9.3.14

53

Wtorek, 30 październik, 2012
20:45
Holder ani razu nie pyta, co powiedziała Karen, kiedy byłam z nią w domu. Wie, że powiem mu, gdy będę mogła, ale w tej chwili nie sądzę, że mogę. Nie, dopóki nie będę wiedzieć, co chcę zrobić.
Zatrzymuje samochód, kiedy dojeżdżamy do lotniska, ale dojeżdża znacznie dalej niż tam, gdzie normalnie parkujemy. Gdy podchodzimy do ogrodzenia, jestem zaskoczona, widząc otwartą bramkę. Holder unosi zatrzask i otwiera ją, pokazując mi, żebym przeszła.
- Jest tutaj bramka? – pytam, skonsternowana. – Czemu zawsze wspinamy się po ogrodzeniu? – Posyła mi przebiegły uśmiech. – Byłaś w sukience dwa razy, kiedy tutaj byliśmy. Jaka jest zabawa w przechodzeniu przez bramkę?
W jakiś sposób, nie wiem jaki, znajduję w sobie śmiech. Przechodzę przez bramkę, a on zamyka ją za mną, ale pozostaje po jej drugiej stronie. Zatrzymuję się i wyciągam do niego rękę. – Chcę, żebyś poszedł ze mną – mówię.
- Jesteś pewna? Myślałem, że będziesz chciała dzisiaj myśleć sama. – Kręcę głową. – Lubię być tutaj obok ciebie. Nie czułabym się dobrze, gdybym była sama. – Otwiera bramkę i bierze mnie za rękę. Idziemy po pasie startowym i zajmujemy nasze zwykłe miejsca pod gwiazdami. Kładę obok siebie drewniane pudełko, nadal nie mając pewności czy mam odwagę, aby je otworzyć. W tej chwili niczego nie jestem pewna. Leżę nieruchomo przez ponad półgodziny, myśląc o moim życiu… o życiu Karen… o życiu Lesslie… i czuję, że decyzja jaką muszę podjąć musi być podjęta za naszą trójkę.
- Karen jest moją ciocią – odzywam się głośno. – Moją biologiczną ciocią. – Nie wiem czy mówię to głośno dla Holdera, czy dla samej siebie.
Holder obejmuje małym palcem mój palec i odwraca głowę, żeby na mnie spojrzeć. – Siostra twoje taty? – pyta z wahaniem. Potakuję, a on zamyka oczy, rozumiejąc co to oznacza dla przeszłości Karen. – Dlatego cię zabrała – mówi znacząco. Mówi to, jakby miało to kompletny sens. – Wiedziała, co on ci robił.
Potwierdzam jego oświadczenie kiwnięciem głowy. – Ona chce, żebym zadecydowała, Holder. Chce, żebym wybrała, co stanie się potem. Problem w tym, że nie wiem który wybór jest właściwy. – Obejmuje teraz całą moją rękę, splatając nasze palce. – Dlatego, że żaden z nich nie jest właściwym wyborem – odpowiada. – Czasem musisz wybrać pomiędzy pękiem złych wyborów, bez żadnych właściwych. Musisz tylko wybrać, który zły wybór jest najmniej zły. – Sprawienie, żeby Karen zapłaciła za coś, co zrobiła z kompletnej bezinteresowności jest bez wątpienia najgorszym złym wyborem. Wiem to w sercu, ale wciąż trudno jest zaakceptować, że to co zrobiła jest czymś, co powinno nie mieć żadnych konsekwencji. Wiem, że wtedy o tym nie wiedziała, ale fakt, że Karen zabrała mnie od mojego ojca doprowadziło do tego, co wydarzyło się Lesslie. Trudno jest zignorować, że zabierająca mnie Karen pośrednio doprowadziła do tego, co wydarzyło się mojej najlepszej przyjaciółce – jedynej innej dziewczyny w życiu Holdera, którą uważa, że zawiódł.
- Muszę zapytać cię o coś – mówię do niego. W milczeniu czeka na to co powiem, więc siadam na betonie, patrząc na niego z góry. – Nie chcę, żebyś mi przerywał, okej? Pozwól mi to z siebie wyrzucić. – Dotyka mojej dłoni, kiwając głową, zatem kontynuuję. – Wiem, że Karen zrobiła to, co zrobiła, ponieważ próbowałam tylko mnie uratować. Decyzja, którą podjęła została podjęta z miłości… nie nienawiści. Ale boję się, że jeżeli nic nie powiem… jeśli zatrzymamy to dla siebie… że to wpłynie na ciebie. Bo wiem, że to co mój ojciec zrobił Les zostało zrobione tylko dlatego, że mnie tam nie było, że nie zajęłam jej miejsca. I wiem, że Karen w żaden sposób nie mogła przewidzieć tego, co by on zrobił. Wiem, że próbowała zrobić właściwą rzecz zgłaszając go na policję, zanim stała się tak bardzo zdesperowana. Ale co stanie się z nami? Z tobą i mną, kiedy spróbujemy wrócić do tego, jak było wcześniej? Boję się, że znienawidzisz Karen na zawsze… albo że ostatecznie zaczniesz żywić urazę do mnie za wybór, jaki dzisiaj podejmę. I nie mówię, że nie chcę, żebyś czuł to, co potrzebujesz czuć. Jeśli potrzebujesz nienawidzić Karen za to co stało się Les, zrozumiem. Chyba po prostu muszę wiedzieć, że cokolwiek wybiorę… muszę wiedzieć…
Próbuję znaleźć najbardziej elokwentny sposób, aby to powiedzieć, ale nie potrafię. Czasami najprostsze pytania są najtrudniejsze do zadania. Ściskam jego dłoń, patrząc mu w oczy. – Holder… czy z tobą będzie w porządku? – Jego mina jest nieczytelna, jak mnie obserwuje. Splata palce z moimi i odwraca uwagę do nieba nad nami.
- Przez cały ten czas – odzywa się cicho. – Przez ostatni rok nie robiłem nic innego prócz nienawidzenia i czucia urazy do Les za to, co zrobiła. Nienawidziłem jej, bo prowadziliśmy dokładnie takie same życie. Mieliśmy tych samych rodziców, którzy przeszli przez ten sam rozwód. Mieliśmy tę samą najlepszą przyjaciółkę, która została wydarta z naszych żyć. Dzieliliśmy ten sam żal nad tym, co stało się z tobą, Sky. Przenieśliśmy się do tego samego miasta, do tego samego domu z tą samą mamą, do tej samej szkoły. Rzeczy, które wydarzyły się w jej życiu były tymi samymi rzeczami, które wydarzyły się w moim. Ale ona zawsze przyjmowała to o wiele ciężej. Czasami w nocy słyszałem, jak płakała. Zawsze chodziłem do niej, leżałem z nią i trzymałem, ale było tyle razów, kiedy chciałem po prostu na nią krzyknąć, że jest ode mnie o wiele słabsza.
- Potem tamtej nocy… gdy dowiedziałem się, co zrobiła… nienawidziłem jej. Nienawidziłem jej za to, że tak łatwo się poddała. Nienawidziłem tego, że uważała swoje życie za cięższe od mojego, kiedy były dokładnie takie same. – Siada i odwraca się do mnie twarzą, chwytając mnie za obie dłonie. – Teraz znam prawdę. Wiem, że jej życie było milion razy cięższe od mojego. A fakt, że nadal uśmiechała się i śmiała każdego dnia, ale ja nie miałem bladego pojęcia o tym, przez co przeszła… nareszcie widzę, jaka naprawdę była dzielna. I to nie była jej wina, że nie wiedziała jak sobie z tym wszystkim poradzić. Chciałbym, żeby poprosiła o pomoc albo powiedziała komuś, co się stało, ale każdy radzi sobie inaczej z tymi rzeczami, zwłaszcza kiedy myślisz, że jesteś sam jak palec. Ty byłaś w stanie wszystko to zablokować i tak sobie poradziłaś. Myślę, że ona próbowała to zrobić, ale była o wiele starsza, kiedy jej to się stało, więc to było niemożliwe. Zamiast to zablokować i nigdy więcej już o tym nie myśleć, wiem, że zrobiła dokładnie coś przeciwnego. Wiem, że zżerało to każdą część jej życia, aż już nie mogła tego znieść.
- I nie możesz mówić, że wybór Karen miał jakiekolwiek bezpośrednie połączenie z tym, co twój ojciec zrobił Les. Gdyby Karen nigdy nie zabrała cię od niego, prawdopodobnie i tak zrobiłby te rzeczy Les, czy byłaś tam, czy nie. Taki był. To właśnie robił. Więc jeśli pytasz mnie, czy obwiniam Karen, to odpowiedź brzmi nie. Jedyną rzecz, jaką chciałbym, aby Karen zrobiła inaczej… to chciałbym, żeby również zabrała Les.
Otacza mnie ramionami, przysuwając usta do mojego ucha. – Cokolwiek zdecydujesz, kochanie. Cokolwiek uważasz, iż sprawi, że twoje serce wyleczy się szybciej… tego dla ciebie chcę. Tego chce dla ciebie również Les. – Przytulam go, chowając twarz w jego ramieniu. – Dziękuję, Holder. – Trzyma mnie w milczeniu, podczas gdy myślę o decyzji, które już nie jest nawet decyzją.
Po chwili, odsuwam się i kładę pudełko na kolanach. Przesuwam palcami po jego powierzchni, wahając się przed dotknięciem zatrzasku. Przyciskam go i powoli unoszę pokrywkę, jak zamykam oczy, niepewna czy chcę zobaczyć, co jest w środku. Wciągam głęboki wdech, gdy pokrywka jest uniesiona, po czym otwieram oczy i spoglądam w oczy mojej matki. Podnoszę zdjęcie drżącymi palcami, patrząc na kobietę, która mogłaby być tylko osobą, która mnie stworzyła. Od moich ust, po oczy do kości policzkowych jestem nią. Każda część mnie jest nią.
Odkładam zdjęcie i biorę te, które leży pod nim. Te wywołuje jeszcze więcej emocji, bo jest to zdjęcie nas obu. Nie mogę być starsza niż dwa lata i siedzę na jej kolanach, obejmując rączkami jej szyję. Ona całuje mnie w policzek, a ja patrzę w aparat z uśmiechem większym niż życie. Łzy spadają na zdjęcie w moich dłoniach, więc ścieram je i kładę zdjęcia w rękach Holdera. Chcę, żeby zobaczył po co tak desperacko musiałam wrócić do domu mojego ojca.
W pudełko jest jeszcze jeden przedmiot. Podnoszę go i przesuwam naszyjnikiem między palcami. To srebrny medalion w kształcie gwiazdy. Otwieram go i patrzę na moje zdjęcie jako niemowlę. Wpisane wewnątrz medalionu po drugiej stronie zdjęcia jest „Mój promyk Nadziei”. Odpinam naszyjnik i podnoszę do karku. Holder wyciąga ręce i bierze oba zapięcia, kiedy podnoszę włosy. Zapina go, a ja opuszczam włosy, po czym całuje mnie w bok głowy.
- Jest piękna. Tak jak jej córka. – Oddaje mi zdjęcia i całuje mnie delikatnie. Patrzy na mój medalik i otwiera go, patrząc na niego kilka chwil z uśmiechem. Zamyka go i spogląda mi w oczy. – Jesteś gotowa?
Wkładam zdjęcia do pudełka i spuszczam pokrywkę, następnie patrzę na niego z pewnością siebie i kiwam głową.

- Jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz