8.3.14

5

Poniedziałek, 27 sierpnia, 2012
16:47
Po odłożeniu zakupów, biorę garść czekolady z mojego schowka i wpycham ją do kieszeni, po czym wychodzę przez swoje okno. Podnoszę okno Six i wpuszczam się. Jest niemal czwarta popołudniu, a ona śpi, więc podchodzę na palcach do jej strony łóżka i kucam. Ma swoją maseczkę na twarz, a jej ciemnoblond włosy są przyciśnięte do jej policzka, dzięki ilości śliny, jaką produkuje, kiedy śpi. Zbliżam się tak blisko jak mogę do jej twarzy i wykrzykuję jej imię.
- SIX! OBUDŹ SIĘ!
Podnosi się z taką siłą, że nie mam czasu usunąć się z jej drogi. Jej młócący łokieć wpada do mojego oka i upadam do tyłu. Od razu zakrywam pulsujące oko ręką i rozkładam się na podłodze jej sypialni. Patrzę na nią dobrym okiem, a ona siedzi na swoim łóżku, trzymając się za głowę i patrząc na mnie wilkiem. – Jesteś taką suką – jęczy. Odrzuca swoją kołdrę i schodzi z łóżka, następnie kieruje się prosto do łazienki.
- Sądzę, że podbiłaś mi oko – wyjękuję.
Zostawia otwarte drzwi łazienki i siada na toalecie. – Dobrze. Zasługujesz. – Bierze papier toaletowy i zamyka drzwi łazienki stopą. – Lepiej miej coś dobrego do powiedzenia za obudzenie mnie. Nie spałam przez całą noc, pakując się.
Six nigdy nie była poranną osobą, a z tego, co wygląda, również nie jest popołudniową osobą.
Z ręką na sercu także ona nie jest nocną osobą. Gdybym miała zgadywać, kiedy następuje jej najprzyjemniejsza pora dnia, prawdopodobnie, gdy śpi, więc może dlatego tak bardzo nie cierpi się budzić.
Poczucie humoru Six i prostolinijna osobowość są olbrzymimi czynnikami w tym dlaczego radzimy sobie tak dobrze.
Pełne wigoru, sztuczne dziewczyny piekielnie mnie drażnią. Nie wiem nawet czy wigor jest w słowniku Six. Jest ona jedną czarną garderobę z dala od bycia waszą doskonałą, melancholijną nastolatką. A sztuczność? Strzela prosto z mostu, czy tego chcesz, czy nie. Nie ma nic sztucznego w Six, nic poza jej imieniem.
Kiedy miała czternaście lat i jej rodzice powiedzieli jej, że przeprowadzają się do Teksasu z Maine, zbuntowała się przez odmówienie odpowiadania na jej imię. Jej prawdziwe imię było Seven Marie, więc odpowiadała tylko na Six, żeby zrobić na złość swoim rodzicom za zmuszanie jej do przeprowadzki. Wciąż nazywają ją Seven, ale wszyscy inni nazywają ją Six. To jedynie pokazuje, że ona jest tak samo uparta jak ja, co jest jednym z wielu powodów, dla którego jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
- Myślę, że będziesz się cieszyć, że cię obudziłam. – Podnoszę się z podłogi na jej łóżko. – Stało się dziś coś monumentalnego.
Six otwiera drzwi łazienki i wraca do swojego łóżka. Kładzie się obok mnie i zaciąga kołdrę na głowę. Odwraca się ode mnie, przetrzepując poduszkę ręką, aż wygodnie się układa. – Niech zgadnę… Karen ma telewizję kablową?
Odwracam się na stronę i przybliżam do niej, obejmując ją ramieniem. Kładę głowę na jej poduszce i łyżeczkuję ją. – Zgaduj jeszcze raz.
- Spotkałaś dzisiaj kogoś w szkole, a teraz jesteś w ciąży i bierzesz ślub, a ja nie mogę być twoją druhną, bo będę po drugiej stronie cholernego świata?
- Blisko, ale nie. – Bębnie palcami w jej ramię.
- Więc co? – mówi zirytowana.
Przekręcam się na plecy i wypuszczam głębokie westchnięcie. – Zobaczyłam faceta w sklepie po szkole i, jasna cholera, Six. Był piękny. Przerażający, ale piękny.
Six natychmiast się obraca, posyłając łokieć prosto w te same oko, na które napadła kilka minut temu. – Co?! – mówi głośno, lekceważąc fakt, że trzymam się za oko i znowu jęczę.
Siada na łóżku i odciąga dłoń od mojej twarzy. – Co?! – woła raz jeszcze. – Poważnie? – Pozostaję na plecach i staram się nie myśleć o bólu pulsującego oka. – Wiem. Gdy tylko na niego spojrzałam było tak, jakby całe moje ciało po prostu roztopiło się na podłogę. On był… wow.
- Rozmawiałaś z nim? Zdobyłaś jego numer? Umówił się z tobą? – Nigdy wcześniej nie widziałam tak ożywionej Six. Zachowuje się trochę zbyt roztrzepanie i nie jestem pewna, czy mi się to podoba.
- Jezu, Six. Ochłoń.
Ona opuszcza na mnie wzrok i marszczy brwi. – Sky, martwiłam się o ciebie przez cztery lata, myśląc że to nigdy się nie zdarzy. Nie miałabym nic przeciwko, gdybyś była homoseksualna. Nie miałabym nic przeciwko, gdybyś lubiła tylko chudych, niskich, dziwacznych facetów. Nawet nie miałabym nic przeciwko, gdybyś czuła pociąg tylko do naprawdę starych, pomarszczonych mężczyzn z nawet bardziej pomarszczonymi penisami. Czemu byłam przeciwna, to myśli, że nigdy nie będziesz w stanie doświadczyć pożądania. – Opada na łóżko, uśmiechając się. – Pożądanie jest najlepsze ze wszystkich grzechów śmiertelnych. – Śmieję się i kręcę głową. – Śmiem się nie zgodzić. Pożądanie jest do bani. Myślę, że udawałaś je przez te wszystkie lata. Mój głos dalej jest za obżarstwem. – Po tym wyciągam kawałek czekolady z mojej kieszeni i wrzucam ją do ust.
- Potrzebuję szczegółów – mówi ona.
Cofam się na łóżku, aż moje plecy spotykają się z wezgłowiem. – Sama nie wiem jak to opisać. Kiedy na niego spojrzałam, już nigdy nie chciałam przestać. Mogłabym gapić się na niego cały dzień. Lecz kiedy on spojrzał na mnie, wystraszyłam się. Patrzył na mnie, jakby był wkurzony, że w ogóle go zauważyłam. Potem gdy poszedł za mną do mojego auta i zażądał mojego imienia, było tak jakby był na mnie za nie złe. Jakbym sprawiała mu kłopot. Przeszłam od chcenia polizania jego dołków do chcenia odejścia od niego tam gdzie pieprz rośnie.
- On za tobą poszedł? Do twojego auta? – pyta sceptycznie. Potakuję i podaję jej każdy ostatni szczegół mojej wycieczki do sklepu spożywczego, aż do momentu, kiedy walnął pięścią w samochód obok niego.
- Boże, to takie dziwaczne – mówi ona, gdy kończę. Siada i odzwierciedla moją pozycję przy wezgłowiu. – Jesteś pewna, że nie flirtował z tobą? Próbował dostać twój numer? Mam na myśli, że widziałam cię z facetami, Sky. Dobrze grasz, nawet kiedy nie czujesz tego z nimi. Wiem, że wiesz jak zrozumieć kolesi, ale myślę, że może fakt iż tak naprawdę czułaś do niego pociąg mógł zaburzyć twoją intuicję. Jak myślisz?
Wzruszam ramionami. Ona może mieć rację. Może po prostu źle go zrozumiałam i moja własna negatywna reakcja skłoniła go do zmiany jego zdania z umówieniem się ze mną. – Może tak. Ale cokolwiek to było, równie szybko zostało zrujnowane. On porzucił naukę, jest humorzasty, ma temperament i… on jest… jest beznadziejny. Nie wiem jaki jest mój typ, lecz wiem, że nie chcę by był nim Holder.
Six łapie moje policzki, ściskając je razem i odwraca moją twarz do niej. – Czy właśnie powiedziałaś Holder? – pyta, jej nienagannie wypielęgnowana brew uniosła się w zainteresowaniu.
Moje usta są ściśnięte razem przez jej chwyt na moich policzkach, więc tylko potakuję zamiast dać jej werbalną odpowiedź.
- Dean Holder? Potargane brązowe włosy? Tlące się niebieskie oczy? Temperament prosto z Fight Club? – Wzruszam ramionami. – Bdmi ak on – mówię, moje słowa ledwo słyszalne przez chwyt, który ona wciąż ma na mojej twarzy.
Rozluźnia chwyt, a ja powtarzam co powiedziałam. – Brzmi jak on. – Podnoszę dłoń do twarzy i masuję policzki. – Znasz go?
Ona wstaje i wyrzuca ręce w powietrze. – Dlaczego, Sky? Ze wszystkich facetów, do których mogłaś poczuć pociąg, dlaczego, do diabła, jest to Dean Holder?
Wygląda na rozczarowaną. Czemu wydaje się ona tak rozczarowana? Nigdy wcześniej nie słyszałam żeby wspomniała Holdera, więc to nie tak, że kiedykolwiek się z nim umawiała. Czemu, do diabła, wygląda na to, że sytuacja przeszła z podekscytowanej… do bardzo, bardzo złej?
- Potrzebuję szczegółów – mówię.
Ona przekręca głowę i zsuwa nogi z łóżka. Podchodzi do szafy i wyciąga parę dżinsów z pudełka, po czym wkłada je na bieliznę. – On jest dupkiem, Sky. Kiedyś chodził do naszej szkoły, ale został wysłany do poprawczaka od razu na rozpoczęcie ostatniego roku. Nie znam go tak dobrze, ale wiem o nim wystarczająco, żeby wiedzieć, iż nie jest on materiałem na chłopaka.
Jej opis Holdera nie zaskakuje mnie. Chciałabym powiedzieć, że mnie nie rozczarował, ale nie mogę.
- Od kiedy ktokolwiek jest materiałem na chłopaka? – Nie sądzę, żeby Six kiedykolwiek miała chłopaka na więcej niż jedną noc w jej życiu.
Patrzy na mnie, następnie wzrusza ramionami. – Właśnie. – Zakłada koszulkę przez głowę i idzie do umywalki w łazience. Podnosi szczoteczkę do zębów i wyciska na nią pastę, po czym wraca do sypialni, myjąc zęby.
- Dlaczego został wysłany do poprawczaka? – pytam, nie pewna czy naprawdę chcę znać odpowiedź.
Six wyciąga szczoteczkę z ust. – Złapali go za przestępstwo motywowane nienawiścią rasową… pobił jakiegoś homoseksualnego dzieciaka ze szkoły. Jestem całkiem pewna, że była to rzecz trzeciego stopnia. – Wkłada szczoteczkę z powrotem do buzi i podchodzi do umywalki, żeby wypluć.
Przestępstwo motywowane nienawiścią rasową? Naprawdę? Przewraca mi się w brzuchu, ale tym razem nie w dobry sposób.
Six wraca do sypialni, po zrobieniu sobie kucyka. – To do bani – mówi, przeglądając swoją biżuterię. – Co jeśli to jedyny raz, kiedy napaliłaś się na faceta i już nigdy więcej tego nie poczujesz?
Jej dobór słów sprawia, że się krzywię. – Nie byłam na niego napalona, Six. – Ona macha ręką w powietrzu. – Napalona. Czułaś do niego pociąg. To samo – mówi nonszalancko, podchodząc do łóżka. Kładzie kolczyk na kolanie i podnosi drugi do ucha. – Chyba powinnyśmy czuć ulgę, wiedząc, że nie jesteś kompletnie rozbita. – Six mruży oczy i pochyla się nade mną. Szczypie mnie w brodę, odwracając moją twarz na lewo. – Do diabła, co ci się stało w oko? – Śmieję się i schodzę z łóżka w bezpieczne miejsce. – Ty się stałaś. – Idę do okna.

- Muszę oczyścić umysł. Pójdę pobiegać. Chcesz iść? – Six marszczy nos. – Taa… nie. Baw się dobrze. – Przerzucam jedną nogę przez parapet, kiedy woła do mnie. – Chcę potem dowiedzieć się wszystkiego o twoim pierwszym dniu w szkole. I mam dla ciebie prezent. Przyjdę wieczorem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz