8.3.14

23

Sobota, 29 wrzesień, 2012
22:15
- Sky, obudź się.
Podnoszę głowę z ramienia Breckina i ścieram ślinę z policzka. On spuszcza wzrok na mokrą koszulę, krzywiąc się.
- Sorki – śmieję się. – Nie powinieneś być taki wygodny.
Dojechaliśmy do jego domu po spędzeniu ośmiu godzin na spacerowaniu i przeglądaniu tandety. Holder i Breckin w końcu się poddali i wszyscy staliśmy się trochę ambitni, chcąc sprawdzić kto znajdzie najbardziej przypadkowy przedmiot. Sądzę, że ja i tak wygrałam z jelitowymi solniczką i pieprzniczką, ale Breckin znalazł się na bliskim drugim miejscu z aksamitnym obrazem szczeniaka jadącego na grzbiecie jednorożca.
- Nie zapomnij swojego obrazu – mówię, kiedy wysiada z samochodu. Nachyla się, biorąc obraz z podłogi i całuje mnie w policzek.
- Do zobaczenia w poniedziałek – mówi do mnie. Patrzy na Holdera. – Nie myśl sobie, że teraz zajmiesz moje miejsce na pierwszej lekcji, tylko dlatego, że ona jest twoją dziewczyną.
Holder śmieje się. – To nie ja przynoszę jej każdego poranka kawę. Wątpię, by pozwoliła mi cię obalić.
Breckin zamyka drzwi, a Holder czeka, aż wchodzi do domu, zanim odjeżdża. – Co ty sobie myślisz, że tam robisz? – pyta, uśmiechając się do mnie w lusterku. – Chodź tutaj.
Kręcę głową, nie ruszając się. – Lubię mieć szofera.
Zatrzymuje auto w parku i odpina swój pas, po czym odwraca się na siedzeniu. – Chodź – mówi, sięgając po moje ramiona. Chwyta mnie za nadgarstki i ciągnie, dopóki naszych twarzy nie dzieli kilka centymetrów. Podnosi ręce do mojej twarzy i ściska mi policzki, jakbym była małym dzieckiem. Głośno cmoka moje ściśnięte usta. – Dobrze się dzisiaj bawiłem – mówi. – Jesteś trochę dziwna.
Unoszę brew, niepewna czy mnie skomplementował, czy nie. – Dzięki?
- Lubię dziwność. Teraz zabieraj tyłek na przednie siedzenie, zanim wejdę na tylne i cię nie przytulę. – Ciągnie mnie za ramiona, a ja siadam na przednim siedzeniu, po czym zapinam pas.
- Co teraz robimy? Twój dom? – pytam.
Zaprzecza. – Nie. Jeszcze jeden przystanek.
- Mój dom?
Znowu zaprzecza. – Zobaczysz.

Jedziemy, aż jesteśmy na obrzeżach miasta. Dostrzegam, że jesteśmy na pobliskim lotnisku, kiedy on parkuje samochód na brzegu drogi. Wysiada, nic nie mówiąc i podchodzi, żeby otworzyć mi drzwi. – Jesteśmy na miejscu – mówi, machając ręką na pas startowy rozłożony na polu przed nami.
- Holder, to najmniejsze lotnisko w obrębie dwóch tysięcy mili. Jeśli spodziewasz się popatrzeć na lądujący samolot, będziemy tutaj dwa dni.
Ciągnie mnie za rękę i prowadzi w dół małego wzgórza. – Nie jesteśmy tutaj, żeby patrzeć na samoloty. – Idzie dalej, dopóki nie docieramy do płotu, ogradzającego teren lotniska. Potrząsa nim, żeby sprawdzić solidność, potem znowu łapie moją dłoń. – Ściągnij buty, będzie łatwiej – mówię. Spoglądam na płot i na niego.
- Oczekujesz, że będę się na to wspinać?
- Cóż – mówi, patrząc na niego. – Mógłbym cię podnieść i przerzucić, ale może to trochę bardziej zaboleć.
- Jestem w sukience! Nie powiedziałeś mi, że będziemy dzisiaj wspinać się po płotach. Poza tym, to nielegalne.
Kręci głową, pchając mnie do płotu. – Nie jest nielegalne, kiedy mój ojczym zarządza lotniskiem. I nie, nie powiedziałem ci, że będziemy wspinać się po płotach, bo bałem się, że nie ubierzesz tej sukienki.
Łapię za płot i zaczynam go sprawdzać, kiedy, jednym gładkim ruchem, jego ręce są na mojej talii, a ja w powietrzu, już nad nim.
- Jezu, Holder! – krzyczę, przeskakując na drugą stronę.
- Wiem. To poszło trochę zbyt szybko. Zapomniałem cię obmacać. – Wspina się na płot, przerzuca przez niego nogę i zeskakuje. – Chodź – mówi, chwytając moją dłoń i ciągnie mnie do przodu.
Idziemy do pasa startowego. Zatrzymuję się i zerkam na jego ogromną długość. Nigdy wcześniej nie byłam w samolocie, a myśl o tym trochę mnie przeraża. Zwłaszcza widząc, że jest wielkie jezioro na dalekim końcu pasa startowego.
- Czy kiedykolwiek jakiś samolot wylądował w tamtym jeziorze?
- Tylko jeden – mówi, ciągnąc mnie w dół. – Ale to była mała Cessna, a pilot był mały. Nic mu się nie stało, ale samolot wciąż jest na dnie jeziora. – Siada na pasie startowym i pokazuje mi, żebym zrobiła to samo.
- Co robimy? – pytam, poprawiając sukienkę i ściągając buty.
- Cicho – mówi. – Połóż się i spójrz w górę.
Kładę głowę i podnoszę wzrok, po czym gwałtownie wciągam powietrze. Przede mną w każdym kierunku wyłożony jest koc gwiazd jaśniejszych, niż kiedykolwiek widziałam.
- Wow – szepczę. – Nie wyglądają tak z mojego podwórka.
- Wiem. Dlatego cię przywiozłem. – Sięga między nas i obejmuje małym palcem mój.
Siedzimy długi czas, nic nie mówiąc, ale to spokojna cisza. Co jakiś czas on podnosi mały palec i muska bok mojej dłoni, ale tylko tyle. Leżymy bok przy boku, ja jestem w sukience z całkiem łatwym dostępem, ale mimo wszystko on nawet nie próbuje mnie pocałować. Oczywiste jest, że nie przyprowadził mnie na pustkowie, żeby obściskiwać się ze mną. Przyprowadził mnie tutaj, żeby podzielić się ze mną tym doświadczeniem. Kolejna rzecz, w do której jest namiętny.
Jest tyle w Holderze, co mnie zaskakuje, zwłaszcza w ciągu tych ostatnich dwudziestu czterech godzin. Wciąż nie wiem, co go tak zdenerwowało tamtego dnia na stołówce, ale on wydaje się przekonany, że dokładnie wie, co to było i że nigdy więcej się to nie wydarzy. I w tej chwili, mogę tylko wziąć go na słowo. Mogę tylko wciąż moje zaufanie i umieścić je w jego rękach. Mam tylko nadzieję, że on wie, iż jest to całe zaufanie, jakie mi pozostało. Wiem na pewno, że jeśli zrani mnie tak jak wcześniej, to będzie ostatni raz, kiedy mnie jeszcze zrani.
Przekrzywiam głowę w jego stronę i obserwuję go, gdy patrzy na niebo. Ma zmarszczone brwi i najwyraźniej coś go gnębi. Wydaje się, że zawsze coś go gnębi, a ja jestem ciekawa czy kiedykolwiek się przez to przebiję. Jest tyle rzeczy, których wciąż chcę wiedzieć o jego przeszłości, siostrze i rodzinie. Ale podejmując ten temat, gdy jest tak bardzo zamyślony, oderwałoby go od czegokolwiek o czym teraz myśli. Nie chcę tego robić. Dokładnie wiem, gdzie on jest i co robi, wpatrując się tak w przestrzeń. Wiem, bo ja robię dokładnie to samo, kiedy patrzę na gwiazdy na moim suficie.
Patrzę na niego przez długi czas, po czym wracam spojrzeniem do nieba i zaczynam uciekać do własnych myśli, gdy on przerywa ciszę pytaniem pojawiającym się nie wiadomo skąd.
- Miałaś dobre życie? – pyta cicho.
Rozmyślam nad jego pytaniem, przeważnie dlatego że chcę wiedzieć o czym myślał, że o to zapytał. Naprawdę myślał o moim życiu czy myślał o swoim?
- Tak – odpowiadam szczerze. – Tak, mam.
Wzdycha ciężko, potem zakrywa moją rękę swoją. – Dobrze.
Nic więcej nie jest powiedziane przez kolejne pół godziny, a potem mówi, że jest gotowy wracać.

Zatrzymujemy się przy moim domu parę minut przed północą. Oboje wysiadamy z samochodu, on bierze worki przypadkowych rzeczy i podąża za mną do drzwi wejściowych. Zatrzymuje się na progu i je odkłada. – Nie idę dalej – mówi, wkładając ręce do kieszeni.
- Czemu nie? Jesteś wampirem? Potrzebujesz pozwolenia na wejście?
Uśmiecha się. – Nie sądzę, że powinienem zostać.
Podchodzę do niego i oplatam go ramionami, całując w brodę. – Czemu nie? Jesteś zmęczony? Możemy się położyć, wiem, że ledwo co spałeś zeszłej nocy. – Naprawdę nie chcę, żeby jechał. Spałam lepiej w jego ramionach ostatniej nocy niż jakiejkolwiek innej.
Odpowiada na mój uścisk obejmując moje barki i przyciągając mnie do torsu. – Nie mogę – mówi. – To połączenie rzeczy, naprawdę. Fakt, że moja mama zasypie mnie pytaniami gdzie byłem od zeszłej nocy. Fakt, że usłyszałem jak obiecałaś swojej mamie, że wyjdę przed północą. Fakt, że przez cały czas, jak dzisiaj chodziłaś, nie mogłem przestać myśleć o tym, co jest pod tą sukienką.
Kładzie dłonie na mojej twarzy, patrząc na moje usta. Jego powieki stają się ciężkie i zaczyna szeptać. – Nie wspominając o tych ustach – mówi. – Nie masz pojęcia, jak ciężko próbowałem słuchać jednego słowa, jakiego dziś wypowiedziałaś, kiedy myślałem tylko o tym, jakie są miękkie. Jak niewiarygodnie smakują. Jak idealnie mieszczą się między moimi. – Nachyla się i lekko mnie całuje, po czym odsuwa się właśnie wtedy, gdy zaczęłam topnieć. – I ta sukienka – mówi, przesuwając ręką w dół moich pleców, łagodnie sunąc nią po biodrze i górze uda. Drżę pod koniuszkami jego palców. – Ta sukienka jest głównym powodem, dla którego nie wchodzę dalej do tego domu.
Biorąc pod uwagę to jak moje ciało na niego reaguje, szybko zgadzam się z jego decyzją o wyjściu. Choć uwielbiam przebywać z nim i uwielbiam go całować, już mogę powiedzieć, że będę miała absolutnie zero oporu, a nie sądzę, że jestem już gotowa przejść przez ten pierwszy raz.
Wzdycham, ale chce mi się jęczeć. Chociaż zgadzam się z tym, co mówi, moje ciało nadal jest wkurzone, że nie błagam go, aby został. Dziwne jak przebywanie z nim dzisiaj jakoś pogłębiło potrzebę, którą mam, żeby ciągle z nim być.
- Czy to normalne? – pytam, patrząc w jego oczy, w których było więcej pożądania, niż kiedykolwiek. Wiem, dlaczego teraz chce wyjść, ponieważ widać, że on też chce już przejść przez ten pierwszy raz.
- Czy co jest normalne?
Przyciskam głowę do jego klatki piersiowej, żeby na niego nie patrzeć, kiedy będę mówić. Czasami mówię rzeczy, które są żenujące, ale mimo wszystko muszę je wypowiedzieć. – Czy to co do siebie czujemy jest normalne? Tak naprawdę niezbyt długo się znamy. Większość tego czasu spędziliśmy unikając siebie nawzajem. Ale sama nie wiem, z tobą wydaje się inaczej. Przypuszczam, że kiedy większość ludzi się umawia, pierwsze kilka miesięcy spędzają na próbie zbudowania związku. – Podnoszę głowę z jego torsu, patrząc na niego. – Czuję jakbym miała to z tobą w chwili, kiedy się poznaliśmy. Wszystko w nas jest takie naturalne. Wydaje się, jakbyśmy już tam byli, a teraz próbujemy się cofnąć. Jakbyśmy próbowali znowu się poznać, zwalniając tempo. Czy to dziwne?
Odsuwa włosy z mojej twarzy, tym razem patrząc na mnie zupełnie inaczej. Pożądanie zostało zastąpione cierpieniem, a mnie ciąży na sercu widząc to w jego oczach.
- Cokolwiek to jest, nie chcę tego analizować. Nie chcę również żebyś ty to analizowała, dobrze? Po prostu bądźmy wdzięczni, że nareszcie cię odnalazłem.
Śmieję się z jego ostatniego zdania. – Mówisz to tak, jakbyś mnie szukał.
Marszczy brwi i kładzie dłonie po bokach mojej głowy, unosząc do siebie moją twarz. – Szukałem cię moje całe cholerne życie. – Wyraz jego twarzy jest zdecydowany i przyciska nasze wargi, jak tylko zdanie opuszcza jego usta. Całuje mnie mocno i z większą namiętnością niż całował mnie przez cały dzień. Już chcę wciągnąć go do środka, ale puszcza mnie i cofa się, gdy tylko zaciskam dłonie na jego włosach.
- Żyję tobą – mówi, zmuszając się do zejścia po schodach. – Do zobaczenia w poniedziałek.
- Ja też tobą żyję.

Nie pytam go dlaczego nie zobaczę się z nim jutro, ponieważ sądzę, że czas dobrze nam zrobi, żeby przetrawić ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Także dobrze zrobi to dla Karen, bo naprawdę muszę opowiedzieć jej o moim nowym życiu miłosnym. Albo raczej o moim nowym żyjącym życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz