9.3.14

35

Niedziela, 28 październik, 2012
03:10
- Nie możemy tu zostać – mówi, zatrzymując się przy jego domu. – Karen może tutaj przyjść i cię szukać. Wejdę do środka, wezmę kilka rzeczy i zaraz wrócę.
Pochyla się nad siedzeniem i przyciąga moją twarz do jego. Całuje mnie, po czym wysiada z samochodu. Przez cały czas, gdy jest wewnątrz, opieram głowę o wezgłowie, patrząc przez okno. Dziś nie ma ani jednej gwiazdy na niebie do liczenia. Tylko pioruny. Wydają się pasować do nocy, jaką miałam.
Holder wraca do auta kilka minut później i wrzuca swoją torbę na tylne siedzenie. Jego matka stoi w wejściu, obserwując go. Podchodzi do niej i chwyta jej twarz w dłonie, tak jak zrobił to ze mną. Mówi coś do niej, ale nie wiem co. Ona potakuje i przytula go. On wraca do samochodu i wsiada do środka.
- Co jej powiedziałeś?
Łapie mnie za rękę. – Powiedziałem jej, że pokłóciłaś się z matką, więc zabieram cię do jednego z domu krewnych w Austin. Powiedziałem, że zostanę kilka dni z tatą i że za niedługo wrócę. – Patrzy na mnie, uśmiechając się. – To nic, jest przyzwyczajona do moich wyjazdów, niestety. Nie martwi się. – Odwracam się i patrzę przez okno, gdy wyjeżdża z podjazdu, w chwili, gdy deszcz zaczyna walić w przednią szybę. – Naprawdę zostaniemy u twojego taty?
- Pojedziemy gdziekolwiek chcesz. Jednak wątpię byś chciała pojechać do Austin. – Spoglądam na niego. – Czemu nie chciałabym pojechać do Austin?
Zaciska wargi i włącza wycieraczki. Kładzie rękę na moim kolanie i głaska je kciukiem. – Stamtąd pochodzisz – odpowiada cicho.
Znowu patrzę przez okno, wzdychając. Jest tyle rzeczy, o których nie wiem. Tak wiele. Przyciskam czoło do chłodnego szkła i przymykam oczy, pozwalając pytaniom, które przetrzymywałam całą noc, powrócić.
- Czy mój tata nadal żyje? – pytam.
- Tak, żyje.
- Co z moją mamą? Naprawdę umarła, kiedy miałam trzy lata?
Odchrząkuje. – Tak. Zginęła w wypadku samochodowym kilka miesięcy przed tym jak przeprowadziliśmy się obok was.
- Czy on wciąż mieszka w tym samym domu?
- Tak.
- Chcę zobaczyć ten dom. Chcę tam pojechać.
Nie od razu odpowiada na te oświadczenie. Zamiast tego powoli wciąga powietrze i je wypuszcza.
- Nie sądzę, by był to dobry pomysł.
Odwracam się do niego. – Dlaczego nie? Zapewne przynależę tam bardziej niż gdziekolwiek indziej. On musi wiedzieć, że nic mi nie jest.
Holder zjeżdża na pobocze drogi, zatrzymując samochód. Obraca się na siedzeniu i patrzy prosto na mnie. – Kochanie, to nie jest dobry pomysł, bo dopiero parę godzin temu dowiedziałaś się o tym wszystkim. To wiele do przyjęcia, zanim podejmiesz jakąkolwiek pochopną decyzję. Jeżeli twój tata cię zobaczy i rozpozna, Karen pójdzie do więzienia. Musisz długo i twardo nad tym pomyśleć. Pomyśl o mediach. Pomyśl o reporterach. Uwierz mi, Sky. Kiedy zniknęłaś, spali w namiotach na naszym podwórku przez kilka miesięcy. Policja przesłuchiwała mnie co najmniej dwadzieścia razy w ciągu dwóch miesięcy. Twoje całe życie się zmieni, bez względu na to jaką podejmiesz decyzję. Ale chcę, żebyś podjęła najlepszą dla siebie. Odpowiem na każde pytanie, które masz. Zabiorę cię gdziekolwiek chcesz w ciągu paru dni. Jeśli chcesz zobaczyć swojego tatę, to tam pojedziemy. Jeśli chcesz pojechać na policję, tam pojedziemy. Jeśli chcesz po prostu uciec od tego wszystkiego, to zrobimy to. Ale teraz chcę, żebyś to wszystko przetrawiła. To twoje życie. To reszta twojego życia.
Jego słowa zacisnęły się na mojej klatce piersiowej jak imadło. Nie wiem, co myślę. Nie wiem czy myślę. On przemyślał to z tak wielu kątów, a ja nie mam pojęcia co robić. Nie mam pieprzonego pojęcia.
Otwieram drzwi i wychodzę na drogę, na deszcz. Przechadzam się w tę i z powrotem, starając się skupić na czymś, aby powstrzymać hiperwentylację. Jest zimno, a deszcz już nie tylko pada; leje. Ogromne krople deszczu kłują mnie w skórę, a ja nie mogę trzymać otwartych oczu przez ich siłę. Gdy tylko Holder obchodzi przód auta, prędko do niego podchodzę i zarzucam ramiona na jego szyję, chowając twarz w jego mokrą bluzkę. – Nie mogę tego zrobić! – krzyczę ponad dźwiękiem deszczu walącego w chodnik. – Nie chcę, żeby to było moje życie! – Całuje mnie w czubek głowy i pochyla się, żeby mówić do mojego ucha. – Ja też nie chcę, żeby to było twoje życie – mówi. – Przepraszam. Tak bardzo przepraszam, że pozwoliłem by to ci się zdarzyło. – Kładzie palec pod moją brodą i podnosi mój wzrok do jego. Jego wzrost osłania moje oczy przed deszczem, ale krople spływają po jego twarzy, po ustach i szyi. Jego włosy są mokre i przyklejone do czoła, więc odsuwam kosmyk z jego oczu. Znowu potrzebuje przycięcia.
- Dzisiaj to nie będzie twoje życie – mówi. – Wróćmy do auta i udawajmy, że jedziemy, bo tego chcemy… nie dlatego, że tego potrzebujemy. Możemy udawać, że zabieram cię w jakieś wspaniałe miejsce… gdzieś, gdzie zawsze chciałaś jechać. Możesz przytulić się do mnie i możemy rozmawiać o tym, jak czujemy się podekscytowani, będziemy rozmawiać o wszystkim, co zrobimy, gdy tam dotrzemy. Potem możemy porozmawiać o ważnych rzeczach. Ale dzisiaj… nie pozwólmy, żeby to było twoje życie. – Przysuwam jego usta do moich i całuję go. Całuję go za to, że zawsze ma idealną rzecz do powiedzenia. Całuję go za to, że zawsze przy mnie jest. Całuję go za popieranie każdej decyzji, jaką sądzę, że muszę podjąć. Całuję go za bycie takim cierpliwym, kiedy ja wszystko rozgryzam. Całuję go, ponieważ nie mogę wymyślić niczego lepszego od wejścia do tego auta razem z nim i rozmawianiu o wszystkim, co zrobimy, jak dotrzemy na Hawaje.

Odrywam od niego wargi i jakoś w środku najgorszego dnia mojego życia, znajduję siłę na uśmiech. – Dziękuję, Holder. Bardzo. Nie zrobiłabym tego bez ciebie. – Raz jeszcze całuje mnie delikatnie w usta i odwzajemnia mój uśmiech. – Tak, kochanie. Zrobiłabyś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz