Środa, 23 czerwiec, 1999
16:10
Dean odchodzi na swoje podwórko, odwraca się i spogląda na mnie. Chowam
twarz w ramieniu i staram się przestać płakać. Wiem, że prawdopodobnie chcą
znowu pobawić się w chowanego, zanim będę musiała pójść do domu, więc muszę
przestać być smutna, żeby się pobawić.
- Hope!
Patrzę na Deana, a on już na mnie nie patrzy. Myślałam, że to on zawołał
moje imię, ale patrzy na auto. Jest zaparkowane przed moim domem, a okno jest
otwarte.
- Podejdź tutaj, Hope – mówi pani. Uśmiecha się i prosi, żebym podeszła
do jej okna. Wydaje mi się, że ją znam, ale nie mogę sobie przypomnieć jej
imienia. Wstaję, żeby móc zobaczyć, co chce. Strzepuję brud ze spodenek i
podchodzę do samochodu. Nadal się uśmiecha i wygląda naprawdę ładnie. Gdy docieram
do auta, przyciska guzik, który odblokowuje drzwi.
- Jesteś gotowa jechać, skarbie? Twój tatuś chce, żebyśmy się
pośpieszyły. – Nie wiedziałam, że miałam gdzieś jechać. Tatuś nie mówił, że
dzisiaj gdzieś jedziemy.
- Gdzie jedziemy? – pytam ją.
Uśmiecha się i sięga do klamki, otwierając dla mnie drzwi. – Powiem ci,
jak będziemy w drodze. Wsiadaj i zapnij pas, nie możemy się spóźnić. – Ona
naprawdę nie chce być spóźniona tam, gdzie jedziemy. Nie chcę, żeby się
spóźniła, więc wsiadam na przednie siedzenie i zamykam drzwi. Ona zamyka okno i
zaczyna odjeżdżać od mojego domu.
Patrzy na mnie i uśmiecha się, po czym sięga na tylne siedzenie. Podaje
mi kartonik soku, więc biorę go i otwieram słomkę.
- Jestem Karen – mówi. – A ty zostaniesz ze mną na jakiś czas. Wszystko
ci opowiem, kiedy tam dotrzemy.
Upijam łyk soczku. To sok jabłkowy. Uwielbiam sok jabłkowy.
- Ale co z tatusiem? On też jedzie?
Karen kręci głową. – Nie, skarbie. Będziemy tylko ty i ja, gdy dojedziemy
na miejsce. – Wkładam słomkę z powrotem do ust, bo nie chcę, że zobaczyła, że
się uśmiecham. Nie chcę, żeby wiedziała, że cieszę się, że tatuś z nami nie
jedzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz