3.8.14

Losing Hope - rozdział dziewiąty


Jestem dziesięć minut wcześniej, kiedy docieram do jej domu, więc siadam na krawężniku i rozciągam się. Po wczorajszym dniu czułem, że może oferowanie, żeby z nią pobiegać było zbyt do przodu. Nie jest to po mojej drodze i zazwyczaj tyle nie biegam, ale nie wiedziałem jak inaczej mógłbym znowu ją zobaczyć.

Słyszę za sobą jej kroki, więc odwracam się i wstaję. – Hej, ty.

Spodziewam się, że się uśmiechnie albo jakoś odwzajemni powitanie, ale zamiast tego lustruje mnie wzrokiem ze zmarszczonymi brwiami. Zbywam to, mając nadzieję, że nie jest po prostu poranną osobą.

- Musisz najpierw się rozciągnąć? – pytam ją.

Potrząsa głową. - Już to zrobiłam.

Jestem ciekawy czy poważne nastawienie bierze się z tego, że jest obolała po jej wczorajszym upadku. Jej podbite oko nadal jest widoczne, ale jej policzek nie wygląda tak źle, jak myślałem. Wyciągam rękę i przesuwam kciukiem po otarciu na jej twarzy. – Nie wygląda tak źle. Jesteś obolała? – Kręci głową na nie. – Dobrze. Gotowa?

Potakuje. – Ta.

Cztery słowa to cała rozmowa, jaką z niej wyciągnę? Odwraca się i zaczynamy biec w ciszy. Nigdy wcześniej nie biegałem z dziewczyną, ale oczekiwałem jakiejś małej pogawędki. Nie mogę stwierdzić po jej powściągliwym powitaniu na jej podwórku czy jest przy mnie niespokojna, czy cisza jest faktycznie znakiem spokoju. Mogło to iść w obie strony.

Napięcie zmniejsza się, kiedy przesuwam się za nią. Łatwiej jest nie mieć problemu z brakiem rozmowy, gdy nie biegnę obok niej. Po prostu nie mam pojęcia, co powiedzieć. Trzeba zacząć od tego, że nie jestem zbyt rozmowny, ale przebywanie w jej obecności jeszcze bardziej tłumi moją rozmowną stronę. Przypuszczam, że jeśli zamierzam dokądś z nią dojść, to muszę to przeboleć. Przyśpieszam i znowu zrównuję z nią krok.

- Lepiej próbuj dostać się na bieżnię – odzywam się. – Masz większą kondycję niż większość facetów z zeszłorocznej drużyny.

Potrząsa głową, wciąż skupiając się na chodniku przed nami. - Sama nie wiem czy chcę – mówi. – Nie bardzo znam kogokolwiek w szkole. Zamierzałam starać się dostać, ale jak na razie większość ludzi w szkole jest trochę… wredna. Nie chcę być na nich narażona przez dłuższy okres czasu pod pozorem drużyny.

Nie cierpię tego, że była jeden dzień w szkole i już wie, jak wszyscy są wredni. Zastanawiam się, co oni do cholery zrobili, żeby tak uprzykrzyć jej pierwszy dzień?

- Byłaś w publicznej szkole tylko jeden dzień. Daj temu czas. Nie możesz oczekiwać, że będąc nauczaną w domu przez całe życie, przyjdziesz w pierwszy dzień z toną nowych przyjaciół.

Czuję się źle za mówienie jej dokładnego przeciwieństwa tego, co czuję. Gdybym miał być całkowicie szczery, to powiedziałbym jej, żeby wróciła do domowej nauki. Obracam się, żeby na nią spojrzeć, ale nie ma jej obok mnie. Odwracam się i dostrzegam ją stojącą kilka metrów za mną z dłońmi na biodrach. Pędzę do niej.

- Wszystko w porządku? Kręci ci się w głowie? – Trzymam ją za ramiona, na wypadek gdyby znowu zrobiło jej się słabo. Czułbym się jak największy palant, gdybym pozwolił jej uderzyć o chodnik, tak jak wczoraj.

Potrząsa głową, po czym odpycha moje ręce ze swoich ramion. – Nic mi nie jest – odpowiada.

Jest na coś wkurzona. Próbuję zorientować się, co mogłem takiego powiedzieć, ale nic nie wydawało się obraźliwe. – Powiedziałem coś nie tak?

Opuszcza wzrok na chodnik i odnawia chód, więc idę za nią. – Trochę – mówi urażonym tonem. – Wczoraj lekko żartowałam o prześladowaniu, ale przyznałeś, że szukałeś mnie na Facebooku tuż po tym jak mnie spotkałeś. Potem uparłeś się, że będziesz ze mną biegał, chociaż nie jest to po twojej drodze. Teraz jakoś wiesz jak długo jestem w publicznej szkole? I że byłam nauczana w domu? Nie będę kłamać, to trochę dziwne.

Cholera. Co jest ze mną nie tak, do diabła? Jak mam przyznać, że dowiedziałem się większości tego, co o niej wiem opierając się na podsłuchaniu Graysona na imprezie i plotkach opartych na przypuszczeniach od Daniela? Ona nie musi o tym wiedzieć. Nie chcę, żeby to wiedziała.

Wzdycham i dalej idę z nią do jej domu. – Popytałem – mówię. – Mieszkałem tutaj odkąd byłem dziesięciolatkiem, więc mam dużo przyjaciół. Byłem tobą ciekawy.

Skupia się na mnie, jakby próbowała rozgryźć skąd wiem o niej tak wiele. Nie zamierzam przyznać rzeczy, które podsłuchałem od Graysona, bo nie chcę jej zranić. Ale również nie chcę przyznać, że prosiłem Daniela o więcej informacji, bo nie chcę jej odstraszyć. Ale patrząc na sceptyczny wyraz jej twarzy, już nabrała wobec mnie dobrą ilość nieufności.

Chwytam ją za łokieć i zatrzymuje się. Odwracam ją twarzą do siebie.

- Sky. Myślę, że wczoraj źle zaczęliśmy w sklepie. A ta rozmowa o prześladowaniu, przysięgam, że to był żart. Nie chcę, żebyś czuła się przy mnie nieswojo. Poczułabyś się lepiej, gdybyś wiedziała o mnie więcej? Zapytaj mnie o coś, a ja ci powiem. Cokolwiek.

- Jeśli o coś cię zapytam, będziesz szczery?

Patrzę jej twardo w oczy. – Zawsze taki będę – odpowiadam. I zamierzam być z nią całkowicie szczery, dopóki nie będę sądzić, że to ją to zrani.

- Dlaczego rzuciłeś szkołę?

Wzdycham, żałując, że nie zapytała mnie o coś mniej skomplikowanego. Jednak powinienem był wiedzieć, że z nią nie będzie łatwo.

Znowu zaczynam iść. – Technicznie rzecz biorąc, jeszcze jej nie rzuciłem.

- Cóż, nie byłeś w niej od ponad roku. Powiedziałabym, że to jest rzucenie.

Ten komentarz sprawia, że jestem ciekawy, czy ona słyszała plotki o mnie. Oczywiście, że byłem w szkole przez ostatni rok, tyle że nie w tej. Ale nie zapytała mnie o rzekomy okres w poprawczaku, więc nie zamierzam podawać niepotrzebne informacje.

- Wprowadziłem się z powrotem do domu dopiero parę dni temu – mówię. – Moja matka i ja mieliśmy dosyć gówniany ostatni rok, więc wprowadziłem się na trochę do taty do Austin. Chodziłem tam do szkoły, ale poczułem, że pora wracać do domu. Więc oto jestem.

Mruży oczy tak, jakby próbowała gniewnie na mnie spojrzeć, ale mina którą robi jest zbyt urocza, żeby uważać ją za przerażającą. Jednakże powstrzymuję uśmiech, bo widzę, że poważnie bierze te sprawę ze szkołą. - Nie wyjaśnia to dlaczego zdecydowałeś się rzucić szkołę, zamiast po prostu się przenieść.

Ma rację, ale tylko dlatego, że naprawdę nie znam odpowiedzi na jej pytanie.

- Sam nie wiem. Szczerze mówiąc wciąż staram się postanowić co chcę robić. Był to całkiem pieprznięty rok. Nie wspominając o tym, że nienawidzę szkoły. Jestem zmęczony bzdurą i czasami myślę, że byłoby łatwiej sprawdzić co się dzieje poza nią.

Raz jeszcze zatrzymuje się jak wryta. – To bzdurne usprawiedliwienie.

- Bzdurą jest, że nienawidzę liceum?

- Nie. Bzdurą jest, że pozwalasz jednemu złemu rokowi ustalić twój los na resztę życia. Masz dziewięć miesięcy do zakończenia, więc rzucasz szkołę? To po prostu… to głupie.

Ona naprawdę bierze to poważnie. Śmieję się, chociaż mocno staram się tego nie robić. – Cóż, kiedy stawiasz to tak dobitnie.

Krzyżuje ramiona i fuka. - Śmiej się ile chcesz. Rzucając szkołę po prostu się poddajesz. Udowadniasz wszystkim, którzy kiedykolwiek w ciebie wątpili, że mają rację.

Opuszcza spojrzenie na mój tatuaż. Do tej chwili nigdy nie chciałem go ukrywać, ale coś w tym, że ona go czyta wydaje się być w pewnym sensie naruszeniem prywatności. Może dlatego, że wczoraj byłem taki pewny, że ona była połową powodu dla tatuażu na moim ramieniu. Ale kiedy wiem, że tak nie jest to nie chcę, żeby o niego pytała. - Rzucisz szkołę i pokażesz światu, jaki jesteś beznadziejny? Lepiej prawdy im nie powiesz.

Patrzę na tatuaż. Ona nie ma pojęcia jakie jest w nim ukryte znaczenie i zdaję sobie z tego sprawę. Ale jej przypuszczenie, że nie ma innego znaczenia trochę mnie wkurza. Nie chcę jej tego wyjaśniać i zdecydowanie nie chcę być osądzany przez kogoś, kto zdaje się sama być dość mocno osądzana. Zamiast zostać i pozwolić jej dalej mnie rozszyfrowywać, wskazuję głową na jej dom.  – Już jesteś – mówię beznamiętnie. Odwracam się i kieruję do domu, bez patrzenia na nią. I tak nie muszę wdawać się z nią w szczegóły, dopóki nie dowiem się czegoś więcej o jej związku z Graysonem. A żeby to zrobić, muszę się pośpieszyć i wrócić do mojego domu, by wziąć prysznic i przebrać się na czas, na mój pierwszy i możliwie jedyny dzień ostatniego roku.

***

To jest duża szkoła, dlatego właśnie nie spodziewałem się, że naprawdę będę miał z nią lekcję, a jeszcze mniej, że pierwszą. W dodatku z panem Mulliganem.

Ona też nie wydawała się być zbyt szczęśliwa moim widokiem. A fakt, że praktycznie przebiegła obok mnie, żeby wydostać się z klasy, nie wydawał się dobrze wróżyć. Biorę mój podręcznik i wychodzę z klasy. Zamiast iść poszukać następnej sali, od razu kieruję się, żeby ją znaleźć.

Stoi twarzą do jej szafki, zamieniając książki. Podchodzę do niej z tyłu, ale czekam chwilę zanim odzywam się do niej. Chcę dać jej szansę, żeby wzięła z szafki to, co potrzebuje, bo mam nadzieję, że odprowadzę ją na jej następną lekcję.

- Hej, ty – odzywam się optymistycznie. Następuje chwila ciszy.

- Przyszedłeś – mówi chłodnym i opanowanym tonem. Odwraca się do mnie i tylko raz jeszcze zobaczenie jej oczu sprawia, że się uśmiecham. Opieram się o szafkę obok niej i opieram głowę o zimny metal. Przez moment przyglądam się jej ubraniu, pojmując fakt, że jakoś wygląda nawet lepiej po prysznicu.

- Dobrze się umyłaś. Chociaż twoja spocona wersja też nie jest taka zła – mówię, uśmiechając się do niej. Staram się załagodzić trochę spływające z niej napięcie, ale nic nie wydaje się działać na moją korzyść.

- Jesteś tutaj, żeby mnie prześladować czy naprawdę znowu się zapisałeś? – pyta.

Żart. Powiedziała żart.

- I to, i to – odpowiadam, stukając palcami o metal. Nadal się do niej uśmiecham, ale ona nie potrafi utrzymać ze mną kontaktu wzrokowego na dłużej niż dwie sekundy. Przesuwa stopami i rozgląda się nerwowo.

- Cóż, muszę iść do klasy – mówi monotonnym głosem. – Witaj z powrotem.

Zachowuje się dziwnie. – Zachowujesz się dziwnie

Wywraca oczami i obraca się do jej szafki. - Po prostu jestem zaskoczona widząc cię tutaj – odpowiada nieprzekonująco.

- Nie – mówię. - To coś innego. Co jest?

Moja wytrwałość wydaje się działać, bo wzdycha, przyciska plecy do szafki i podnosi na mnie wzrok. – Chcesz, żebym była szczera?

- Chcę żebyś zawsze taka była.

Zaciska usta. – Dobra – mówi. – Nie chcę dać ci złego wrażenia. Flirtujesz i mówisz rzeczy, jakbyś miał wobec mnie zamiary, których ja nie chcę odwzajemnić. I jesteś…

Nie chce dać mi złego wrażenia? Kto to jest i co do diabła ona zrobiła z dziewczyną, która wczoraj tak otwarcie ze mną flirtowała? Patrzę na nią spod przymrużonych powiek. - Jestem co? – pytam, wyzywając ją do dokończenia jej myśli.

- Jesteś… intensywny. Zbyt intensywny. Humorzasty. I troszeczkę przerażający. I jest jeszcze ta inna rzecz… Po prostu nie chcę, żebyś nabierał złego wrażenia.

I oto jest. Została nakarmiona kłamstwami, a teraz muszę bronić się przed jedyną osobą, z którą niewłaściwe przypuszczałem, że będę mógł się identyfikować.

- Jaka inna rzecz?

- Wiesz – odpowiada, przenosząc spojrzenie na podłogę.

Podchodzę do niej o krok i kładę rękę obok jej głowy na szafce. - Nie wiem, bo unikasz jakiegokolwiek problemu jaki ze mną masz, jakbyś za bardzo się bała o nim powiedzieć. Po prostu to powiedz.

Jej oczy rozszerzają się i od razu czuję poczucie winy za bycie tak ostrym. Po prostu irytuje mnie to, że uwierzyłaby w te bzdury. Te same bzdury, które otaczają .

- Słyszałam o tym, co zrobiłeś – wyrzuca z siebie. – Wiem o tym facecie, którego pobiłeś. Wiem, że zostałeś wysłany do poprawczaka. Wiem, że w ciągu tych dwóch dni w których cię znam, napędziłeś mi stracha przynajmniej trzy razy. A skoro jesteśmy szczerzy, wiem również że jeśli pytałeś o mnie, to zapewne wiesz o mojej reputacji, co jest bardziej niż możliwie jedynym powodem, dla którego w ogóle się dla mnie wysilasz. Przykro mi cię rozczarować, ale nie będę się z tobą pieprzyć. Nie chcę, żebyś myślał, że cokolwiek się pomiędzy nami wydarzy poza tym, co dzieje się teraz. Biegamy razem. To tyle.

Wow.

Spodziewałem się, że usłyszy o mnie plotki, ale nie spodziewałem się, że będzie sądziła, iż wierzę w plotki o niej. Dlatego jest ostrożna? Bo myśli, że usłyszałem plotki i teraz staram się tylko z nią pieprzyć?

To znaczy nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię, że taka myśl nie pojawiła się w mojej głowie. Ale Jezu, nie tak. Świadomość, że ona w ogóle coś takiego czuje sprawia, że chcę ją przytulić. Wkurza mnie myśl, że ktokolwiek stara się do niej zbliżyć z tego jedynego powodu. Nie pomaga to, że teraz stoi obok niej Grayson.

Skąd on się wziął, do diabła? I dlaczego obejmuje ją ramieniem tak jakby miał ją na własność, do diabła?

- Holder – odzywa się Grayson. – Nie wiedziałem, że wracasz.

Są to pierwsze słowa, które skierował bezpośrednio do mnie od wieczora przed śmiercią Les. Boję się, że jeśli na niego spojrzę, to stracę kontrolę, więc skupiam twardo wzrok na Sky. Niestety nie potrafię przestać zerkać na rękę, która nadal trzyma jej talię. Rękę, której Sky nie odsunęła. Rękę, która najwyraźniej była już na tej samej talii. Tę samą rękę, która kiedyś obejmowała Les.

Cała ta sytuacja jest zbyt ironiczna. Tak bardzo, że lekko się uśmiech. Moje szczęście.

Wyprostowuję się, nie odrywając spojrzenia od ręki na talii Sky. - Cóż, wróciłem – mówię. Nie mogę dłużej tego obserwować. Znajome uczucie chęci oderwania jego pieprzonej ręki powróciło dziesięciokrotnie.

Odchodzę na jakieś kilka metrów, po czym odwracam się i raz jeszcze patrzę na Sky. – Testy na bieżnię są w czwartek po szkole. Idź.

Nie czekam na jej odpowiedź. Podchodzę do mojej szafki i zamieniam książki, potem kieruję się na następną lekcję. Chociaż nie wiem dlaczego. Jestem pewien, że jutro nie tutaj nie wrócę.

***

- Cześć, kretynie. Co to za nagłe zauroczenie Sky? – pyta Daniel, kiedy kierujemy się do stołówki.

- To nic takiego – odpowiadam, próbując to zbyć. – Poznałem ją wczoraj i po prostu byłem nią ciekawy. Ale najwyraźniej jest z Graysonem, więc… nieważne.

Daniel unosi brew, ale nie mówi nic o komentarzu z Graysonem. Przechodzi przez drzwi stołówki i idziemy do naszego stolika. Zajmuję miejsce i przeszukuję tłum, szukając jej.

- Będziesz dzisiaj jadł? – pyta.

Potrząsam głową. – Nie. Nieszczególnie mi się chce. – Dzisiejszego poranka straciłem apetyt jak tylko ramię Graysona oplotło się wokół talii Sky.

Daniel wzrusza ramionami i idzie wziąć sobie jedzenie. Jeszcze chwilę przeszukuję stołówkę i nareszcie dostrzegam ją parę stolików dalej, siedzącą z facetem. Ale to nie Grayson. Szukam Graysona i znajduję go przy stoliku znajdującym się po przeciwnej stronie stołówki. Nie siedzą razem. Dlaczego ze sobą nie siedzą, jeśli się umawiają? A jeśli się nie umawiają, to dlaczego tak ją dotykał?

- Przyniosłem ci wodę – mówi Daniel, przesuwając ją do mnie po stole.

- Dzięki.

Stawia swoją tackę i zajmuje miejsce naprzeciwko mnie. – Dlaczego zachowujesz się jak kurczakowa pizda?

Woda wydobywa się z moich ust, opuszczam ręce na stolik i śmieję się, ocierając usta. – Kurczakowa pizda?

Kiwa głową i otwiera puszkę swojego napoju. – Coś jest z tobą nie tak. Gapiłeś się na tę dziewczynę przez cały czas, kiedy byłem w kolejce po jedzenie. Nie chcesz mi nic o niej powiedzieć. Jesteś spięty odkąd przyszedłeś tutaj rano i nie ma to nic wspólnego z faktem, że to jest twój pierwszy dzień w szkole od… cóż… od twojego ostatniego dnia w szkole. I nawet nie skomentowałeś tego, że nikt nie zawraca ci tyłka, że w ogóle dziś tutaj jesteś. Nie jesteś trochę podekscytowany, że wszyscy przestali plotkować?

Byłbym podekscytowany, gdybym był przekonany, że przestano plotkować. Lecz nie przestano, po prostu przesunięto plotkę w innym kierunku. Słyszałem wspomniane imię Sky na każdej lekcji, jaką dziś miałem. Nie wspominając gówna, które było przyklejone do jej szafki w formie samoprzylepnych kartek.

- Nie przestali plotkować, Daniel. Jedynie znaleźli sobie nowy cel.

Daniel zaczyna odpowiadać, ale przerywa mu kilka tacek upuszczanych na stolik. Faceci zajmują miejsca i kilkoro z nich wita mnie z powrotem, mówią jak to udało mi się dotrzeć w sam raz na sezon futbolowy. To prowadzi do rozmowy o treningach i trenerze Riley’u, ale nic z tego nie potrafi utrzymać mojej uwagi tak jak ona. Ignoruję wszystkich obok mnie i obserwuję ją, nadal starając się ją rozszyfrować.

Szczerze, to nie chcę integrować w to czy ona umawia się z Graysonem. Jeśli jest z nim szczęśliwa, to dobrze. Dobrze dla nich. Ale niech mnie cholera weźmie, jeśli nie dowiem się co dokładnie stało się z jej okiem. Potrzebuję od niej dobrego wyjaśnienia zanim będę mógł odpuścić. W innym wypadku pójdę do Graysona dowiedzieć się, co stało się jej oku i wiem, jak to się skończy.

Siedzący z nią koleś kiwa głową w moim kierunku, kiedy widzi, że na nich patrzę. Nie odwracam się, ponieważ chcę przykuć jej uwagę. Gdy ona na mnie patrzy, wskazuję głową na drzwi stołówki, potem wstaję i idę w ich stronę.

Wychodzę na korytarz, mając nadzieję, że ona za mną pójdzie. Wiem, że to nie moja sprawa, ale jeśli oczekuję, że przetrwam resztę dnia bez mordowania Graysona, to muszę poznać prawdę. Skręcam za rogiem, żeby mieć więcej prywatności i opieram się o rząd szafek. Ona wychodzi zza rogu i dostrzegając mnie, zatrzymuje się.

- Umawiasz się z Graysonem? – pytam. Mówię krótko i słodko. Wygląda na to, że ona nie lubi ze mną rozmawiać, więc nie chcę zmuszać ją do robienia czegoś, czego nie chce. Po prostu chcę poznać prawdę, bym mógł usprawiedliwić swój następny ruch.

Wywraca oczami i podchodzi do szafek naprzeciwko mnie, opierając się o nie. – Ma to znaczenie?

Hmm. Nie powinno mieć znaczenia, ale ma. Nie mam pojęcia jaką ona jest osobą, ale Grayson na nią nie zasługuje. Więc tak, ma to znaczenie.

- On jest dupkiem – mówię.

- Czasami ty też jesteś – odparowuje.

- Nie jest dobry dla ciebie.

Śmieje się i wywraca oczami do sufitu, potrząsając głową. – A ty jesteś?

Jęczę. Ona kompletnie nie rozumie o co mi chodzi. Odwracam się twarzą do szafek i uderzam jedną z nich otwartą dłonią, uwalniając trochę sfrustrowania, które tworzy we mnie swoim uporem. Kiedy ten odgłos odbija się echem w korytarzu, krzywię się. Wyszło to trochę gwałtowniej, niż zamierzałem.

Ale jestem zły i nienawidzę tego, że jestem zły, ponieważ nie powinno mnie to obchodzić. Nie ma tutaj Les, żeby Grayson ją wykiwał, więc dlaczego mi zależy?

Bo nie chcę, żeby ona z nim była. Dlatego.

Obracam się do niej. - Nie włączaj mnie w to. Mówię o Graysonie, nie o sobie. Nie powinnaś z nim być. Nie masz pojęcia, jaką jest on osobą.

Opiera głowę o szafkę, mając mnie już dosyć. - Dwa dni, Holder. Znam cię od dwóch dni – mówi. Odpycha się od szafek i podchodzi do mnie, lustrując mnie gniewnie wzrokiem. – W ciągu tych dwóch dni zobaczyłam pięć innych stron ciebie i tylko jedna z nich mi się podobała. Fakt, iż myślisz, że masz jakiekolwiek prawo żeby w ogóle wygłosić opinie o mnie lub moich decyzjach jest absurdalny. To śmieszne.

Wdycham przez nos i wydycham powietrze przez zaciśnięte zęby, bo jestem wkurzony. Wkurzony, że ona ma rację. Przez te dwa ostatnie dni widziała więcej niż raz jak przechodziłem z gorąca do chłodu i nie dałem jej żadnego wytłumaczenia. Zasługuje na wytłumaczenie mojego dziwnie nadopiekuńczego zachowania, więc próbuję jej takie dać.

Przesuwam się do niej o krok. - Nie lubię go. A kiedy widzę takie rzeczy? – Podnoszę palce, przejeżdżając nimi po siniaku pod jej okiem. – A potem widzę jak on obejmuje cię ramieniem? Wybacz mi, jeśli staję się trochę śmieszny.

W chwili, gdy moje palce kończą przesuwanie się po siniaku, nie potrafię zabrać ich z jej policzka. Jej oddech się urywa, a oczy rozszerzają się i nie mogę się powstrzymać od dostrzeżenia jej wyraźnej reakcji na mój dotyk. Mam nieodparte pragnienie, żeby przesunąć ręką po jej włosach i przyciągnąć jej usta do moich, ale odsuwa się ode mnie i cofa o krok.

- Myślisz, że powinnam trzymać się z daleka od Graysona, ponieważ obawiasz się, że ma on temperament? – Mruży oczy i przekrzywia głowę. – Trochę hipokrytyczne, nie sądzisz?

Nie odrywam od niej oczu, przetrawiając jej komentarz. Porównuje mnie do Graysona?

Muszę się od niej odwrócić, żeby nie zobaczyła na mojej twarzy rozczarowania. Chwytam się dłońmi za kark, po czym powoli obracam się do niej, ale wpatruję się w podłogę.

- Czy on cię uderzył – pytam z pokonanym westchnięciem. Podnoszę wzrok i patrzę jej prosto w oczy. – Czy kiedykolwiek cię uderzył?

Nie wzdryga się ani nie odwraca wzroku. Kręci tylko głową. – Nie – odpowiada cicho. – I nie. Powiedziałam ci… to był wypadek.

Widzę po jej reakcji, że mówi prawdę. Nie uderzył jej. Nigdy jej nie uderzył i czuję więcej niż ulgę. Ale nadal jestem zdezorientowany. Jeżeli ona się z nim nie umawia, a on naprawdę jej nie uderzył, to jaki jest jej związek z nim? Czy ona chce się z nim umawiać? Bo ja na pewno nie chcę, żeby tak było.

Rozbrzmiewa dzwonek właśnie, kiedy otwieram usta, żeby zapytać ją o jej związek z Graysonem. Korytarz zapełnia się uczniami i ona zrywa ze mną kontakt wzrokowy, po czym wraca do stołówki.

***

Nie zobaczyłem już Daniela. Również nie miałem kolejnej lekcji ze Sky, co mnie rozczarowuje. Ale nie wiem dlaczego. Wygląda na to, że nie potrafimy przeprowadzić rozmowy bez zakończenia jej kłótnią, lecz to nie powstrzymuje mnie przed chęcią ponownej rozmowy.

Zostawiam moje książki w szafce, nadal nie mając pewności czy jutro wrócę. Biorę moje kluczyki i kieruję się na parking. Jestem parę metrów od mojego samochodu, kiedy unoszę wzrok i dostrzegam opierającego się o niego Graysona. Zatrzymuję się i diagnozuję tę sytuację. On przygląda mi się chłodno, ale jest sam. Nie wiem czego on chce ani dlaczego dotyka moje auta.

- Grayson, cokolwiek to jest, nie jestem zainteresowany. Daj sobie spokój. – Nie jestem teraz w nastroju na niego i on naprawdę musi odsunąć się od mojego samochodu.

- Wiesz co – odzywa się, odpychając się nogą od mojego auta. Zakłada ramiona na klatce piersiowej i podchodzi do mnie. – Naprawdę chciałbym móc dać spokój, Holder. Ale z jakiegoś powodu wydajesz się być tak skupiony na moich sprawach, że naprawdę uniemożliwiasz mi danie sobie spokoju.

Stoi teraz w zasięgu mojej pięści, co nie jest z jego strony zbyt mądre. Nie odrywam spojrzenia od jego oczu, ale kątem oka obserwuję jego ręce.

- Jesteś z powrotem od mniej niż doby czasu i już zaczynasz – mówi, głupio podchodząc do mnie jeszcze bliżej. – Sky jest dla ciebie niedostępna, Holder. Nie rozmawiaj z nią. Nie patrz na nią. – Nie mogę uwierzyć, że nadal pozwalam mu gadać. – Nawet się do niej nie zbliżaj. Nie potrzebuję, żeby kolejna moja dziewczyna zabiła się przez ciebie.

Jestem w tym momencie.

Momencie, kiedy racjonalne myśli są zagłuszone przez gniew.

Momencie, kiedy sumienie osoby jest pohamowane przez wściekłość.

Momencie, kiedy pojawia się wizja wyładowania każdego uczucia, którego tłumiłem przez trzynaście miesięcy i to faktycznie wydaje się być dobre. Jego twarz czułaby się teraz tak dobrze przy mojej pięści, a myśl o tym sprawia, że się uśmiecham, zaciskając pięści i nabierając tchu.

Ale Grayson szybko staje się refleksją, gdy patrzę przez jego ramię i widzę po drugiej stronie parkingu Sky wsiadającą do jej samochodu. Nawet nie rozgląda się po parkingu w poszukiwaniu Graysona. Po prostu wsiada do swojego auta, zamyka drzwi i odjeżdża.

W tamtej chwili zdaję sobie sprawę, że on jest pełen bzdur.

Nie siedzieli razem na lunchu.

Nie było jej z nim na imprezie w sobotni wieczór.

Nie czeka na niego po szkole.

Nawet nie szuka go teraz na parkingu.

Wszystko się układa w całość, jak Grayson odsuwa się, oceniając moją reakcję, czekając, aż złapię jego przynętę. Sky na nim nie zależy. Dlatego on jest taki wkurzony, że rozmawiałem z nią w korytarzu. On ją nic nie obchodzi, a on nie chce, żebym o tym wiedział.

On nie jest tego wart, powtarzam sobie.

Przyglądam się jak Sky wyjeżdża z parkingu, po czym powoli skupiam się znowu na Graysonie. Jestem dziwnie spokojny po tej nowej świadomości, ale jego szczęka jest zaciśnięta mocniej niż jego pięści. On chce, żebym z nim walczył. Chce, żebym został wywalony ze szkoły.

Nie zasługuje na dostanie ani jednej rzeczy, której chce.

Podnoszę ramię. Jego oczy wędrują do mojej ręki i unosi własne w obronie. Kieruję pilot w stronę mojego samochodu i przyciskam guzik, odblokowując drzwi. W ciszy mijam go i wsiadam do mojego auta, potem wyjeżdżam z parkingu bez dawania mu reakcji, na którą miał nadzieję.

Pieprzyć go. Nie jest tego wart.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz