Les,
Jest czwartkowy wieczór. Nie odezwałem się do niej od poniedziałku.
Nie mogę nawet na nią patrzeć, bo tak bardzo to boli. Wciąż nie wiem, co robić
i im dłużej się to ciągnie, tym na większego dupka wychodzę. Ale za każdym
razem, kiedy nabieram odwagi, by z nią porozmawiać, nie mam pojęcia co
powiedzieć. Powiedziałem jej, że zawsze będę z nią szczery, a to jest coś, w
czym nie mogę być z nią szczery.
Starałem się rozgryźć dlaczego Karen zrobiłaby coś takiego, ale nie ma
ani jednego prawidłowego usprawiedliwienia w całym świecie, które mogłoby
wytłumaczyć zabranie czyjegoś dziecka. Pomyślałem nawet o możliwości, że tata
Hope może tak naprawdę jej nie chciał, więc ją oddał. Ale wiem, że to
nieprawda, ponieważ przez wiele miesięcy robił, co mógł, żeby ją znaleźć.
Po prostu nie mogę tego rozgryźć. Nie wiem nawet czy muszę. Dopóki nie
wpadłem do jej życia dwa tygodnie temu, to była szczęśliwa. Jeżeli teraz nie
odejdę, to wszystko to zrujnuję.
Ironiczne, prawda? Odszedłem od niej trzynaście lat temu i zrujnowałem
jej życie. Teraz, jeśli zadecyduję, że od niej nie odejdę, to znowu zrujnuję
jej życie.
To pokazuje, że wszystko co robię jest beznadziejne. Jebanie
beznadziejne.
H
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz