Nie mogę
uwierzyć, że namówił mnie do jakiejkolwiek formy towarzyskiego spotkania w moim
pierwszym tygodniu po powrocie. Przysiągłem sobie, że nie będę już przebywał z
tymi ludźmi, ale minął cały rok. Miałem trochę czasu na ochłonięcie, oni też.
Idę do
nieznajomego domu kilka metrów przed Danielem, ale zatrzymuję się przed
drzwiami wejściowymi. Ze wszystkich ludzi, których nie widziałem przez zeszły
rok, ani trochę nie spodziewałem się, że wpadnę na Graysona. Ale oczywiście
rzecz, której najmniej się spodziewam zawsze zdarza się pierwsza.
Nie
widziałem go od wieczora przed śmiercią Les, kiedy zostawiłem go krwawiącego na
podłodze salonu w domu jego najlepszego kumpla. On wychodzi, gdy ja wchodzę do
środka i przez parę sekund stoimy twarzą w twarz, lustrując się wzrokiem.
Niewiele o nim myślałem odkąd wyjechałem, ale zobaczenie go teraz przynosi na
wierzch całą nienawiść jaką do niego czuję, jakby ta nigdy nie zniknęła.
Widzę po
jego spojrzeniu, że nie pojęcia co do mnie powiedzieć. Blokuję jego wyjście, a
on blokuje moje wejście i żadne z nas nie chce się odsuwać. Obie dłonie
zaciskam w obronne pięści, przygotowując się na cokolwiek, co ma do
powiedzenia. Mógłby na mnie wrzasnąć, splunąć na mnie, nawet mógłby mnie
przeprosić. Jakiekolwiek słowa opuszczą jego usta nie będzie mieć to znaczenia.
Pragnienie, które teraz mam nie jest do słuchania jak mówi; tylko do zamknięcia
mu gęby.
Daniel
podchodzi krótko po mnie i zauważa dziejący się między nami cichy impas. Wsuwa
się obok mnie, potem staje przede mną, blokując mi widok Graysona. Klepie
dłońmi w moje policzki, dopóki na niego nie patrzę. – Nie pora na onanizowanie
się! – krzyczy ponad muzyką. – Mamy piwo do skonsumowania! – Chwyta moje barki,
wciąż blokując mi widok Graysona i ciągnie mnie na prawo. Opieram się, nie
chcąc być pierwszym wycofującym się z naszego wizualnego impasu.
Nadchodzi
Jaxon i kładzie rękę na ramieniu Graysona, ciągnąć go w przeciwnym kierunku. –
Chodźmy zobaczyć co kombinują Six i Sky! – woła do niego.
Grayson
potakuje, patrząc na mnie twardo, jak odchodzi. – Tak – odpowiada Jaxonowi. –
Ta impreza właśnie zrobiła się nudna.
Gdyby był
to zeszły rok, to leżałby na podłodze z moim kolanem przyciśniętym wygodnie do
jego gardła. Ale to nie jest zeszły rok i jego gardło nie jest tego warte.
Uśmiecham się do niego tylko, pozwalając Danielowi ciągnąć mnie do kuchni. Gdy
Jaxon i Grayson opuścili dom, wypuszczam tłumiony oddech. Czuję ulgę na ich
decyzję o opuszczeniu imprezy, żeby poszukać jakichś dziewczyn na tyle
żałosnych, żeby dawać im rozrywkę.
Krzywię się
na tę ostatnią myśl, wiedząc, że nieumyślnie wrzuciłem Les do tej kategorii
dziewczyn. Ale na szczęście nie muszę się już martwić dziewczynami, z którymi
spotyka się Grayson. Nie ma tutaj Les, która mogłaby zostać przez niego oszukana,
więc jeśli o mnie chodzi, to Grayson może spotykać się z każdym, kto jest na
tyle zrozpaczony, żeby go mieć.
- Przystaw
usta do brzegu, odchyl głowę, wypij zawartość i bądź szczęśliwy – mówi Daniel,
podając mi kieliszek czegoś. Nie pytam co to jest, robię tylko co każe i
wypijam.
***
Jeden
kieliszek, dwa piwa i pół godziny później poszliśmy z Danielem do salonu.
Siedzę na kanapie nogi podpierając o stolik do kawy, a Daniel siedzi obok mnie,
przechodząc przez listę ludzi, z którymi się kolegujemy i mówiąc mi o
wszystkim, co robili przez ostatni rok. Zapomniałem jaki się robi gadatliwy
przez alkohol i trudno mi za nim nadążyć. Unoszę palce do grzbietu nosa,
ściskiem próbując odepchnąć ból głowy. Nie znam nikogo na tej imprezie. Daniel
mówi, że większość koleguje się z dzieciakiem, który tutaj mieszka, ale nawet
nie wiem kto tutaj mieszka. Pytam Daniela czemu w ogóle tutaj jesteśmy, skoro
nikogo nie zna, a te pytanie cudem go ucisza. Patrzy w kuchnię i pokazuje głową
w tamtym kierunku. – Przez nią – odpowiada.
Patrzę za
siebie na parę dziewczyn opierających się o bar. Jedna z nich patrzy prosto na
Daniela, kokieteryjnie mieszając swojego drinka.
- Jeżeli
ona jest powodem, dla którego tutaj jesteśmy, to czemu tam nie stoisz?
Daniel
odwraca się, zakładając ramiona na klatce piersiowej. – Nie ma cholernej mowy,
stary. Nie rozmawialiśmy odkąd zerwaliśmy dwa tygodnie temu. Jeśli chce mnie
przeprosić, to może sama tutaj podejść.
Znowu
zerkam na dziewczynę i dostrzegam, że być może nie patrzy ona na niego kokieteryjnie,
tak jak wcześniej myślałem. Ponieważ kokieteryjne uśmieszki, a złowieszcze
uśmieszki są podzielone bardzo słabą linią i nie jestem pewien, po której
stronie ona stoi, teraz gdy jestem świadkiem jej przeszywającego wzroku.
- Jak długo
z nią byłeś?
- Parę
miesięcy. Wystarczająco długo, żeby dowiedzieć się, że jest cholernie szalona –
mówi, wywracając oczami. – I wystarczająco długo, żeby zorientować się, że powodem dlaczego ją kocham jest to, iż
jest cholernie szalona. – Zauważa, że na nią patrzę i mruży oczy. – Przestań na
nią patrzeć, stary. Dowie się, że o niej gadamy.
Śmieję się
i odwracam wzrok, ale nie na tyle szybko, by uniknąć zobaczenia duetu
wracającego przez drzwi wejściowe. Grayson idzie za Jaxonem i oboje kierują się
do kuchni. Opieram głowę o kanapę i żałuję, że nie wypiłem więcej. Naprawdę nie
chcę być nim zaabsorbowany przez resztę wieczoru.
Daniel
znowu zaczyna gadać bez ustanku. Wyciszam go, gdy po raz drugi mówi mi o swoich
nowych oponach i nawet udaje mi się pozostać we własnej głowie dopóki Jaxon i
Grayson nie zbliżają się do salonu. Nie mają pojęcia, że siedzę na kanapie i
chciałbym, żeby tak pozostało. Gdyby tylko Daniel mógł zamknąć się na tyle
długo, żebym powiedział mu, że jestem gotowy wychodzić.
- Mam tego
dosyć, do cholery – słyszę Graysona. – Każda sobotnia noc jest taka sama.
Przysięgam na Boga, że jeśli ona nie podda się w następny weekend, to koniec.
Jaxon
śmieje się. – Jestem pewien, że Sky potrzebuje tylko dobrej dozy odrzucenia.
Dziewczyny lubią odrzucenie.
Nie wiem kim
jest Sky, ale podoba mi się, że nie chce poddać się Graysonowi. Mądra
dziewczyna.
- Wątpię,
że to by z nią podziałało – odpowiada ze śmiechem Grayson. – Jest cholernie
uparta.
- Racja –
zgadza się Jaxon. – Pomyśleć można, że po wszystkim co o niej słyszeliśmy,
będzie trochę mnie trudna. Ta dziewczyna musi być najbardziej zdzirowatą dziewicą, jaką kiedykolwiek spotkałem.
Grayson
śmieje się z komentarza Jaxona i muszę się mocno starać, żeby ich wyciszyć.
Doprowadza mnie do szału sposób, w jakim rozmawiają o tej dziewczynie, bo wiem,
że najprawdopodobniej Grayson mówił tak samo o Les, kiedy się z nią umawiał.
Grayson
nadal pieprzy o niej głupoty, a im więcej tam siedzę i słucham, tym więcej
muszę słuchać tego jego żałosnego śmiechu. Przez to coraz bardziej chcę zamknąć
mu gębę.
Ściągam
nogi z kanapy i zaczynam się odwracać, żeby kazać im się odpieprzyć, ale Daniel
kładzie rękę na moim barku, potrząsając głową. – Pozwól mi – mówi z psotnym
uśmiechem. Siada na kolanach na kanapie i obraca się do Graysona i Jaxona.
-
Przepraszam – odzywa się, unosząc do góry rękę, jakby był w klasie. Zawsze jest
tak ożywiony, nawet kiedy wie, że ktoś skopie mu tyłek. Ja mógłbym w stanie
przeciwstawić się Graysonowi, ale Daniel wie, że on nie może, jednak to go nie
powstrzymuje.
Grayson i
Jaxon odwracają się do niego, ale spojrzenie Grayson zatrzymuje się, kiedy pada
na mnie. Podtrzymuję jego wstrętne spojrzenie, podczas gdy Daniel przytula
poduszkę na oparciu kanapy i dalej do nich mówi. – Przypadkiem usłyszałem waszą
rozmowę. Choć chciałbym się zgodzić, że Sky jest najbardziej zdzirowatą suką
jaką kiedykolwiek spotkaliście, to muszę zauważyć, iż te spostrzeżenie jest
całkowicie niepoprawne. Widzicie, po tym jak spędziłem z nią ostatnią noc, nie
może być już uważana za dziewicę. Więc może to nie jej dziewictwa próbuje się trzymać odmawiając przespania się z tobą,
Grayson. Całkiem możliwe to jej godność.
W ciągu
paru sekund Grayson przeskakuje przez oparcie kanapy i przygważdża Daniela do
podłogi. Będąc rozsądnym daję Danielowi dziesięć sekund na odwrócenie sytuacji
zanim się wtrącę. Jednakże jestem rozczarowany moim brakiem wiary w Daniela, bo
przewrócił Graysona na plecy w mniej niż pięć sekund. Musiał ćwiczyć, kiedy
mnie nie było.
Powoli
wstaję, widząc że Jaxon podchodzi do przodu kanapy, by pomóc Graysonowi. Chwyta
Daniela za ramię, żeby go odciągnąć od Graysona, ale łapię za tył koszulki
Jaxona i ciągnę go, dopóki nie siada na kanapie. Podchodzę bliżej, w chwili
kiedy Grayson uderza Daniela w szczękę. Daniel zamierza odwzajemnić cios, ale
chwytam jego ramię i podciągam go zanim ma na to szansę.
Przez lata
to stało się zabawą dla Daniela. Zachęca ludzi i liczy na to, że ja się wtrącę,
powstrzymując jego bijatyki zanim zostanie mocno poturbowany. Niestety przez
to, że zawsze jestem w tyle podczas tych incydentów, moje imię stało się
powiązywane ze wszystkimi tymi bójkami i jego szybkim temperamentem. W
rzeczywistości uderzyłem tylko trzy osoby w życiu.
1] Dupka, który gadał bzdury o Les.
2] Graysona.
3] Mojego ojca.
I żałuję
tylko tego ostatniego.
Ludzie
wbiegają do pokoju, żeby dostrzec akcję, ale będą rozczarowani, bo wyciągam
Daniela z domu zanim będzie mógł zrobić czy powiedzieć coś więcej. Na pewno nie
potrzebuję teraz wymówki, żeby bić się z Graysonem. Wróciłem mniej niż tydzień
temu. Na pewno nie chcę dawać mojej matce kolejnego powodu, żeby odesłała mnie
z powrotem do Austin.
Daniel
ściera krew z wargi, a ja nadal trzymam go za ramię, kiedy docieramy do jego
samochodu. Wyrywa ramię i chwyta za brzeg swojej koszulki, podnosząc ją do ust.
– Niech to szlag – mówi, odciągając bluzkę, żeby spojrzeć na krew. – Czemu
ciągle przystępuję do sytuacji, które ryzykują spieprzeniem tej mojej pięknej
twarzy? – Uśmiecha się i drugi raz ściera z ust krew.
- Nie
martwiłbym się o to – mówię, śmiejąc się z tego jak zawsze jest zmartwiony
swoim wyglądem. – Wciąż jesteś ładniejszy ode mnie.
Daniel
uśmiecha się szeroko. – Dzięki, skarbie – odpowiada przekornie.
Ktoś
podchodzi od tyłu do Daniela i zaciskam na moment pięści, myśląc, że może być
to Grayson. Rozluźniam się, widząc, że to tylko dziewczyna, o której mówił
wcześniej Daniel i która patrzyła na niego z kuchni. Nie wiem jednak dlaczego
się rozluźniam, ponieważ ta dziewczyna zdecydowanie ma morderczy wygląd. Daniel
nadal ściera krew z ust, gdy staje ona obok niego.
- Kim do
diabła jest Sky?
Daniel
obraca gwałtownie głowę w jej stronę, a jego oczy powiększają się z
zaskoczenia. – Kto? O czym ty do
cholery gadasz, Val?
Wywraca
oczami i unosi rękę, wskazując na dom. – Słyszałam jak mówiłeś tam Graysonowi,
że pieprzyłeś się z nią zeszłej nocy!
Daniel
spogląda na dom, potem na Val i nagle do niego dociera. – Nie, Val! – mówi
Daniel, podchodząc do niej i chwytając ją za dłonie. – Nie, nie, nie! Gadał
bzdury, a ja chciałem go tylko wkurzyć. Nawet nie znam tej dziewczyny, o której
mówił. Przysięgam…
Ona oddala
się od niego, a on idzie za nią, błagając ją, żeby go wysłuchała. Postanawiam,
że teraz najlepiej będzie wrócić do domu. Przyjechałem tutaj z Danielem, ale
wygląda na to, że przez jakiś czas będzie zajęty. Jestem tylko cztery mile od
mojego domu, więc wysyłam do niego wiadomość mówiącą, że wracam do domu, po
czym ruszam w tamtym kierunku.
Cały ten
wieczór przypomniał mi o wszystkich rzeczach, w których nie chciałem być
centrum. Dramat. Testosteron. Grayson. Generalnie wszystko związane z liceum.
Powinienem wypełnić kartę transferową w poniedziałek, ale szczerze mówiąc nie
wiem czy chcę wracać. Wiem, że są inne możliwości, w których mogę się wykazać.
Po prostu nie ma mowy, że moja matka na to pozwoli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz