8.3.14

13

Sobota, 1 września, 2012
17:05
Nauczyłam się dziś nieocenionej lekcji o pożądaniu. Powoduje podwójną pracę. Dziś dwa razy wzięłam prysznic, zamiast tylko jednego. Zmieniłam ubranie cztery razy zamiast zwykle dwa razy. Raz posprzątałam dom (to o jedno więcej niż zazwyczaj) i sprawdziłam czas na zegarku nie mniej niż tysiąc razy. Mogłam tyle samo razy sprawdzić komórkę po napływające wiadomości.
Niestety, nie określił on wczoraj w swojej wiadomości, o jakiej porze tutaj będzie, więc o siedemnastej siedzę i czekam. Nie ma nic więcej do roboty, ponieważ już upiekłam dosyć słodyczy na cały rok i przebiegłam dziś niemniej niż cztery mile. Pomyślałam o ugotowaniu dla nas obiadu, lecz nie mam pojęcia, o której przyjdzie, więc nie wiedziałabym, na którą mieć go gotowy. Siedzę na kanapie, obijając paznokcie o skórę, kiedy dostaję od niego wiadomość.
O której mogę przyjść? Nie żebym nie mógł się tego doczekać czy coś. Jesteś naprawdę, naprawdę nudna.
Napisał do mnie. Czemu ja o tym nie pomyślałam? Powinnam napisać do niego parę godzin temu, żeby zapytać, o której tutaj będzie. Zaoszczędziłoby mi to tak dużo niepotrzebnego, żałosnego przejmowania się.
Bądź o dziewiętnastej. I przynieś coś do jedzenia. Nie gotuję dla ciebie.
Odkładam komórkę, wpatrując się w nią. Mam jeszcze godzinę i czterdzieści pięć minut. Teraz co? Rozglądam się po pustym salonie i, po raz pierwszy w życiu, nuda zaczyna mieć na mnie negatywny efekt. Aż do tego tygodnia byłam całkiem zadowolona ze swojego nijakiego życia. Zastanawiam się czy odsłonięcie się na pokusę technologii pozostawiło mnie pragnącą więcej, czy odsłonięcie na pokusę Holdera. Prawdopodobnie i to, i to.
Wyciągam nogi na stoliku do kawy. Mam dziś na sobie dżinsy i koszulkę, w końcu postanawiając dać przerwę moim dresom. Również mam rozpuszczone włosy, ponieważ Holder nigdy nie widział mnie w niczym innym niż kucyku. Nie żebym próbowała mu zaimponować.
Totalnie próbuję mu zaimponować.
Podnoszę czasopismo i przeglądam je, ale moje noga trzęsie się i wierci do punktu, gdzie nie mogę się skupić. Czytam tę samą stronę trzy razy z rzędu, więc odrzucam czasopismo z powrotem na stolik, odchylając głowę na kanapę. Wpatruję się w sufit. Potem patrzę na ścianę. Następnie gapię się na palce u stóp i zastanawiam, czy powinnam je odmalować.
Oszaleję.
Ostatecznie jęczę i sięgam po komórkę, po czym znowu do niego piszę.
Teraz. Przyjdź teraz. Jestem cholernie znudzona i jeśli teraz nie przyjdziesz, skończę książkę, zanim tutaj dotrzesz.
Trzymam telefon w dłoniach, patrząc na ekran, kiedy podskakuje na moim kolanie. Od razu odpisał.
Lol. Kupuję ci jedzenie, szefowo. Będę za dwadzieścia.
Lol[1]? Co do diabła to znaczy? Lots of love[2]? O Boże, lepiej żeby to nie było to. Pójdzie za drzwi szybciej niż chłoptaś Matty. Ale naprawdę, co do diabła to znaczy?
Przestaję o tym myśleć i skupiam się na ostatnim słowie. Dwadzieścia. Dwadzieścia minut. O cholera, nagle wydaje się to zbyt prędko. Biegnę do łazienki i sprawdzam włosy, ubrania oraz oddech. Przebiegam po domu, sprzątając go dziś po raz drugi. Kiedy dzwonek do drzwi w końcu dzwoni, właściwie wiem, co zrobić tym razem. Otworzyć je.
On stoi z dwoma naręczami zakupów, wyglądając na bardzo udomowionego. Przyglądam się podejrzliwie zakupom. Podnosi worki i wzrusza ramionami. – Jedno z nas musi być gościnne. – Przechodzi obok mnie, idąc prosto do kuchni i stawia worki na ladzie. – Mam nadzieję, że lubisz spaghetti i klopsy, bo to właśnie dostaniesz. – Zaczyna wyciągać rzeczy z worków i wyciąga przybory kuchenne z szafek.
Zamykam drzwi wejściowe i podchodzę do kontuaru. - Gotujesz dla mnie obiad?
- Tak naprawdę gotuję dla siebie, ale możesz trochę zjeść, jeśli chcesz. – Zerka na mnie przez ramię i uśmiecha się.
- Zawsze jesteś taki sarkastyczny? – pytam.
Wzrusza ramionami. – A ty?
- Zawsze odpowiadasz pytaniami na pytania?
- A ty?
Podnoszę z kontuaru ręcznik do rąk i rzucam nim w niego. Uchyla się przed nim, po czym podchodzi do lodówki.
- Chcesz czegoś się napić? – pyta.
Kładę łokcie na blacie i opieram brodę na dłoniach, obserwując go. – Proponujesz zrobić mi coś do picia w moim własnym domu?
Przeszukuje półki lodówki. – Chcesz mleko, które smakuje jak tyłek czy chcesz napój gazowany?
- Mamy w ogóle napój gazowany? – Jestem prawie pewna, że wypiłam już zapas, który wczoraj kupiłam.
Wychyla się z lodówki, unosząc brew. – Czy którekolwiek z nas może powiedzieć coś, co nie będzie pytaniem?
Śmieję się. – Sama nie wiem, możemy?
- Myślisz, że jak długo możemy to utrzymać? – Znajduje sodę i bierze dwie szklanki. – Chcesz lodu?
- A ty bierzesz lód? – Nie przestanę z pytaniami, dopóki on tego nie zrobi. Jestem bardzo konkurencyjna.
Podchodzi do mnie bliżej i kładzie nasze szklanki na blacie. – Myślisz, że powinienem brać lód? – mówi z wyzywającym szerokim uśmiechem.
- Lubisz lód? – odpieram atak.
Kiwa głową, zaimponowany, że nadążam do jego tempa. – Czy twój lód jest dobry?
- Cóż, wolisz kruszony lód czy w kostce?
Mruży na mnie oczy, świadomy, że właśnie złapałam go w pułapkę. Nie może na to odpowiedzieć pytaniem.
Otwiera puszkę i nalewa sodę do mojej szklanki. – Nie ma dla ciebie lodu.
- Ha! – mówię. – Wygrałam.
On śmieje się i wraca do kuchenki. – Pozwoliłem ci wygrać, bo jest mi ciebie żal. Każdy, kto chrapie tak głośno jak ty zasługuje na przerwę od czasu do czasu.
Uśmiecham się do niego ironicznie. – Wiesz co, obelgi naprawdę są tylko zabawne, kiedy są w formie tekstowej. – Podnoszę szklankę i upijam łyk. Zdecydowanie potrzebuje lodu. Podchodzę do lodówki, wyciągam parę kostek lodu i upuszczam je do szklanki.
Kiedy się odwracam, on stoi tuż przede mną, wpatrując się we mnie. Wyraz jego oczu jest lekko psotny, lecz dość poważny, aby wywołać kołatanie mojego serca. Podchodzi do mnie o krok, aż moje plecy spotykają się z lodówką za mną. Swobodnie podnosi ramię i kładzie dłoń na lodówce obok mojej głowy.
Nie wiem, jakim sposobem nie osuwam się teraz na podłogę. Mam poczucie, jakby moje kolana miały się zaraz wyczerpać.
- Wiesz, że żartuję, prawda? – mówi łagodnie. Jego oczy przesuwają się po mojej twarzy i uśmiecha się wystarczająco, żeby pokazać dołeczki.
Kiwam głową i mam nadzieję, że do diabła odsunie się ode mnie, ponieważ będę mieć atak astmy, a nawet nie mam astmy.
- Dobrze – mówi, przesuwając się tylko o parę cali. – Bo nie chrapiesz. Tak naprawdę jesteś całkiem cholernie urocza, gdy śpisz.
On naprawdę nie powinien mówić takich rzeczy. Zwłaszcza, kiedy tak blisko się do mnie pochyla. Zgina ramię w łokciu i nagle jest o wiele bliżej. Nachyla się do mojego ucha, a ja gwałtownie wciągam wdech.
- Sky – szepcze mi uwodzicielsko do ucha. – Potrzebuję, żebyś… się ruszyła. Potrzebuję coś z lodówki. – Powoli się odsuwa, nie odrywając wzroku od moich oczu, obserwując moją reakcję. Uśmiech pojawia się w kącikach jego ust i próbuje go powstrzymać, ale wybucha śmiechem.
Pcham w jego klatkę piersiową i przechodzę pod jego ramieniem. – Jesteś takim dupkiem! – On otwiera lodówkę, wciąż śmiejąc się. – Przykro mi, ale cholera. Tak rażąco czujesz do mnie pociąg, że ciężko jest ci nie dokuczać.
Wiem, że żartuje, lecz nadal mnie to diabelnie zawstydza. Siadam z powrotem przy kontuarze i chowam głowę w dłoniach. Zaczynam nienawidzić dziewczyny, w którą on mnie zmienia. Nie byłoby tak trudno być w jego towarzystwie, gdybym nie wygadała mu, że czuję do niego pociąg. Również nie byłoby tak trudno, gdyby nie był on tak zabawny. I słodki, kiedy chce. I gorący. Chyba to czyni pożądanie tak gorzko-słodkim. Uczucie jest piękne, lecz wysiłek, który trzeba wykorzystać na zaprzeczenie mu jest o wiele zbyt ciężki.
- Chcesz coś wiedzieć? – pyta on. Podnoszę na niego wzrok, a on patrzy na patelnię przed nim, mieszając.
- Prawdopodobnie nie.
Spogląda na mnie przez kilka chwil, po czym wraca spojrzeniem do patelnię.– Możesz przez to poczuć się lepiej.
- Wątpię.
Znowu przenosi na mnie wzrok, a żartobliwy uśmiech zniknął z jego ust. Sięga do szafki i wyciąga garnek, następnie idzie do umywalki i wypełnia go wodą. Wraca do kuchenki i znowu zaczyna mieszać. – Też mogę czuć do ciebie lekki pociąg – mówi.
Niezauważalnie biorę wdech, potem wypuszczam powolny, kontrolowany oddech, próbując nie wyglądać na zaskoczoną komentarzem.
- Tylko lekki? – pytam, robiąc to, w czym jestem najlepsza, przez natchnienie niezręcznych momentów sarkazmem.
On raz jeszcze się uśmiecha, lecz nie odrywa wzroku od patelni. W pomieszczeniu zapada cisza na parę minut. On jest skupiony na gotowaniu, a ja na nim. Przyglądam mu się, jak przesuwa się bez wysiłku po kuchni i jestem pod podziwem jego poziomem komfortu. To mój dom, a jestem bardziej podenerwowana od niego. Nie mogę przestać się wiercić i chciałabym, żeby znowu zaczął mówić. On nie wydaje się poruszony milczeniem, ale ono majaczy w powietrzu naokoło mnie i muszę się go pozbyć.
- Co znaczy lol?
Śmieje się. – Poważnie?
- Tak, poważnie. Wcześniej napisałeś to w swojej wiadomości.
- Znaczy to śmiać się głośno. Używasz tego, kiedy sądzisz, że coś jest zabawne. – Nie mogę zaprzeczyć uldze, którą czuję, że nie było to mnóstwo miłości.
- Huh – mówię. – To głupie.
- Ta, dość głupie. Choć jest to nawyk i skrócone wiadomości są szybsze do napisania, kiedy już się do tego przyzwyczaisz. Trochę jak OMG[3], WTF[4], IDK[5] i…
- O Boże, przestań – mówię, przerywając mu zanim wygłosi więcej skrótów. – Mówiąc w skróconej formie tekstowej jesteś naprawdę nieatrakcyjny.
Odwraca się do mnie i puszcza oko, po czym podchodzi do piekarnika. – Więc już nigdy tego nie zrobię. – I znowu to się dzieje… cisza. Wczoraj milczenie pomiędzy nami było w porządku, ale z jakiegoś powodu dzisiaj jest niesamowicie niezręczne. W każdym razie dla mnie. Zaczynam myśleć, że jestem po prostu zdenerwowana tym, co przyniesie reszta wieczoru. Po chemii pomiędzy nami jest oczywiste, że ostatecznie będziemy się całować. Jedynie poważnie trudno jest skupić się na teraz i tutaj oraz rozmowie, kiedy to jedyna rzecz w moim umyśle. Nie mogę wytrzymać niewiedzy, kiedy on to zrobi. Będzie czekał aż do po kolacji, gdy mój oddech będzie śmierdział czosnkiem i cebulą? Będzie czekał do chwili, kiedy będzie wychodził? Zaatakuje mnie, gdy będę się tego najmniej spodziewać? Niemal chcę mieć to już za sobą w tej właśnie chwili. Przejść do rzeczy, żeby nieuniknione poszło na bok i moglibyśmy kontynuować wieczór.
- Wszystko w porządku? – pyta. Gwałtownie unoszę wzrok, a on stoi po drugiej stronie kontuaru.
- Gdzie poszłaś? Na chwilę zniknęłaś.
Potrząsam głową, skupiając się na rozmowie. – Nic mi nie jest. – Podnosi nóż i zaczyna kroić pomidora. Nawet jego umiejętności w krojeniu pomidora są bez wysiłku. Czy jest coś w czym ten chłopak jest zły? Nóż nieruchomieje na desce do krojenia, a ja patrzę na niego. On przygląda mi się z poważnym wyrazem twarzy.
- Gdzie poszłaś, Sky? – Patrzy na mnie kilka chwil, czekając na odpowiedź. Kiedy mu jej nie daję, wraca spojrzeniem do deski.
- Obiecasz, że nie będziesz się śmiał? – pytam.
Mruży oczy, rozmyślając nad moim pytaniem, po czym kręci głową. – Powiedziałem ci, że zawsze będę z tobą szczery, więc nie. Nie mogę obiecać, że nie będę się śmiał, ponieważ jesteś poniekąd zabawna, a to tylko postawi mnie na niepowodzenie.
- Zawsze jesteś taki trudny?
Uśmiecha się do mnie, ale nie odpowiada. Wciąż mi się przygląda, jakby wyzywał mnie do powiedzenia tego, co naprawdę siedzi mi w głowie. Niestety nie ustępuję wyzwaniom.
- Okej, dobra. – Prostuję się na krześle i biorę głęboki wdech, potem od razu wypuszczam wszystkie moje myśli.
- Poważnie w ogóle nie jestem dobra w całym randkowaniu, a nawet nie wiem czy to jest randka, ale wiem, że cokolwiek to jest, to jest to coś trochę więcej od dwójki przyjaciół spędzających razem czas, a wiedza o tym sprawia, że myślę o później, kiedy będzie czas, żebyś szedł i czy planujesz mnie pocałować, a ja jestem typem osoby, która nie cierpi niespodzianek, więc nie mogę przestać czuć się tym niezręcznie, ponieważ chcę żebyś mnie pocałował i może to być aroganckie z mojej strony, ale trochę myślę, że ty też chcesz mnie pocałować, więc tak sobie myślałam jak o wiele prościej by było, gdybyśmy już się pocałowali, byś mógł wrócić do gotowania obiadu, a ja przestałabym próbować mentalnie wyobrażać sobie jak rozegra się nasz wieczór. – Wciągam niewiarygodnie olbrzymi wdech, choć nie mam nic w płucach.
On przestał kroić gdzieś w połowie mojej przemowy, ale nie jestem pewna w której części. Gapi się na mnie z nieznacznie uchylonymi ustami. Biorę głęboki wdech i powoli go wydycham, myśląc o tym, że mogłam właśnie wysłać go za drzwi. I niestety nie obwiniałabym go, gdyby uciekł.
Delikatnie kładzie nóż na desce do krojenia i opiera dłonie o blat, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Ja zakładam ręce na kolanie i czekam na reakcję. Tylko to mogę robić.
- To – mówi znacząco – było najdłuższe jednociągowe zdanie, jakie kiedykolwiek usłyszałem. – Wywracam oczami, znowu opierając się o krzesło i zakładam ramiona na klatce piersiowej. Dopiero co praktycznie błagałam go, żeby mnie pocałował, a on krytykuje moją gramatykę?
- Odpręż się – mówi z szerokim uśmiechem. Zsuwa pomidory z deski do patelni i kładzie ją na kuchenkę. Reguluje temperaturę jednego z palników i wsypuje makaron do gotującej się wody.
Kiedy wszystko jest przygotowane, wyciera ręce w ręcznik do rąk, po czym podchodzi do miejsca, gdzie siedzę.
- Wstań – rozkazuje.
Patrzę na niego ostrożnie, ale robię to, co mówi. Powoli. Gdy stoję twarzą do niego, kładzie dłonie na moich barkach i rozgląda się po kuchni. – Hmm – mówi, głośno myśląc. Zerka do kuchni, po czym zsuwa dłonie po moich ramionach i chwyta za nadgarstki. – Trochę podobało mi się tło lodówki. – Ciągnie mnie do kuchni, a tam ustawia mnie jak kukiełkę tyłem do lodówki. Kładzie obie ręce na lodówce po obu stronach mojej głowy i spuszcza na mnie wzrok.
Nie jest to najbardziej romantyczny sposób, w jakim wyobrażałam sobie go całującego mnie, ale chyba to też zadziała. Po prostu chcę mieć to już za sobą. Zwłaszcza teraz, kiedy robi z tego taki wielki pokaz. Zaczyna się do mnie pochylać, więc biorę głęboki wdech i zamykam oczy.
Czekam.
I czekam.
Nic się nie dzieje.
Otwieram oczy, a jest on tak blisko, że wzdrygam się, co tylko wywołuje w nim śmiech. Jednak nie odsuwa się, a jego oddech drażni moje usta jak palce. Pachnie jak liście mięty oraz napój gazowany i nigdy bym nie pomyślała, że to będzie dobre połączenie, ale naprawdę takie jest.
- Sky? – mówi cicho. – Nie staram się ciebie torturować czy coś, ale już podjąłem decyzję zanim tutaj przyszedłem. Dzisiaj cię nie pocałuję.
Jego słowa sprawiają, że ale opada mi żołądek przez wagę mojego rozczarowania. Moja pewność siebie właśnie wyleciała przez okno i teraz naprawdę potrzebuję podbudowującej ego wiadomości od Six.
- Czemu nie?
Powoli opuszcza jedną rękę i podnosi ją do mojej twarzy, wtedy przejeżdża palcem po policzku. Staram się nie zadrżeć pod jego dotykiem, ale wykorzystuję każdą uncję mojej siły woli, żeby teraz nie wyglądać na całkowicie wytrąconą z równowagi. Jego spojrzenie podąża za dłonią, kiedy wolno przesuwa się po mojej szczęce, potem szyi, zatrzymując się na barku. Wraca wzrokiem do moich oczu i jest w nim niezaprzeczalna ilość pożądania.
Widzenie tego spojrzenia w jego oczach łagodzi moje rozczarowanie o maleńki ułamek.
- Chcę cię pocałować – mówi. – Uwierz mi, chcę. – Opuszcza wzrok na moje usta i znowu podnosi dłoń do mojego policzka, obejmując go. Tym razem chętnie opieram się na jego ręce. Zrzekłam się mu kontroli w chwili kiedy przeszedł przez drzwi. Teraz jestem cała w jego rękach.
- Ale jeśli naprawdę chcesz, to dlaczego tego nie zrobisz? – Bardzo się boję, że zaraz wygłosi usprawiedliwienie zawierające słowo dziewczyna.
Obiema dłońmi obejmuje moją twarz i unosi ją do jego. Przesuwa kciukami po moich kościach policzkowych i czuję szybkie unoszenie się i opadanie jego klatki piersiowej. – Ponieważ – szepcze – boję się, że tego nie poczujesz.
Wdycham szybki oddech i go wstrzymuję. Rozmowa, którą mieliśmy w łóżku ostatniej nocy powtarza się w mojej głowie i zdaję sobie sprawę, że nigdy nie powinnam mu tego mówić. Nigdy nie powinnam mu powiedzieć że nie czuję nic prócz odrętwienia, kiedy całuję ludzi, ponieważ jest on absolutnym wyjątkiem od reguły. Podnoszę dłoń do jego ręki na moim policzku i ją nakrywam.
Poczuję to, Holder. Już to czuję. Chcę powiedzieć te słowa na głos, ale nie mogę. Zamiast tego tylko potakuję.
On zamyka oczy i wciąga oddech, po czym odciąga mnie od lodówki do swojego torsu. Jednym ramieniem obejmuje moje plecy, a drugą rękę trzyma przy mojej głowie. Ja wciąż trzymam ramiona niezręcznie po bokach, więc podnoszę je i oplatam nimi jego talię. Kiedy to robię, bezgłośnie sapię na spokój, który mnie pochłania, będąc tak opatuloną przez niego. Jednocześnie oboje się przybliżamy, a on całuje mnie w czubek głowy. Nie jest to pocałunek, którego oczekiwałam, ale jestem pewna, że tak samo go uwielbiam.
Stoimy w tej samej pozycji, gdy minutnik na piekarniku dzwoni. Nie od razu mnie puszcza, co wywołuje u mnie uśmiech. Kiedy zaczyna opuszczać ramiona, patrzę na podłogę, niezdolna spojrzeć mu w twarz. Jakoś próbowanie naprawienia skrępowania związanego z całowaniem uczyniło dla mnie rzeczy jeszcze bardziej niezręcznymi.
Jakby wyczuwając moje zażenowanie, on łapie moje obie ręce i splata nasze palce.
- Spójrz na mnie. – Unoszę oczy do jego, próbując ukryć rozczarowanie przed zdaniem sobie sprawy, że nasze wzajemne przyciąganie jest na dwóch różnych poziomach. – Sky, nie pocałuję cię dzisiaj, ale uwierz mi, kiedy mówię, że nigdy nie chciałem bardziej pocałować dziewczyny. Więc przestań myśleć, że nie czuję do ciebie pociągu, ponieważ nie masz pojęcia, jak bardzo czuję. Możesz trzymać moją dłoń, możesz przesuwać palcami przez moje włosy, możesz siedzieć na mnie okrakiem, kiedy będę karmił cię spaghetti, ale nie zostaniesz dzisiaj pocałowana. I prawdopodobnie jutro też nie. Potrzebuję tego. Potrzebuję wiedzieć na pewno, że będziesz czuć każdą jedną rzecz, którą czuję ja, kiedy moje usta dotkną twoich. Bo chcę, żeby twój pierwszy pocałunek był najlepszym pocałunkiem w historii pierwszych pocałunków. – Unosi moją rękę do ust i ją całuje. – Teraz przestań się dąsać i pomóż mi skończyć klopsy. – Uśmiecham się szeroko, bo to poważnie było najlepsze usprawiedliwienie na bycie odrzuconą. Może odrzucać mnie każdego dnia do końca życia, jeśli będzie to nastąpione przez te usprawiedliwienie.
Macha naszymi dłońmi pomiędzy nami, spoglądając na mnie. – Okej? – mówi. – Wystarczy to, żeby przeprowadzić cię przez parę więcej randek?
Kiwam głową. – Tak. Ale mylisz się, co do jednej rzeczy.
- Co?
- Powiedziałeś, że chcesz żeby mój pierwszy pocałunek był najlepszym pierwszym pocałunkiem, ale to nie będzie mój pierwszy pocałunek. Wiesz o tym.
On mruży oczy i puszcza moje dłonie, po czym znowu obejmuje moją twarz. Pcha mnie do lodówki i przysuwa usta niebezpiecznie blisko moich. Uśmiech zniknął z jego oczu i jest zastąpiony bardzo poważnym wyrazem. Wyrazem tak intensywnym, że przestaję oddychać.
Pochyla się nieznośnie wolno, aż jego wargi ledwie sięgają moich i tylko na nie oczekiwanie mnie paraliżuje. On nie zamyka oczu, więc i ja tego nie robię. Przytrzymuje mnie w tej pozycji przez chwilę, pozwalając naszym oddechom mieszać się pomiędzy nami. Nigdy wcześniej nie czułam się tak bezsilna i bez kontroli nad samą sobą, a jeśli on nie zrobi czegoś w ciągu następnych trzech sekund, całkiem możliwe, że go zaatakuję.
Patrzy na moje wargi, a kiedy to robi, skłania mnie to do zagryzienia dolnej wargi zębami.
W innym wypadku mogę ugryźć jego.
- Niech cię o czymś poinformuję – mówi niskim głosem. – W chwili kiedy moje usta dotkną twoich to będzie twój pierwszy pocałunek. Ponieważ jeśli nigdy nic nie poczułaś, kiedy ktoś cię całował, to nikt nigdy tak naprawdę cię nie pocałował. Nie sposobem, którym ja planuję cię całować. – Opuszcza ręce i nie zrywa kontaktu wzrokowego, cofając się do kuchenki. Odwraca się, żeby nachylić się do makaronu, tak jakby dopiero co nie zrujnował mnie dla jakiegokolwiek innego faceta na resztę mojego życia.
Nie czuję nóg, więc robię jedyną rzecz, którą mogę. Ześlizguję się po lodówce, dopóki mój tyłek nie spotyka podłogi i wciągam powietrze.



[1] Lol – (laughing out loud) śmiać się głośno. Zapewne duża większość z was wie, co oznacza ten skrót, w przeciwieństwie do naszej drogiej Sky, której pozbawiano uroków XXI wieku przez długi czas, ale tłumaczę go na potrzeby dalszej fabuły ;)
[2] Lots of love – mnóstwo miłości. Jedna z potrzeb tłumaczenia komputerowych skrótów myślowych. Dosłowne tłumaczenie wszystkich skrótów w tekście zabrałoby urok książki, dlatego czasami lepsza jest wersja oryginalna :P
[3] OMG – (Oh My God) – O Mój Boże [tłumaczę gdyby jednak ktoś nie znał tych skrótów]
[4] WTF – (What The Fuck) – Co Do Cholery, delikatniej mówiąc
[5] IDK- (I Don’t Know) – Sam Nie Wiem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz