11.3.14

Losing Hope - rozdział drugi

- Poszukasz jej różowej bluzki i czarnych plisowanych spodni? – pyta moja matka. Nie odrywa wzroku od formularzy leżących przed nią. Mężczyzna z zakładu pogrzebowego sięga przez stół i wskazuje miejsce na papierze.
- Jeszcze tylko parę stron, Beth – mówi. Mama automatycznie podpisuje formularze bez pytań. Próbuje się trzymać dopóki nie wyjdą, ale wiem, że jak tylko pójdą to znowu się załamie. Minęło dopiero czterdzieści osiem godzin, ale patrząc na nią widzę, że od nowa będzie to przeżywać.
Pomyśleć można, że osoba może umrzeć tylko raz. Pomyśleć można, że tylko raz znajdziesz martwe ciało swojej siostry. Pomyśleć można, że tylko raz będziesz musiał patrzeć na reakcję twojej mamy po dowiedzeniu się, że jej jedyna córka nie żyje.
Raz jest tak bardzo daleki od odpowiedniego wyrażenia.
To dzieje się ciągle.
Za każdym razem jak zamykam oczy widzę oczy Les. Za każdym razem, gdy mama na mnie patrzy, przygląda mi się jak mówię jej drugi raz, że jej córka nie żyje. Po raz trzeci. Po raz tysięczny. Za każdym razem jak biorę wdech, mrugam albo mówię, od nowa przeżywam jej śmierć. Nie siedzę i nie zastanawiam się czy fakt, że jest martwa kiedykolwiek do mnie dotrze. Siedzę i zastanawiam się, kiedy przestanę patrzeć jak umiera.
- Holder, potrzebują dla niej stroju – powtarza mama, zauważając, że się nie ruszyłem. – Idź do jej pokoju i przynieś różową bluzkę z długimi rękawami. To jej ulubiona, chciałaby ją ubrać.
Wie, że nie chcę iść do sypialni Les mniej niż ona. Odsuwam krzesło od stołu i kieruję się na górę. – Les nie żyje – mruczę do siebie. – Nic ją nie obchodzi, co ubierze.
Staję przed jej drzwiami, wiedząc, że będę musiał znowu patrzeć jak umiera w chwili, gdy je otworzę. Nie byłem tam odkąd ją znalazłem i naprawdę nie zamierzałem tam kiedykolwiek wracać.
Wchodzę do środka i zamykam za sobą drzwi, po czym podchodzę do jej szafy. Robię, co w mojej mocy, żeby o tym nie myśleć.
Różowa bluzka.
Nie myśl o niej.
Długie rękawy.
Nie myśl o tym, że zrobiłbyś wszystko, żeby wrócić do sobotniego wieczoru.
Plisowane czarne spodnie.
Nie myśl o tym jak cholernie się teraz nienawidzisz, że ją zawiodłeś.
Ale myślę. Myślę o tym i znowu jestem zraniony oraz rozgniewany. Łapię garść bluzek wiszących w szafie i zrywam je z wieszaków, powodując, że opadły na podłogę szafy. Chwytam się framugi u góry drzwi i zaciskam powieki, słuchając dźwięku huśtających się pustych wieszaków. Staram się skupić na fakcie, że jestem tutaj, aby wziąć dwie rzeczy i wyjść, ale nie mogę się ruszyć. Nie mogę przestać odtwarzać chwili, w której wszedłem do tej sypialni i ją znalazłem.
Uderzam kolanami o podłogę, spoglądam na jej łóżko i ponownie obserwuję jak umiera.
Opieram się o drzwi szafy i zamykam oczy, pozostając w tej pozycji tak długo jak potrzebuję, żeby zdać sobie sprawę, że nie chcę tutaj być. Odwracam się i przewracam bluzki leżące na podłodze szafy, dopóki nie znajduję różowej z długimi rękawami. Patrzę na spodnie wiszące na wieszakach i biorę parę plisowanych czarnych. Odrzucam je na bok i zaczynam podnosić się z podłogi, ale od razu siadam, gdy dostrzegam gruby, skórzany notes na dolnej półce szafy.
Biorę go na kolana, opierając się o ścianę i wpatruję się w okładkę. Już wcześniej widziałem ten notes. Dostała go w prezencie od taty jakieś trzy lata temu, lecz Les powiedziała mi, że nigdy go nie użyje, ponieważ wiedziała, że notes był tylko prośbą jej terapeuty. Les nienawidziła terapii i nie byłem pewien, dlaczego mama zachęcała ją do chodzenia na nią. Oboje na nią chodziliśmy, kiedy mama i tata rozwiedli się, ale przestałem chodzić na sesje, gdy zaczęły stykać się z treningiem młodzieżowej piłki nożnej. Mamie nie przeszkadzało, że nie chodziłem, ale Les dalej chodziła na cotygodniowe sesje aż do dwóch dni temu… gdy jej czyny pokazały, że terapia nie pomagała.
Otwieram notes na pierwszą stronę i nie zaskakuje mnie, że jest pusta. Zastanawiam się czy gdyby używała notesu tak jak sugerował terapeuta, to czy byłaby jakaś różnica?
Wątpię. Nie wiem co mogłoby ochronić Les przed nią samą. Z pewnością nie długopis i papier.

Wyciągam długopis ze spiralnego grzbietu, przyciskam czubek do papieru i zaczynam pisać jej list. Nie wiem nawet dlaczego do niej piszę. Nie wiem czy jest w miejscu gdzie może mnie teraz zobaczyć, czy w ogóle jest w jakimś miejscu, ale na wypadek gdyby mogła to zobaczyć… chcę, żeby wiedziała jak wpłynęła na mnie jej samolubna decyzja. Jak pozostawiła mnie beznadziejnym. Dosłownie beznadziejnym. Kompletnie samotnym. I tak niewiarygodnie żałosnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz