8.3.14

19

Piątek, 28 wrzesień, 2012
23:50
To mój ostatni dzień bycia siedemnastolatką. Karen znowu pracuje w ten weekend za miastem na swoim pchlim targu. Próbowała odwołać swoją podróż, bo czuła się źle zostawiając mnie podczas urodzin, ale nie pozwoliłam jej. Zamiast tego świętowaliśmy moje urodziny zeszłego wieczora. Jej prezenty były fajne, ale to nic takiego jak e-reader. Nigdy nie byłam bardziej podekscytowana na spędzenie samotnego weekendu.
Nie upiekłam, aż tylu rzeczy, jak ostatnim razem, kiedy Karen wyjechała. Nie dlatego, że nie chciało mi się tego jeść, ale dlatego, że moje zamiłowanie do czytania osiągnęło nowy poziom. Jest niemal północ i co chwila zamykają mi się oczy, ale przeczytałam ledwie dwie książki i absolutnie muszę skończyć tą jedną. Odpływam, po czym budzę się gwałtownie, próbując przeczytać kolejny akapit. Breckin ma świetny gust w książkach i jestem trochę zła, że zajęło mu cały miesiąc na powiedzenie mi o tej. Nie bardzo lubię szczęśliwe zakończenia, ale jeśli te dwie postacie nie będą takiego miały, wejdę do tego e-readera i na zawsze zamknę ich w tym cholernym garażu.
Powoli opadają mi powieki, a ja próbuję trzymać je otwarte, ale słowa zaczynają się zlewać na ekranie i nic nie ma sensu. W końcu wyłączam e-readera, gaszę światło i myślę o tym, że mój ostatni dzień siedemnastki powinien być o wiele lepszy niż był.

Uchylam powieki, ale nie ruszam się. Wciąż jest ciemno i jestem w tej samej pozycji, co wcześniej, więc wiem, że zasnęłam. Wyciszam oddech i nasłuchuję tego samego dźwięku, który wytrącił mnie ze snu – dźwięku otwierającego się okna.
Słyszę jak zasłony ocierają się o siebie i jak ktoś wchodzi do środka. Wiem, że powinnam krzyknąć albo pobiec do drzwi czy rozejrzeć się za jakimś przedmiotem, którego mogłabym użyć jako broni. Zamiast tego leżę nieruchomo, bo ktokolwiek to jest nie stara się być cicho wchodząc do mojego pokoju, więc przypuszczam, że to Holder. Jednak moje serce bije szybko, a  każdy mięsień się napina, gdy łóżko opada, gdy on na nim siada. Im bliżej jest, tym pewniejsza jestem, że to on, ponieważ nikt nie może wywołać takiej reakcji w moim ciele. Zaciskam powieki, podnosząc dłonie do twarzy, czując jak kołdra unosi się za mną. Jestem kompletnie przerażona. Jestem przerażona, bo nie wiem który Holder wchodzi teraz do mojego łóżka.
Wsuwa ramię pod moją poduszkę, a drugim obejmuje ciasno moje ciało, gdy odnajduje moje dłonie. Przyciąga do mnie do swojego torsu i splata palce z moimi, po czym wtula głowę w moją szyję. Jestem bardzo świadoma faktu, że nie mam na sobie nic prócz topu i bielizny, ale jestem pewna, że on nie jest tutaj po to. Wciąż nie mam pojęcia czemu tutaj jest, bo nic nie mówi, ale wie, że nie śpię. Wiem, że on wie, że nie śpię, ponieważ w chwili, gdy mnie objął, gwałtownie wciągnęłam powietrze. Trzyma mnie tak mocno, jak to możliwe i co jakiś czas całuje moje włosy.
Jestem na niego zła, że jest tutaj, ale jeszcze bardziej zła na siebie, za to, że go tu chcę. Bez względu na to jak bardzo chcę na niego wrzeszczeć i go wyrzucić, orientuję się, że marzę o tym, aby jeszcze trochę mocniej mnie przytulił. Chcę, żeby zamknął wokół mnie ramiona i wyrzucił kluczyk, ponieważ on tutaj należy, a ja się boję, że znów mnie puści.
Nie cierpię tego, że ma on tyle stron, których nie rozumiem i nie wiem, czy w ogóle chcę dalej próbować je zrozumieć. Ma w sobie części, które kocham, części, które nienawidzę, części, które mnie przerażają i części, które mnie zdumiewają. Ale jest część jego, która wciąż mnie rozczarowuje… i jest to absolutnie najcięższa część do zaakceptowania.
Leżymy w całkowitej ciszy przez możliwie pół godziny, ale nie jestem pewna. Wiem tylko, że w ogóle nie rozluźnił uścisku ani nie próbował się wytłumaczyć. Ale co jest w tym nowego? Nigdy nic od niego nie dostanę, dopóki nie zadam pytania. A teraz nie chcę żadnych zadawać.
Odrywa palce od moich i kładzie rękę na mojej głowie. Przyciska usta do moich włosów, zginając ramię pod poduszką i przyciska się do mnie, zatapiając twarz w moich włosach. Jego ramiona zaczynają drżeć i trzyma mnie z taką intensywnością oraz rozpaczą, że rozdziera to serce. Ciężar opada na moją klatkę piersiową, policzki mnie pieką i jedyną rzeczą powstrzymującą mnie od łez jest fakt, że mam tak zaciśnięte powieki, że nie mogą się wydostać.
Nie mogę znieść już milczenia, a jeśli nie wyrzucę z piersi tego, co muszę powiedzieć, to zaraz krzyknę. Wiem, że głos będzie pokryty bólem i smutkiem, i ledwo będę w stanie mówić, próbując wstrzymać łzy, ale i tak biorę głębokich wdech i wypowiadam najszczerszą rzecz.
- Jestem na ciebie taka wściekła.
Jakby było to możliwe, on ściska mnie jeszcze mocniej. Przesuwa usta do mojego ucha i je całuje. – Wiem, Sky – szepcze. Wsuwa dłoń pod moją bluzkę, przyciskając ją do brzucha, przyciągając mnie do siebie bliżej. – Wiem.
Niesamowite co może zrobić twojemu sercu brzmienie głosu, za którym tak się tęskniło. Wypowiedział trzy słowa, ale w czasie, gdy wypowiadał te trzy słowa, moje serce zostało rozdrobnione na kawałki, potem odłożone do klatki piersiowej z oczekiwaniem, że jakoś powinno wiedzieć, jak znowu bić.
Przeciągam palcami przez rękę, która się o mnie opiera i ściskam ją, nawet nie wiedząc, co to znaczy, ale całe moje ciało pragnie go dotknąć, trzymać go i upewnić się, że naprawdę tutaj jest. Muszę wiedzieć, że tutaj jest i że nie jest to kolejny sen na jawie.
Dotyka ustami mojego barku i rozchyla usta, lekko mnie całując. Uczucie jego języka na mojej skórze natychmiast wysyła przeze mnie przypływ gorąca, a ja czuję rumieniec unoszący się z żołądka prosto do policzków.
- Wiem, kochanie – znowu szepcze, wolno badając ustami mój obojczyk i szyję. Trzymam oczy zamknięte, ponieważ udręka w jego głosie i czułość w dotyku wywołuje zawrót mojej głowy. Wyciągam rękę za sobą i przesuwam nią po jego włosach, przyciskając go mocniej do szyi. Jego ciepły oddech na mojej skórze staje coraz bardziej rozgorączkowany, razem z pocałunkami. Nasze oddechy przyspieszają, gdy pokrywa każdy cal mojej szyi po dwa razy.
Podnosi się na ramieniu i obraca mnie na plecy, podnosząc rękę do mojej twarzy i odsuwa włosy z moich oczu. Widzenie go tak blisko przywraca każde uczucie, które czułam do tego chłopaka… dobre oraz złe. Nie rozumiem jak może mnie przeprowadzać przez to wszystko, gdy smutek w jego oczach jest tak widoczny. Nie wiem czy to fakt, że w ogóle nie mogę go odczytać, czy odczytałam go zbyt dobrze, ale patrząc teraz na niego wiem, że czuje to, co ja… co sprawia, że jego działania są o wiele bardziej dezorientujące.
- Wiem, że jesteś na mnie wściekła – mówi, patrząc na mnie z góry. Jego oczy i słowa pełne są skruchy, ale przeprosiny wciąż nie nadchodzą. – Potrzebuję, żebyś była na mnie wściekła, Sky. Ale sądzę, że jeszcze bardziej potrzebuję byś dalej chciała mnie tutaj ze sobą.
Moja klatka piersiowa staje się ciężka po jego słowach i to ekstremalny wysiłek - wciągnięcie powietrza do płuc. Lekko kiwam głową, bo mogę się z tym zgodzić. Jestem na niego wkurzona, ale chcę go tutaj ze mną o wiele bardziej niż nie chcę. Opuszcza czoło na moje i łapiemy swoje twarze, patrząc sobie desperacko w oczy. Nie jestem pewna, czy zamierza mnie pocałować. Nawet nie jestem pewna, czy zamierza wstać i wyjść. Jedyną rzeczą, w której mam pewność to to, że po tej chwili nigdy nie będę taka sama. Wiem to przez to, że jego istnienie jest jak magnez na moje serce, że jeżeli znowu mnie skrzywdzi, będę daleko od nic mi nie jest. Będę załamana.
Nasze klatki piersiowe podnoszą się i opadają jednocześnie, jak cisza i napięcie się zagęszczają. To jak trzyma mocno moją twarz czuję w całym ciele, tak jakby trzymał mnie od wewnątrz. Intensywność tej chwili wywołuje kłujące łzy w moich oczach, jestem kompletnie zaskoczona moimi niespodziewanymi emocjami.
- Jestem na ciebie wściekła, Holder – mówię drżącym, lecz pewnym głosem. – Ale bez względu na to jak byłam wściekła, ani przez jedną sekundę nie przestałam chcieć ciebie tutaj ze mną.
Jakoś uśmiecha się i marszczy brwi jednocześnie. – Jezu, Sky. – Na jego twarzy pojawia się niewiarygodna ilość ulgi. – Tak cholernie za tobą tęskniłem. – Od razu opuszcza wargi, a jego język gorączkowo zderza się z moim. Wypełnia mnie słodkim posmakiem liści mięty i sody, on jest wszystkim, co sobie wyobrażałam, a nawet więcej. Nasze usta wreszcie splatają się po raz pierwszy, a może dwudziesty albo milionowy. Nie ma to tak naprawdę znaczenia, bo którykolwiek raz to jest – jest absolutnie idealny. Jest niewiarygodnie, nieskazitelnie i prawie warte wszystkiego, przez co przeszliśmy aby dotrzeć do tego momentu.
Nasze wargi poruszają się namiętnie, jak próbujemy zbliżyć się do siebie bliżej, chcąc znaleźć doskonały kontakt naszych ciał, który odnaleźliśmy ustami. Delikatnie porusza wargami na moich, jednak dziko, a ja mu w tym dorównuję. Wydaję parę jęków i jeszcze więcej sapnięć, a on wypija je wszystkie swoimi ustami.
Całujemy się i całujemy w każdej możliwej pozycji i pozostajemy tak powściągliwi jak tylko możemy. Całujemy się, aż nie czuję już ust i aż jestem tak wyczerpana oraz zużyta, że nie jestem nawet pewna czy wciąż się całowaliśmy, kiedy znowu przycisnął do mnie głowę.

I tak właśnie zasnęliśmy – czoło przy czole, cicho objęci. Bo nic już nie jest między nami wypowiedziane. Nawet przeprosiny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz