9.3.14

32

Niedziela, 28 październik, 2013
00:37
Przechodząc przez drzwi wejściowe do salonu, mam nadzieję na zostanie pochłoniętą pocieszeniem, którego teraz rozpaczliwie potrzebuję. Znajomość i poczucie przynależności w tym domu jest czymś, co musi mnie uspokoić, bym nie czuła się tak, jakbym zaraz miała wybuchnąć płaczem. To jest mój dom, gdzie mieszkam z Karen… kobietą, która mnie kocha i zrobiłaby dla mnie wszystko, bez względu na to, co myśli Holder.
Stoję w ciemnym salonie i czekam, aż pochłonie mnie te uczucie, ale tego nie robi. Rozglądam się z podejrzliwością i powątpieniem, nie cierpiąc tego, że teraz obserwuję moje życie z kompletnie innego punktu widzenia.
Przechodzę przez salon, zatrzymując się tuż pod drzwiami sypialni Karen. Zastanawiam się nad wejściem do jej łóżka, ale ma zgaszone światło. Nigdy nie potrzebowałam tak bardzo jak teraz być w jej obecności, ale nie potrafię zmusić się do otwarcia jej drzwi. Może jeszcze nie jestem gotowa na stawienie jej czoła.
Zamiast tego idę korytarzem do mojej sypialni.
Światło w moim pokoju wyziera spod przestrzeni pod drzwiami. Kładę rękę na klamce i naciskam, po czym powoli otwieram drzwi. Karen siedzi na moim łóżku. Patrzy na mnie, gdy słyszy otwieranie drzwi i od razu wstaje.
- Gdzie byłaś? – Wygląda na zmartwioną, lecz jej głos jest na skraju gniewu. Albo może rozczarowania.
- Z Holderem. Nigdy nie powiedziałaś, o której mam być w domu. – Wskazuje na łóżko. – Usiądź. Musimy porozmawiać.
Wszystko w niej wydaje się teraz inne. Obserwuję ją z rezerwą. Czuję się, jakbym przechodziła przez nieprawdziwe gesty bycia posłuszną córką, kiedy kiwam głową. Jakbym była w scenie z dramatycznego filmu z Lifetime. Podchodzę do łóżka i siadam, niepewna, co ją tak zdenerwowało. Tak jakby mam nadzieję, że dowiedziała się wszystkiego, czego ja się dziś dowiedziała. Byłoby diabelnie łatwiej, kiedy jej o tym opowiem.
Zajmuje miejsce obok i odwraca się do mnie. – Już nie wolno ci widywać się z nim – mówi stanowczo.
Mrugam dwa razy, przeważnie z szokowania z tematu rozmowy. Nie spodziewałam się, że będzie o Holderze.
- Co takiego? – pytam, zdezorientowana. – Czemu?
Sięga do swojej kieszeni i wyciąga moją komórkę. – Co to jest? – pyta przez zaciśnięte zęby.
Patrzę na mój telefon trzymany mocno w jej ręce. Naciska przycisk i podnosi do mnie ekranik. – I co to, do diabła, są za wiadomości, Sky? Są okropne. On pisze do ciebie okropne, podłe rzeczy. – Rzuca komórkę na łóżko i łapie moje dłonie, ściskając je. – Dlaczego pozwalasz sobie być z kimś, kto tak cię traktuje? Wychowałam cię lepiej. – Już nie podnosi głosu. Teraz po prostu gra rolę zaniepokojonej matki.
Uspokajająco ściskam jej dłonie. Wiem, że całkiem możliwe będę miała problemy za posiadanie telefonu, ale muszę jej powiedzieć, że wiadomości w ogóle nie są takie, za jakie je uważa. Tak naprawdę czuję się trochę głupio, że przeprowadzamy tę rozmowę. Kiedy porównuję ten problem do nowych problemów, z którymi się mierzę, wydaje się to trochę dziecinne.
- Mamo, on nie robi tego na serio. Wysyła mi te wiadomości w żarcie. – Wybucha zniechęconym śmiechem i potrząsa głową w niezgodzie. – Coś jest z nim nie tak, Sky. Nie podoba mi się to, jak na ciebie patrzy. Nie podoba mi się to, jak patrzy na mnie. A fakt, że kupił ci komórkę bez żadnego szacunku dla moich zasad, tylko pokazuje jaki ma szacunek dla innych ludzi. Niezależnie od tego czy te wiadomości są żartem, czy nie, nie ufam mu. Ty też nie powinnaś mu ufać.
Wpatruję się w nią. Dalej mówi, ale myśli w mojej głowie stają się głośniejsze i głośniejsze, blokując wszystkie słowa, które próbuje wwiercić w mój mózg. Dłonie od razu zaczynają mi się pocić i czuję bicie serca walące w uszach. Wszystkie jej przekonania, wybory i zasady migają w moim umyśle, a ja staram się je rozdzielić i wsadzić do własnych rozdziałów, ale wszystkie się mieszają.
Wyciągam pierwszą myśl ze sterty pytań i pytam ją prosto z mostu.
- Czemu nie mogę mieć telefonu? – szepczę. Nie jestem nawet pewna czy zadałam pytanie wystarczająco głośno, aby mnie usłyszała, ale przestaje ruszać ustami, więc pewnie mnie usłyszała.
- I Internetu – dodaję. – Czemu nie chcesz, żebym miała dostęp do Internetu? – Pytania stają się trucizną w mojej głowie i czuje, że muszę je wyrzucić. Wszystko zaczyna się układać i mam nadzieję, że to tylko zbieg okoliczności. Mam nadzieję, że osłaniała mnie całe moje życie, ponieważ mnie kocha i chce mnie chronić. Ale w głębi duszy szybko staje się wyraźne, że byłam osłaniana całe życie, ponieważ ona mnie ukrywała.
- Dlaczego uczyłaś mnie w domu? – pytam, tym razem o wiele głośniej.
Jej oczy są wielkie i to oczywiste, że nie ma pojęcia, co pobudza teraz te pytania. Podnosi się i patrzy na mnie z góry. – Nie odwrócisz tego przeciwko mnie, Sky. Mieszkasz pod moim dachem i będziesz przestrzegać moich zasad. – Zabiera moją komórkę z łóżka i idzie do drzwi. – Jesteś uziemiona. Żadnych komórek. Żadnego chłopaka. Jutro o tym porozmawiamy. – Trzaska za sobą drzwiami, a ja natychmiast padam na łóżko, czując się jeszcze bardziej beznadziejnie niż zanim weszłam do domu.
Nie mogę mieć racji. To tylko zbieg okoliczności, nie mogę mieć racji. Ona nie zrobiłaby czegoś takiego. Odpycham łzy i odmawiam uwierzenia w to. Musi być jakieś inne wytłumaczenie. Może Holder jest zdezorientowany. Może Karen jest zdezorientowana.
Wiem, że ja jestem zdezorientowana.

Ściągam sukienkę i zakładam bluzkę, po czym gaszę światło i wchodzę pod kołdrę. Mam nadzieję, że jutro obudzę się i zorientuję się, że ta cała noc była złym snem. Jeśli nie, to nie wiem ile zniosę, zanim moja siła całkowicie osłabnie. Wpatruję się w gwiazdy świecące nad moją głową i zaczynam je liczyć. Odpycham wszystkich i wszystko, i skupiam się, skupiam, skupiam na gwiazdach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz