9.3.14

43

Poniedziałek, 29 październik, 2012
16:15
Ze wszystkich minut w całym dniu, wybraliśmy te same dziesięć minut do siedzenia po drugiej stronie ulicy od mojego domu, które mój ojciec wybiera by podjechać na podjazd. Gdy tylko jego samochód zatrzymuje się przed garażem, Holder podnosi rękę do stacyjki, aby odpalić auto.
Kładę drżącą dłoń na jego. – Nie odjeżdżaj – mówię. – Muszę zobaczyć, jak on wygląda.
Holder wzdycha i opiera głowę o oparcie siedzenia, wiedząc bardzo dobrze, że powinniśmy odjechać, ale również wiedząc, że bym mu nie pozwoliła.
Odwracam wzrok od Holdera i patrzę na radiowóz policyjny zaparkowany na podjeździe po drugiej stronie ulicy. Drzwi otwierają się i wychodzi mężczyzna, ubrany w mundur. Stoi do nas plecami i trzyma przy uchu komórkę. Jest w trakcie rozmowy, więc zatrzymuje się na podwórku i dalej rozmawia, nie wchodząc do środka. Patrząc na niego nie mam żadnej reakcji. Nie czuję niczego, dopóki nie odwraca się i nie widzę jego twarzy.
- O mój Boże – szepczę głośno. Holder spogląda na mnie pytająco, a ja kręcę głową. – To nic – mówię. – Po prostu wygląda… znajomo. Nie miałam w głowie jego obrazu, ale gdybym zobaczyła go na ulicy, to bym go poznała.
Oboje dalej go obserwujemy. Ręce Holdera ściskają kierownicę, a jego knykcie są blade. Patrzę na własne dłonie i orientuję się, że tak samo ściskam pas.
Mój ojciec w końcu odrywa telefon od ucha i wkłada go do kieszeni. Zaczyna iść w naszym kierunku, a ręce Holdera od razu podnoszą się do stacyjki. Cicho sapię, mając nadzieję, że on nie wie, że na niego patrzymy. W tym samym czasie oboje zdajemy sobie sprawę, że mój ojciec kieruje się tylko do skrzynki pocztowej na końcu podjazdu i natychmiast rozluźniamy się.
- Masz już dosyć? – pyta przez zaciśnięte zęby Holder. – Bo ja nie zostanę tu ani sekundy dłużej bez wyjścia z auta i nie skopania mu tyłka.
- Prawie – odpowiadam, nie chcąc, żeby zrobił coś głupiego, ale również nie chciałam jeszcze odjeżdżać. Patrzę jak ojciec przegląda pocztę, idzie do domu i po raz pierwszy uderzają we mnie inne myśli.
Co jeśli on się znowu się ożenił?
Co jeśli ma inne dzieci?
Co jeśli robi to samo komuś innemu?
Zaczynają pocić mi się dłonie przy śliskim materiale pasu bezpieczeństwa, więc puszczam go i wycieram ręce o dżinsy. Zaczynają drżeć jeszcze bardziej niż wcześniej. Nagle nie mogę myśleć o niczym innym niż o fakcie, że nie mogę pozwolić, żeby uszło mu to na sucho. Nie mogę pozwolić mu odejść, wiedząc, że może robi to komuś innemu. Muszę wiedzieć. Jestem to winna sobie i każdemu dziecku, z którym mój ojciec miał kontakt, żeby upewnić się, że nie jest on złym potworem, który jest namalowany w moich wspomnieniach. Żeby się upewnić, wiem, że muszę go zobaczyć. Muszę z nim porozmawiać. Muszę wiedzieć, dlaczego zrobił mi to, co zrobił.
Kiedy mój ojciec otwiera frontowe drzwi i znika wewnątrz, Holder wypuszcza długi oddech.
- Teraz? – pyta, obracając się do mnie.
Wiem, że rzuciłby się na mnie w tej chwili, gdyby spodziewał się tego, co zamierzam zrobić.
Żeby niczego nie podejrzewał, wymuszam uśmiech i potakuję. – Tak, teraz możemy jechać. – Podnosi rękę do stacyjki. W chwili kiedy obraca nadgarstkiem, żeby odpalić, odpinam pas, otwieram drzwi i wybiegam. Biegnę przez ulicę na podwórko ojca, całą drogę do ganku. Nie usłyszałam jak Holder pobiegł za mną. Nie wydaje dźwięku, gdy chwyta mnie w ramiona i podnosi mnie z nóg, niosąc mnie w dół schodów. Wciąż mnie niesie, a ja kopię go, próbując oderwać jego ręce od mojego brzucha.
- Co ty wyprawiasz, do diabła? – Nie postawił mnie, dalej dominując moją siłę, niosąc mnie przez podwórko.
- Puść mnie, Holder, albo będę krzyczeć! Przysięgam na Boga, będę krzyczeć! – Po tej groźbie, obraca mnie twarzą do siebie i potrząsa moimi barkami, piorunując mnie z całkowitym rozczarowaniem. – Nie rób tego, kochanie. Nie musisz znowu stawiać mu czoła, nie po tym, co zrobił. Chcę, żebyś dała sobie więcej czasu.
Podnoszę na niego wzrok z bólem w sercu, który na pewno widoczny jest w moich oczach. – Muszę wiedzieć czy robi to komuś innemu. Muszę wiedzieć czy ma więcej dzieci. Nie mogę po prostu odpuścić, wiedząc do czego jest zdolny. Muszę go zobaczyć. Muszę z nim porozmawiać. Potrzebuję wiedzieć, że nie jest już tamtym mężczyzną, zanim wrócę do tego samochodu i odjadę. – Holder kręci głową. – Nie rób tego. Jeszcze nie. Możemy wykonać kilka połączeń. Najpierw wynajdziemy o nim cokolwiek możemy w Internecie. Proszę, Sky. – Łapie mnie za ramiona i kieruje w stronę auta. Waham się, wciąż uważając, że muszę zobaczyć się z nim twarzą w twarz. Nic co znajdę o nim w Internecie nie powie mi tego, czego mogę dowiedzieć się od usłyszenia jego głosu czy spojrzenia mu w oczy.
- Czy jest tu jakiś problem?
Oboje z Holderem odwracamy głowy w stronę głosu. Mój ojciec stoi u podnóża schodów ganka. Przygląda się Holderowi, który nadal mocno trzyma mnie za ramiona. – Młoda damo, czy ten mężczyzna robi ci krzywdę?
Sam dźwięk jego głosu sprawia, że uginają się pode mną kolana. Holder czuje jak słabnę i przyciąga mnie do torsu. – Chodźmy – szepcze, obejmując mnie ramieniem i prowadząc mnie do przodu, do jego samochodu.
- Nie ruszać się!
Zamieram, ale Holder dalej próbuje i popycha mnie bardziej zawzięcie.
- Obróćcie się! – Tym razem głos mojego ojca jest bardziej wymagający. Holder zatrzymuje się razem ze mną, oboje znamy konsekwencje lekceważenia rozkazów policjanta.
- Udawaj – mówi mi do ucha Holder. – Może cię nie rozpozna. – Potakuję i nabieram głęboko powietrza, po czym oboje powoli się odwracamy. Mój ojciec znajduje się kilka metrów od domu, zbliżając do nas. Wpatruje się we mnie twardo, idąc do mnie z ręką na kaburze. Wbijam wzrok w ziemię, bo na jego twarzy jest pełne rozpoznanie, a to mnie przeraża. Zatrzymuje się parę metrów od nas, nieruchomiejąc. Holder zacieśnia na mnie uchwyt, a ja dalej patrzę w ziemię, zbyt przerażona żeby w ogóle oddychać.

- Księżniczko?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz