- Poszukasz
jej różowej bluzki i czarnych plisowanych spodni? – pyta moja matka. Nie odrywa
wzroku od formularzy leżących przed nią. Mężczyzna z zakładu pogrzebowego sięga
przez stół i wskazuje miejsce na papierze.
- Jeszcze
tylko parę stron, Beth – mówi. Mama automatycznie podpisuje formularze bez
pytań. Próbuje się trzymać dopóki nie wyjdą, ale wiem, że jak tylko pójdą to
znowu się załamie. Minęło dopiero czterdzieści osiem godzin, ale patrząc na nią
widzę, że od nowa będzie to przeżywać.
Pomyśleć
można, że osoba może umrzeć tylko raz. Pomyśleć można, że tylko raz znajdziesz
martwe ciało swojej siostry. Pomyśleć można, że tylko raz będziesz musiał
patrzeć na reakcję twojej mamy po dowiedzeniu się, że jej jedyna córka nie
żyje.
Raz jest
tak bardzo daleki od odpowiedniego wyrażenia.
To dzieje
się ciągle.
Za każdym
razem jak zamykam oczy widzę oczy Les. Za każdym razem, gdy mama na mnie
patrzy, przygląda mi się jak mówię jej drugi raz, że jej córka nie żyje. Po raz
trzeci. Po raz tysięczny. Za każdym razem jak biorę wdech, mrugam albo mówię,
od nowa przeżywam jej śmierć. Nie siedzę i nie zastanawiam się czy fakt, że
jest martwa kiedykolwiek do mnie dotrze. Siedzę i zastanawiam się, kiedy
przestanę patrzeć jak umiera.
- Holder,
potrzebują dla niej stroju – powtarza mama, zauważając, że się nie ruszyłem. –
Idź do jej pokoju i przynieś różową bluzkę z długimi rękawami. To jej ulubiona,
chciałaby ją ubrać.
Wie, że nie
chcę iść do sypialni Les mniej niż ona. Odsuwam krzesło od stołu i kieruję się
na górę. – Les nie żyje – mruczę do siebie. – Nic ją nie obchodzi, co ubierze.
Staję przed
jej drzwiami, wiedząc, że będę musiał znowu patrzeć jak umiera w chwili, gdy je
otworzę. Nie byłem tam odkąd ją znalazłem i naprawdę nie zamierzałem tam kiedykolwiek wracać.
Wchodzę do
środka i zamykam za sobą drzwi, po czym podchodzę do jej szafy. Robię, co w
mojej mocy, żeby o tym nie myśleć.
Różowa
bluzka.
Nie myśl o niej.
Długie
rękawy.
Nie myśl o tym, że zrobiłbyś wszystko, żeby wrócić do
sobotniego wieczoru.
Plisowane
czarne spodnie.
Nie myśl o tym jak cholernie się teraz nienawidzisz,
że ją zawiodłeś.
Ale myślę.
Myślę o tym i znowu jestem zraniony oraz rozgniewany. Łapię garść bluzek
wiszących w szafie i zrywam je z wieszaków, powodując, że opadły na podłogę
szafy. Chwytam się framugi u góry drzwi i zaciskam powieki, słuchając dźwięku
huśtających się pustych wieszaków. Staram się skupić na fakcie, że jestem
tutaj, aby wziąć dwie rzeczy i wyjść, ale nie mogę się ruszyć. Nie mogę
przestać odtwarzać chwili, w której wszedłem do tej sypialni i ją znalazłem.
Uderzam
kolanami o podłogę, spoglądam na jej łóżko i ponownie obserwuję jak umiera.
Opieram się
o drzwi szafy i zamykam oczy, pozostając w tej pozycji tak długo jak
potrzebuję, żeby zdać sobie sprawę, że nie chcę tutaj być. Odwracam się i
przewracam bluzki leżące na podłodze szafy, dopóki nie znajduję różowej z
długimi rękawami. Patrzę na spodnie wiszące na wieszakach i biorę parę
plisowanych czarnych. Odrzucam je na bok i zaczynam podnosić się z podłogi, ale
od razu siadam, gdy dostrzegam gruby, skórzany notes na dolnej półce szafy.
Biorę go na
kolana, opierając się o ścianę i wpatruję się w okładkę. Już wcześniej
widziałem ten notes. Dostała go w prezencie od taty jakieś trzy lata temu, lecz
Les powiedziała mi, że nigdy go nie użyje, ponieważ wiedziała, że notes był
tylko prośbą jej terapeuty. Les nienawidziła terapii i nie byłem pewien,
dlaczego mama zachęcała ją do chodzenia na nią. Oboje na nią chodziliśmy, kiedy
mama i tata rozwiedli się, ale przestałem chodzić na sesje, gdy zaczęły stykać
się z treningiem młodzieżowej piłki nożnej. Mamie nie przeszkadzało, że nie
chodziłem, ale Les dalej chodziła na cotygodniowe sesje aż do dwóch dni temu…
gdy jej czyny pokazały, że terapia nie pomagała.
Otwieram
notes na pierwszą stronę i nie zaskakuje mnie, że jest pusta. Zastanawiam się
czy gdyby używała notesu tak jak sugerował terapeuta, to czy byłaby jakaś
różnica?
Wątpię. Nie
wiem co mogłoby ochronić Les przed nią samą. Z pewnością nie długopis i papier.
Wyciągam
długopis ze spiralnego grzbietu, przyciskam czubek do papieru i zaczynam pisać
jej list. Nie wiem nawet dlaczego do niej piszę. Nie wiem czy jest w miejscu
gdzie może mnie teraz zobaczyć, czy w
ogóle jest w jakimś miejscu, ale na wypadek gdyby mogła to zobaczyć… chcę,
żeby wiedziała jak wpłynęła na mnie jej samolubna decyzja. Jak pozostawiła mnie
beznadziejnym. Dosłownie beznadziejnym.
Kompletnie samotnym. I tak niewiarygodnie żałosnym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz