Poniedziałek,
14 czerwiec, 1999
19:00
- Dlaczego nie masz telewizora? – pytam ją. Jestem z nią od wielu dni.
Jest naprawdę miła, a mnie podoba się tutaj, ale brakuje mi oglądania
telewizji. Jednak nie tak bardzo jak tęsknię za Deanem i Lesslie.
- Nie mam telewizora, bo ludzie stali się zależni od technologii, a to
czyni ich leniwymi – odpowiada Karen. Nie wiem, o co jej chodzi, ale udaję, że
wiem. Naprawdę podoba mi się w jej domu i nie chcę powiedzieć nic, co
sprawiłoby, że zabrałaby mnie już do tatusia. Nie jestem gotowa wrócić.
- Hope, pamiętasz jak kilka dni temu powiedziałam ci, że muszę
porozmawiać z tobą o czymś ważnym?
Nie bardzo pamiętam, ale kiwam głową i udaję, że pamiętam. Przysuwa
krzesło bliżej mojego. – Chcę, żebyś skupiła na mnie uwagę, dobrze? To bardzo
ważne. – Potakuję. Mam nadzieję, że nie powie mi, że teraz zabiera mnie do
domu. Nie jestem gotowa wrócić do domu. Tęsknię za Deanem i Lesslie, ale
naprawdę nie chce wracać do tatusia.
- Czy wiesz, co oznacza adopcja? – pyta.
Kręcę głową, bo nigdy nie słyszałam o tym słowie.
- Adopcja jest wtedy, kiedy ktoś kocha dziecko tak mocno, że chce, aby
było jego synem albo córką. Więc adoptują je, żeby zostać jego mamusią albo
tatusiem. – Łapie mnie za rękę i ściska ją. – Kocham cię tak bardzo, że
zaadoptuję cię, żebyś była moją córeczką. – Uśmiecham się do niej, ale naprawdę
nie rozumiem, o czym mówi. – Będziesz mieszkała ze mną i tatusiem?
Potrząsa głową. – Nie, skarbie. Twój tatuś kocha cię bardzo, bardzo
mocno, ale już nie może zajmować się tobą. Potrzebuje, żebym teraz ja zajęła
się tobą, bo chce mieć pewność, że będziesz szczęśliwa. Więc teraz zamiast
mieszkać z tatusiem, będziesz mieszkać ze mną, a ja będę twoją mamusią.
Chce mi się płakać, ale nie wiem czemu. Bardzo lubię Karen, ale także
kocham tatusia. Podoba mi się jej dom, jej gotowanie i mój pokój. Bardzo chcę
tutaj zostać, ale nie mogę się uśmiechnąć, bo boli mnie brzuszek. Zaczął boleć,
kiedy powiedziała, że tatuś już nie może zajmować się mną. Zastanawiam się czy
go zezłościłam? Jednak o to nie pytam. Boję się, że jeśli Karen pomyśli, że
nadal chcę mieszkać z tatusiem, to odwiezie mnie do niego. Kocham go, ale za
bardzo boję się wrócić i z nim mieszkać.
- Cieszysz się, że cię zaadoptuję? Chcesz ze mną mieszkać? – Chcę z nią
mieszkać, ale czuję się smutno, bo dojechanie tutaj zajęło nam wiele minut albo
godzin.
To oznacza, że jesteśmy bardzo daleko od Deana i Lesslie.
- Co z moimi przyjaciółmi? Będę mogła znowu ich zobaczyć? – Karen
przechyla głowę na bok i uśmiecha się do mnie, zakładając moje włosy za ucho. –
Skarbie, będziesz miała wielu innych przyjaciół.
Odwzajemniam jej uśmiech, ale boli mnie brzuszek. Nie chcę nowych
przyjaciół. Chcę Deana i Lesslie. Tęsknię za nimi. Czuję, jak pieką mnie oczy i
staram się nie rozpłakać. Nie chcę, żeby myślała, że nie cieszę się, że mnie
adoptuje, bo cieszę.
Karen przytula mnie. – Skarbie, nie martw się. Kiedyś zobaczysz jeszcze
swoich przyjaciół. Ale teraz nie możemy wrócić, więc tutaj znajdziemy nowych
przyjaciół, dobrze? – Kiwam głową, a ona całuje mnie w czubek głowy, kiedy
patrzę na bransoletkę na mojej ręce. Dotykam palcem serca na niej i mam
nadzieję, że Lesslie wie, gdzie jestem. Mam nadzieję, że wiedzą, że nic mi nie
jest, bo nie chcę, żeby martwili się o mnie.
- Jest jeszcze jedna rzecz – dodaje. – Spodoba ci się to. – Karen opiera
się o krzesło i kładzie przed sobą kawałek papieru i ołówek.
- Najlepsze w byciu adoptowanym jest to, że możesz wybrać własne imię.
Wiedziałaś o tym? – Kręcę głową. Nie wiedziałam, że ludzie mogą wybierać własne
imię.
- Zanim wybierzemy twoje imię, musimy wiedzieć jakich imion nie możemy
użyć. Nie możemy użyć imienia, które miałaś wcześniej ani przezwisk. Masz
jakieś przezwiska? Tatuś jakoś cię nazywał?
Potakuję, ale nie wymawiam go.
- Jak cię nazywa?
Spuszczam wzrok na dłonie, chrząkając. – Księżniczka – mówię cicho. – Ale
nie lubię tego przezwiska.
Wygląda na smutną, kiedy to mówię. – Więc już nigdy nie nazwiemy cię
Księżniczką, dobrze? – Kiwam głową. Cieszę się, że ona też nie lubi tego
przezwiska.
- Chcę, żebyś opowiedziała mi o paru rzeczach, które cię uszczęśliwiają.
Rzeczy piękne i które kochasz. Może z tego wybierzemy ci imię.
Nawet nie musi tego zapisywać, bo jest tylko jedna rzecz, do której czuję
coś takiego. – Kocham niebo – mówię, myśląc o tym, co powiedział mi Dean, żebym
na zawsze zapamiętała.
- Sky[1]-
mówi, uśmiechając się. – Podoba mi się to imię. Myślę, że jest idealne. Teraz
pomyślmy o drugim imieniu, ponieważ wszyscy potrzebują dwóch imion. Co jeszcze
kochasz? – Zamykam oczy i próbuję pomyśleć o czymś jeszcze, ale nie potrafię.
Niebo jest jedyną rzeczą, którą kocham, jest piękne i uszczęśliwia mnie, kiedy
o nim myślę. Otwieram oczy, patrząc nią.
- Co ty kochasz, Karen?
Uśmiecha się i kładzie brodę na dłoni, opierając łokieć na stole. –
Kocham wiele rzeczy. Najbardziej pizzę. Możemy nazwać cię Sky Pizza?
Chichoczę, potrząsając głową. – To głupie imię.
- Okej, niech pomyślę – mówi. – Co z misiami pluszowymi? Możemy nazwać
cię Miś Pluszowy Sky? – Śmieję się, raz jeszcze kręcąc głową.
Karen unosi brodę z dłoni i nachyla do mnie. – Chcesz wiedzieć, co
naprawdę kocham?
- Tak – odpowiadam.
- Kocham zioła. Zioła to lecznicze rośliny i kocham uprawianie ich, żeby
znaleźć sposób na pomoc ludziom w lepszym samopoczuciu. Któregoś dnia chcę mieć
własny ziołowy biznes. Dla szczęścia możemy wybrać nazwę zioła. Są ich setki, a
niektóre z nich mają naprawdę ładne nazwy. – Podnosi się, idzie do salonu i
bierze książkę, po czym przynosi ją do stołu. Otwiera ją i wskazuje na jedną ze
stron. – Co powiesz na tymianek? – pyta, puszczając oko.
Śmieję się, kręcąc głową.
- A może… nagietek?
Znowu kręcę głową. – Nawet nie umiem tego wypowiedzieć.
Marszczy nos. – Racja. Chyba musisz być w stanie wypowiedzieć własne
imię. – Ponownie patrzy na stronę i wyczytuje kilka na głos, ale nie podobają
mi się. Jeszcze raz odwraca stronę i mówi. – Co powiesz na lipę[2]? To
bardziej drzewo niż zioło, ale jego liście mają kształt serca. Lubisz serca?
Potakuję. – Linden – mówię. – Podoba mi się to imię.
Uśmiecha się i zamyka książkę, po czym nachyla się do mnie bliżej. – Więc
Linden Sky Davis. I żebyś wiedziała, masz najpiękniejsze imię na świecie. Już
nigdy więcej nie myślmy o twoim starym imieniu, dobrze? Obiecaj mi, że od teraz
będziemy myśleć tylko o twoim pięknym nowym imieniu i pięknym nowym życiu.
- Obiecuję – mówię. Naprawdę obiecuję. Nie chcę myśleć o starym imieniu,
moim starym pokoju czy tych wszystkich rzeczach, które zrobił mi tatuś, kiedy
byłam jego księżniczką. Kocham moje nowe imię. Kocham mój nowy pokój, gdzie nie
muszę się martwić czy gałka się obróci.
Wyciągam się i przytulam ją, a ona odwzajemnia mój uścisk. Wywołuje to u
mnie uśmiech, bo jest tak jak myślałam, że będzie za każdym razem, kiedy
życzyłam sobie aby mama żyła, żeby mnie przytulić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz