9.3.14

46

Poniedziałek, 29 październik, 2012
16:57
To pierwsze wspomnienie jakie mam sprzed czasu, kiedy zapanowały wszystkie złe rzeczy. Moje jedynie wspomnienie zanim umarła moja matka. Wciąż nie pamiętam jak wyglądała. Wspomnienie było bardziej niewyraźną plamą, ale pamiętam jak się czułam. Kochałam ich. Obydwoje.
Mój ojciec patrzy teraz na mnie, jego twarz jest całkowicie zalana smutkiem. Podnoszę się, a Holder próbuje złapać mnie za ramię, więc patrzę na niego, kręcąc głową. – Wszystko w porządku – zapewniam go. Kiwa głową i niechętnie mnie puszcza, pozwalając mi podejść do ojca. Gdy staję obok niego, klękam przed nim, patrząc w jego oczy pełne żalu. Bycie tak blisko niego sprawia, że napina mi się ciało, a gniew buduje się w sercu, ale wiem, że muszę to zrobić, jeśli chcę, żeby dał mi odpowiedzi, których chcę. Musi uwierzyć, że mu współczuję.
- Byłam chora – mówię spokojnie. – Moja matka i ja… leżałyśmy w moim łóżku, a ty wróciłeś do domu z pracy. Nie spała przez całą noc i była zmęczona, więc powiedziałeś jej, żeby poszła odpocząć. – Łza spływa po policzku ojca i kiwa nieznacznie głową.
- Tej nocy trzymałeś mnie tak, jak ojciec powinien trzymać swoją córkę. I zaśpiewałeś mi. Pamiętam, że śpiewałeś mi piosenkę o promyku nadziei. – Ocieram z oczu łzy, nie odwracając od niego wzroku. – Zanim umarła moja matka… zanim musiałeś mierzyć się z bólem serca… nie zawsze robiłeś mi te rzeczy, prawda?
Zaprzecza, dotykając ręką mojej twarzy. – Nie, Hope. Mocno cię kochałem. Nadal kocham. Kochałem ciebie i twoją matkę bardziej niż samo życie, ale kiedy umarła… moje najlepsze cechy umarły razem z nią.
Zaciskam dłonie, odsuwając się nieznacznie od dotyku jego koniuszków palców na moim policzku. W jakiś sposób wciąż jestem spokojna. – Przykro mi, że musiałeś przez to przejść – mówię stanowczo. I naprawdę mu współczuję. Pamiętam, jak bardzo kochał moją matkę i niezależnie od tego jak zmierzył się ze swoim żalem, znajduję w sobie życzenie, żeby nigdy nie musiał doświadczać jej straty.
- Wiem, że ją kochałeś. Pamiętam. Ale wiedza o tym wcale nie ułatwia mi znalezienia w sercu przebaczenia, za to co zrobiłeś. Nie wiem dlaczego to, co jest w tobie tak bardzo różni się od tego, co mają inni ludzie… tak bardzo, że pozwoliłeś sobie robić to, co mi zrobiłeś. Ale pomimo tych rzeczy, wiem, że mnie kochasz. I chociaż trudno jest mi to przyznać… ja też kiedyś cię kochałam. Kochałam wszystkie twoje dobre cechy.
Podnoszę się i cofam o krok, wciąż patrząc mu w oczy. – Wiem, że nie jesteś zły do szpiku kości. Wiem o tym. Ale jeśli kochasz mnie, tak jak twierdzisz… jeśli w ogóle kochałeś moją matkę… to zrobisz cokolwiek będziesz mógł, żeby pomóc mi się wyleczyć. Jesteś mi tyle winien. Chcę tylko, żebyś był szczery, abym mogła wyjść stąd z jakimiś pozorami spokoju. Jestem tutaj tylko po to, okej? Chcę spokoju. – Ojciec szlocha w tej chwili, kiwając głową w rękach. Wracam do kanapy, a Holder otacza mnie ramionami, wciąż klęcząc obok mnie. Dreszcze wciąż wstrząsają moim ciałem, więc obejmuję się rękami. Holder czuje, jak na to wszystko reaguję, więc przesuwa palcami po moim ramieniu, aż odnajduje mój mały palec i wtedy go ściska swoim. To niezwykle mały gest, ale nie mógłby teraz zrobić nic bardziej idealnego, żeby napełnić mnie poczuciem bezpieczeństwa, którego od niego potrzebuję.
Ojciec wzdycha ciężko i opuszcza dłonie. – Kiedy zacząłem po raz pierwszy pić… to był tylko raz. Zrobiłem coś mojej młodszej siostrze… ale to był tylko jeden raz. – Podnosi na mnie wzrok, a jego oczy nadal pełne są wstydu. – Było to kilka lat zanim poznałem twoją matkę.
Serce łamie mi się na jego brutalną szczerość, ale łamie się jeszcze bardziej, bo on uważa, że to nic takiego, iż zdarzyło się to tylko raz. Przełykam gulę w gardle, kontynuując pytania. – A po mnie? Zrobiłeś to komuś innemu, odkąd zostałam zabrana?
Znowu wbija spojrzenie w podłogę, a poczucie winy w jego zachowaniu jest jak cios pięścią w mój brzuch. Wciągam gwałtownie powietrze, powstrzymując łzy. – Kto? Jak wiele?
Nieznacznie kręci głową. – Była tylko jedna. Przestałem pić kilka lat temu i od tamtej pory nikogo nie dotknąłem. – Patrzy na mnie wzrokiem zrozpaczonym i pełnym nadziei. – Przysięgam. Były tylko trzy osoby i to w najgorszych chwilach mojego życia. Kiedy jestem trzeźwy, panuję nad moimi pragnieniami. Dlatego już nie piję.
- Kim ona była? – pytam, chcąc, żeby stawił czoła prawdzie jeszcze przez kilka minut zanim wyjdę z jego życia na zawsze.
Wskazuje głową na prawo. – Mieszkała w domu obok. Przeprowadzili się, kiedy miała jakieś dziesięć lat, więc nie wiem co się z nią stało. To było kilka lat temu, Hope. Nie zrobiłem tego od lat i to prawda. Przysięgam.
Moje serce nagle waży tysiąc gramów. Znika uchwyt z mojego ramienia i podnoszę wzrok, patrząc jak Holder rozpada się przed moimi oczami.
Jego twarz wykrzywia się w nieznośnej ilości agonii i odwraca się ode mnie, przeciągając rękami po włosach. – Les – szepcze boleśnie. – O Boże, nie. – Przyciska głowę do framugi drzwi, mocno ściskając kark dłońmi. Natychmiast wstaję i podchodzę do niego, kładąc ręce na jego barkach, bojąc się, że zaraz wybuchnie. Holder zaczyna się trząść i płacze, nie wydając żadnego dźwięku. Nie wiem co zrobić ani powiedzieć. On ciągle powtarza „nie”, potrząsając głową. Serce łamie mi się z jego powodu, ale nie mam pojęcia jak mu teraz pomóc. Rozumiem, o co mu chodzi, kiedy myśli, że wszystko co do mnie mówi jest źle dobranymi słowami, bo nie ma absolutnie nic, co mogłabym mu powiedzieć, a to by pomogło. Zamiast tego przyciskam głowę do niego, a on odwraca się lekko, obejmując mnie ramieniem.
Poznaję po podnoszeniu się jego klatki piersiowej, że próbuje powstrzymać swój gniew. Oddycha szybko, starając się uspokoić. Ściskam go mocniej, mając nadzieję, że powstrzymam go od uwolnienia wściekłości. Chociaż bardzo chcę… chociaż bardzo chcę, aby odpłacił fizycznie mojemu ojcu za to co zrobił Les i mnie, boję się, że w tej chwili Holder ma w sobie zbyt wiele nienawiści, żeby się zatrzymać.
Holder rozluźnia swój uścisk i kładzie ręce na moich ramionach, odsuwając mnie od siebie. Wyraz jego oczu jest taki wściekły; od razu włącza u mnie tryb obronny. Staję pomiędzy nim a moim ojcem, nie wiedząc, co jeszcze mogę zrobić, żeby powstrzymać go od zaatakowania, ale jest tak jakby mnie tam w ogóle nie było. Gdy Holder na mnie patrzy, patrzy prosto przeze mnie. Słyszę jak ojciec staje za mną i widzę, jak spojrzenie Holdera za nim podąża. Obracam się, przygotowana, żeby powiedzieć ojcu, żeby wyszedł z tego pokoju, kiedy Holder łapie mnie za ramiona i spycha ze swojej drogi.
Potykam się i upadam na podłogę, patrząc w zwolnionym tempie, jak ojciec sięga za kanapę i odwraca się, trzymając w ręce pistolet, celując nim prosto w Holdera. Nie mogę mówić. Nie mogę krzyczeć. Nie mogę się ruszyć. Nawet nie mogę zamknąć oczu. Jestem zmuszona obserwować.
Ojciec podnosi swoje radio do ust, mocno trzymając pistolet w ręce z beznamiętnym wyrazem twarzy.
Przyciska guzik, nie odrywając wzroku od Holdera, kiedy mówi do radia. – Ranny policjant na Oak Street 35/22.
Natychmiast przenoszę wzrok na Holdera, potem znowu na ojca. Radio wypada z jego rąk na podłogę przede mną. Podnoszę się, wciąż niezdolna do krzyku. Pokonane spojrzenie ojca opada na mnie, jak powoli odwraca pistolet. – Bardzo mi przykro, Księżniczko.
Wybucha hałas, wypełniając cały pokój. Jest taki głośny. Zaciskam oczy i zatykam uszy, niepewna skąd pochodzi ten dźwięk. Jest wysoki, jak krzyk. Brzmi jak krzycząca dziewczyna.
To ja.
Krzyczę.
Otwieram oczy i widzę zaledwie metr od siebie martwe ciało mojego ojca. Holder zakrywa ręką moje usta i podnosi mnie, wyciągając przez drzwi wejściowe. Nawet nie próbuje mnie nieść. Piętami wlokę się po trawie, a on trzyma jedną dłoń na moich ustach, a drugą na talii.
Kiedy docieramy do samochodu, wciąż trzyma mocno rękę, zagłuszając mój krzyk. Mam wytrzeszczone oczy i potrząsam głową w zaprzeczeniu, oczekując, że ostatnia minuta zniknie, jeśli odmówię uwierzenia w to wszystko.
- Przestań. Musisz przestać krzyczeć. W tej chwili.
Energicznie potakuję, uciszając mimowolny dźwięk wychodzący z moich ust. Próbuję oddychać i słyszę, jak szybko wciągam i wypuszczam powietrze z nosa. Moja klatka piersiowa unosi się ciężko, a kiedy dostrzegam krew rozbryzganą na boku twarzy Holdera, staram się nie krzyknąć raz jeszcze.
- Słyszysz to? – pyta Holder. – To są syreny, Sky. Będą tutaj za mniej niż minutę. Zabieram rękę, a ty musisz wsiąść do auta i być tak spokojna, jak to możliwe, bo musimy stąd odjechać.
Znowu potakuję, a on zabiera rękę z moich ust, po czym wpycha mnie do samochodu. Biegnie do swojej strony i szybko wsiada do środka, odpala auto i wjeżdża na drogę. Skręcamy za rogiem w chwili, jak dwa radiowozy skręcają w ulicę po drugiej stronie ulicy za nami. Odjeżdżamy, a ja kładę głowę między kolanami, próbując złapać oddech. Nawet nie myślę o tym, co właśnie się stało. Nie mogę.
To nie miało miejsca. Nie mogło. Skupiam się fakcie, że to wszystko jest tylko okropnym koszmarem i po prostu oddycham.
Oddycham tylko po to, aby upewnić się, że żyję, bo to na pewno nie wygląda jak życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz