11.3.14

Losing Hope - rozdział szósty

Nie mogę uwierzyć, że namówił mnie do jakiejkolwiek formy towarzyskiego spotkania w moim pierwszym tygodniu po powrocie. Przysiągłem sobie, że nie będę już przebywał z tymi ludźmi, ale minął cały rok. Miałem trochę czasu na ochłonięcie, oni też.
Idę do nieznajomego domu kilka metrów przed Danielem, ale zatrzymuję się przed drzwiami wejściowymi. Ze wszystkich ludzi, których nie widziałem przez zeszły rok, ani trochę nie spodziewałem się, że wpadnę na Graysona. Ale oczywiście rzecz, której najmniej się spodziewam zawsze zdarza się pierwsza.
Nie widziałem go od wieczora przed śmiercią Les, kiedy zostawiłem go krwawiącego na podłodze salonu w domu jego najlepszego kumpla. On wychodzi, gdy ja wchodzę do środka i przez parę sekund stoimy twarzą w twarz, lustrując się wzrokiem. Niewiele o nim myślałem odkąd wyjechałem, ale zobaczenie go teraz przynosi na wierzch całą nienawiść jaką do niego czuję, jakby ta nigdy nie zniknęła.
Widzę po jego spojrzeniu, że nie pojęcia co do mnie powiedzieć. Blokuję jego wyjście, a on blokuje moje wejście i żadne z nas nie chce się odsuwać. Obie dłonie zaciskam w obronne pięści, przygotowując się na cokolwiek, co ma do powiedzenia. Mógłby na mnie wrzasnąć, splunąć na mnie, nawet mógłby mnie przeprosić. Jakiekolwiek słowa opuszczą jego usta nie będzie mieć to znaczenia. Pragnienie, które teraz mam nie jest do słuchania jak mówi; tylko do zamknięcia mu gęby.
Daniel podchodzi krótko po mnie i zauważa dziejący się między nami cichy impas. Wsuwa się obok mnie, potem staje przede mną, blokując mi widok Graysona. Klepie dłońmi w moje policzki, dopóki na niego nie patrzę. – Nie pora na onanizowanie się! – krzyczy ponad muzyką. – Mamy piwo do skonsumowania! – Chwyta moje barki, wciąż blokując mi widok Graysona i ciągnie mnie na prawo. Opieram się, nie chcąc być pierwszym wycofującym się z naszego wizualnego impasu.
Nadchodzi Jaxon i kładzie rękę na ramieniu Graysona, ciągnąć go w przeciwnym kierunku. – Chodźmy zobaczyć co kombinują Six i Sky! – woła do niego.
Grayson potakuje, patrząc na mnie twardo, jak odchodzi. – Tak – odpowiada Jaxonowi. – Ta impreza właśnie zrobiła się nudna.
Gdyby był to zeszły rok, to leżałby na podłodze z moim kolanem przyciśniętym wygodnie do jego gardła. Ale to nie jest zeszły rok i jego gardło nie jest tego warte. Uśmiecham się do niego tylko, pozwalając Danielowi ciągnąć mnie do kuchni. Gdy Jaxon i Grayson opuścili dom, wypuszczam tłumiony oddech. Czuję ulgę na ich decyzję o opuszczeniu imprezy, żeby poszukać jakichś dziewczyn na tyle żałosnych, żeby dawać im rozrywkę.
Krzywię się na tę ostatnią myśl, wiedząc, że nieumyślnie wrzuciłem Les do tej kategorii dziewczyn. Ale na szczęście nie muszę się już martwić dziewczynami, z którymi spotyka się Grayson. Nie ma tutaj Les, która mogłaby zostać przez niego oszukana, więc jeśli o mnie chodzi, to Grayson może spotykać się z każdym, kto jest na tyle zrozpaczony, żeby go mieć.
- Przystaw usta do brzegu, odchyl głowę, wypij zawartość i bądź szczęśliwy – mówi Daniel, podając mi kieliszek czegoś. Nie pytam co to jest, robię tylko co każe i wypijam.
***
Jeden kieliszek, dwa piwa i pół godziny później poszliśmy z Danielem do salonu. Siedzę na kanapie nogi podpierając o stolik do kawy, a Daniel siedzi obok mnie, przechodząc przez listę ludzi, z którymi się kolegujemy i mówiąc mi o wszystkim, co robili przez ostatni rok. Zapomniałem jaki się robi gadatliwy przez alkohol i trudno mi za nim nadążyć. Unoszę palce do grzbietu nosa, ściskiem próbując odepchnąć ból głowy. Nie znam nikogo na tej imprezie. Daniel mówi, że większość koleguje się z dzieciakiem, który tutaj mieszka, ale nawet nie wiem kto tutaj mieszka. Pytam Daniela czemu w ogóle tutaj jesteśmy, skoro nikogo nie zna, a te pytanie cudem go ucisza. Patrzy w kuchnię i pokazuje głową w tamtym kierunku. – Przez nią – odpowiada.
Patrzę za siebie na parę dziewczyn opierających się o bar. Jedna z nich patrzy prosto na Daniela, kokieteryjnie mieszając swojego drinka.
- Jeżeli ona jest powodem, dla którego tutaj jesteśmy, to czemu tam nie stoisz?
Daniel odwraca się, zakładając ramiona na klatce piersiowej. – Nie ma cholernej mowy, stary. Nie rozmawialiśmy odkąd zerwaliśmy dwa tygodnie temu. Jeśli chce mnie przeprosić, to może sama tutaj podejść.
Znowu zerkam na dziewczynę i dostrzegam, że być może nie patrzy ona na niego kokieteryjnie, tak jak wcześniej myślałem. Ponieważ kokieteryjne uśmieszki, a złowieszcze uśmieszki są podzielone bardzo słabą linią i nie jestem pewien, po której stronie ona stoi, teraz gdy jestem świadkiem jej przeszywającego wzroku.
- Jak długo z nią byłeś?
- Parę miesięcy. Wystarczająco długo, żeby dowiedzieć się, że jest cholernie szalona – mówi, wywracając oczami. – I wystarczająco długo, żeby zorientować się, że powodem dlaczego ją kocham jest to, iż jest cholernie szalona. – Zauważa, że na nią patrzę i mruży oczy. – Przestań na nią patrzeć, stary. Dowie się, że o niej gadamy.
Śmieję się i odwracam wzrok, ale nie na tyle szybko, by uniknąć zobaczenia duetu wracającego przez drzwi wejściowe. Grayson idzie za Jaxonem i oboje kierują się do kuchni. Opieram głowę o kanapę i żałuję, że nie wypiłem więcej. Naprawdę nie chcę być nim zaabsorbowany przez resztę wieczoru.
Daniel znowu zaczyna gadać bez ustanku. Wyciszam go, gdy po raz drugi mówi mi o swoich nowych oponach i nawet udaje mi się pozostać we własnej głowie dopóki Jaxon i Grayson nie zbliżają się do salonu. Nie mają pojęcia, że siedzę na kanapie i chciałbym, żeby tak pozostało. Gdyby tylko Daniel mógł zamknąć się na tyle długo, żebym powiedział mu, że jestem gotowy wychodzić.
- Mam tego dosyć, do cholery – słyszę Graysona. – Każda sobotnia noc jest taka sama. Przysięgam na Boga, że jeśli ona nie podda się w następny weekend, to koniec.
Jaxon śmieje się. – Jestem pewien, że Sky potrzebuje tylko dobrej dozy odrzucenia. Dziewczyny lubią odrzucenie.
Nie wiem kim jest Sky, ale podoba mi się, że nie chce poddać się Graysonowi. Mądra dziewczyna.
- Wątpię, że to by z nią podziałało – odpowiada ze śmiechem Grayson. – Jest cholernie uparta.
- Racja – zgadza się Jaxon. – Pomyśleć można, że po wszystkim co o niej słyszeliśmy, będzie trochę mnie trudna. Ta dziewczyna musi być najbardziej zdzirowatą dziewicą, jaką kiedykolwiek spotkałem.
Grayson śmieje się z komentarza Jaxona i muszę się mocno starać, żeby ich wyciszyć. Doprowadza mnie do szału sposób, w jakim rozmawiają o tej dziewczynie, bo wiem, że najprawdopodobniej Grayson mówił tak samo o Les, kiedy się z nią umawiał.
Grayson nadal pieprzy o niej głupoty, a im więcej tam siedzę i słucham, tym więcej muszę słuchać tego jego żałosnego śmiechu. Przez to coraz bardziej chcę zamknąć mu gębę.
Ściągam nogi z kanapy i zaczynam się odwracać, żeby kazać im się odpieprzyć, ale Daniel kładzie rękę na moim barku, potrząsając głową. – Pozwól mi – mówi z psotnym uśmiechem. Siada na kolanach na kanapie i obraca się do Graysona i Jaxona.
- Przepraszam – odzywa się, unosząc do góry rękę, jakby był w klasie. Zawsze jest tak ożywiony, nawet kiedy wie, że ktoś skopie mu tyłek. Ja mógłbym w stanie przeciwstawić się Graysonowi, ale Daniel wie, że on nie może, jednak to go nie powstrzymuje.
Grayson i Jaxon odwracają się do niego, ale spojrzenie Grayson zatrzymuje się, kiedy pada na mnie. Podtrzymuję jego wstrętne spojrzenie, podczas gdy Daniel przytula poduszkę na oparciu kanapy i dalej do nich mówi. – Przypadkiem usłyszałem waszą rozmowę. Choć chciałbym się zgodzić, że Sky jest najbardziej zdzirowatą suką jaką kiedykolwiek spotkaliście, to muszę zauważyć, iż te spostrzeżenie jest całkowicie niepoprawne. Widzicie, po tym jak spędziłem z nią ostatnią noc, nie może być już uważana za dziewicę. Więc może to nie jej dziewictwa próbuje się trzymać odmawiając przespania się z tobą, Grayson. Całkiem możliwe to jej godność.
W ciągu paru sekund Grayson przeskakuje przez oparcie kanapy i przygważdża Daniela do podłogi. Będąc rozsądnym daję Danielowi dziesięć sekund na odwrócenie sytuacji zanim się wtrącę. Jednakże jestem rozczarowany moim brakiem wiary w Daniela, bo przewrócił Graysona na plecy w mniej niż pięć sekund. Musiał ćwiczyć, kiedy mnie nie było.
Powoli wstaję, widząc że Jaxon podchodzi do przodu kanapy, by pomóc Graysonowi. Chwyta Daniela za ramię, żeby go odciągnąć od Graysona, ale łapię za tył koszulki Jaxona i ciągnę go, dopóki nie siada na kanapie. Podchodzę bliżej, w chwili kiedy Grayson uderza Daniela w szczękę. Daniel zamierza odwzajemnić cios, ale chwytam jego ramię i podciągam go zanim ma na to szansę.
Przez lata to stało się zabawą dla Daniela. Zachęca ludzi i liczy na to, że ja się wtrącę, powstrzymując jego bijatyki zanim zostanie mocno poturbowany. Niestety przez to, że zawsze jestem w tyle podczas tych incydentów, moje imię stało się powiązywane ze wszystkimi tymi bójkami i jego szybkim temperamentem. W rzeczywistości uderzyłem tylko trzy osoby w życiu.
1] Dupka, który gadał bzdury o Les.
2] Graysona.
3] Mojego ojca.
I żałuję tylko tego ostatniego.
Ludzie wbiegają do pokoju, żeby dostrzec akcję, ale będą rozczarowani, bo wyciągam Daniela z domu zanim będzie mógł zrobić czy powiedzieć coś więcej. Na pewno nie potrzebuję teraz wymówki, żeby bić się z Graysonem. Wróciłem mniej niż tydzień temu. Na pewno nie chcę dawać mojej matce kolejnego powodu, żeby odesłała mnie z powrotem do Austin.
Daniel ściera krew z wargi, a ja nadal trzymam go za ramię, kiedy docieramy do jego samochodu. Wyrywa ramię i chwyta za brzeg swojej koszulki, podnosząc ją do ust. – Niech to szlag – mówi, odciągając bluzkę, żeby spojrzeć na krew. – Czemu ciągle przystępuję do sytuacji, które ryzykują spieprzeniem tej mojej pięknej twarzy? – Uśmiecha się i drugi raz ściera z ust krew.
- Nie martwiłbym się o to – mówię, śmiejąc się z tego jak zawsze jest zmartwiony swoim wyglądem. – Wciąż jesteś ładniejszy ode mnie.
Daniel uśmiecha się szeroko. – Dzięki, skarbie – odpowiada przekornie.
Ktoś podchodzi od tyłu do Daniela i zaciskam na moment pięści, myśląc, że może być to Grayson. Rozluźniam się, widząc, że to tylko dziewczyna, o której mówił wcześniej Daniel i która patrzyła na niego z kuchni. Nie wiem jednak dlaczego się rozluźniam, ponieważ ta dziewczyna zdecydowanie ma morderczy wygląd. Daniel nadal ściera krew z ust, gdy staje ona obok niego.
- Kim do diabła jest Sky?
Daniel obraca gwałtownie głowę w jej stronę, a jego oczy powiększają się z zaskoczenia. – Kto? O czym ty do cholery gadasz, Val?
Wywraca oczami i unosi rękę, wskazując na dom. – Słyszałam jak mówiłeś tam Graysonowi, że pieprzyłeś się z nią zeszłej nocy!
Daniel spogląda na dom, potem na Val i nagle do niego dociera. – Nie, Val! – mówi Daniel, podchodząc do niej i chwytając ją za dłonie. – Nie, nie, nie! Gadał bzdury, a ja chciałem go tylko wkurzyć. Nawet nie znam tej dziewczyny, o której mówił. Przysięgam…
Ona oddala się od niego, a on idzie za nią, błagając ją, żeby go wysłuchała. Postanawiam, że teraz najlepiej będzie wrócić do domu. Przyjechałem tutaj z Danielem, ale wygląda na to, że przez jakiś czas będzie zajęty. Jestem tylko cztery mile od mojego domu, więc wysyłam do niego wiadomość mówiącą, że wracam do domu, po czym ruszam w tamtym kierunku.

Cały ten wieczór przypomniał mi o wszystkich rzeczach, w których nie chciałem być centrum. Dramat. Testosteron. Grayson. Generalnie wszystko związane z liceum. Powinienem wypełnić kartę transferową w poniedziałek, ale szczerze mówiąc nie wiem czy chcę wracać. Wiem, że są inne możliwości, w których mogę się wykazać. Po prostu nie ma mowy, że moja matka na to pozwoli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz