11.3.14

Losing Hope - rozdział trzeci i pół

Les,
Amy jest tutaj. Jest w twoim pokoju, przeszukuje twoje rupiecie.
Zastanawiam się czy miała jakiekolwiek pojęcie o tym, co zamierzałaś zrobić? Wiem, że czasami dziewczyny dzielą się ze swoimi przyjaciółkami różnymi rzeczami, którymi nie dzieliłyby się z nikim innym – nawet z bliźniakami. Mówiłaś jej kiedykolwiek, co naprawdę czułaś? Dałaś jej jakieś wskazówki? Naprawdę mam nadzieję, że tego nie zrobiłaś, bo to by oznaczało, że teraz czułaby poważne poczucie winy. Ona nie zasługuje na czucie poczucia winy z powodu tego, co zrobiłaś, Les. Była twoją najlepszą przyjaciółką od siedmiu lat, więc mam cholerną nadzieję, że o tym pomyślałaś zanim podjęłaś tak samolubną decyzję.
Odczuwam poczucie winy za to, co zrobiłaś, ale ja na to zasługuję. Będąc bratem istnieje odpowiedzialność, która niekoniecznie idzie razem z byciem najlepszym przyjacielem. Moim obowiązkiem było cię ochronić, nie Amy. Więc ona nie zasługuje na czucie poczucia winy.
Może to był mój problem. Może spędziłem tak dużo czasu próbując obronić cię przed Graysonem, że nigdy nie pomyślałem, że tak naprawdę musiałem obronić cię przed samą sobą.
H
Ktoś delikatnie puka do drzwi mojej sypialni, więc zamykam notes i odkładam go na szafkę nocną. Amy otwiera drzwi, a ja siadam prosto na łóżku. Pokazuję jej, żeby weszła do środka, więc przechodzi przez próg i zamyka za sobą drzwi. Podchodzi do mojej komody i kładzie tam zdjęcia, które zebrała, przesuwając palcami po tym na samej górze. Łzy cicho spływają po jej policzkach.
- Chodź tutaj – odzywam się, wyciągając do niej rękę. Podchodzi do mnie bliżej i łapie moją dłoń, po czym całkowicie się załamuje, kiedy tylko spotykają się nasze oczy. Ciągnę ją do siebie, dopóki nie siedzi na łóżku i obejmuję ją ramionami. Zwija się przy mojej klatce piersiowej, szlochając spazmatycznie. Trzęsie się tak bardzo i jest to niemal zdruzgotany płacz, ale jak powiedziałem wcześniej, zdruzgotanie powinno być zarezerwowane dla matek.
Zaciskam mocno powieki i staram się, żeby teraz nie uderzyło mnie to wszystko, jak uderza w Amy, ale jest ciężko. Mogę trzymać się dla matki, ponieważ potrzebuje ode mnie, żebym był dla niej silny. Ale Amy nie. Jeżeli Amy czuje coś podobnego do tego, co czuję ja, to musi wiedzieć, że jest ktoś, kto jest tak zrozpaczony jak ona.
- Ciii – mówię, głaszcząc ją po włosach. Wiem, że nie chce, abym pocieszał ją pustymi, zbyt często używanymi słowami. Potrzebuje, żeby ktoś zrozumiał jak się czuje, a ja mogę być jedynym, który szczerze to rozumie. Nie mówię jej, żeby spróbowała przestać płakać, ponieważ wiem, że to niemożliwe. Przyciskam policzek do jej głowy, nienawidząc faktu, że teraz i ja płaczę. Dość cholernie dobrze radziłem sobie z trzymaniem wszystkiego w sobie, ale już dłużej tak nie potrafię. Dalej ją trzymam, a ona dalej trzyma się mnie, bo miło jest znaleźć pociechę w tak brzydkiej, samotnej sytuacji.
Słuchanie płaczu Amy przypomina mi wszystkie noce, kiedy bywałem w tej samej pozycji z Les. Nie chciała, żebym do niej mówił albo pomagał jej przestać płakać. Les potrzebowała tylko, żebym ją trzymał i pozwalał jej płakać, nawet jeśli nie miałem pojęcia, dlaczego tego potrzebowała. Zaledwie bycie podporą dla Amy w ten sam mały sposób daje mi znajome poczucie bycia potrzebnym, tak jak było z Les. Nie czułem się potrzebny odkąd Les postanowiła, że nie potrzebowała nikogo.
- Strasznie przepraszam – mówi Amy głosem stłumionym przez moją bluzkę.
- Za co?
Łapie oddech i stara się powstrzymać płacz, ale jej wysiłek jest stracony z każdymi nowymi łzami. – Powinnam była wiedzieć, Holder. Nie miałam pojęcia. Byłam jej najlepszą przyjaciółką i czuję się, że wszyscy mnie obwiniają, i… nie wiem. Może powinni. Sama nie wiem. Może byłam tak pochłonięta związkiem z Thomasem, że przegapiłam coś, co próbowała mi powiedzieć.
Wciąż głaszczę jej włosy, identyfikując się z każdym słowem wydobywającym się z jej ust. – My oboje – wzdycham. Ścieram wierzchem dłoni wilgoć z moich oczu. – Wiesz, staram się dostrzec momenty, które mogłyby zmienić wynik. Słowa, które mogłem jej powiedzieć albo słowa, które ona mogła powiedzieć mnie. Ale nawet jeśli byłbym w stanie cofnąć się do przeszłości i zmienić coś w niej, to nie jestem pewien czy zmieniłoby to wynik. Ty też tego nie wiesz. Tylko Les wie na pewno dlaczego się na to zdecydowała i niestety tylko jej tutaj nie ma, żeby nas oświecić.
Amy śmieje się cicho, chociaż nie wiem czemu. Odsuwa się nieznacznie i patrzy na mnie z poważną miną. – Lepiej niech się cieszy, że jej tutaj nie ma, bo jestem na nią wściekła, Holder. – Ponurość ustępuje kolejnemu szlochowi i podnosi rękę do oczu. – Jestem na nią tak straszliwie wściekła, że mi się nie zwierzyła i czuję, że nikomu nie mogę tego powiedzieć oprócz tobie – szepcze.
Odsuwam jej rękę z twarzy i patrzę jej w oczy, ponieważ nie chcę, żeby myślała, że osądzam ją za ten komentarz. – Nie czuj się winna, Amy. Dobrze?
Kiwa głową i uśmiecha się współczująco, po czym spuszcza wzrok na nasze dłonie leżące na poduszce między nami. Nakrywam dłonią jej rękę i palcami uspokajająco po niej przesuwam. Wiem jak ona się czuje, a ona wie jak ja się czuję i dobrze jest to mieć, nawet jeśli tylko na moment.
Chcę jej podziękować za bycie przy Les przez wszystkie te lata, ale wydaje się niestosowne dziękowanie jej za bycie, kiedy teraz czuje dokładną tego przeciwność. Zamiast tego pozostaję cicho i kładę rękę na jej twarzy. Nie wiem czy to ogrom chwili, fakt że sprawiła, iż znowu czułem się jakoś potrzebny albo może po prostu dlatego, że moja głowa i serce były otępiałe przez wiele dni. Cokolwiek to jest, jest to tutaj, a ja nie chcę jeszcze dać temu odejść. Pozwalam temu przejąć nade mną całkowitą kontrolę, podczas gdy powoli pochylam się do przodu i przyciskam wargi do jej ust.
Nie zamierzałem jej pocałować. Tak naprawdę spodziewam się, że odsunę się w każdej chwili, ale tego nie robię. Spodziewam się, że ona mnie odepchnie, ale tego nie robi. W chwili, w której moje usta dotykają jej ust, rozchyla wargi i wzdycha, jakby właśnie tego ode mnie potrzebowała. O dziwo, przez to jeszcze bardziej chcę ją całować. Całuję ją, wiedząc, że jest najlepszą przyjaciółką mojej siostry. Całuję ją, wiedząc, że ona ma chłopaka. Całuję ją, wiedząc, że nie zrobiłbym tego w żadnych innych okolicznościach.
Przesuwa rękę w górę mojego ramienia i wsuwa palce w rękaw mojej koszulki, lekko muskając kontury mięśni w moim ramieniu. Ciągnę ją ze sobą na środek łóżka i pogłębiam nasz pocałunek. Im więcej się całujemy, tym bardziej uświadamiamy sobie, że pożądanie może być jedynym uczuciem, które minimalizuje rozpacz. Każde przesunięcie jej dłoni po mojej skórze wyciąga mnie bardziej z mojej głowy, bardziej wciągając w tę chwilę z nią, zatem całuję ją bardziej rozpaczliwie, potrzebując, żeby w tej chwili całkowicie wyciągnęła z mojego życia mój umysł. Wsuwam rękę pod jej bluzkę i w momencie, kiedy chwytam jej pierś jęczy i wbija paznokcie w moje przedramię, wyginając plecy.
To najbardziej niewerbalna wskazówka dla tak, jaką kiedykolwiek widziałem.
W myślach pozostają mi tylko dwie rzeczy, kiedy zaczyna ściągać moją koszulkę, a moje ręce szarpią się z zamkiem w jej dżinsach.
1] Muszę zdjąć z niej te ubrania.
2] Thomas.
Zazwyczaj nie myślę o innych facetach, kiedy całuję się z dziewczynami, ale zazwyczaj nie całuję się z dziewczynami innych facetów. Amy nie jest moja do całowania, ale ja i tak to robię. Jej ubrania nie są moje do rozbierania, ale ja i tak to robię. Jej majtki nie powinny być czymś, do czego wkładałbym rękę, ale ja i tak to robię.
Odrywam się od jej ust, kiedy jej dotykam i obserwuję, jak jęczy i przyciska głowę do mojej poduszki. Nie przestaję robić jej tego, co robię jedną ręką, podczas gdy przechylam się przez łóżko i wyciągam drugą ręką prezerwatywę z szuflady. Zębami ją rozrywam, przez cały czas uważnie jej się przyglądając. Wiem, że żadne z nas nie jest teraz w dobrym stanie umysłu, bo inaczej nic z tego by się nie wydarzało. Mimo wszystko, nawet jeśli jesteśmy w dobrym stanie umysłu, czy nie, przynajmniej jesteśmy w tym samym stanie umysłu. Taką mam przynajmniej nadzieję.
Wiem jak niezwykle niewłaściwe jest pytanie dziewczynę o jej chłopaka, kiedy brakuje jej trzydziestu sekund do całkowitego zapomnienia o nim, ale muszę. Nie chcę, żeby żałowała tego jeszcze bardziej niż już będzie. Niż oboje będziemy.
- Amy? – szepczę. – Co z Thomasem?
Jęczy cicho i nie otwierając oczu, kładzie dłonie na mojej klatce piersiowej. – Jest w swoim domu – mamrocze, nie pokazując, aby wzmianka jego imienia sprawiała, że chciała zatrzymać to, co robiliśmy. – Musiał pomóc tacie z jakimiś pracami ogrodowymi po szkole.
Jej dokładne powtórzenie odpowiedzi, którą mi dała, gdy zapytałem ją o niego na podjeździe sprawia, że się śmieję. Otwiera oczy i spogląda na mnie, pewnie zdezorientowana dlaczego mógłbym teraz się śmiać. Jednak tylko się uśmiecha. Jestem wdzięczny za jej uśmiech, ponieważ mam naprawdę dosyć wszystkich łez. Cholernie mam ich dosyć.
I cholera. Jeżeli ona w tej chwili nie czuje się winna, to ja na pewno nie będę czuł się winny. Możemy tego wszystkiego żałować później.
Opuszczam usta na jej wargi w tej samej chwili, co sapie, a potem głośno jęczy – całkowicie zapominając o jej chłopaku. Cała jej uwaga jest stuprocentowo skupiona na ruchu mojej dłoni, a cała moja uwaga jest stuprocentowo skupiona na założeniu tej prezerwatywy zanim znowu zacznie myśleć o jej chłopaku.
Obniżam się na nią, wracam do niej ustami, wsuwam się w nią i kompletnie wykorzystuję tę sytuację, wiedząc jak bardzo będę potem tego żałować. Wiedząc jak bardzo już tego żałuję.
Ale ja i tak to robię.
***
Jest ubrana i siedzi na brzegu mojego łóżka, zakładając buty. Ja mam już ubrane spodnie i kieruję się do drzwi sypialni, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mam pojęcia jak czy dlaczego to się wydarzyło, a patrząc na wyraz jej twarzy, ona też nie ma pojęcia. Podnosi się i podchodzi do drzwi, zabierając zdjęcia, które wzięła z pokoju Les, kiedy mija komodę. Przytrzymuję otwarte drzwi, niepewny czy powinienem za nią pójść, pocałować ją na pożegnanie czy powiedzieć, że do niej zadzwonię.
Co ja do cholery zrobiłem?
Wychodzi na korytarz i zatrzymuje się, odwracając do mnie twarzą. Nie nawiązuje kontaktu wzrokowego. Patrzy się tylko na zdjęcia, które trzyma. – Przyszłam tylko po zdjęcia, prawda? – pyta ostrożnie. Zmartwiony wyraz opanowuje jej twarz i zdaję sobie sprawę, iż boi się, że mogę pomyśleć, że to co się między nami wydarzyło było czymś więcej.
Chcę ją uspokoić, że nic nie powiem. Unoszę jej brodę, żeby spojrzała mi w oczy i uśmiecham się do niej. – Przyszłaś po zdjęcia. Tylko tyle, Amy. A Thomas jest w domu, pomagając tacie z pracami ogrodowymi.
Śmieje się, jeżeli w ogóle można tak to nazwać, potem patrzy na mnie z wdzięcznością. Przez chwilę trwa niezręczna cisza, po czym znowu się śmieje. – Tak w ogóle to co to do diabła było? – pyta, machając dłonią w kierunku mojego pokoju. – To nie jesteśmy my, Holder. Nie jesteśmy takimi ludźmi.
Nie jesteśmy takimi ludźmi. Zgadzam się z tym. Opieram głowę o framugę drzwi i już odczuwam napływający żal. Nie wiem co mnie opętało ani dlaczego nie zatrzymała mnie świadomość, że ona nie jest moja. Mogę wymyślić tylko takie usprawiedliwienie, że cokolwiek się między nami wydarzyło jest bezpośrednim produktem naszej rozpaczy. A nasza rozpacz jest bezpośrednim produktem samolubnej decyzji Les.
- Obwiniajmy o to Les – mówię, tylko w połowie się drocząc. – Nie wydarzyłoby się to, gdyby tutaj była.
Amy uśmiecha się. – Tak – odpowiada, mrużąc oczy. – Jaka z niej suka za sprawienie, że zrobiliśmy coś takiego podłego. Jak śmiała.
Śmieję się. – Prawda?
Unosi zdjęcia w ręce. – Dzięki za… - Patrzy na zdjęcia i urywa na moment, po czym podnosi na mnie wzrok. – Po prostu… dziękuję, Holder. Za wysłuchanie.
Potakuję głową na jej podziękowania i patrzę jak odwraca się, kierując do schodów. Zamykam drzwi i wracam do mojego łóżka, po drodze zabierając notes. Otwieram go na liście, który przerwałem zanim do mojego pokoju weszła godzinę wcześniej Amy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz