- Czy to
będzie dla pana wszystko? – pyta kasjer.
W myślach
przebiegam przez listę zakupów, kończąc na ciasteczkach. – Tak – mówię,
wyciągając portfel z kieszeni, żeby zapłacić. Czuję ulgę, że wchodzę i wychodzę
bez zobaczenia kogoś, kogo znam.
- Hej,
Holder.
Powiedziałem zbyt szybko.
Podnoszę
wzrok na kasjerkę obsługującą kolejkę obok mnie, która się na mnie gapi.
Praktycznie oferuje się na talerzu sposobem w jaki na mnie patrzy. Kimkolwiek
jest ta dziewczyna, jej mina błaga o uwagę. Trochę mi jej żal, zwłaszcza, że
jej głos zmienił się w ten irytujący, piszczący, dlaczego-dziewczyny-myślą-że-gadanie-jak-dziecko-jest-seksowne ton.
Zerkam na jej plakietkę z imieniem, bo szczerze to za cholerę nie potrafię
przypomnieć sobie jej twarzy.
- Hej… Shayla. – Kiwam jej głową, potem patrzę
na mojego kasjera, mając nadzieję, że moja powściągliwa odpowiedź uświadomi ją,
że nie jestem w nastroju na karmienie jej ego.
- Shayna
– mówi gniewnie.
Ups.
Raz jeszcze spoglądam na jej
identyfikator, rozczarowany, że daję jej jeszcze większy powód do dalszego
gadania. Jednak na jej identyfikatorze wyraźnie jest napisane Shayla. Chce mi się śmiać, ale czuję do
niej teraz więcej współczucia. – Przepraszam. Ale zdajesz sobie sprawę, że na
twoim identyfikatorze napisane jest Shayla,
prawda?
Od razu unosi identyfikator na jej
fartuchu i marszczy brwi. Mam nadzieję, że jest to na tyle żenujące, że już
więcej na mnie nie spojrzy, ale to nawet jej nie peszy.
- Kiedy wróciłeś? – pyta.
Nie mam pojęcia kim jest ta laska,
ale jakimś cudem ona zna mnie. Nie tylko mnie zna, ale wie, że musiałem wyjechać, żeby wrócić. Wzdycham, rozczarowany, że wciąż nie doceniam zamiłowania
ludzi do plotek.
- W zeszłym tygodni – odpowiadam, bez
większych wyjaśnień
- Więc pozwolą ci wrócić do szkoły? –
dopytuje.
Co jest z tą częścią jej pytania
„pozwolą ci”? Kiedy nie pozwolono mi wrócić do szkoły? To musi być połączone z
jakąś plotką.
- Bez znaczenia. Nie wracam.
Nie zdecydowałem jeszcze czy jutro
wrócę, skoro dzisiaj mi się nie udało. Zależy to tylko od mojej dzisiejszej
rozmowy z mamą, ale łatwiej wydaje się dać ludziom to, czego pragną, co jest
jeszcze większym paliwem dla plotek. Poza tym, jeśli rozwieję każdą rzecz,
którą ludzie mówili o mnie przez ostatni rok, nie będzie już nikogo do
rozprzestrzeniania plotek.
- Jesteś do bani, stary – mówi cicho
mój kasjer, zabierając z mojej ręki kartę kredytową. – Zakładaliśmy się jak
długo zajmie jej zorientowanie się, że jej identyfikator ma błąd. Nosi go od
dwóch miesięcy, a ja zakładałem się o trzy. Właśnie przegrałem przez ciebie
dwadzieścia dolców.
Parskam śmiechem. Oddaje mi kartę
kredytową i wkładam ją do portfela. – Moja wina – mówię. Wyciągam
dwudziestodolarowy banknot i podaję mu go. – Weź to, bo jestem dość pewien, że
byś wygrał.
Potrząsa głową, nie chcąc wziąć
dwudziestki.
Wkładam pieniądze z powrotem do
portfela, kiedy dostrzegam kątem oka kogoś w kolejce obok. Dziewczyna
całkowicie się odwróciła i patrzy na mnie, najprawdopodobniej próbując przykuć
moją uwagę w ten sam sposób co Shayna/Shayla. Mam tylko nadzieję, że ta laska
nie zacznie z tym samym dziecięcym głosikiem.
Podnoszę na nią wzrok, żeby tylko
szybko spojrzeć. Naprawdę chciałem uniknąć patrzenia na nią, ale kiedy ludzie
lustrują cię spojrzeniem trudno jest nie nawiązać kontaktu wzrokowego, nawet na
sekundę. Ale w chwili, kiedy patrzę jej w oczy zamieram.
Teraz nie mogę odwrócić wzroku,
chociaż cholernie staram się odepchnąć obraz stojący przede mną.
Moje serce zamiera.
Czas zamiera.
Cały świat zamiera.
Moje szybkie zerknięcie zmienia się w
pełne, niezamierzone gapienie się.
Rozpoznaję te oczy.
To są oczy Hope.
To jest jej nos, jej usta, jej wargi,
jej włosy. Wszystko w tej dziewczynie należy do Hope. Ze wszystkich razów z
przeszłości, kiedy myślałem, że dostrzegłem ją, gdy patrzyłem na dziewczyny w
moim wieku, to nigdy nie byłem bardziej pewny niż w tej chwili. Jestem tego tak
pewien, że nie potrafię mówić. Nie sądzę, że mógłbym wymówić jej imię, nawet
jeśli błagałaby mnie o to.
Tak wiele przepływa przeze mnie teraz
emocji i nie potrafię stwierdzić czy jestem zły, szczęśliwy, czy cholernie
przerażony.
Czy ona też mnie rozpoznaje?
Nadal wpatrujemy się w siebie i nie
mogę przestać się zastanawiać czy ja jej wyglądam znajomo. Nie uśmiecha się.
Chciałbym, żeby się uśmiechnęła, ponieważ wszędzie rozpoznałbym uśmiech Hope.
Opuszcza brodę, odwraca spojrzenie i
szybko odwraca się do jej kasjerki. Wyraźnie jest speszona i nie w ten sam
sposób, co zazwyczaj peszę dziewczyny takie jak Shayna/Shayla. Jest to
całkowicie inna reakcja, co jeszcze bardziej mnie zastanawia czy ona mnie
pamiętała.
- Hej. – Mimowolnie te słowo wydobywa
się głośno z moich ust i dostrzegam, że się wzdryga, gdy mówię. Teraz pośpiesza
kasjerkę, prędko łapiąc swoje siatki. Niemal tak jakby próbowała ode mnie
uciec.
Dlaczego ona próbuje ode mnie uciec?
Jeżeli teraz mnie nie rozpoznała… to czemu była tak poruszona? A jeśli mnie rozpoznała, to czemu nie była
szczęśliwa?
Prędko opuszcza sklep, więc biorę swoje
siatki i zostawiam rachunek kasjerowi. Muszę wydostać się na zewnątrz zanim ona
odjedzie. Nie mogę znowu dać jej odejść. Wychodzę na parking, szukając jej. Na
szczęście nadal ładuje swoje zakupy na tylne siedzenie. Zatrzymuję się przed
podejściem do niej od tyłu, mając nadzieję, że wyjdę na szaleńca, bo dokładnie
tak się teraz czuję.
Właśnie zamierza zamknąć drzwi, więc
cofam się o kilka kroków.
Nie sądzę, że kiedykolwiek tak bardzo
bałem się odezwać.
Co mam powiedzieć? Co do diabła mam powiedzieć?
Wyobrażałem sobie ten moment przez
trzynaście lat i nie mam pieprzonego pojęcia jak do niej podejść.
- Hej.
Hej? Jezu,
Holder. Ładnie. Naprawdę ładnie.
Ona zamiera w połowie ruchu. Widzę po
tym jak unoszą się i opadają jej ramiona, że nabiera uspokajającego wdechu. Czy
potrzebuje uspokojenia przeze mnie? Moje serce bije szybko i trzynastoletnia
tłumiona adrenalina przepływa przez całe moje ciało.
Trzynaście lat.
Szukałem jej trzynaście lat i prawdopodobnie właśnie mogłem ją znaleźć. Żywą. W tym samym mieście, co ja. Powinienem być uszczęśliwiony, ale nie mogę
przestać myśleć o Les i o tym jak modliła się każdego dnia o tę chwilę. Les
spędziła całe życie marząc o tym, żebyśmy znaleźli Hope, a kiedy ją znalazłem
Les jest martwa. Jeśli ta dziewczyna naprawdę jest Hope, to będę zdruzgotany,
że pojawiła się o trzynaście miesięcy za późno.
Dobra, może nie zdruzgotany. Zapomniałem, że te słowo w rezerwie. Ale byłbym dość
mocno wkurzony.
Teraz stoi do mnie twarzą. Patrzy
prosto na mnie i dobija mnie to, ponieważ chcę ją złapać, przytulić i
powiedzieć jak bardzo przepraszam za zrujnowanie jej życia, ale nie mogę nic z
tego zrobić, bo patrzy na mnie, jakby nie miała bladego pojęcia kim jestem.
Chcę po prostu krzyknąć. – Hope! To ja! To Dean!
Łapię się za kark i staram się
przetrawić tę całą sytuację. Nie tak wyobrażałem sobie odnalezienie jej.
Fabularyzowałem i odgrywałem w głowie przez te wszystkie lata, ale myślałem, że
jej powrót będzie bardziej kulminacyjny. Myślałem, że miałaby o wiele więcej
łez, o wiele więcej uczuć i nie będzie wyglądać na niemal… zakłopotaną?
Wyraz jej twarzy ani trochę nie
przypomina rozpoznania. Wygląda na przerażoną. Może ona mnie nie rozpoznaje. Może wyglądała na
speszoną, przez to jak idiotycznie się na nią gapiłem. Może wygląda na
przerażoną, bo praktycznie pobiegłem za nią i nie daję jej na to żadnego
wyjaśnienia. Stoję tutaj jak dziwaczny prześladowca i nie mam nawet pojęcia jak
zapytać ją czy jest dziewczyną, którą straciłem tyle lat temu.
Lustruje mnie ostrożnie wzrokiem.
Wyciągam rękę, mając nadzieję na złagodzenie jej strachu przedstawieniem się. –
Jestem Holder.
Opuszcza wzrok na moją wyciągniętą
rękę i zamiast uścisnąć moją dłoń, cofa się do tyłu.
- Czego chcesz? – pyta ostro,
ostrożnie spoglądając mi w twarz.
Zdecydowanie nie spodziewałem się takiej reakcji.
- Um – mówię, nie chcąc wyglądać na
zaskoczonego. Ale szczerze to nie miałem nadzieję na taki kierunek tej
sytuacji. Nawet nie wiedziałem jaki to był kierunek. Zaczynam wątpić we własny
rozsądek. Patrzę na mój samochód po drugiej stronie parkingu i chciałbym po
prostu odejść, ale wiem, że gdybym to zrobił, to żałowałbym nie porozmawiania z
nią.
- To może zabrzmieć głupio –
ostrzegam, patrząc na nią – ale wyglądasz naprawdę znajomo. Masz coś przeciwko,
jak zapytam o twoje imię?
Wypuszcza oddech i wywraca oczami,
potem sięga za siebie do klamki samochodu. - Mam chłopaka – odpowiada. Odwraca
się i otwiera drzwi, po czym szybko wsiada do środka. Zaczyna zamykać drzwi,
ale chwytam je ręką.
Nie mogę pozwolić jej odjechać dopóki
nie będę pewien, że ona nie jest Hope. Nigdy nie byłem niczego tak pewien w
swoim życiu i nie zamierzam pozwolić trzynastu latom poczucia winy, obsesji i
analizowania jej zniknięcia pójść na marne tylko dlatego, iż obawiam się, że ją
wkurzę.
- Twoje imię. Tylko tego chcę.
Patrzy się na moją dłoń
przytrzymującą drzwi. – Mógłbyś? – mówi przez zaciśnięte zęby. Jej oczy wędrują
do tatuażu na moim ramieniu, a moja adrenalina jeszcze bardziej się podnosi,
gdy go odczytuje, mając nadzieję, że to coś jej powie. Jeżeli nie potrafi
przypomnieć sobie mojej twarzy, to jestem prawie pewien, że przypomni sobie
przezwisko, które dałem jej i Les.
W jej oczach nie ma nawet
najmniejszego błysku emocji.
Znowu próbuje zamknąć drzwi, ale
odmawiam ich puszczenia, dopóki nie dostanę od niej tego, co chcę.
- Twoje imię. Proszę.
Kiedy tym razem mówię proszę, jej twarz trochę łagodnieje i
patrzy na mnie. Dopiero gdy tak na mnie patrzy, bez całego gniewu, to zdaję
sobie sprawę dlaczego jestem tak speszony. To dlatego, że zależy mi na tej
dziewczynie bardziej niż jakiejkolwiek innej dziewczynie na świecie oprócz Les.
Gdy byliśmy dziećmi kochałem Hope jak siostrę i zobaczenie jej ponownie
przywróciło wszystkie te emocje. Wywołuje to drżenie moich rąk, walenie mojego
serca i ból mojej klatki piersiowej, ponieważ chcę tylko objąć ją ramionami,
trzymać ją i dziękować Bogu, że nareszcie się odnaleźliśmy.
Lecz wszystkie te uczucie hamują z
piskiem opon, kiedy zła odpowiedź opuszcza jej usta. - Sky – odpowiada cicho.
- Sky – mówię głośno, próbując nabrać
temu sensu. Bo ona nie jest Sky. Jest
Hope. Ona nie może nie być moją Hope.
Sky.
Sky, Sky, Sky.
Ona nie mówi, że jest Hope, lecz imię
Sky wciąż jest niesamowicie znajome.
Co jest takiego szczególnego w tym imieniu?
Potem to do mnie dociera.
Sky.
To o tej dziewczynie mówił Grayson w
sobotnią noc.
- Jesteś pewna? – pytam, mając nadzieję na
cud, że jest tak tępa jak Shayna i dała mi po prostu złe imię. Jeśli naprawdę
nie jest Hope, to całkowicie rozumiem jej reakcję na moje widocznie
nieobliczalne zachowanie.
Wzdycha i wyciąga z tylnej kieszeni
swój dowód osobisty. - Jestem pewna, że znam swoje imię – mówi, pokazując mi
go.
Biorę go od niej.
Linden Sky Davis.
Zalewa mnie przypływ rozczarowania,
pochłaniając mnie. Topiąc mnie. Czuję
się jakbym znowu ją tracił.
- Przepraszam – mówię, odsuwając się
od samochodu. – Mój błąd.
Przygląda mi się, jak coraz bardziej
cofam się od auta, żeby mogła zamknąć drzwi. Wygląda trochę na rozczarowaną.
Nie chcę nawet myśleć o tym jaki wyraz widzi teraz na mojej twarzy. Jestem pewien,
że to mieszanka gniewu, rozczarowania, zawstydzenia… ale przeważnie strachu. Patrzę jak odjeżdża i czuję się
jakbym raz jeszcze puszczał Hope.
Wiem, że ona nie jest Hope.
Udowodniła, że nie była Hope.
Więc dlaczego mój instynkt każe mi ją
zatrzymać?
- Cholera – jęczę, przeczesując
palcami włosy. Jestem poważnie popaprany. Nie potrafię przeboleć Hope. Nie
potrafię przeboleć Les. Robi się tak źle, że gonię przypadkowe dziewczyny po
cholernym parkingu sklepu spożywczego?
Odwracam się i walę pięścią w maskę
samochodu obok mnie, wkurzony na siebie za myślenie, że w końcu miałem wszystko
poukładane. Nie mam niczego poukładanego. Ani trochę.
***
Nie wysiadam nawet całkiem z
samochodu, kiedy już włączam na telefonie Facebooka. Wpisuję imię Sky i nie ma
żadnych wyników. Otwieram drzwi wejściowe i kieruje się prosto po schodach na
górę, żeby pójść po mojego laptopa.
Nie potrafię dać temu spokoju. Jeżeli
nie przekonam siebie, że ona nie jest Hope, to oszaleję. Otwieram laptopa i
znowu wpisuję jej informację, ale nic się nie pojawia. Przez pół godziny
przeszukuję każdą stronę o jakiej mogę pomyśleć, ale jej imię nie daje żadnych
wyników. Próbuję wyszukać jej urodziny, ale raz jeszcze nic nie wychodzi.
Wpisuję informację o Hope i od razu
dostaję ekran pełen artykułów. Ale ja nie muszę na nie patrzeć. Spędziłem
ostatnich parę lat na czytaniu każdego artykułu informującym o zniknięciu Hope.
Znam je na pamięć. Zamykam komputer.
Muszę pobiegać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz