9.3.14

37

Niedziela, 28 październik, 2012
17:15
Śpimy przez śniadanie i obiad. Kiedy nadchodzi popołudnie i Holder wchodzi z jedzeniem, umieram z głodu. Minęły ponad dwadzieścia cztery godziny odkąd coś jadłam. Przysuwa dwa krzesła do stolika i wyciąga z siatki rzeczy i napoje. Przyniósł mi to samo, o co poprosiłam zeszłej nocy po wystawie, ale tak naprawdę tego nie zamówiliśmy. Ściągam pokrywkę z czekoladowego koktajlu i upijam z wielkiego kubka, po czym odpakowuję burgera. Gdy to robię, mały kawałek papieru wylatuje i ląduje na stoliku. Podnoszę go i czytam.
To że nie masz już telefonu, a twoje życie jest szalenie dramatyczne, nie oznacza, że chcę, aby twojego ego eksplodowało. Wyglądałaś naprawdę bezdomnie w bluzce i majtkach. Mam nadzieję, że kupisz sobie jakąś długą pidżamę, bym nie musiał patrzeć przez całą noc na twoje kurczakowe nogi.
Gdy odkładam kartkę i na niego patrzę, uśmiecha się do mnie szeroko. Jego dołeczki są takie urocze; tak właściwie, to pochylam się i liżę jeden.
- Co to było? – śmieje się on.
Biorę gryz mojego burgera, wzruszając ramionami. – Chciałam to zrobić od dnia, kiedy zobaczyłam cię w spożywczaku.
Jego uśmiech zmienia się w pełen zadowolenia i opiera się o krzesło. – Chciałaś polizać moją twarz kiedy zobaczyłaś mnie po raz pierwszy? Czy zazwyczaj tak robisz, kiedy podobają ci się faceci? – Potrząsam głową. – Nie twoją twarz, tylko dołek. I nie. Jesteś jedynym facetem, którego miałam chęć polizać.
Uśmiecha się do mnie pewnie. – Dobrze. Bo ty jesteś jedyną dziewczyną, którą mam chęć kochać. – Cholera jasna. Nie powiedział bezpośrednio, że mnie kocha, ale słyszenie, jak wymawia te słowo sprawia, że serce puchnie mi w piersi. Gryzę burgera, aby ukryć uśmiech i pozwalam jego zdaniu zawisnąć w powietrzu.
Nie jestem jeszcze gotowa, żeby nas opuściło.
Oboje kończymy w ciszy jedzenie. Wstaję i sprzątam stół, po czym podchodzę do łóżka i zakładam buty.
- Gdzie idziesz? – Holder patrzy jak sznuruję buty. Nie odpowiadam mu od razu, ponieważ nie jestem pewna, gdzie idę. Po prostu chcę wyjść z tego pokoju hotelowego. Gdy zawiązuję buty, podnoszę się, idę do niego i obejmuję go ramionami.
- Chcę iść na spacer – mówię. – I chcę, żebyś poszedł ze mną. Jestem gotowa na zadawanie pytań. – Całuje mnie w czoło, potem sięga do stolika i bierze klucz pokojowy. – Więc chodźmy. – Splata nasze palce razem.
Nasz hotel nie jest blisko żadnego parku czy ścieżek spacerowych, zatem kierujemy się na dziedziniec. Jest tam kilka kabin plażowych ustawionych wokół basenu i wszystkie są puste. Holder prowadzi mnie do jednej z nich. Siadamy i opieram głowę o jego ramię, patrząc na basen. Jest październik, ale pogoda jest dość umiarkowana. Wysuwam ręce z rękawów i przytulam się, przyciskając do niego.
- Chcesz, żebym powiedział ci to, co pamiętam? – pyta. – Czy masz szczegółowe pytania?
- I to, i to. Ale chcę najpierw usłyszeć twoją historię.
Obejmuje mnie ramieniem. Jego palce głaszczą moje ramię i całuje mnie w bok głowy. Nie obchodzi mnie jak wiele razy całuje mnie w głowę; zawsze mam poczucie, jakby był to pierwszy raz.
- Musisz zrozumieć, jak bardzo jest to dla mnie surrealistyczne, Sky. Myślałem o tym, co stało się z tobą każdego dnia przez ostatnie trzynaście lat. I pomyśleć, że mieszkałem dwie mile od ciebie przez siedem tych lat? Wciąż sam mam problem z tego przetrawieniem. A teraz, nareszcie mając ciebie tutaj, mówiąc ci o wszystkim, co się wydarzyło…
Wzdycha i czuję, jak kładzie głowę na oparciu krzesła. Milczy przez chwilę, po czym kontynuuje.
- Po tym jak samochód odjechał, wszedłem do domu i powiedziałem Les, że pojechałaś z kimś. Cały czas pytała mnie z kim, ale nie wiedziałem. Moja matka była w kuchni, więc poszedłem tam i jej powiedziałem. Nie bardzo zwracała na mnie uwagę. Gotowała zupę, a my byliśmy tylko dzieciakami. Nauczyła się, żeby nas wyłączyć. Poza tym wciąż nie miałem pewności czy zdarzyło się coś, co nie miało się wydarzyć, więc nie brzmiałem na spanikowanego ani nic. Powiedziała mi, żebym wyszedł na dwór i pobawił się z Les. Była w tym taka nonszalancka, że pomyślałem, iż wszystko jest w porządku. Będąc sześciolatkiem, byłem pewien, że dorośli wiedzą wszystko, więc nic już nie mówiłem. Wyszedłem z Les na zewnątrz, żeby się pobawić i minęło kolejnych parę godzin, kiedy twój tata wyszedł, wołając twoje imię. Gdy tylko usłyszałem jak cię woła, zamarłem. Zatrzymałem się pośrodku mojego podwórka i patrzyłem jak stoi na jego ganku, wołając cię. W tamtej chwili wiedziałem, że nie miał pojęcia, że z kimś pojechałaś. Wiedziałem, że zrobiłem coś złego.
- Holder – wtrącam. – Byłeś tylko małym chłopcem.
Lekceważy mój komentarz, ciągnąc. – Twój tata podszedł do naszego podwórka i zapytał mnie czy wiem, gdzie jesteś. – Zatrzymuje się i chrząka. Czekam cierpliwie, aż będzie mówił dalej, ale wygląda na to, że musi zebrać swoje myśli. Słyszenie, jak opowiada mi o tym, co stało się tamtego dnia wydaje się, jakby opowiadał mi historię.
Nie czuję tego tak, jakby mówił coś bezpośrednio związanego z moim życiem czy ze mną.
- Sky, musisz coś zrozumieć. Bałem się twojego ojca. Miałem zaledwie sześć lat i wiedziałem, że zrobiłem coś okropnie złego, zostawiając cię samą. Teraz twój ojciec, szeryf policji, stoi nade mną z pistoletem widocznym w jego uniformie. Spanikowałem. Uciekłem do domu, pobiegłem prosto do mojej sypialni i zamknąłem drzwi. On razem z moją matką walili w drzwi przez pół godziny, ale za bardzo bałem się je otworzyć i przyznać im, że wiem, co się stało. Moja reakcja zmartwiła ich oboje, więc on od razu poprosił przez radio o wsparcie. Gdy usłyszałem jak radiowozy parkują na zewnątrz, myślałem, że przyjechali po mnie. Dalej nie rozumiałem co stało się z tobą. Jak matka przekonała mnie do wyjścia z pokoju, minęły już trzy godziny odkąd odjechałaś samochodem. – Wciąż pociera moje ramię, ale teraz ciaśniej mnie obejmuje. Wkładam ramiona do rękawów bluzki, żeby wziąć go za rękę i ją trzymać.
- Zostałem zabrany na posterunek i byłem przesłuchiwany przez kilka godzin. Chcieli wiedzieć, czy wiedziałem, jaki był numer tablicy rejestracyjnej, jaka była marka auta, jak wyglądała ta osoba, co do ciebie mówiła. Sky, nic nie wiedziałem. Nawet nie mogłem sobie przypomnieć koloru auta. Mogłem im tylko powiedzieć, co dokładnie na sobie miałaś, bo tylko ciebie mogłem sobie wyobrazić. Twój tata był na mnie wściekły. Słyszałem jak wrzeszczał w korytarzu komisariatu, że gdybym powiedział komuś od razu kiedy to się stało, to byliby w stanie cię znaleźć. Obwiniał mnie. Kiedy funkcjonariusz policji obwinia cię za zgubienie jego córki, zazwyczaj wierzysz, że wie o czym mówi. Les też usłyszała jak krzyczał, więc myślała, że to była moja wina. Przez wiele dni nawet nie odezwała się do mnie. Oboje próbowaliśmy zrozumieć, co się stało. Przez sześć lat żyliśmy w doskonałym świecie, gdzie dorośli zawsze mają rację i złe rzeczy nie przydarzają się dobrym ludziom. Potem w ułamku chwili zostałaś zabrana i wszystko, co wiedzieliśmy okazało się błędnym wizerunkiem życia, który zbudowali nam nasi rodzice. Zorientowaliśmy się tego dnia, że nawet dorośli robią okropne rzeczy. Dzieci znikają. Najlepsi przyjaciele zostają od ciebie zabrani i nawet nie masz pojęcia czy żyją.
- Ciągle oglądaliśmy wiadomości, czekając na raporty. Przez wiele tygodni pokazywali w telewizji twoje zdjęcie, prosząc o wskazówki. Najnowsze zdjęcie jakie z tobą mieli było z okresu tuż przed tym jak umarła twoja matka, kiedy miałaś tylko trzy latka. Pamiętam, że to mnie wkurzyło, zastanawiałem się jak mogły minąć niemal dwa lata i nikt nie zrobił ci zdjęcia. Pokazywali zdjęcia twojego domu i czasami pokazywali też nasz. Czasami wspominali o chłopcu z domu obok, który widział jak to się stało, ale nie pamiętał szczegółów. Pamiętam jak jednej nocy… ostatniej nocy, kiedy mama pozwoliła nam oglądać relację telewizyjną… jeden z dziennikarzy pokazał zdjęcie naszych domów. Powiedzieli o jedynym świadku, ale mówili o mnie jako o „Chłopcu, który stracił Hope[1]”. To doprowadziło moją matkę do szału; wybiegła na zewnątrz i zaczęła krzyczeć na reporterów, kazała im zostawić nas w spokoju. Żeby zostawili mnie w spokoju. Mój tata musiał zaciągnąć ją z powrotem do domu.
- Moi rodzice robili, co w ich mocy, żeby nasze życie było jak najbardziej normalne. Po paru miesiącach, dziennikarze przestali się pokazywać. Niekończące się podróże do posterunku policji na kolejne przesłuchanie w końcu się skończyły. Sprawy powoli zaczęły wracać do normalności dla każdego w sąsiedztwie. Dla każdego prócz mnie i Les. Było tak jakby cała nasza nadzieja została zabrana razem z naszą Hope. – Słysząc jego słowa i smutek w jego głosie powoduje, że czuję poczucie winy. Można by pomyśleć, że to co mi się wydarzyło było tak traumatyczne, że miałoby większy wpływ na mnie niż na ludzi wokół mnie. Jednakże ja ledwie to pamiętam. To było takie spokojne wydarzenie w moim życiu, jednak praktycznie zniszczyło jego i Lesslie. Karen była taka spokojna, przyjemna i napełniła moją głowę kłamstwami o życiu w adopcji i rodzinie zastępczej, że nigdy bym nie pomyślała, by w to wątpić. Tak jak powiedział Holder, w tak młodym wieku wierzysz, że dorośli są uczciwi i szczerzy, że nigdy nie myślisz o zwątpieniu w nich.
- Spędziłam tyle lat nienawidząc mojego ojca za oddanie mnie – mówię cicho. – Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu mnie od niego zabrała. Jak mogła to zrobić? Jak ktokolwiek mógłby to zrobić?
- Nie wiem, kochanie.
Siadam prosto, po czym odwracam się, aby spojrzeć mu w oczy. – Muszę zobaczyć dom – mówię. – Chcę więcej wspomnień, ale żadnych nie mam i teraz jest to ciężkie. Ledwo co pamiętam, a co dopiero jego. Chcę tylko przejechać obok. Muszę zobaczyć dom.
Głaska moje ramię, kiwając głową. – Teraz?
- Tak. Chcę pojechać, zanim się ściemni.

Przez całą jazdę milczę. Mam sucho w gardle, a żołądek mam w węzłach. Boję się. Boję się zobaczyć dom. Boję się, że on może być w domu i boję się, że mogę go zobaczyć. Nie bardzo chcę go już zobaczyć; po prostu chcę zobaczyć miejsce, które było moim pierwszym domem. Nie wiem czy pomoże mi to pamiętać, ale wiem, że jest to coś, co muszę zrobić.
Holder zwalnia samochód i zatrzymuje się przy krawężniku. Patrzę na rząd domów po drugiej stronie ulicy, bojąc się oderwać wzrok od okna, bo tak trudno jest odwrócić się i spojrzeć.
- Jesteśmy – odzywa się cicho. – Nie wygląda na to, by ktoś był w domu. – Powoli odwracam głowę i patrzę przez jego okno na pierwszy dom, w którym mieszkałam. Jest późno i dzień jest połykany przez noc, lecz niebo jest wciąż dość jasne, bym mogła zobaczyć dom. Wygląda znajomo, ale zobaczenie go nie od razu przywraca wspomnienia. Dom jest jasnobrązowy z ciemnobrązowym obramowaniem, ale kolory w ogóle nie wyglądają znajomo. Jakby Holder czytał mi w myślach, mówi. – Kiedyś był biały.
Odwracam się na siedzeniu, twarzą do domu, próbując sobie coś przypomnieć. Staram się wyobrazić sobie przechodzenie przez drzwi wejściowe i patrzenie na salon, ale nie potrafię. Jest tak jakby w jakiś sposób wszystko związanego z tym domem i życiem zostało wymazane z mojej głowy.
- Jak mogę pamiętać, jak wygląda twój salon i kuchnia, ale nie pamiętam moich? – Nie odpowiada mi, ponieważ prawdopodobnie wie, że nie chcę znać odpowiedzi. Jedynie kładzie rękę na mojej i trzyma ją tam, podczas gdy patrzymy na domy, które na zawsze zmieniły nasze życia.



[1] Inaczej – „Chłopcu, który stracił nadzieję”. Hope = Nadzieja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz