3.8.14

Losing Hope - rozdział dwunasty


Nie potrafiłem znowu zasnąć po koszmarze. Jestem rozbudzony od drugiej nad ranem, a teraz jest po szóstej.

Siadam na chodniku, kiedy docieram do jej domu. Wyciągam przed sobą nogi i pochylam się do przodu, chwytając za moje buty i rozciągając mięśnie w plecach. Jestem spięty od wielu dni i nic nie wydaje mi się pomagać.

Zanim poszedłem wczoraj spać nie miałem żadnego zamiaru dzisiaj z nią biegać. Ale siedziałem rozbudzony od ponad czterech godzin i jedyna rzecz, która choć trochę mi pasowała była myślą o ponownym zobaczeniu Sky.

Również nie miałem zamiaru wracać dzisiaj do szkoły, ale wydaje się być to bardziej interesujące niż siedzenie cały dzień w domu. Czuję się jakbym żył z minuty na minutę odkąd wróciłem z Austin w zeszłym tygodniu. Z jednej chwili na drugą nie jestem pewien co robię, gdzie będę czy nawet w jakim nastroju będę.

Nie lubię tej niestabilności.

Także nie lubię tego, że dzisiaj znowu jestem pod jej domem, czekając aż wyjdzie na poranny bieg. Nie lubię tego, że wciąż czuję potrzebę by być w jej towarzystwie. Nie lubię faktu, że nie chce aby uwierzyła w dotyczące mnie plotki. Gówno mnie obchodzi, kiedy inni w nie wierzą. Dlaczego obchodzi mnie czy ona w nie wierzy?

Nie powinno tak być. Powinienem wrócić po prostu do domu i pozwolić jej wierzyć w cokolwiek chce wierzyć.

Podnoszę się, żeby namówić się do odejścia, ale i tak stoję tam i na nią czekam. Wiem, że muszę odejść i wiem, że nie chcę wiązać z kimś, kto jest choćby trochę zainteresowany Graysonem, ale nie potrafię tego zrobić. Nie potrafię odejść, ponieważ o wiele bardziej chcę znowu ją zobaczyć niż odejść.

Z boku jej domu dochodzi dźwięk, więc podchodzę tam kilka kroków, żeby spojrzeć. Ona wychodzi ze swojego okna, głową do przodu.

Zaledwie zobaczenie jej ponownie, nawet z dystansu, przypomina mi dlaczego tak bardzo chcę być w jej towarzystwie. Minęło tylko parę dni, ale od chwili, jak ją poznałem, bez względu na to gdzie jestem, ciągle o niej myślę. Moja uwaga ciągle skierowana jest w jej stronę, tak jakbym był kompasem, a ona moją północą.

Kiedy już znajduje się na zewnątrz, zatrzymuje się i unosi wzrok do nieba, wciągając głęboki wdech. Robię w jej stronę parę niepewnych kroków. - Zawsze wychodzisz przez okno czy po prostu miałaś nadzieję, że mnie unikniesz?

Obraca się z szeroko otwartymi oczami. Staram się nie spuszczać wzroku poniżej jej szyi, ale trudno jest się nie gapić na rzecz, w których widziałem, że biega.

Patrz na jej twarz, Holder. Możesz to zrobić.

Zerka na mnie, ale nie patrzy mi w oczy. Skupia spojrzenie na moim brzuchu i jestem ciekawy, czy to dlatego, że podoba jej się, iż nie mam na sobie koszulki, czy dlatego, że tak bardzo mnie nie znosi, iż trudno jest jej spojrzeć mi w oczy. - Gdybym próbowała cię uniknąć, po prostu zostałabym w łóżku. – Mija mnie i siada na chodniku.

Nie cierpię tego, że jej głos robi mojemu ciału rzeczy, których żaden inny głos nigdy by nie potrafił. Ale również to uwielbiam i chcę, żeby ona dalej mówiła, nawet jeśli jest przez większość czasu nieuprzejma.

Przyglądam się jak wyciąga przed sobą nogi i zaczyna się rozciągać. Wydaje się dzisiaj dość spokojna, pomimo faktu, że się pojawiłem. Tak jakby spodziewałem się, że każe mi pójść do piekła po wczorajszej rozmowie na korytarzu.

- Nie byłem pewny, czy się pojawisz – mówię, zajmując miejsce przed nią na chodniku.

Unosi głowę i tym razem patrzy mi w oczy. – Czemu miałabym tego nie zrobić? To nie ja mam problemy. Poza tym żadne z nas nie jest właścicielem drogi.

Problemy?

Uważa, że mam problemy?

To nie ja karmię się plotkami, tak jak ona. Również nie ja zostawiam kartki na jej szafce ani nie jestem jednym z wielu ludzi w szkole, którzy traktują ją jak śmiecia. Jeśli już, to jestem jednym z kilku ludzi, którzy są dla niej mili.

Ale ona sądzi, że to ja mam problemy?

- Podaj mi ręce – mówię, odzwierciedlając jej pozycję. - Też muszę się rozciągnąć.

Posyła mi zaciekawione spojrzenie, ale łapie mnie za ręce i odchyla się, ciągnąc mnie do przodu.

- Dla przypomnienia – mówię. – To nie ja miałem wczoraj problem.

Czuję jak bardziej się odchyla, zaciskając chwyt na moich nadgarstkach. - Insynuujesz, że to ja mam problem? – pyta.

- A nie?

- Wyjaśnij – mówi. – Nie lubię nieprecyzyjności.

Ona nie lubi nieprecyzyjności.

Zabawne, bo ja też nie. Lubię prawdę i dokładnie to chcę pokazać tej dziewczynie. – Sky, jeśli jest jedna rzecz, którą powinnaś o mnie wiedzieć to taka, że nie jestem nieprecyzyjny. Powiedziałem ci, że zawsze będę z tobą szczery, a dla mnie nieprecyzyjność jest tym samym co nieszczerość. – Zmieniam pozycje i ciągnę ją do przodu, odchylając się do tyłu.

- To całkiem nieprecyzyjna odpowiedź – odpowiada.

- Nie zadano mi pytania. Powiedziałem ci wcześniej, jeśli chcesz coś wiedzieć, po prostu zapytaj. Wydajesz się myśleć, że mnie znasz, jednak nigdy faktycznie o nic sama mnie nie zapytałaś.

- Nie znam cię – mówi gniewnie.

Śmieję się, bo ona ma absolutną rację. Wcale mnie nie zna, ale zdecydowanie wygląda na to, że szybko jest jej osądzać.

Nie wiem dlaczego w ogóle się nią przejmuję. Ona najwyraźniej nie chce, żebym się nią przejmował. Powinienem po prostu odejść i pozwolić jej myśleć to, co chce do diabła myśleć.

Puszczam jej dłonie i wstaję. – Zapomnij – mruczę, odwracając się, by odejść. Choć bardzo lubię przebywać w jej towarzystwie, to jest limit rzeczy, które wytrzymuję.

- Czekaj – mówi, idąc za mną.

Szczerze spodziewałem się, że pozwoli mi odejść. Usłyszenie słowa „czekaj” z jej ust i wiedza, że idzie za mną robi tę rzecz w mojej klatce piersiowej, która sprawia, że znowu wydaje się być żywa i wkurza mnie to, bo nie chcę, żeby ona miała na mnie taki efekt. – Co takiego powiedziałam? – pyta, doganiając mnie. - Nie znam cię. Czemu znowu się na mnie wkurzasz?

Wkurzam?

Jej wybór słów sprawia, że chcę się uśmiechnąć, ale fakt, że ona nie zdaje sobie sprawy, iż to ona od dwóch dni jest wkurzona cholernie mnie irytuje. Zatrzymuję się i odwracam do niej, podchodząc do niej dwa kroki.

- Chyba po spędzeniu z tobą czasu przez ostatnich parę dni pomyślałem, że dostanę od ciebie lekko inną reakcję w szkole. Dałem ci mnóstwo okazji, żebyś zapytała mnie cokolwiek chcesz, lecz z jakiegoś powodu chcesz uwierzyć we wszystko, co usłyszysz, pomimo faktu, że nigdy nie usłyszałaś tego ode mnie. A że wychodzi to od kogoś z jej własną częścią plotek, myślałem, że będziesz trochę mniej krytyczna.

Mruży oczy i kładzie ręce na biodrach. - Więc o to chodzi? Myślałeś, że zdzirowata nowa dziewczyna będzie współczuć bijącemu gejów dupkowi?

Jęczę z frustracji. Nienawidzę jak odnosi się do siebie w taki sposób. – Nie rób tego, Sky.

Podchodzi do mnie o krok. - Czego nie mam robić? Nazywać ciebie bijącym gejów dupkiem? Okej. Wypróbujmy tę twoją politykę szczerości. Pobiłeś czy nie pobiłeś tego ucznia w zeszłym roku tak mocno, że spędziłeś rok w poprawczaku?

Chcę złapać ją za ramiona i potrząsnąć nią z czystej frustracji. Dlaczego ona nie widzi tego, że zachowuje się jak każdy inny? Wiem, że ona nie jest taka jak oni, więc w ogóle nie rozumiem jej zachowania. Każdy, kto potrafi odrzucać plotki o sobie nie jest typem osoby, która mogłaby je rozpowszechniać. Więc dlaczego, do diabła, ona w nie wierzy?

Patrzę jej twardo w oczy. - Kiedy powiedziałem nie rób tego, nie nawiązywałem do twojego obrażania mnie. Nawiązywałem do twojego obrażania samej siebie. – Zmniejszam przepaść między nami, a kiedy to robię ona nabiera mały wdech powietrza i zamyka usta. Zniżam głos i potwierdzam jedyną część plotki, która jest prawdziwa. – I tak. Złoiłem mu tyłek, a gdyby ten sukinsyn stał teraz przede mną, zrobiłbym to znowu.

Wpatrujemy się w siebie w ciszy. Ona patrzy na mnie z mieszanką gniewu oraz strachu i nienawidzę tego, że czuje te emocje. Powoli robi krok do tyłu, tworząc między nami przestrzeń, ale nie przerywa stanowczego spojrzenia.

- Nie chcę dzisiaj z tobą biegać – mówi bezbarwnie.

- Ja też nie bardzo chcę z tobą biec.

Odwracam się w tym samym czasie, co ona i natychmiast odczuwam żal. Nic nie osiągnąłem, przychodząc dziś tutaj. Jeśli już to jeszcze bardziej pogorszyłem sprawy między nami. Nie powinienem musieć mówić jej, że większość tego co ona myśli, że o mnie wie, jest fałszywa. Nie powinienem musieć komukolwiek się tłumaczyć i ona też nie powinna.

Ale żałuję, że się nie wytłumaczyłem, bo chcę, żeby ona wiedziała, że ja nie jestem takim facetem.

Po prostu nie wiem dlaczego chcę, aby ona to wiedziała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz