9.3.14

47

Poniedziałek, 29 październik, 2012
17:29
Przechodzimy przez drzwi pokoju hotelowego jak para zombie. Nie pamiętam nawet drogi z auta do hotelu. Kiedy Holder dochodzi do łóżka, siada na nim i ściąga buty. Ja zrobiłam tylko parę kroków, zatrzymałam się przy progu. Trzymam ręce po bokach i mam przechyloną głowę. Patrzę na okno po drugiej stronie pokoju. Zasłony są rozsunięte, pokazując tylko ciemny widok ceglanego budynku znajdującego się kilka metrów od hotelu. Tylko solidna ceglana ściana bez widocznych okien czy drzwi.
Tylko cegła.
Wyglądanie przez okno na ceglaną ścianę jest tak jak patrzenie na moje własne życie. Staram się patrzeć w przyszłość, ale nie widzę nic poza tą chwilą. Nie mam pojęcia, co się stanie, z kim będę mieszkała, co stanie się z Karen, jeżeli zgłoszę, co się wydarzyło. Nie mogę ryzykować nawet przypuszczeń. Pomiędzy tą chwilą a następną jest tylko solidna ściana, bez chociażby tropu w postaci malunku w spray’u na niej.
Przez ostatnie siedemnaście lat moje życie było tylko ceglaną ścianą oddzielającą pierwszych parę lat od reszty. Solidny blok oddzielający moje życie, jako Sky od życia, jako Hope. Słyszałam o ludziach blokujących traumatyczne wspomnienia, ale zawsze myślałam, że być może był to bardziej wybór. Ja dosłownie przez ostatnie trzynaście lat nie miałam zielonego pojęcia, kim byłam kiedyś. Wiem, że miałam zaledwie pięć lat, kiedy zabrano mnie z tego życia, ale przypuszczałam, że miałabym nawet wtedy kilka wspomnień. Wydaje mi się, że w chwili, kiedy wyjechałam z Karen, w jakiś sposób podjęłam świadomą decyzję w tak młodym wieku, żeby nigdy nie przywoływać tych wspomnień. Gdy Karen zaczęła opowiadać mi historyjki o mojej „adopcji”, mojemu umysłowi musiało być łatwiej pojąć niewinne kłamstwa niż pamiętać brzydką prawdę.
Wiem, że wtedy nie potrafiłam wyjaśnić, co robił mi ojciec, bo nie miałam pewności. Wiedziałam tylko, że nie cierpiałam tego. Kiedy nie jest się pewnym, czego nienawidzisz albo dlaczego w ogóle tego nienawidzisz, trudno jest trzymać się szczegółów… trzymasz się jedynie uczuć. Wiem, że tak naprawdę nigdy nie byłam tak ciekawa, żeby odkopywać informacje o mojej przeszłości. Tak naprawdę nigdy nie byłam tak ciekawa, żeby dowiedzieć się, kim był mój ojciec albo dlaczego „oddał mnie do adopcji”. Teraz wiem, że to dlatego, iż gdzieś w mojej głowie nadal żywiłam nienawiść i strach do tego mężczyzny, zatem łatwiej było wznieść ceglaną ścianę i nigdy się nie oglądać.
Nadal żywię do niego nienawiść i strach, a nawet już nie może mnie dotknąć. Nadal go nienawidzę i wciąż straszliwie się go boję, jednak nadal jestem zdruzgotana, że nie żyje. Nienawidzę go za wpojenie okropnych rzeczy do mojej pamięci i sprawienie, że w jakiś sposób rozpaczam za nim po środku wszystkich okropności. Nie chcę rozpaczać po jego stracie. Chcę cieszyć się z niej, ale po prostu nie mam tego w sobie.
Moja kurtka zostaje ściągnięta. Odwracam wzrok od ceglanej ściany szydzącej ze mnie spoza okna i odwracam głowę, widząc, że Holder stoi za mną. Kładzie moją kurtkę na krześle, po czym ściąga moją bluzkę obryzganą krwią. Pochłania mnie surowy smutek, zdając sobie sprawę, że jestem genetycznie połączona z martwą krwią pokrywającą moje ciuchy i twarz. Holder staje przede mną, sięga do guzika moich spodni i go odpina.
On jest tylko w bokserkach. Nie zauważyłam, żeby zdejmował swoje ubrania. Podnoszę spojrzenie na jego twarz i dostrzegam, że ma plamki krwi na prawym policzku, na tym, które było wystawione na tchórzostwo mojego ojca. Jego oczy są ciężkie, skupiają się na moich spodniach, kiedy zsuwa je z moich nóg.
- Musisz z nich wyjść, kochanie – mówi cicho, docierając do moich stóp. Chwytam się rękami jego barków i wyciągam jedną stopę z dżinsów, potem drugą. Trzymam ręce na jego barkach, patrząc na krew w jego włosach. Automatycznie sięgam do nich i przesuwam palcami po pasemku jego włosów, po czym odsuwam rękę, żeby przyjrzeć się jej. Rozcieram krew koniuszkami palców, ale jest gruba. Grubsza niż powinna być krew.
To dlatego, że nie tylko krew mojego ojca jest na nas.
Zaczynam wycierać palce o brzuch, gorączkowo próbując pozbyć się jej z siebie, ale jedynie wszędzie ją rozsmarowuję. Zamyka mi się gardło i nie mogę krzyknąć. Jak w snach, które miałam, gdzie było coś przerażającego i traciłam głos. Holder podnosi wzrok, a ja chcę wrzeszczeć, krzyczeć i płakać, ale mogę tylko rozszerzyć oczy, potrząsać głową i dalej wycierać ręce o ciało. Kiedy widzi moją panikę, staje prosto i podnosi mnie w ramionach, szybko zanosząc do kabiny prysznicowej. Stawia mnie po drugim końcu słuchawki prysznicowej, sam wchodzi do środka i odkręca wodę. Zasłania zasłonę kabiny, gdy woda jest już ciepła, po czym odwraca się do mnie twarzą i łapie mnie za nadgarstki, które wciąż próbują zetrzeć czerwień. Przyciąga mnie do siebie i obraca nami, żebym stała pod ciepłym strumieniem wody. Kiedy woda wlatuje mi do oczu, wciągam ogromny haust powietrza.
Holder sięga ręką na bok wanny i bierze kostkę mydła, rozdzierając zmoczone papierowe opakowanie. Wychyla się z prysznica i wraca, trzymając myjkę. Teraz trzęsie się całe moje ciało, chociaż woda jest ciepła. On pociera mydłem myjkę i nawilża ją, po czym przystawia ją do mojego policzka.
- Ciii – szepcze, patrząc w moje oczy ogarnięte paniką. – Zmywam to z ciebie, okej? – Zaczyna delikatnie wycierać moją twarz, a ja zamykam oczy i kiwam głową. Trzymam zamknięte oczy, ponieważ nie chcę widzieć pokrytej krwią myjki, gdy odsuwa ją od mojej twarzy. Obejmuję się ramionami i staram się stać jak najbardziej nieruchomo pod jego ręką, pomijając dreszcze dręczące moje ciało. Zajmuje mu kilka minut starcie krwi z mojej twarzy, ramion i brzucha. Jak tylko kończy to zadanie, sięga za moją głowę i zdejmuje mi gumkę.
- Spójrz na mnie, Sky. – Otwieram oczy, a on kładzie leciutko palce na moich barkach. – Zdejmę ci biustonosz, dobrze? Muszę wymyć twoje włosy i nie chcę, żeby coś z tego na nim wylądowało. – Coś z tego na nim wylądowało?
Kiedy orientuję się, że mówi o tym, co prawdopodobnie tkwi w moich włosach, znowu zaczynam panikować i zsuwam ramiączka stanika, po czym po prostu ściągam go przez głowę.
- Weź to – mówię cicho i szybko, odchylając głowę pod wodę, próbując namoczyć włosy, przesuwając po nich palcami pod strumieniem. – Weź to ze mnie. – Mój głos jest teraz bardziej spanikowany.
Znowu łapie mnie za nadgarstki i odsuwa je od moich włosów, otaczając nimi swoją talię.
- Wezmę. Trzymaj się mnie i spróbuj uspokoić. Ja to zrobię.
Przyciskam głowę do jego torsu i mocniej przytulam się do niego. Wyczuwam szampon, kiedy wylewa go na ręce i przenosi płyn na moje włosy, rozprzestrzeniając koniuszkami palców. Przesuwa nas krok do przodu, dopóki wody nie dotyka mojej głowy, która jest przyciśnięta do jego barku. Masuje i oczyszcza moje włosy, ciągle je spłukując. Nawet nie pytam, dlaczego wciąż je spłukuje; pozwalam mu płukać je tyle razy ile potrzebuje.
Gdy skończył, obraca nami w kabinie, żeby on był pod strumieniem wody i wylewa szampon na własne włosy. Rozluźniam uchwyt i odsuwam się od niego, nie chcąc, żeby znowu coś na mnie wylądowało. Spuszczam wzrok na brzuch i ręce, nie widząc na nich żadnych śladów po moim ojcu. Patrzę z powrotem na Holdera, a on czyści twarz i szyję myjką. Stoję w miejscu, przyglądając się jak ze spokojem zmywa to, co zdarzyło się nam niemniej niż godzinę temu.
Kończąc, otwiera oczy i patrzy na mnie z żalem. – Kochanie, potrzebuję, żebyś upewniła się, że wszystko zmyłem, dobrze? Chcę, żebyś starła wszystko, co przegapiłem. – Mówi do mnie tak spokojnie, jakby próbował mnie nie złamać. To jego głos sprawia, że zdaję sobie sprawę, że właśnie tego próbuje uniknąć. Obawia się, że złamię się albo pęknę.
Boję się, że może mieć rację, więc wyciągam myjkę z jego rąk, zmuszam się do bycia silną i przyglądam się mu. Nad jego prawym ruchem nadal jest mały obszar krwi, więc podnoszę myjkę i go ścieram. Odsuwam myjkę i patrzę na ostatnią pozostawioną plamę krwi, potem przesuwam nią pod strumieniem wody, obserwując jak odpływa.
- Wszystko zniknęło – szepczę. Nie jestem nawet pewna czy odnoszę się do krwi.
Holder zabiera myjkę z mojej ręki i rzuca ją na brzeg wanny. Podnoszę na niego wzrok, zauważając, że jego oczy są czerwieńsze niż wcześniej i nie mogę stwierdzić czy płacze, bo woda spływa po jego twarzy tym samym wzorem, co łzy, gdyby w ogóle tam były. Dopiero wtedy, gdy wszystkie fizyczne pozostałości mojej przyszłości są zmyte, przypominam sobie o Lesslie.
Moje serce raz jeszcze się łamie, tym razem dla Holdera. Wydobywa się ze mnie szloch i zasłaniam ręką usta, ale ramiona nadal mi drżą. Holder przyciąga mnie do klatki piersiowej i przyciska usta do włosów.
- Holder, tak bardzo mi przykro. O mój Boże, bardzo mi przykro. – Płaczę, przytulając się do niego, życząc sobie, żeby jego rozpacz była tak łatwa do zmycia, jak krew. On trzyma mnie tak mocno, że ledwo, co mogę oddychać. Ale potrzebuje tego. Potrzebuje, żebym czuła teraz jego ból, tak jak ja potrzebowałam, żeby czuł mój.
Biorę każde słowo, które wypowiedział dziś mój ojciec i staram się wypłakać je z siebie. Nie chcę pamiętać jego twarzy. Nie chcę pamiętać jego głosu. Nie chcę pamiętać jak bardzo go nienawidzę i na pewno nie chcę pamiętać jak bardzo go kocham. Nie ma nic takiego, jak poczucie winy, które czujesz, kiedy w twoim sercu jest miejsce na kochanie zła.
Holder kładzie rękę na mojej głowie, przyciskając moją twarz do swojego barku. Kładzie policzek na czubku mojej głowy i słyszę jak sam płacze. Cicho i mocno stara się to powstrzymać. Straszliwie cierpi przez to, co mój ojciec zrobił Lesslie i nie mogę powstrzymać się od obwiniania siebie w pewnym sensie. Gdybym tutaj była, to nigdy nie dotknąłby Lesslie, a ona nigdy by nie cierpiała. Gdybym nigdy nie wsiadła do tamtego samochodu z Karen, być może Lesslie dzisiaj wciąż by żyła.
Zaciskam ręce na barkach Holdera. Unoszę policzek, przesuwając usta na jego szyję i lekko go całując. – Przepraszam. Nigdy by jej nie dotknął, gdybym ja… - Holder łapie mnie za ramiona i odsuwa mnie od siebie z taką siłą, że wytrzeszczam oczy i wzdrygam się, kiedy mówi. – Nie waż się tego mówić. – Rozluźnia uchwyt i kładzie dłonie na mojej twarzy, mocno trzymając. – Nie chcę, żebyś kiedykolwiek przepraszała za coś, co zrobił ten człowiek. Słyszysz mnie? To nie jest twoja wina, Sky. Przysięgnij mi, że nigdy więcej nawet tak nie pomyślisz. – Jego oczy są zrozpaczone i pełne łez.
Potakuję. – Przysięgam – odpowiadam słabo.
Nie odwraca spojrzenia, szukając w moich oczach prawdy. Jego reakcja sprawiła, że wali mi serce, jestem wstrząśnięta, jak szybko odrzucił jakiekolwiek poczucie winy, jakie mogłam mieć. Chciałabym, żeby tak szybko odrzucił swoje poczucie winy, ale tak nie jest.
Nie mogę wytrzymać wyraz jego oczu, więc zarzucam ręce na jego szyję i przytulam się do niego. On ściska mnie mocno, trzymając z bolesną rozpaczą. Prawda o Lesslie i rzeczywistość tego, czego byliśmy świadkami uderza w nas i chwytamy się siebie wszystkim, co mamy. Pozwalamy uciec wszystkiemu przez łzy, które wypłakujemy w swoich ramionach. Holder skończył bycie silnym dla mnie. Miłość, którą żywił do Lesslie i gniew, który czuje do tego, co jej się stało, wylewają się z niego.
Wiem, że Lesslie potrzebowałaby, żeby czuł jej smutek, więc nie staram się pocieszać go słowami.
Oboje płaczemy za nią, bo wtedy nie miała nikogo, kto by za nią płakał. Całuję go w głowę, ściskając dłońmi kark. Za każdym razem, gdy dotykam go ustami, przytula mnie troszeczkę mocniej. Jego usta dotykają mojej skóry i po chwili próbujemy wycałować ból serca, na który nie zasługujemy.
Jego wargi robią się stanowcze, jak całuje moją szyję mocniej i szybciej, desperacko szukając ucieczki. Odsuwa się i patrzy mi w oczy, jego ramiona unoszą się i opadają z każdym oddechem, który próbuje znaleźć.
W jednym szybkim ruchu, atakuje moje usta z ogromną potrzebą, łapiąc moje włosy i plecy drżącymi rękoma. Popycha mnie na ścianę kabiny, zsuwając ręce na moje uda. Czuję wylewającą się z niego rozpacz, kiedy podnosi mnie, a ja oplatam go nogami w pasie. Holder chce, żeby jego ból odszedł i potrzebuje, żebym mu pomogła. Tak jak ja potrzebowałam go zeszłej nocy.
Obejmuję go za szyję, przyciągając do siebie, pozwalając mu na pochłonięcie mnie w przerwie od jego bólu serca. Pozwalam mu, ponieważ potrzebuję przerwy tak mocno, jak on. Chcę zapomnieć o wszystkim innym.
Nie chcę, żeby dziś to było nasze życie.
Przyciskając mnie ciałem do ściany, dłońmi chwyta moją twarz, przytrzymując mnie w miejscu, gdy nasze usta z niecierpliwością szukają jakiegokolwiek wrażenia oderwania od naszej rzeczywistości. Trzymam się jego pleców, kiedy jego usta przesuwają się szaleńczo wzdłuż mojej szyi.
- Powiedz mi, że to jest w porządku – mówi bez tchu przy mojej skórze. Unosi twarz, nerwowo patrząc mi w oczy, kiedy ciągnie. – Powiedz mi, że to w porządku chcieć być teraz w tobie… bo po wszystkim, co dzisiaj przeszliśmy wydaje się złe, że tak cię potrzebuję. – Chwytam rękami jego włosy i przyciągam go bliżej, łapiąc jego usta, całując go z takim przekonaniem, że moje słowa nie są nawet potrzebne. Holder jęczy i odsuwa mnie od ściany, po czym wychodzi z łazienki do łóżka, cały czas mnie trzymając. Nie jest ani trochę delikatny, zrywając ostatnie dwa kawałki ubrania nas dzielące i penetrując moje usta, ale naprawdę nie wiem czy w tej chwili moje serce wytrzymałoby łagodność.
Stoi przy brzegu łóżka, pochylając się nade mną. Odrywa się na krótką chwilę, że założyć prezerwatywę, potem chwyta mnie w talii i przysuwa na brzeg. Podnosi moją nogę za kolano do swojego boku i wsuwa rękę pod moje ramię, łapiąc za bark. W chwili, kiedy spogląda mi w oczy, wsuwa się we mnie bez wahania. Wciągam gwałtownie powietrze, zszokowana intensywną przyjemnością, która przezwycięża chwilowy przypływ bólu. Obejmuję go ramionami i poruszam się z nim, jak ściska mocniej moją nogę, potem nakrywa ustami moje. Zamykam oczy, opierając głowę o materac, kiedy wykorzystujemy naszą miłość do chwilowego złagodzenia naszej nienawiści i rozpaczy.
Holder przenosi ręce na moją talię i przyciąga mnie do siebie, zagłębiając głębiej palce w moje biodra z każdym rozgorączkowanym, rytmicznym ruchem. Chwytam się jego ramion i odprężam ciało, pozwalając mu poprowadzić mnie w sposób, który może mu teraz pomóc. Odrywa ode mnie usta i otwiera oczy w tej samej chwili, co ja. Jego oczy wciąż pełne są świeżych łez, więc puszczam go i kładę ręce na jego twarzy, próbując złagodzić jego zbolałą minę dotykiem. Dalej na mnie patrzy, ale całuje mnie we wnętrze dłoni, potem opada na mnie, nagle zatrzymując się.
Oboje dyszymy i czuję go w sobie, wciąż mnie potrzebującego. Nie odrywa ode mnie wzroku, wsuwając ręce pod moje plecy i przysuwa mnie do siebie, podnosząc nas. Ani na chwilę nie oddzielamy się, gdy odwraca nas i osuwa się na podłogę, opierając plecy o łóżko ze mną siedzącą okrakiem na jego kolanach. Powoli przyciąga mnie do pocałunku. Tym razem łagodnego.
To jak trzyma mnie teraz opiekuńczo, obcałowując moje usta i szczękę – jest niemal tak, jakby był on innym Holderem od tego, którego miałam pół minuty temu, jednak wciąż namiętny.
W jednej chwili jest rozgorączkowany i pełen żaru… w następnej delikatny i łagodny. Zaczynam doceniać i kochać w nim to, że nie wiem, czego się po nim spodziewać.
Czuję, że chce abym przejęła teraz kontrolę, ale jestem podenerwowana. Nawet nie jestem pewna czy wiem jak.
Wyczuwa mój niepokój i podnosi ręce na moją talię, powoli mnie prowadząc, ledwo poruszając mną na sobie. Przygląda mi się z powagą, upewniając się, że nadal z nim jestem.
Jestem. Całkowicie jestem z nim teraz tutaj, nie myślę o niczym innym.
Holder kładzie dłoń na mojej twarzy, nadal kierując mną drugą ręką na mojej talii. – Wiesz, co do ciebie czuję, kochanie – odzywa się. – Wiesz, jak bardzo cię kocham. Wiesz, że zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy, żeby zabrać twój ból, prawda?
Kiwam głową, bo wiem. A patrząc w jego oczy, widząc w nich surową szczerość, wiem, że czuł to do mnie długo przed tą chwilą.
- Bardzo mocno potrzebuję tego teraz od ciebie, Sky. Potrzebuję wiedzieć, że ty mnie tak kochasz. – Wszystko w nim, od jego głosu po wyraz twarzy, staje się udręczone. Zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy, żeby zabrać to od niego. Splatam nasze palce i pokrywam nasze serca naszymi dłońmi, nabierając odwagi, aby pokazać mu, jak niewiarygodnie mocno go kocham. Patrzę mu prosto w oczy, podnosząc się leciutko i zniżając się na niego.
Jęczy ciężko, zamykając oczy i odchyla głowę, opierając ją o materac za nim.
- Otwórz oczy – szepczę. – Chcę, żebyś na mnie patrzył.
Unosi głowę, patrząc na mnie spod ociężałych powiek. Powoli przejmuję kontrolę, nie chcąc niczego więcej niż żeby usłyszał, poczuł i zobaczył jak wiele dla mnie znaczy. Bycie w kontroli jest całkowicie innym uczuciem, ale dobrym. Jego obserwowanie mnie sprawia, że czuję się potrzebna, nikt inny nigdy nie sprawi, że tak będę się czuła. W pewnym sensie sprawia, że czuję się niezbędna. Jakby samo moje istnienie było niezbędne dla jego przetrwania.
- Nie odwracaj wzroku – mówię, unosząc się. Kiedy z powrotem opadam, jego głowa kołysze się lekko od intensywności tego uczucia, a z mojego gardła wydobywa się jęk, ale stanowczo przytrzymuje mój wzrok swoimi udręczonymi oczami. Już nie potrzebuję jego kierowania, moje ciało staje się rytmicznym odbiciem jego ciała.
- Pierwszy raz, kiedy mnie pocałowałeś? – mówię. – Ten moment, kiedy twoje usta dotknęły moich? Tamtej nocy skradłeś kawałek mojego serca. – Nie przerywam mojego rytmu, gdy on patrzy na mnie żarliwie. – Pierwszy raz, kiedy powiedziałeś mi, że mną żyjesz, bo nie byłeś jeszcze gotowy, żeby powiedzieć mi, że mnie kochasz? – Mocniej przyciskam rękę do jego piersi i przysuwam się bliżej, chcąc, żeby poczuł każdą część mojego ciała. – Te słowa skradły kolejny kawałek mojego serca.
Otwiera rękę, którą przyciskałam do mojego serca, aż wnętrze dłoni leży płasko na mojej skórze. Robię to samo z moją ręką. – Noc, kiedy dowiedziałam się, że byłam Hope? Powiedziałam ci, że chcę być sama. Gdy obudziłam się i zobaczyłam cię w moim łóżku, chciało mi się płakać, Holder. Chciałam płakać, ponieważ straszliwie potrzebowałam cię ze sobą. W tamtej chwili wiedziałam, że jestem w tobie zakochana. Byłam zakochana w tym, jak mnie kochałeś. Kiedy objąłeś mnie ramionami i trzymałeś, wiedziałam, że bez względu na to, co stanie się w moim życiu, ty jesteś moim domem. Tamtej nocy skradłeś największy kawałek mojego serca. – Zbliżam do niego usta i całuję go delikatnie. Holder zamyka oczy i zaczyna znowu opierać głowę o łóżko. – Trzymaj je otwarte – szepczę, odrywając usta. Otwiera je, przyglądając mi się z intensywnością, która sięga prosto do mojego wnętrza. – Chcę, żebyś ich nie zamykał… bo chcę, żebyś patrzył, jak oddaję ci ostatni kawałek serca.
Wypuszcza ogromny oddech i niemal mogę zobaczyć jak ból dosłownie z niego wylatuje. Zaciska ręce na moich, kiedy wyraz jego oczu natychmiast zmienia się intensywnej rozpaczy do płomiennego pragnienia.
Zaczyna poruszać się ze mną, kiedy patrzymy sobie w oczy. Stopniowo stajemy się jednością, bez słów wyrażając naszymi ciałami, rękami i oczami to, co słowa nie są zdolne przekazać.
Pozostajemy w połączonej intonacji do ostatniej chwili, gdy jego oczy stają się ciężkie. Odchyla głowę, ogarnięty dreszczami, które opanowują jego ulgę. Kiedy rytm jego serca zaczyna się uspokajać i jest w stanie znowu spojrzeć mi w oczy, zabiera ręce i łapie mnie za tył głowy, całując z bezlitosną namiętnością. Pochyla się, kładąc mnie na podłodze i zamieniając się ze mną dominacją, całując mnie bez opamiętania.

Spędzamy resztę nocy zamieniając się w wyrażaniu tego, co czujemy bez wypowiedzenia ani jednego słowa. Kiedy nareszcie osiągamy punkt wyczerpania, leżąc w swoich ramionach, zaczynam zasypiać w fali niedowierzenia. Właśnie całkowicie wpadliśmy w siebie, sercem i duszą. Nigdy nie myślałam, że będę wystarczająco ufać mężczyźnie, aby podzielić się moim sercem, tym bardziej kompletnie je oddać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz