3.8.14

Losing Hope - rozdział dwudziesty ósmy i pół


Les,

Jest czwartkowy wieczór. Nie odezwałem się do niej od poniedziałku. Nie mogę nawet na nią patrzeć, bo tak bardzo to boli. Wciąż nie wiem, co robić i im dłużej się to ciągnie, tym na większego dupka wychodzę. Ale za każdym razem, kiedy nabieram odwagi, by z nią porozmawiać, nie mam pojęcia co powiedzieć. Powiedziałem jej, że zawsze będę z nią szczery, a to jest coś, w czym nie mogę być z nią szczery.

Starałem się rozgryźć dlaczego Karen zrobiłaby coś takiego, ale nie ma ani jednego prawidłowego usprawiedliwienia w całym świecie, które mogłoby wytłumaczyć zabranie czyjegoś dziecka. Pomyślałem nawet o możliwości, że tata Hope może tak naprawdę jej nie chciał, więc ją oddał. Ale wiem, że to nieprawda, ponieważ przez wiele miesięcy robił, co mógł, żeby ją znaleźć.

Po prostu nie mogę tego rozgryźć. Nie wiem nawet czy muszę. Dopóki nie wpadłem do jej życia dwa tygodnie temu, to była szczęśliwa. Jeżeli teraz nie odejdę, to wszystko to zrujnuję.

Ironiczne, prawda? Odszedłem od niej trzynaście lat temu i zrujnowałem jej życie. Teraz, jeśli zadecyduję, że od niej nie odejdę, to znowu zrujnuję jej życie.

To pokazuje, że wszystko co robię jest beznadziejne. Jebanie beznadziejne.

H

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz