9.3.14

51

Wtorek, 30 październik, 2012
09:05
Słońce jest takie jasne; prześwituje przez koc, którym zasłoniłam oczy. Jednak to nie słońce mnie obudziło. Był to głos Holdera.
- Posłuchaj, nie masz pojęcia, przez co ona przeszła przez ostatnie dwa dni – mówi Holder. Próbuje mówić cicho, albo żeby mnie nie obudzić, albo żebym nie usłyszała jego rozmowy. Nie słyszę, żeby ktoś odpowiadał, więc musi rozmawiać przez telefon. Ale z kim on rozmawia, do diabła?
- Rozumiem twoją potrzebę, żeby ją bronić. Uwierz mi, rozumiem. Ale oboje musicie wiedzieć, że ona nie wejdzie do tego domu sama.
Następuje długa cisza, po czym wzdycha ciężko do telefonu. – Muszę upewnić się, że coś zje, więc daj nam trochę czasu. Tak, obiecuję. Obudzę ją, jak tylko się rozłączę. Wyjedziemy w ciągu godziny.
Nie żegna się, ale słyszę jak telefon opada na stół. Po kilku sekundach łóżko obniża się i Holder obejmuje mnie ramieniem. – Obudź się, kochanie – mówi mi do ucha.
Nie ruszam się. – Nie śpię – odpowiadam spod okrycia. Czuję, jak przyciska rękę do mojego barku.
- Więc słyszałaś to? – pyta niskim głosem.
- Kto to był?
Przesuwa się na łóżku i ściąga koc z mojej głowy. – Jack. Twierdzi, że Karen wyznała mu wszystko wczoraj wieczorem. Martwi się o nią. Chce, żebyś z nią porozmawiała. – Moje serce zatrzymuje się w połowie bicia. – Przyznała się? – pytam ostrożnie, siadając.
Kiwa głową. – Nie zagłębialiśmy się w szczegóły, ale wydaje się wiedzieć, o co chodzi. Ale powiedziałem mu o twoim ojcu… tylko dlatego, że Karen chciała wiedzieć czy go widziałaś. Kiedy obudziłem się było o tym w wiadomościach. Orzekli, że to samobójstwo na podstawie faktu, że sam to zgłosił. Nawet nie otwierają śledztwa. – Trzyma mnie za rękę, głaszcząc ją kciukiem. – Sky, Jack bardzo chce, żebyś wróciła. Myślę, że ma rację… musimy wrócić i to zakończyć. Nie będziesz sama. Będę tam, Jack również. I wygląda na to, że Karen współpracuje. Wiem, że to trudne, ale nie mamy wyboru.
Przemawia do mnie, jakbym musiała zostać przekonana, kiedy naprawdę jestem gotowa. Muszę zobaczyć się z nią twarzą w twarz, żeby dostać odpowiedzi na moje ostatnie pytania. Całkowicie zrzucam z siebie okrycia i schodzę z łóżka, rozciągając się. – Najpierw muszę umyć zęby i przebrać się. Potem możemy iść. – Idę do łazienki i nie odwracam się, ale wyczuwam płynącą od niego dumę. Jest ze mnie dumny.
Holder podaje mi swoją komórkę, kiedy już jesteśmy w drodze. – Masz. Breckin i Six martwią się o ciebie. Karen wzięła ich numery z twojej komórki i wydzwaniała do nich przez cały weekend, próbując cię znaleźć.
- Rozmawiałeś z nimi?
Potakuje. – Rano rozmawiałem z Breckinem, zanim zadzwonił Jack. Powiedziałem mu, że pokłóciłaś się z matką i chciałaś wyjechać na parę dni. Pasuje mu te wyjaśnienie.
- Co z Six?
Zerka na mnie i rzuca mi półuśmiech. – Z Six chyba będziesz musiała się skontaktować. Rozmawiałem z nią przez emaila. Próbowałem uspokoić ją tą samą historyjką, którą powiedziałem Breckinowi, ale nie kupuje tego. Powiedziała, że ty i Karen nie kłócicie się i muszę powiedzieć jej prawdę, zanim wróci do Teksasu i skopie mi tyłek. – Krzywię się, wiedząc, że Six musi strasznie się o mnie zamartwiać. Nie pisałam do niej od wielu dni, więc postanawiam odłożyć zadzwonienie do Breckina, a zamiast tego napisać emaila do Six.
- Jak pisze się emaila? – pytam. Holder śmieje się i zabiera mi telefon, naciskając kilka przycisków. Oddaje mi go, wskazując na ekran.
- Napisz tam, co chcesz, potem oddaj mi, a ja wyślę. – Piszę krótki email, mówiąc jej, że dowiedziałam się paru rzeczy o mojej przeszłości i musiałam wyjechać na kilka dni. Zapewniam ją, że zadzwonię do niej w ciągu następnych dni, aby wszystko wyjaśnić, ale nie jestem pewna czy powiem jej prawdę. W tej chwili nie wiem czy chcę, aby ktoś wiedział o tej sytuacji. Nie, dopóki nie dostanę wszystkich odpowiedzi.
Holder wysyła emaila, po czym bierze mnie za rękę i splata nasze palce. Skupiam wzrok na widoku za oknem, wpatrując się w niebo.
- Głodna? – pyta, po ponad godzinnej jeździe w całkowitej ciszy. Potrząsam głową. Jestem zbyt zdenerwowana, żeby cokolwiek zjeść, wiedząc, że za niedługo stawię czoła Karen. Jestem zbyt zdenerwowana, żeby choćby podtrzymać normalną rozmowę. Jestem zbyt zdenerwowana, żeby zrobić cokolwiek poza patrzeniem przez okno i zastanawianiem się, gdzie będę, gdy jutro się obudzę.
- Musisz jeść, kochanie. Ledwo co zjadłaś od trzech dni, a z twoją skłonnością do mdlenia, sądzę, że jedzenie nie będzie teraz złym pomysłem.
Nie podda się, dopóki czegoś nie zjem, więc ustępuję. – Dobra – mruczę.
Wybiera Restaurację Meksykańską na poboczu, po tym jak nie udało mi się wybrać, gdzie chcę zjeść. Zamawiam coś z menu lunchowego, żeby tylko go zadowolić. Prawdopodobnie nie będę w stanie nic zjeść.
- Chcesz zagrać w Gościa na Obiedzie? – pyta, zanurzając kawałek tortilli w salsie.
Wzruszam ramionami. Naprawdę nie chcę mierzyć się z tym, co będę robić za pięć godzin, więc może to pomoże mi oderwać od tego myśli. – Chyba tak. Ale pod jednym warunkiem. Nie chcę rozmawiać o niczym, co ma coś wspólnego z pierwszymi latami mojego życia, ostatnimi trzema dniami albo następnymi dwudziesto-czteroma godzinami. – Holder uśmiecha się, jakby poczuł ulgę. Może on też nie chce o tym myśleć.
- Panie mają pierwszeństwo – mówi.
- Więc odłóż te tortille – mówię, patrząc na jedzenie, które zamierza włożyć do ust.
Opuszcza wzrok na kawałek tortilli i chmurzy się żartobliwie. – Niech będzie to szybkie pytanie, bo umieram z głodu.
Korzystam z mojej kolejki, wypijając duszkiem mój napój, po czym biorę gryz tortilli, którą właśnie wyciągnęłam z jego rąk. – Dlaczego tak bardzo kochasz bieganie? – pytam.
- Nie jestem pewien – odpowiada, opierając się o krzesło. – Zacząłem biegać, kiedy miałem trzynaście lat. Zaczęło się jako sposób ucieczki od Les i jej irytujących przyjaciół. Czasami po prostu musiałem wydostać się z domu. Piski i rechoty trzynastoletnich dziewczyn mogą być niezwykle nieprzyjemne. Lubiłem ciszę, która przychodziła z bieganiem. Jeżeli nie zauważyłaś, to jestem tak jakby myślicielem, więc pomaga mi to w oczyszczeniu umysłu. – Śmieję się. – Zauważyłam – mówię. – Zawsze taki byłeś? – Uśmiecha się, kręcąc głową. – To są dwa pytania. Moja kolej. – Wyciąga kawałek tortilli z mojej ręki, który zamierzałam zjeść i wrzuca sobie do buzi, potem popija swoim napojem. – Czemu nigdy nie pojawiłaś się na testach na bieżnię?
Unoszę brew, śmiejąc się. – To dziwne pytanie na teraz. To było dwa miesiące temu. – Potrząsa głową, celując we mnie chipsem. – Bez oceniania, gdy chodzi o mój wybór w pytaniach.
- Okej – śmieję się. – Nie wiem, naprawdę. Po prostu szkoła nie była taka, jak myślałam. Nie spodziewałam się, że inne dziewczyny będą takie wredne. Żadna z nich nie odzywała się do mnie, dopóki nie chciała mnie poinformować, jaką jestem zdzirą. Breckin był jedyną osobą w całej szkole, która zrobiła jakiś wysiłek.
- To nieprawda – mówi Holder. – Zapominasz o Shayli. – Śmieję się. – Mówisz o Shaynie?
- Nieważne – mówi, potrząsając głową. – Twoja kolej. – Szybko wrzuca kolejny kawałek do ust i uśmiecha się do mnie szeroko.
- Dlaczego twoi rodzice się rozwiedli?
Posyła mi uśmiech z zaciśniętymi ustami i lekko stuka palcami w stół, po czym wzrusza ramionami.
- Sądzę, że to był dla nich ten czas – odpowiada obojętnie.
- Ten czas? – pytam, zdezorientowana jego mało precyzyjną odpowiedzią. – Czy w tych czasach istnieje data upływu ważności małżeństwa?
Wzrusza ramionami. – Dla niektórych ludzi tak.
Teraz jestem zaintrygowana jego procesem myślowym. Mam nadzieję, że nie weźmie swojej kolejki, kiedy moje pytanie zostało już zadane, ponieważ chcę poznać jego opinię na ten temat. Nie żebym planowała w najbliższym czasie branie ślubu. Ale on jest facetem, w którym jestem zakochana, więc nie zaszkodzi poznanie jego stanowiska, żebym nie była zszokowana za kilka lat.
- Czemu uważasz, że ich małżeństwo miało limit czasowy? – pytam.
- Wszystkie małżeństwa mają limit czasowy, jeśli wchodzisz w nie ze złych powodów. Małżeństwo nie robi się łatwiejsze… tylko trudniejsze. Jeśli poślubiasz kogoś, mając nadzieję, że to poprawi twoje sprawy, równie dobrze możesz nastawić minutnik w chwili, kiedy mówisz „Tak”.
- Z jakich złych powodów musieli wziąć ślub?
- Mnie i Les – mówi wymownie. – Znali się mniej niż miesiąc, gdy moja matka zaszła w ciążę. Tata poślubił ją, myśląc, że to właściwa rzecz do zrobienia, kiedy być może właściwą rzeczą było nigdy jej nie zaciążenie.
- Wypadki się zdarzają – mówię.
- Wiem. Dlatego właśnie teraz są rozwiedzeni.
Kręcę głową, smutna, że Holder nie przejmuje się zbytnio brakiem miłości u jego rodziców. Ale minęło osiem lat. Dziesięcioletni Holder mógł nie być taki beztroski co do rozwodu, kiedy się wtedy dział. – Ale nie uważasz, że rozwód jest nieunikniony dla każdego małżeństwa? – Zakłada ramiona na stoliku i nachyla się, mrużąc oczy. – Sky, jeżeli zastanawiasz się, czy mam problemy z zobowiązaniem, odpowiedź brzmi nie. Kiedyś w bardzo dalekiej przyszłości… na przykład po studiach… kiedy oświadczę się tobie… co zrobię pewnego dnia, bo nie pozbędziesz się mnie… nie będę żenił się z tobą z nadzieją, że nasze małżeństwo wypali. Kiedy staniesz się moja, to będzie rzecz na zawsze. Powiedziałem ci już wcześniej, że dla mnie liczy się tylko wieczność z tobą i mam to na myśli.
Uśmiecham się do niego, w jakiś sposób trochę bardziej w nim zakochana niż trzydzieści sekund temu. – Wow. Nie potrzebowałeś wiele czasu, żeby wymyślić te słowa.
Potrząsa głową. – Dlatego, że myślałem o wieczności z tobą od chwili, kiedy zobaczyłem cię w spożywczym.
Nasze jedzenie nie mogło przyjść w bardziej idealnej porze, ponieważ nie mam pojęcia jak na to odpowiedzieć.
Podnoszę widelec, żeby wziąć kawałek jedzenia, ale Holder sięga przez stół i zabiera mi go z ręki.
- Bez oszukiwania – mówi. – Nie skończyliśmy, a zamierzam zadać bardzo osobiste pytanie. – Bierze kęs swojego jedzenia i przeżuwa wolno, jak czekam na jego „bardzo osobiste” pytanie.
Po upiciu łyku napoju, bierze kolejny kawałek jedzenia i uśmiecha się do mnie, celowo przeciągając jego kolejkę, żeby mógł zjeść.
- Zadaj mi przeklęte pytanie – mówię z udawanym rozdrażnieniem.
Holder śmieje się i wyciera usta serwetką, po czym pochyla się do przodu. – Jesteś na pigułkach? – pyta ściszonym głosem.
Jego pytanie wywołuje we mnie śmiech; ponieważ to nie jest takie osobiste, kiedy pytasz dziewczynę, z którą uprawiasz seks. – Nie, nie jestem – przyznaję. – Nigdy nie miałam do tego powodu, zanim wpadłeś do mojego życia.
- Cóż, chcę, żebyś była na nich – mówi ze zdecydowaniem. – Umów się na spotkanie w tym tygodniu. – Wzdrygam się na jego gburowatość. – Mógłbyś poprosić mnie trochę bardziej uprzejmie, wiesz. – Holder wygina brew, upijając ze swojego picia, potem odkłada je spokojnie na stolik. – Mój błąd. – Uśmiecha się, posyłając mi swoje dołeczki. – W takim razie pozwól mi ująć inaczej moje słowa – mówi, zniżając głos do ochrypłego szeptu. – Planuję kochać się z tobą, Sky. Dużo. Właściwie to przy każdej okazji, jaką będziemy mieli, bo było mi z tobą przyjemnie w ten weekend, pomimo wszystkich okoliczności. Zatem żebym mógł dalej się z tobą kochać, bardzo bym docenił, gdybyś zrobiła alternatywne antykoncepcyjne plany, abyśmy nie musieli brać wywołanego ciążą ślubu z datą upływu ważności. Myślisz, że mogłabyś to dla mnie zrobić? Żebyśmy mogli dalej mieć mnóstwo seksu?
Nie odrywam od niego wzroku, przesuwając pustą szklankę do kelnerki, która gapi się na Holdera z opadniętą szczęką. Zachowuję powagę, odpowiadając.
- O wiele lepiej – mówię. – I tak. Sądzę, że mogę to zrobić. – Holder kiwa raz głową, po czym przysuwa szklankę do mojej, spoglądając na kelnerkę. Ona w końcu otrząsa się z transu i szybko napełnia nasze szklanki, potem odchodzi. Jak tylko znika, piorunuję wzrokiem Holdera, kręcąc głową. – Jesteś niepoprawny, Deanie Holderze – śmieję się.
- Co? – pyta niewinnie.
- Powinno być nielegalne, żeby słowa „kochać się” i „seks” wychodziły z twoich ust, gdy jesteś w obecności innych kobiet oprócz tej, która naprawdę może cię doświadczyć. Nie sądzę, że zdajesz sobie sprawę, co robisz kobietom.
Potrząsa głową, próbując zbyć mój komentarz.
- Mówię poważnie, Holder. Nie próbuję powiększyć twojego ego, ale powinieneś wiedzieć, że jesteś niewiarygodnie pociągający dla niemal każdej kobiety z pulsem. Pomyśl o tym. Nawet nie mogę zliczyć liczby facetów, których spotkałam, jednak tylko do ciebie czułam pociąg? Wyjaśnij to. – Holder śmieje się. – To proste, kochanie.
- Dlaczego?
- Ponieważ – mówi, patrząc na mnie znacząco – już mnie kochałaś zanim zobaczyłaś mnie tamtego dnia w spożywczym. To że zablokowałaś moje wspomnienie z umysłu nie znaczy, że zablokowałaś je ze swojego serca. – Podnosi kęs jedzenia do ust, ale zatrzymuje się przed ugryzieniem. – Choć może masz rację. Mógł być to tylko fakt, że chciałaś polizać moje dołeczki – mówi, wkładając widelec do ust.

- Zdecydowanie były to dołeczki – mówię, uśmiechając się. Nie mogę zliczyć liczby razy, jak sprawił, że się uśmiechnęłam w ciągu pół godziny, kiedy tutaj byliśmy i jakoś zjadłam połowę jedzenia z talerza. Sama jego obecność dokonuje cudów na zranionej duszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz