skoro nigdy wcześniej tego nie robiłam?
Usta zaczynają mi drżeć, kiedy on
miejscowi się znowu pomiędzy moimi nogami. Staram się pomyśleć o czymś, co
odepchnie strach, więc wyobrażam sobie niebo oraz gwiazdy i jakie to wszystko
jest piękne, próbując złagodzić panikę. Jeśli przypomnę sobie, że bez względu
na wszystko niebo jest piękne, mogę o tym myśleć i zapomnieć jak obrzydliwe to jest. Nie chcę otworzyć oczu, więc
cicho liczę w głowie. Wyobrażam sobie gwiazdy nad moim łóżkiem i zaczynam od
spodu gromady, idąc w górę.
Jeden, dwa, trzy…
Liczę, liczę i liczę.
Dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery…
Wstrzymuję oddech i skupiam się,
skupiam, skupiam na gwiazdach.
Pięćdziesiąt siedem, pięćdziesiąt osiem, pięćdziesiąt dziewięć…
Chcę, żeby już skończył. Po prostu
chcę, żeby ze mnie zszedł.
Siedemdziesiąt jeden, siedemdziesiąt dwa, siedemdziesiąt…
- Cholera, Sky! – krzyczy Holder.
Odciąga moje ramię od oczu. Nie chcę, żeby kazał mi patrzeć, więc przyciskam
mocniej ramię do twarzy, żeby wszystko pozostało ciemne i żebym mogła dalej
cicho liczyć.
Nagle moje plecy zostają uniesione w
powietrze i już nie leżę na poduszce. Moje ramiona są bezwładne, a jego ciasno
mnie obejmują, ale nie mogę się poruszyć. Mam zbyt słabe ramiona i zbyt mocno
szlocham. Płaczę tak mocno i on się rusza, a ja nie wiem dlaczego, więc
otwieram oczy. Chwieję się w przód i w tył, w przód i w tył, i przez chwilę
panikuję i znowu zaciskam powieki, myśląc, że nie skończył. Ale czuję na sobie
kołdrę, a on ściska moje plecy i głaska mnie po włosach, szepcząc mi do ucha.
- Kochanie, wszystko jest dobrze. –
Przyciska usta do moich włosów, kołysząc mnie razem z nim. Raz jeszcze otwieram
oczy, a przez słabo widzę. – Przepraszam, Sky. Tak bardzo przepraszam. – Cały
czas całuje mnie w bok głowy, kołysząc mnie i mówiąc, że przeprasza. Za coś
przeprasza. Tym razem chce, żebym mu coś wybaczyła.
Odsuwa się i widzi, że mam otwarte
oczy. Jego oczy są zaczerwienione, ale nie widzę żadnych łez. Jednak trzęsie
się. Albo może to ja się trzęsę. Myślę, że obydwoje się trzęsiemy.
- Co się stało? – pytam go. Nie
rozumiem co się dzieje.
Kręci głową, jego oczy pełne są
smutku, strachu i żalu. – Nie wiem. Po prostu zaczęłaś liczyć, płakać i drżeć,
a ja próbowałem cię powstrzymać, Sky. Nie chciałaś przestać. Byłaś przerażona.
Co zrobiłem? Powiedz mi, kochanie, bo bardzo przepraszam. Naprawdę, bardzo
przepraszam. Co, do cholery, zrobiłem? – Jedynie potrząsam głową, bo nie mam
odpowiedzi.
Krzywi się i kładzie czoło na moim. –
Bardzo przepraszam. Nigdy nie powinienem był pozwolić temu zajść tak daleko.
Nie wiem, co do diabła właśnie się stało, ale jeszcze nie jesteś gotowa, okej?
– Jeszcze nie jestem gotowa?
- Więc my nie… my nie uprawialiśmy
seksu?
Jego dłonie rozluźniają się wokół
mnie i czuję jego zmianę zachowania. Spojrzenie w jego oczach jest tylko zagubione
i pokonane. Marszczy brwi, obejmując moje policzki. – Gdzie poszłaś, Sky? –
Kręcę głową, zdezorientowana. – Jestem tutaj. Słucham.
- Nie, chodzi mi o wcześniej. Gdzie
poszłaś? Nie byłaś tutaj ze mną, bo nie, nic się nie wydarzyło. Widziałem w
twojej twarzy, że coś jest nie tak, więc tego nie zrobiłem. Ale teraz musisz
pomyśleć długo i mocno gdzie byłaś w tej swojej głowie, ponieważ byłaś
spanikowana. Dostałaś histerii, a ja muszę wiedzieć co cię tam zabrało, żeby
upewnić się, że nigdy tam nie wrócisz. – Całuje mnie w czoło i rozluźnia uchwyt
na moich plecach. Wstaje i zakłada dżinsy, potem podnosi moją sukienkę.
Potrząsa nią, potem przewraca na drugą stronę, podchodzi do mnie i zakłada ją
przez moją głowę. Podnosi moje ramiona i pomaga mi wsunąć je w sukienkę i
przeciąga ją do mojej talii, zakrywając mnie. – Pójdę przynieść ci trochę wody.
Zaraz wrócę. – Całuje mnie niepewnie w usta, niemal tak jakby bał się znowu
mnie dotknąć. Po tym jak wychodzi z pokoju, opieram głowę o ścianę i zamykam
oczy.
Nie mam pojęcia co się stało, ale
strach przed straceniem go przez to jest wielki. Właśnie zmieniłam jedną z
najbardziej niewyobrażalnie intymnych rzeczy w katastrofę. Sprawiłam, że poczuł
się bezwartościowy, jakby zrobił coś złego, a teraz przez to czuje się źle.
Prawdopodobnie chce, żebym sobie poszła, a ja go nie winię. Ani trochę. Też
chcę od siebie uciec.
Odrzucam kołdrę i wstaję, po czym
poprawiam sukienkę. Nawet nie przejmuję się szukaniem mojej bielizny. Muszę
znaleźć łazienkę i ogarnąć się, żeby mógł odwieźć mnie do domu. Już drugi raz w
ten weekend zostałam doprowadzona do łez i nawet nie wiem dlaczego – i drugi
raz musiał mnie uratować.
Już więcej mu tego nie zrobię.
Gdy mijam schody, szukając łazienki,
zerkam przez balustradę do kuchni. Opiera się na łokciach o kontuar, a twarz
chowa w dłoniach. Po prostu tam stoi, wyglądając na nieszczęśliwego i
zdenerwowanego. Już nie potrafię na niego patrzeć, więc otwieram pierwsze drzwi
po prawej, przypuszczając że to łazienka.
Nie jest.
To sypialnia Lesslie. Zaczynam
zamykać drzwi, ale tego nie robię. Zamiast tego otwieram je szerzej i wchodzę
do środka, po czym zamykam je za sobą. Nie obchodzi mnie czy jestem w łazience,
sypialni czy szafie… po prostu potrzebuję ciszy i spokoju. Czasu na
przegrupowanie czegokolwiek, co do diabła dzieje się ze mną. Zaczynam myśleć,
że może jestem szalona. Nigdy
wcześniej tak dużo razy nie odpłynęłam i to mnie przeraża. Moje ręce nadal się
trzęsą, więc zaciskam je przed sobą i staram się skupić na czymś innym, żeby
się uspokoić.
Rozglądam się po moim otoczeniu i
stwierdzam, że sypialnia jest nieco niepokojąca. Łóżko nie jest pościelone, co
wydaje mi się dziwne. Cały dom Holdera jest nieskazitelnie czysty, ale łóżko
Lesslie nie jest pościelone. Pośrodku podłogi jest para dżinsów i wyglądają,
jakby dopiero co je ściągnęła. Przyglądam się pokojowi i wygląda na typową
sypialnię nastoletniej dziewczyny. Przybory do makijażu na komodzie, iPod na
szafce nocnej. Wygląda tak, jakby nadal tutaj mieszkała. Z wyglądu jej pokoju w
ogóle nie wygląda na to, żeby odeszła. Najwyraźniej nikt nie ruszył tego
pokoju, odkąd umarła. Jej zdjęcia wciąż wiszą na ścianach i tkwią w lustrze jej
toaletki. Wszystkie jej ubrania nadal są w szafie. Minął ponad rok odkąd mówił,
że umarła, a ja mogę się założyć, że jeszcze nikt w jego rodzinie tego nie
zaakceptował.
Wydaje mi się upiorne przebywanie
tutaj, ale to odsuwa mój umysł od tego, co teraz się dzieje. Podchodzę do łóżka
i patrzę na zdjęcia wiszące na ścianie. Większość z nich jest z Lesslie i jej
przyjaciółmi, tylko kilka jej z Holderem. Wygląda bardzo jak Holder z jego
intensywnymi, krystalicznie niebieskimi oczami i ciemnobrązowymi włosami. Co
najbardziej mnie zaskakuje to to na jak szczęśliwą wygląda. Wygląda na tak
zadowoloną i pełną życia w każdym zdjęciu, że trudno jest wyobrazić sobie, co
naprawdę działo się w jej głowie. Nic dziwnego, że Holder nie miał pojęcia o
tym, jak czuła się pusta. Prawdopodobnie nigdy nie dała o tym nikomu znać.
Podnoszę zdjęcie z jej szafki nocnej,
które jest odwrócone do góry nogami. Kiedy je obracam i na nie patrzę, wciągam
gwałtownie powietrze. To zdjęcie jej całującej w policzek Graysona i obejmują
się ramionami. Zdjęcie mnie oszałamia i muszę usiąść na łóżku, żeby się
pozbierać. To dlatego Holder tak bardzo go nienawidzi? To dlatego nie chciał,
żeby mnie dotykał? Zastanawiam się czy wini Graysona za to, co zrobiła.
Trzymam zdjęcie, nadal siedząc na
łóżku, kiedy otwierają się drzwi sypialni. Holder zerka zza drzwi. – Co ty
robisz? – Nie wydaje się zły, że tutaj jestem. Jednak wygląda na zmieszanego,
co prawdopodobnie jest reakcją z tego, jak wcześniej sprawiłam, że się czuł.
- Szukałam łazienki – mówię cicho. –
Przepraszam. Potrzebowałam chwili. – Opiera się o framugę i zakłada ramiona na
klatce piersiowej, spojrzeniem omiatając pokój. Rozgląda się, tak jak ja. Jakby
to wszystko było dla niego nowe.
- Nikt tutaj nie był? Odkąd ona…
- Nie – mówi szybko. – Jaki byłby w
tym sens? Odeszła. – Kiwam głową, po czym odkładam zdjęcie Lesslie i Graysona
na szafkę nocną, do góry nogami, tak jak je pozostawiła. – Umawiała się z nim?
Robi pełen wahania krok do sypialni,
potem podchodzi do łóżka. Siada obok mnie i opiera łokcie na kolanach,
zaciskając przed sobą ręce. Powoli rozgląda się po pokoju, nie od razu
odpowiadając na moje pytanie. Spogląda na mnie, potem obejmuje mnie ramieniem,
przyciągając do siebie. Fakt, że siedzi teraz tutaj ze mną, wciąż chce mnie
trzymać sprawia, że chcę wybuchnąć płaczem.
- Zerwał z nią w wieczór zanim to
zrobiła – mówi cicho.
Staram się nie sapnąć, ale jego słowa
mnie zaskakują. – Myślisz, że to przez niego to zrobiła? Dlatego tak bardzo go
nienawidzisz?
Potrząsa głową. – Nienawidziłem go
zanim z nią zerwał. Przeprowadził ją przez wiele gówna, Sky. I nie, nie myślę,
że to przez niego to zrobiła. Myślę, że może to był czynnik decydujący w
decyzji, którą chciała podjąć od dłuższego czasu. Miała problemu długo przed
tym jak Grayson wszedł do obrazka. Więc nie, nie winię go. Nigdy nie winiłem. –
Podnosi się, biorąc mnie za rękę. – Chodź. Już nie chcę tutaj być.
Ostatni raz rozglądam się po pokoju i
wstaję, żeby za nim iść. Jednak zatrzymuję się, zanim dochodzimy do drzwi.
Odwraca się i obserwuje, jak przyglądam się zdjęciom na jej komodzie. Jest
oprawione zdjęcie Holdera i Lesslie kiedy byli dziećmi. Podnoszę je i przysuwam
bliżej, żeby się przyjrzeć. Coś w widzeniu go takim młodym wywołuje we mnie
uśmiech. Widzenie ich oboje w takim młodym wieku… jest odświeżające. Jest w
nich niewinność zanim uderzają brzydkie realia życia. Stoją przed białym domem,
a Holder obejmuje jej szyję ramieniem i ją ściska. Ona obejmuje go ramionami w
pasie i uśmiechają się do aparatu.
Przesuwam spojrzenie z ich twarzy na
dom za nimi na zdjęciu. To biały dom z żółtym ozdobieniem, a gdyby można było
zobaczyć wnętrze domu, salon jest pomalowany na dwa różne odcienie zieleni.
Natychmiast zamykam oczy. Skąd to wiem? Skąd wiem, w jakim kolorze
jest salon?
Moje ręce zaczynają drżeć i staram
się nabrać powietrza, ale nie potrafię. Skąd znam ten dom? Znam ten dom, tak
jak nagle, jakoś znam te dzieci na zdjęciu. Skąd wiem, że za tym domem jest
zielono-biała huśtawka? A dziesięć stóp od huśtawki wysuszona studnia, która
musi być zakryta, ponieważ raz wpadł tam kot Lesslie.
- Nic ci nie jest? – pyta Holder.
Próbuje wyjąć z moich rąk zdjęcie, ale odsuwam je od niego i podnoszę na niego
wzrok. Jego spojrzenie jest zaniepokojone i podchodzi do mnie o krok. Ja cofam
się o krok.
Skąd go znam?
Skąd znam Lesslie?
Czemu czuję się, jakbym za nimi tęskniła? Potrząsam głową, patrząc na
zdjęcie i na Holdera, potem z powrotem na zdjęcie. Tym razem moją uwagę
przyciąga nadgarstek Lesslie. Nosi bransoletkę. Bransoletkę identyczną do
mojej.
Chcę go o to zapytać, ale nie
potrafię. Próbuję, ale nic nie wychodzi, więc zamiast tego trzymam tylko
zdjęcie.
On kręci głową, a wyraz jego twarzy
się zmienia, jakby łamało się jego serce. – Sky, nie – mówi błagalnie.
- Jak? – Mój głos się łamie i jest
ledwo słyszalny. Wracam spojrzeniem do zdjęcia w moich rękach.
- Tam jest huśtawka. I studnia. I…
wasz kot. Utknął w studni. – Patrzę na niego, a myśli wciąż się wylewają. –
Holder, znam ten salon. Salon jest zielony, a kuchnia miała blat kuchenny,
który był dla nas zbyt wysoki i… twoja matka. Twoja matka nazywa się Beth. –
Zatrzymuję się i próbuję nabrać powietrza, ponieważ wspomnienia nie chcą się
zatrzymać. Nie chcą przestać nadchodzić, a ja nie mogę oddychać.
- Holder… czy Beth to imię twojej
matki?
Holder krzywi się i przesuwa ręką
przez włosy. – Sky… - mówi. Nawet nie może na mnie spojrzeć. Wyraz jego twarzy
jest rozdarty oraz skonsternowany i on… on mi kłamał. Coś ukrywa i boi się mi powiedzieć.
On mnie zna. Skąd, do diabła, on mnie zna i czemu mi o tym nie powiedział?
Nagle jest mi niedobrze. Przebiegam
obok niego i otwieram drzwi po drugiej stronie korytarza, które okazują się być
łazienką, dzięki Bogu. Zamykam za sobą drzwi i rzucam oprawione zdjęcie na
blat, potem padam na podłogę.
Obrazy i wspomnienia zaczynają
zalewać mój umysł, jakby zostały podniesione śluzy.
Wspomnienia jego, jej, naszej trójki
razem. Wspomnienia nas bawiących się, mnie jedzącej obiad w ich domu, mnie i
Les będących nierozłącznymi. Kochałam ją. Byłam taka młoda i taka mała, i nawet
nie wiem jak ich znałam, ale kochałam ich. Oboje. Wspomnienie jest połączone z
żalem teraźniejszej wiedzy, że Lesslie, którą znałam i kochałam jako mała
dziewczynka, nie żyje. Nagle czuję smutek i rozpacz, że jej nie ma, ale nie dla
mnie. Nie dla Sky. Czuję smutek dla tej dziewczynki, którą byłam i jakoś jej
żal nad startą Lesslie pojawia się we mnie.
Jak mogłam tego nie wiedzieć? Jak
mogłam go sobie nie przypomnieć za pierwszym razem, gdy go zobaczyłam?
- Sky, otwórz drzwi. Proszę.
Opadam na ścianę. To zbyt wiele.
Wspomnienia, emocje, żal… to zbyt wiele do wchłonięcia.
- Kochanie, proszę. Musimy
porozmawiać, a nie mogę robić tego stąd. Proszę, otwórz drzwi. – On wiedział. Za pierwszym razem, kiedy
zobaczył mnie w sklepie, wiedział. A kiedy zobaczył moją bransoletkę… wiedział,
że miałam ją od Lesslie. Zobaczył, że ją noszę i wiedział.
Mój żal oraz zdezorientowanie szybko
zmieniają się w gniew, podnoszę się z podłogi i szybko podchodzę do drzwi
łazienki. Odblokowuję je i otwieram na oścież. Jego ręce są po obu stronach
framugi i patrzy prosto na mnie, ale czuję się, jakbym już nie wiedziała kim on
jest. Nie wiem już, co jest między nami prawdziwe, a co sztuczne. Nie wiem,
jakie są jego uczucia z jego życia ze mną czy życia z dziewczynką, którą kiedyś
byłam.
Muszę wiedzieć. Muszę wiedzieć, kim
ona była. Kim ja byłam. Przełykam mój
strach i uwalniam pytanie, na które obawiam się, że znam już odpowiedź. – Kim
jest Hope? – Jego twarda mina nie zmienia się, więc pytam raz jeszcze, ale tym
razem głośniej.
- Kim, do diabła, jest Hope?
Nie odrywa ode mnie wzroku, a ręce
trzyma mocno na framudze, ale nie może mi odpowiedzieć. Z jakiegoś powodu nie
chce, żebym wiedziała. Nie chce, żebym pamiętała, kim byłam. Biorę głęboki
wdech i próbuję odepchnąć łzy. Zbyt bardzo boję się to wypowiedzieć, ponieważ
nie chcę znać odpowiedzi.
- Czy to ja? – pytam drżącym i pełnym
niepokoju głosem. – Holder… czy ja jestem Hope? – Wypuszcza szybki oddech w tym
samym czasie, kiedy patrzy w sufit, tak jakby walczył z płaczem. Zamyka oczy i
opiera czoło o ramię, po czym nabiera długiego, głębokiego wdechu i patrzy na
mnie. – Tak.
Powietrze wokół mnie staje się gęste.
Zbyt gęste, żeby nim oddychać. Stoję nieruchomo, bezpośrednio przed nim,
niezdolna się poruszyć. Wszystko cichnie poza tym co jest wewnątrz mojej głowy.
Jest tam tyle myśli, pytań i wspomnień i to wszystko próbuje przejąć nade mną
kontrolę i nie wiem czy potrzebuję płakać, krzyczeć, spać czy uciekać.
Potrzebuję wyjść na zewnątrz. Wydaje
mi się, że Holder, łazienka i cały cholerny dom otaczają mnie i muszę wyjść na
zewnątrz, żebym miała miejsce na wyrzucenie wszystkiego z głowy. Po prostu
chcę, żeby to wszystko wyszło.
Przepycham się obok niego, a on
próbuje złapać mnie za ramię, ale wyrywam się z jego chwytu.
- Sky, poczekaj – krzyczy za mną.
Biegnę, dopóki nie docieram do schodów i schodzę po nich najszybciej jak
potrafię, biorąc dwa na raz. Słyszę, że za mną idzie, więc przyśpieszam i moja
stopa ląduje dalej niż zamierzałam. Tracę chwyt na balustradzie i upadam do
przodu, lądując na podłodze u podnóża schodów.
- Sky! – krzyczy. Staram się wstać,
ale zanim mam w ogóle na to szansę, on już jest na kolanach, obejmując mnie
ramionami. Odpycham go, chcąc, żeby mnie puścił, abym mogła wyjść na zewnątrz.
On ani drgnie.
- Na zewnątrz – mówi słabo i bez
tchu. – Muszę wyjść na zewnątrz. Proszę, Holder. – Czuję, że walczy ze sobą,
nie chce mnie wypuścić. Niechętnie odsuwa mnie od swojego torsu i patrzy na
mnie, przeszukując moje oczy. – Nie uciekaj, Sky. Wyjdź na zewnątrz, ale
proszę, nie odchodź. Musimy porozmawiać.
Potakuję, a on mnie wypuszcza i
pomaga wstać. Kiedy wychodzę przez drzwi wejściowe na trawnik, złączam dłonie
za głową i wciągam wielkie, zimne wdechy powietrza. Odchylam głowę i patrzę w
gwiazdy, chcąc bardziej niż kiedykolwiek być tam na górze, a nie tu na dole.
Nie chcę, żeby przychodziły wspomnienia, ponieważ z każdym dezorientującym
wspomnieniem przychodzi jeszcze bardziej dezorientujące pytanie. Nie rozumiem
skąd go znam. Nie rozumiem dlaczego trzymał to przede mną w tajemnicy. Nie
rozumiem jak moje imię mogło być Hope, kiedy pamiętam zawsze bycie nazywaną
Sky. Nie rozumiem dlaczego Karen powiedziała mi, że moje narodzinowe imię to
Sky, skoro tak nie jest. Wszystko, co myślałam, że rozumiem po tych wszystkich
latach pruje się, ukazując rzeczy, o których nie chcę wiedzieć. Kłamie mi się i
jestem przerażona wiedzą tego, co wszyscy próbują przede mną ukryć.
Stoję na zewnątrz przez czas który
wydaje się wiecznością, starając się samej to uporządkować, kiedy nie mam
pojęcia co w ogóle próbuję uporządkować. Muszę porozmawiać z Holderem i muszę
wiedzieć to, co on wie, ale jestem zraniona. Nie chcę stawić mu czoła, wiedząc,
że cały czas ukrywał tę tajemnicę. Sprawia to, że wszystko, co myślałam, że
pomiędzy nami się dzieje jest niczym jak fasadą.
Jestem emocjonalnie wyczerpana i
dosięgłam limitu wszystkich rewelacji jak na jedną noc. Po prostu chcę wrócić
do domu i położyć się do łóżka. Muszę to przespać zanim wejdziemy w fakt tego,
dlaczego nie powiedział mi, że znał mnie jako dziecko. Nie rozumiem dlaczego to
było coś, co sądził, że powinien przede mną ukrywać.
Odwracam się i wracam do domu. On
stoi w progu, obserwując mnie. Odsuwa się, żebym mogła wejść z powrotem do
środku i idę prosto do kuchni, i otwieram lodówkę. Wyciągam butelkę wody,
otwieram ją i wypijam kilka łyków. Moje usta są suche i nigdy nie dostałam
wody, którą miał mi przynieść wcześniej.
Odkładam butelkę na kontuar i patrzę
na niego. – Zabierz mnie do domu. – Nie sprzeciwia się. Obraca się i zabiera
kluczyki ze stolika, potem pokazuje mi, żebym za nim poszła. Zostawiam wodę na
kontuarze i cicho podążam za nim samochodu. Kiedy wsiadam do środka, wycofuje z
podjazdu i wjeżdża na drogę bez słowa.
Mijamy mój zakręt i jest wyraźne, że
nie ma żadnych intencji zabrać mnie do domu. Spoglądam na niego, a jego wzrok
jest mocno skupiony na drodze przed nim. – Zabierz mnie do domu – mówię znowu.
Patrzy na mnie ze zdeterminowaną
miną. – Musimy porozmawiać, Sky. Masz pytania, wiem, że masz.
Mam. Mam milion pytań, które muszę
zadać, ale miałam nadzieję, że da mi to przespać, żebym mogła je uporządkować i
spróbować samej odpowiedzieć na jak najwięcej. Ale najwyraźniej nie obchodzi go
co wolę. Niechętnie odpinam pas i obracam się na siedzeniu, opierając plecy o
drzwi, żeby na niego patrzeć. Jeżeli nie chce dać mi czasu, żeby pozwolić temu
wsiąknąć, po prostu wyłożę na nim wszystkie pytania na raz. Ale zrobię to
szybko, bo chcę, żeby odwiózł mnie do domu.
- Dobra – mówię uparcie. – Miejmy to
z głowy. Czemu kłamałeś mi przez dwa miesiące? Czemu moja bransoletka tak
bardzo cię wkurzyła, że nie potrafiłeś ze mną porozmawiać przez kilka tygodni?
Albo czemu nie powiedziałeś, kim naprawdę myślałeś, że byłam w dniu, kiedy poznaliśmy
się w sklepie? Bo wiedziałeś, Holder. Wiedziałeś kim byłam i z jakiegoś powodu
myślałeś, że będzie zabawnie mnie zwodzić, aż sama wszystko rozgryzę. Czy ty w
ogóle mnie lubisz? Czy ta gra, w
którą grałeś była warta zranienia mnie bardziej niż kiedykolwiek byłam zraniona
w życiu? Bo to się właśnie stało – mówię, wściekła do punktu, że się trzęsę.
W końcu ulegam łzom, bo to jeszcze
jedna rzecz, która próbuje się wydostać i jestem zmęczona walczeniem z nimi.
Ścieram je z policzków tyłem dłoni i zniżam głos. – Zraniłeś mnie, Holder.
Bardzo. Obiecałeś, że zawsze będziesz ze mną tylko szczery. – Już nie podnoszę
głosu. W rzeczywistości mówię tak cicho, że nawet nie jestem pewna, czy mnie
słyszy. Wciąż patrzy na drogę, jak dupek, którym jest. Zaciskam powieki i
zakładam ramiona na piersiach, opadając z powrotem na siedzenie. Wyglądam przez
okno i przeklinam karmę. Przeklinam karmę za wprowadzenie tego beznadziejnego
chłopaka do mojego życia, tylko po to, żeby mógł je zrujnować.
Kiedy kontynuuje jazdę bez odpowiedzi
na żadne słowo, które wypowiedziałam, nie mogę zrobić nic prócz wydania
cichego, żałosnego śmiechu. – Naprawdę jesteś beznadziejny – mruczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz