8.3.14

20

Sobota, 29 wrzesień, 2012
8:40
Obracam się, żeby sprawdzić łóżko, w połowie myśląc, że to co wydarzyło się ostatniej nocy było snem. Holdera tutaj nie ma, ale na jego miejscu jest małe prezentowe pudełko. Opieram się o wezgłowie, podnosząc prezent. Wpatruję się w niego długi czas, zanim w końcu podnoszę wieko, zaglądając do środka. To coś wygląda jak karta kredytowa, więc biorę ją i czytam.
Kupił mi kartkę telefoniczną z minutami na smsowanie. Dużo minut.
Uśmiecham się, znając znaczenie tej karty. Chodzi o wiadomość, którą wysłała mu Six. Planuje ukraść jej dziewczynę, a także planuje wykorzystać wiele jej minut. Prezent wywołuje u mnie uśmiech i od razu sięgam do telefonu leżącego na szafce nocnej. Mam jedną nieodebraną wiadomość od Holdera.

Głodna?

Wiadomość jest krótka oraz prosta, ale to jego sposób na powiedzenie mi, że on wciąż tutaj jest. Gdzieś. Robi mi śniadanie? Idę najpierw do łazienki umyć zęby. Zmieniam top na prostą sukienkę, potem związuję włosy w kucyka. Patrzę na moje odbicie w lustrze i widzę dziewczynę desperacko chcącą wybaczyć chłopakowi, ale nie bez cholernie dużego płaszczenia się.
Kiedy otwieram drzwi do sypialni, uderza we mnie zapach bekonu i dźwięk skwierczenia z kuchni. Przechodzę przedpokojem i mijam róg, po czym zatrzymuję się. Przez chwilę na niego patrzę. Stoi do mnie plecami, poruszając się przy kuchence i nucąc do siebie. Jest boso, ma na sobie dżinsy zakończone prostą białą bluzką bez rękawów. Znowu czuje się jak w domu, a ja nie jestem pewna jak ja się z tym czuję.
- Wyszedłem wcześnie rano – mówi, wciąż stojąc do mnie plecami – bo bałem się, że wejdzie twoja mama i pomyśli, że próbowałem cię zapłodnić. Potem, kiedy poszedłem biegać, znowu minąłem twój dom i zorientowałem się, że nie było nawet jej auta i przypomniałem sobie, jak mówiłaś, że ona ma te dni handlowe w pierwszy weekend każdego miesiąca. Więc postanowiłem iść na zakupy, ponieważ chciałem zrobić ci śniadanie. Również kupiłem zakupy na obiad i kolację, ale może dzisiaj powinniśmy brać każdy posiłek po kolei. – Odwraca się, powoli lustrując mnie wzrokiem. – Wszystkiego najlepszego. Naprawdę podoba mi się ta sukienka. Kupiłem prawdziwe mleko, chcesz trochę?
Podchodzę do kontuaru, nie odrywając od niego wzroku i próbuję przetworzyć nadmiar słów, który wyszły z jego ust. Wysuwam krzesło i na nim siadam. On nalewa mi szklankę mleka, chociaż nie powiedziałam, że chcę, potem przysuwa mi ją z szerokim uśmiechem na twarzy. Zanim mogę napić się mleka, zmniejsza odległość między nami i łapie ręką moją brodę.
- Muszę cię pocałować. Twoje usta były ostatniej nocy tak idealne, że boję się, iż wszystko sobie przyśniłem. – Przyciąga usta do moich i jak tylko językiem dotyka mojego, już mogę powiedzieć, że to będzie problemem.
Jego wargi, język i dłonie są tak cholernie doskonałe, że nigdy nie będę się na niego wściekała, dopóki będzie w stanie tak je wykorzystać przeciwko mnie. Łapię go za koszulkę i jeszcze mocniej przyciskam do niego usta. Jęczy i wsuwa ręce w moje włosy, po czym nagle puszcza i się cofa. – Nie – mówi, uśmiechając się. – Nie przyśniłem sobie tego.
Wraca do kuchenki i wyłącza palniki, potem przenosi bekon na talerz wyłożony jajkami i tostami. Przynosi go do kontuaru i zapełnia jedzeniem talerz przede mną. Zajmuje miejsce, zaczynając jeść. Przez cały czas uśmiecha się do mnie i niespodziewanie mnie to uderza.
Wiem. Wiem, co jest z nim nie tak. Wiem dlaczego jest szczęśliwy, wściekły, kapryśny i dosłownie wszędzie, w końcu to wszystko ma sens.
- Wolno nam grać w Gościa na Obiedzie, chociaż to śniadaniowy czas? – pyta.
Upijam mleko, kiwając głową. – Jeśli mogę zadać pierwsze pytanie.
Odkłada widelec na talerz i uśmiecha się. – Myślałem nad pozwoleniem ci na wszystkie pytania.
- Potrzebuję odpowiedzi tylko na jedno.
Wzdycha i opiera się o swoje krzesło, spuszczając wzrok na dłonie. Wyczuwam po jego unikaniu mojego wzroku, że on wie, że ja już wiem. Jego reakcja jest pełna poczucia winy. Pochylam się na krześle, piorunując go wzrokiem.
- Od jak dawna zażywasz narkotyki, Holder?
Podnosi wzrok do mojego, a wyraz jego twarzy jest stoicki. Przez chwilę wpatruje się we mnie, a ja trzymam się swojego stanowiska, dając mu znać, że nie ustanę do czasu, aż wyzna mi prawdę. Zaciska usta w cienką linię, potem znowu spuszcza spojrzenie na ręce. Przez moment myślę, że przygotowuje się na wystrzelenie przez drzwi wejściowe, aby uniknąć o tym rozmowy, ale wtem widzę coś na jego twarzy, czego w ogóle nie spodziewałam się zobaczyć. Dołeczek.
Krzywi się, próbując utrzymać obecną minę, ale kąciki jego ust poddają się i uśmiech zamienia się w śmiech.
Śmieje się i to naprawdę mocno, a to poważnie mnie wkurza.
- Narkotyki? – mówi pomiędzy salwami śmiechu. – Myślisz, że zażywam narkotyki? – Dalej śmieje się, dopóki nie zdaje sobie sprawy, że ja nie sądzę by to było choć trochę zabawne. W końcu przestaje i nabiera głębokiego oddechu, sięgając przez stół i łapie mnie za dłoń. – Nie zażywam narkotyków, Sky. Przysięgam. Nie wiem dlaczego tak pomyślałaś, ale przyrzekam.
- Więc co do diabła, jest z tobą nie tak?
Na te pytanie wyraz jego twarzy się zmienia i puszcza moją rękę. – Możesz być trochę mniej nieprecyzyjna? – Opada na krzesło, zakładając ramiona na torsie.
Wzruszam ramionami. – Pewnie. Co nam się stało i dlaczego zachowujesz się, jakby to nigdy się nie wydarzyło?
Opiera łokieć na stole i patrzy na swoje ramię. Powoli przesuwa palcem po każdej literze swojego tatuażu, głęboko zamyślony. Wiem, że cisza nie jest zaliczana jako dźwięk, ale w tej chwili cisza między nami jest najgłośniejszym dźwiękiem na świecie. Zabiera ramię ze stołu, podnosząc na mnie spojrzenie.
- Nie chciałem cię zawieść, Sky. Zawiodłem w życiu wszystkich, którzy mnie kochali, a potem dni na lunchu wiedziałam, że ciebie też zawiodłem. Więc… odszedłem, zanim mogłabyś zacząć mnie kochać. W innym wypadku jakikolwiek wysiłek próby nie rozczarowania cię byłby beznadziejny.
Jego słowa pełne są przeprosin, smutku i żalu, ale wciąż nie potrafi tego powiedzieć. Przesadził i wyszła z niego zazdrość, ale gdyby po prostu powiedział te jedno słowo, to oszczędziłby nam całego miesiąca emocjonalnej agonii. Potrząsam głową, ponieważ nie kumam tego. Nie rozumiem, dlaczego nie mógł powiedzieć przepraszam.
- Dlaczego nie mogłeś tego powiedzieć, Holder? Dlaczego nie mogłeś po prostu przeprosić?
Nachyla się nad stołem i łapie moją rękę, patrząc mi twardo w oczy. – Nie przepraszam cię… bo nie chcę, żebyś mi wybaczyła.
Smutek w jego oczach musi odzwierciedlać mój, ale ja nie chcę, żeby to widział. Nie chcę, żeby widział mnie smutną, więc zamykam oczy. On puszcza moją dłoń i słyszę, że obchodzi stół, a wtedy obejmuje mnie ramionami i podnosi. Sadza mnie na kontuarze, bym była z nim na poziomie oczu i odsuwa włosy z mojej twarzy, zmuszając bym znowu otworzyła oczy. Ma zmarszczone brwi, a ból na jego twarzy jest surowy, prawdziwy oraz rozdzierający serce.
- Kochanie, schrzaniłem. Schrzaniłem z tobą więcej niż raz, wiem o tym. Ale uwierz mi, że to co wydarzyło się na lunchu tamtego dnia nie było zazdrością, złością czy czymkolwiek innym, co miało cię przestraszyć. Chciałbym powiedzieć ci, co się stało, ale nie mogę. Pewnego dnia to zrobię, ale w tej chwili nie mogę i potrzebuję, żebyś to zaakceptowała. Proszę. Nie przepraszam cię, ponieważ nie chcę, abyś zapomniała o tym co się stało i nigdy nie powinnaś mi tego wybaczać. Nigdy. Nigdy mnie nie tłumacz, Sky.
Pochyla się i krótko mnie całuje, po czym odsuwa się i ciągnie. – Powiedziałem sobie, żeby trzymać się od ciebie z daleka i pozwolić ci być na mnie wściekłą, bo mam wiele problemów, którymi jeszcze nie jestem gotowy podzielić się z tobą. I mocno próbowałem trzymać się z daleka, ale nie potrafię. Nie jestem dość silny, żeby zaprzeczać temu, co możemy mieć. A wczoraj w stołówce, kiedy przytulałaś Breckina i śmiałaś się z nim? Dobrze było widzieć cię szczęśliwą, Sky. Ale straszliwie chciałem być tym, kto cię tak rozśmiesza. Moje wnętrze rozdzierało to, że myślałaś, iż mi na nas nie zależy albo, że spędzenie z tobą weekendu nie było najlepszym weekendem w moim życiu. Ponieważ zależy mi i był najlepszy. To był najlepszy pieprzony weekend w historii wszystkich weekendów.
Serce dziko mi wali, niemal tak szybko, jak wylewają się z niego słowa. Rozluźnia mocny chwyt na mojej twarzy i przesuwa rękami po moich włosach, upuszczając je u podstawy mojej szyi. Trzyma je tam, uspokajając się głębokimi oddechami, potem kontynuuje.
- To mnie dobija, kochanie – mówi o wiele spokojniejszym i cichszym głosem. – Dobija mnie to, bo nie chcę, żebyś zaczynała kolejny dzień nie wiedząc, co do ciebie czuję. Nie jestem gotów powiedzieć ci, że jestem w tobie zakochany, bo nie jestem. Jeszcze nie. Ale cokolwiek czuję – jest to o wiele więcej niż tylko lubienie. O wiele więcej. Przez ostatnie parę tygodni próbowałem to rozgryźć. Próbowałem rozgryźć to, czemu nie ma innych słów na tego opisanie. Chcę ci dokładnie powiedzieć, co czuję, ale nie ma jednego cholernego słowa w całym słowniku, który może opisać te uczucie między lubieniem cię a kochaniem, ale potrzebuję tego słowa. Potrzebuję go, bo chcę, żebyś je usłyszała.
Przyciąga do siebie moją twarz i mnie całuje. To krótkie pocałunki, przeważnie cmoki, ale cały czas mnie całuje, odsuwając się co jakiś czas, czekając na moją odpowiedź.
- Powiedz coś – błaga.
Patrzę w jego przerażone oczy i po raz pierwszy odkąd się poznaliśmy… sądzę, że faktycznie go rozumiem. Całego. Nie reaguje tak, jak reaguje, dlatego że jest pięć stron jego osobowości. Reaguje tak, jak reaguje, ponieważ jest tylko jedna strona Deana Holdera.
Namiętna.
Jest namiętny w stosunku życia, miłości, swoich słów, Les. Będę przeklęta, jeśli właśnie nie zostałam dodana do jego listy. Intensywność, którą przekazuje nie jest wytrącająca z równowagi… jest piękna. Tak długo próbowałam znaleźć sposób, żeby czuć w każdej chwili otępienie, ale widzenie w tej chwili entuzjazmu za jego oczami… to sprawia, że chcę czuć każdą rzecz w życiu. Dobro, zło, piękno, brzydotę, przyjemność, ból. Chcę tego. Chcę zacząć czuć życie tak jak on. A moim pierwszym krokiem będzie zaczęcie z tym beznadziejnym chłopakiem przede mną, który wylewa swoje serce, szukając tego idealnego słowa, rozpaczliwie chcąc pomóc mi dodać uczucie powrotu do życia.
Powrotu do życia.
Słowo wraca do mnie, jakby zawsze tam było, schowane pośród lubić i kochać w słowniku, właśnie tam gdzie należy. – Żyję[1] – mówię.
Rozpacz w jego oczach maleje, a on wybucha krótkim, zdezorientowanym śmiechem. – Co? – Kręci głową, próbując zrozumieć moją odpowiedź.
- Żyję. Jeśli zmieszasz słowa lubię i kocham, wyjdzie ci żyję[2]. Możesz użyć tego słowa.
Znowu się śmieje, ale tym razem jest to śmiech ulgi. Obejmuje mnie ramionami i całuje z diabelską ilością ulgi. – Żyję tobą, Sky – mówi przy moich ustach. – Tak bardzo tobą żyję.



[1] No więc pewnie zastanawiacie się skąd wyszło „żyję” z połączenia „lubię” i „kocham”. Otóż po angielsku złączając „like” i „love” wychodzi „live”. Niestety po polsku to już nie bardzo :P
[2] Tak, wiem, jak mało ma to sensu – właściwie żadnego… Ale macie wytłumaczenie w poprzednim odnośniku, a ja, nawet jeślibym chciała, nie mogę zmieniać treści książki xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz