Les,
Amy jest tutaj. Jest w twoim pokoju, przeszukuje twoje
rupiecie.
Zastanawiam się czy miała jakiekolwiek pojęcie o tym,
co zamierzałaś zrobić? Wiem, że czasami dziewczyny dzielą się ze swoimi
przyjaciółkami różnymi rzeczami, którymi nie dzieliłyby się z nikim innym –
nawet z bliźniakami. Mówiłaś jej kiedykolwiek, co naprawdę czułaś? Dałaś jej
jakieś wskazówki? Naprawdę mam nadzieję, że tego nie zrobiłaś, bo to by
oznaczało, że teraz czułaby poważne poczucie winy. Ona nie zasługuje na czucie
poczucia winy z powodu tego, co zrobiłaś, Les. Była twoją najlepszą
przyjaciółką od siedmiu lat, więc mam cholerną nadzieję, że o tym pomyślałaś
zanim podjęłaś tak samolubną decyzję.
Odczuwam poczucie winy za to, co zrobiłaś, ale ja na
to zasługuję. Będąc bratem istnieje odpowiedzialność, która niekoniecznie idzie
razem z byciem najlepszym przyjacielem. Moim obowiązkiem było cię ochronić, nie
Amy. Więc ona nie zasługuje na czucie poczucia winy.
Może to był mój problem. Może spędziłem tak dużo czasu
próbując obronić cię przed Graysonem, że nigdy nie pomyślałem, że tak naprawdę
musiałem obronić cię przed samą sobą.
H
Ktoś
delikatnie puka do drzwi mojej sypialni, więc zamykam notes i odkładam go na
szafkę nocną. Amy otwiera drzwi, a ja siadam prosto na łóżku. Pokazuję jej,
żeby weszła do środka, więc przechodzi przez próg i zamyka za sobą drzwi.
Podchodzi do mojej komody i kładzie tam zdjęcia, które zebrała, przesuwając
palcami po tym na samej górze. Łzy cicho spływają po jej policzkach.
- Chodź
tutaj – odzywam się, wyciągając do niej rękę. Podchodzi do mnie bliżej i łapie
moją dłoń, po czym całkowicie się załamuje, kiedy tylko spotykają się nasze
oczy. Ciągnę ją do siebie, dopóki nie siedzi na łóżku i obejmuję ją ramionami.
Zwija się przy mojej klatce piersiowej, szlochając spazmatycznie. Trzęsie się
tak bardzo i jest to niemal zdruzgotany płacz, ale jak powiedziałem wcześniej, zdruzgotanie powinno być zarezerwowane
dla matek.
Zaciskam
mocno powieki i staram się, żeby teraz nie uderzyło mnie to wszystko, jak
uderza w Amy, ale jest ciężko. Mogę trzymać się dla matki, ponieważ potrzebuje
ode mnie, żebym był dla niej silny. Ale Amy nie. Jeżeli Amy czuje coś podobnego
do tego, co czuję ja, to musi wiedzieć, że jest ktoś, kto jest tak zrozpaczony
jak ona.
- Ciii –
mówię, głaszcząc ją po włosach. Wiem, że nie chce, abym pocieszał ją pustymi,
zbyt często używanymi słowami. Potrzebuje, żeby ktoś zrozumiał jak się czuje, a
ja mogę być jedynym, który szczerze to rozumie. Nie mówię jej, żeby spróbowała
przestać płakać, ponieważ wiem, że to niemożliwe. Przyciskam policzek do jej
głowy, nienawidząc faktu, że teraz i ja płaczę. Dość cholernie dobrze radziłem
sobie z trzymaniem wszystkiego w sobie, ale już dłużej tak nie potrafię. Dalej
ją trzymam, a ona dalej trzyma się mnie, bo miło jest znaleźć pociechę w tak
brzydkiej, samotnej sytuacji.
Słuchanie
płaczu Amy przypomina mi wszystkie noce, kiedy bywałem w tej samej pozycji z
Les. Nie chciała, żebym do niej mówił albo pomagał jej przestać płakać. Les
potrzebowała tylko, żebym ją trzymał i pozwalał jej płakać, nawet jeśli nie
miałem pojęcia, dlaczego tego potrzebowała. Zaledwie bycie podporą dla Amy w
ten sam mały sposób daje mi znajome poczucie bycia potrzebnym, tak jak było z
Les. Nie czułem się potrzebny odkąd Les postanowiła, że nie potrzebowała nikogo.
- Strasznie
przepraszam – mówi Amy głosem stłumionym przez moją bluzkę.
- Za co?
Łapie
oddech i stara się powstrzymać płacz, ale jej wysiłek jest stracony z każdymi
nowymi łzami. – Powinnam była wiedzieć, Holder. Nie miałam pojęcia. Byłam jej
najlepszą przyjaciółką i czuję się, że wszyscy mnie obwiniają, i… nie wiem.
Może powinni. Sama nie wiem. Może byłam tak pochłonięta związkiem z Thomasem,
że przegapiłam coś, co próbowała mi powiedzieć.
Wciąż głaszczę
jej włosy, identyfikując się z każdym słowem wydobywającym się z jej ust. – My
oboje – wzdycham. Ścieram wierzchem dłoni wilgoć z moich oczu. – Wiesz, staram
się dostrzec momenty, które mogłyby zmienić wynik. Słowa, które mogłem jej
powiedzieć albo słowa, które ona mogła powiedzieć mnie. Ale nawet jeśli byłbym
w stanie cofnąć się do przeszłości i zmienić coś w niej, to nie jestem pewien
czy zmieniłoby to wynik. Ty też tego nie wiesz. Tylko Les wie na pewno dlaczego
się na to zdecydowała i niestety tylko jej tutaj nie ma, żeby nas oświecić.
Amy śmieje
się cicho, chociaż nie wiem czemu. Odsuwa się nieznacznie i patrzy na mnie z
poważną miną. – Lepiej niech się cieszy, że jej tutaj nie ma, bo jestem na nią
wściekła, Holder. – Ponurość ustępuje kolejnemu szlochowi i podnosi rękę do
oczu. – Jestem na nią tak straszliwie wściekła, że mi się nie zwierzyła i
czuję, że nikomu nie mogę tego powiedzieć oprócz tobie – szepcze.
Odsuwam jej
rękę z twarzy i patrzę jej w oczy, ponieważ nie chcę, żeby myślała, że osądzam
ją za ten komentarz. – Nie czuj się winna, Amy. Dobrze?
Kiwa głową
i uśmiecha się współczująco, po czym spuszcza wzrok na nasze dłonie leżące na
poduszce między nami. Nakrywam dłonią jej rękę i palcami uspokajająco po niej
przesuwam. Wiem jak ona się czuje, a ona wie jak ja się czuję i dobrze jest to
mieć, nawet jeśli tylko na moment.
Chcę jej
podziękować za bycie przy Les przez wszystkie te lata, ale wydaje się
niestosowne dziękowanie jej za bycie, kiedy teraz czuje dokładną tego
przeciwność. Zamiast tego pozostaję cicho i kładę rękę na jej twarzy. Nie wiem
czy to ogrom chwili, fakt że sprawiła, iż znowu czułem się jakoś potrzebny albo
może po prostu dlatego, że moja głowa i serce były otępiałe przez wiele dni.
Cokolwiek to jest, jest to tutaj, a ja nie chcę jeszcze dać temu odejść.
Pozwalam temu przejąć nade mną całkowitą kontrolę, podczas gdy powoli pochylam
się do przodu i przyciskam wargi do jej ust.
Nie
zamierzałem jej pocałować. Tak naprawdę spodziewam się, że odsunę się w każdej
chwili, ale tego nie robię. Spodziewam się, że ona mnie odepchnie, ale tego nie
robi. W chwili, w której moje usta dotykają jej ust, rozchyla wargi i wzdycha,
jakby właśnie tego ode mnie potrzebowała. O dziwo, przez to jeszcze bardziej
chcę ją całować. Całuję ją, wiedząc, że jest najlepszą przyjaciółką mojej
siostry. Całuję ją, wiedząc, że ona ma chłopaka. Całuję ją, wiedząc, że nie
zrobiłbym tego w żadnych innych okolicznościach.
Przesuwa
rękę w górę mojego ramienia i wsuwa palce w rękaw mojej koszulki, lekko
muskając kontury mięśni w moim ramieniu. Ciągnę ją ze sobą na środek łóżka i
pogłębiam nasz pocałunek. Im więcej się całujemy, tym bardziej uświadamiamy
sobie, że pożądanie może być jedynym uczuciem, które minimalizuje rozpacz.
Każde przesunięcie jej dłoni po mojej skórze wyciąga mnie bardziej z mojej
głowy, bardziej wciągając w tę chwilę z nią, zatem całuję ją bardziej
rozpaczliwie, potrzebując, żeby w tej chwili całkowicie wyciągnęła z mojego życia mój umysł. Wsuwam rękę pod jej
bluzkę i w momencie, kiedy chwytam jej pierś jęczy i wbija paznokcie w moje
przedramię, wyginając plecy.
To
najbardziej niewerbalna wskazówka dla tak,
jaką kiedykolwiek widziałem.
W myślach
pozostają mi tylko dwie rzeczy, kiedy zaczyna ściągać moją koszulkę, a moje
ręce szarpią się z zamkiem w jej dżinsach.
1] Muszę
zdjąć z niej te ubrania.
2] Thomas.
Zazwyczaj
nie myślę o innych facetach, kiedy całuję się z dziewczynami, ale zazwyczaj nie
całuję się z dziewczynami innych
facetów. Amy nie jest moja do całowania, ale ja i tak to robię. Jej ubrania nie
są moje do rozbierania, ale ja i tak to robię. Jej majtki nie powinny być
czymś, do czego wkładałbym rękę, ale ja i tak to robię.
Odrywam się
od jej ust, kiedy jej dotykam i obserwuję, jak jęczy i przyciska głowę do mojej
poduszki. Nie przestaję robić jej tego, co robię jedną ręką, podczas gdy
przechylam się przez łóżko i wyciągam drugą ręką prezerwatywę z szuflady.
Zębami ją rozrywam, przez cały czas uważnie jej się przyglądając. Wiem, że
żadne z nas nie jest teraz w dobrym stanie umysłu, bo inaczej nic z tego by się
nie wydarzało. Mimo wszystko, nawet jeśli jesteśmy w dobrym stanie umysłu, czy
nie, przynajmniej jesteśmy w tym samym stanie
umysłu. Taką mam przynajmniej nadzieję.
Wiem jak
niezwykle niewłaściwe jest pytanie dziewczynę o jej chłopaka, kiedy brakuje jej
trzydziestu sekund do całkowitego zapomnienia o nim, ale muszę. Nie chcę, żeby
żałowała tego jeszcze bardziej niż już będzie. Niż oboje będziemy.
- Amy? –
szepczę. – Co z Thomasem?
Jęczy cicho
i nie otwierając oczu, kładzie dłonie na mojej klatce piersiowej. – Jest w
swoim domu – mamrocze, nie pokazując, aby wzmianka jego imienia sprawiała, że
chciała zatrzymać to, co robiliśmy. – Musiał pomóc tacie z jakimiś pracami
ogrodowymi po szkole.
Jej
dokładne powtórzenie odpowiedzi, którą mi dała, gdy zapytałem ją o niego na
podjeździe sprawia, że się śmieję. Otwiera oczy i spogląda na mnie, pewnie
zdezorientowana dlaczego mógłbym teraz się śmiać. Jednak tylko się uśmiecha.
Jestem wdzięczny za jej uśmiech, ponieważ mam naprawdę dosyć wszystkich łez. Cholernie
mam ich dosyć.
I cholera. Jeżeli ona w tej chwili nie
czuje się winna, to ja na pewno nie
będę czuł się winny. Możemy tego wszystkiego żałować później.
Opuszczam
usta na jej wargi w tej samej chwili, co sapie, a potem głośno jęczy –
całkowicie zapominając o jej chłopaku. Cała jej uwaga jest stuprocentowo
skupiona na ruchu mojej dłoni, a cała moja uwaga jest stuprocentowo skupiona na
założeniu tej prezerwatywy zanim znowu zacznie myśleć o jej chłopaku.
Obniżam się
na nią, wracam do niej ustami, wsuwam się w nią i kompletnie wykorzystuję tę
sytuację, wiedząc jak bardzo będę potem tego żałować. Wiedząc jak bardzo już tego żałuję.
Ale ja i
tak to robię.
***
Jest ubrana
i siedzi na brzegu mojego łóżka, zakładając buty. Ja mam już ubrane spodnie i
kieruję się do drzwi sypialni, nie wiedząc co powiedzieć. Nie mam pojęcia jak
czy dlaczego to się wydarzyło, a patrząc na wyraz jej twarzy, ona też nie ma
pojęcia. Podnosi się i podchodzi do drzwi, zabierając zdjęcia, które wzięła z
pokoju Les, kiedy mija komodę. Przytrzymuję otwarte drzwi, niepewny czy
powinienem za nią pójść, pocałować ją na pożegnanie czy powiedzieć, że do niej
zadzwonię.
Co ja do cholery zrobiłem?
Wychodzi na
korytarz i zatrzymuje się, odwracając do mnie twarzą. Nie nawiązuje kontaktu
wzrokowego. Patrzy się tylko na zdjęcia, które trzyma. – Przyszłam tylko po
zdjęcia, prawda? – pyta ostrożnie. Zmartwiony wyraz opanowuje jej twarz i zdaję
sobie sprawę, iż boi się, że mogę pomyśleć, że to co się między nami wydarzyło
było czymś więcej.
Chcę ją uspokoić,
że nic nie powiem. Unoszę jej brodę, żeby spojrzała mi w oczy i uśmiecham się
do niej. – Przyszłaś po zdjęcia. Tylko tyle, Amy. A Thomas jest w domu,
pomagając tacie z pracami ogrodowymi.
Śmieje się,
jeżeli w ogóle można tak to nazwać, potem patrzy na mnie z wdzięcznością. Przez
chwilę trwa niezręczna cisza, po czym znowu się śmieje. – Tak w ogóle to co to
do diabła było? – pyta, machając
dłonią w kierunku mojego pokoju. – To nie jesteśmy my, Holder. Nie jesteśmy
takimi ludźmi.
Nie jesteśmy takimi ludźmi. Zgadzam się
z tym. Opieram głowę o framugę drzwi i już odczuwam napływający żal. Nie wiem
co mnie opętało ani dlaczego nie zatrzymała mnie świadomość, że ona nie jest
moja. Mogę wymyślić tylko takie usprawiedliwienie, że cokolwiek się między nami
wydarzyło jest bezpośrednim produktem naszej rozpaczy. A nasza rozpacz jest
bezpośrednim produktem samolubnej decyzji Les.
-
Obwiniajmy o to Les – mówię, tylko w połowie się drocząc. – Nie wydarzyłoby się
to, gdyby tutaj była.
Amy
uśmiecha się. – Tak – odpowiada, mrużąc oczy. – Jaka z niej suka za sprawienie,
że zrobiliśmy coś takiego podłego. Jak śmiała.
Śmieję się.
– Prawda?
Unosi
zdjęcia w ręce. – Dzięki za… - Patrzy na zdjęcia i urywa na moment, po czym
podnosi na mnie wzrok. – Po prostu… dziękuję, Holder. Za wysłuchanie.
Potakuję
głową na jej podziękowania i patrzę jak odwraca się, kierując do schodów.
Zamykam drzwi i wracam do mojego łóżka, po drodze zabierając notes. Otwieram go
na liście, który przerwałem zanim do mojego pokoju weszła godzinę wcześniej
Amy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz