Te kilka ostatnich
tygodni robienia wszystkiego w mojej mocy, żeby jej unikać zabrało mi całą siłę
i już nie mogę tego robić. Myślałem, że trzymając się od niej z daleka jestem
silny, ale nie przebywanie w jej towarzystwie czyni mnie słabszym, niż kiedykolwiek.
Wiem, że nie powinno mnie tutaj być i wiem, że ona mnie tutaj nie chce, ale
muszę ją zobaczyć. Muszę ją usłyszeć, muszę ją dotknąć, muszę poczuć ją przy
sobie, ponieważ tamten weekend, który z nią spędziłem był jedynym czasem odkąd
odszedłem od niej trzynaście lat temu, kiedy naprawdę spojrzałem do przodu.
Nigdy wcześniej nie
patrzyłem do przodu. Zawsze oglądałem się do tyłu. O wiele za dużo myślę o
przeszłości, myślę o tym co powinienem był zrobić, o wszystkim, co zrobiłem źle
i nigdy w życiu nie spojrzałem do przodu. Przebywanie z nią skłoniło mnie do
myślenia o dniu jutrzejszym i dniu następnym, i następnym, i następnym roku, i
wieczności. Tego właśnie teraz potrzebuję, ponieważ jeśli nie będę mógł jej raz
jeszcze przytulić… boję się, że znowu obejrzę się do tyłu i przeszłość
całkowicie mnie pochłonie.
Chwytam parapet
okienny i zamykam oczy. Wciągam kilka razy powietrze, by spróbować uspokoić
tętno i drżenie, które panuje teraz nad moimi dłońmi.
Nie cierpię tego,
że zawsze pozostawia niezamknięte okno. Unoszę je i odsuwam zasłony, po czym
wspinam się do środka. Zastanawiam się czy powiedzieć coś, by wiedziała, że
jestem w jej pokoju, ale również nie chcę jej przestraszyć, jeżeli śpi.
Odwracam się,
zamykam okno i podchodzę do jej łóżka, po czym powoli się na nim układam. Ona
odwrócona jest w drugą stronę, więc unoszę kołdrę i kładę się obok niej. Jej
postawa natychmiast sztywnieje i podnosi ręce do twarzy. Wiem, że nie śpi i
wiem, że ona wie, że to ja wszedłem do jej łóżka, lecz świadomość, iż to ją przeraża
całkowicie mnie załamuje.
Boi się mnie. Nie
oczekiwałem, że jej reakcją będzie strach. Gniew, tak. Wolałbym, żeby była na
mnie teraz wściekła, a nie żeby się mnie bała.
Jeszcze nie mówi
mi, żebym wyszedł, a nie sądzę, że bym nawet mógł, gdyby o to poprosiła. Muszę
poczuć ją w swoich ramionach, więc przysuwam się do niej i wsuwam ramię pod jej
poduszkę. Oplatam ją drugim ramieniem i splatam palce z jej palcami, chowając
twarz w jej szyi. Jej zapach, skóra i czucie bicia jej serca przy naszych
dłoniach jest dokładnie tym czego potrzebuję, dzisiejszej nocy bardziej niż
kiedykolwiek wcześniej potrzebuję wiedzieć, że nie jestem sam, nawet jeśli ona
nie ma pojęcia jak bardzo pomaga mi to, że pozwala mi się trzymać.
Całuję ją
delikatnie w bok głowy i przyciągam bliżej. Nie zasługuję by znowu być w jej
łóżku ani jej życiu po tym wszystkim, przez co ją przeprowadziłem. W tej chwili
pozwala mi tu być. Nie zamierzam myśleć, co może zdarzyć się w ciągu następnych
minut. Nie zamierzam myśleć, co wydarzyło się w przeszłości. Nie patrzę do
przodu ani do tyłu. Po prostu ją
trzymam i o tym myślę. W tej chwili. O niej.
Nie odezwała się od
niemal pół godziny, ja również. Nie przepraszam jej, ponieważ nie zasługuję na
jej przebaczenie i nie dlatego tutaj jestem. Nie mogę jej powiedzieć, co stało
się w dzień lunchu, ponieważ nie chcę, żeby jeszcze wiedziała. Nie mam pojęcia,
co powiedzieć, więc tylko ją trzymam. Całuję jej włosy i dziękuję jej w duchu,
że pomaga mi znowu oddychać.
Zginam ramię w
łokciu i mocniej ją przytulam. Staram się nie rozpaść. Tak bardzo się staram.
Ona wciąga powietrze, po czym odzywa się do mnie po raz pierwszy od prawie
miesiąca. – Jestem na ciebie taka wściekła – szepcze.
Zaciskam powieki i
rozpaczliwie przyciskam wargi do jej skóry. – Wiem, Sky. – Obejmuję ją dłonią,
by przyciągnąć jeszcze bliżej. – Wiem.
Jej palce
przesuwają się pomiędzy moimi i ściska moją rękę. Ścisnęła tylko moją dłoń,
lecz ten jeden, mały gest znaczy teraz dla mnie więcej niż ja mógłbym
kiedykolwiek dać jej w zamian. Świadomość, że mnie uspokaja, nawet w
najmniejszy sposób, jest czymś więcej niż zasługuję.
Przyciskam usta do
jej ramienia i lekko całuję. – Wiem – szeptam raz jeszcze, wycałowując drogę po
jej szyi. Reaguje na mój dotyk i pocałunki, a ja chcę zostać tutaj na wieki. Chciałbym
móc zatrzymywać czas. Chcę zatrzymać przeszłość oraz przyszłość i skupić się na
tym momencie, na zawsze.
Wyciąga rękę i
przesuwa nią po mojej potylicy, jeszcze mocniej przyciskając do swojej szyi.
Ona chce mnie tutaj. Potrzebuje mnie tutaj tak bardzo, jak ja potrzebuję tutaj
być i wiedza o tym wystarcza, by zatrzymać czas na krótką chwilę.
Unoszę się obok
niej i delikatnie ciągnę za jej ramię, dopóki nie leży na plecach, patrząc na
mnie z dołu. Odsuwam włosy z jej oczu i spoglądam na nią. Tak bardzo za nią
tęskniłem i tak bardzo się boję, że wróci jej zdrowy rozsądek i każe mi wyjść.
Boże, brakowało mi jej. Jakim cudem mogłem myśleć, że odejście od niej będzie
dobre dla któregokolwiek z nas?
- Wiem, że jesteś
na mnie wściekła – mówię, sunąc ręką po jej szyi. - Potrzebuję, żebyś była na mnie
wściekła, Sky. Ale sądzę, że jeszcze bardziej potrzebuję byś dalej chciała mnie
tutaj ze sobą.
Nie odrywa ode mnie wzroku i leciutko
kiwa głową. Opuszczam czoło na jej czoło i obejmuję dłońmi jej twarz, a ona
robi to samo mnie.
- Jestem na ciebie wściekła, Holder –
mówi. - Ale bez względu
na to jak byłam wściekła, ani przez jedną sekundę nie przestałam chcieć ciebie
tutaj ze mną.
Te słowa pozbawiają mnie tchu w tej
samej chwili co wypełniają moje płuca jej powietrzem. Ona chce mnie tutaj i
jest to najlepsze pieprzone uczucie na świecie. – Jezu, Sky. Tak cholernie za tobą tęskniłem. – Czuję się, jakby była
moim kołem ratunkowym i jeśli zaraz jej nie pocałuję, to umrę.
Opuszczam głowę i przyciskam wargi do
jej ust. Oboje nabieramy głębokiego tchu w chwili, kiedy spotykają się nasze
usta. Obejmuje dłońmi moją szyję i przyciąga mnie do siebie, witając mnie z
powrotem w swoim życiu. Nasze usta rozpaczliwie przyciskają się do siebie, ale
nasze wargi są całkowicie nieruchome i oboje staramy się wciągnąć jeszcze jeden
wdech. Odsuwam się nieznacznie, bo czując ją pod sobą i mając przy sobie jej
chętne usta, czuję się obezwładniony. W całym moim osiemnastoletnim życiu nic
nigdy nie wydawało się tak idealne. Gdy tylko odrywam od niej usta, ona patrzy
w moje oczy i splata ręce na moim karku. Unosi się lekko z łóżka, przybliżając
wargi do moich ust. Tym razem to ona całuje mnie,
delikatnie rozdzielając moje usta wargami. Kiedy spotykają się nasze języki,
jęczy cicho i przyciskam ją do materaca, teraz całując ją.
Przez następnych kilka minut jesteśmy
zatraceni w czymś, co wydaje się być doskonałą doskonałością. Czas całkowicie
się zatrzymał, a kiedy się całujemy myślę tylko o tym, że właśnie to ratuje
ludzi. Takie momenty z ludźmi takimi jak ona sprawiają, że warto cierpieć. To
takie momenty sprawiają, że ludzie patrzą do przodu i nie mogę uwierzyć, że
pozwoliłem sobie na brak tego przez miesiąc.
Wiem, że powiedziałem jej, iż nigdy
wcześniej nie była naprawdę całowana, ale aż do tej chwili nie miałem pojęcia,
że to ja nigdy nie byłem naprawdę
całowany. Nie w taki sposób. Każdy pocałunek, każdy ruch, każdy jęk, każdy
dotyk jej dłoni na mojej skórze. Ona jest moim ratunkiem. Moją Hope.
I już nigdy więcej od niej nie
odejdę.
***
Słyszę jak zamykają się drzwi jej
sypialni, więc wiem, że zaraz przyłapie mnie na przyrządzaniu dla niej
śniadania. Wciąż nie wytłumaczyłem, co jej robiłem przez ostatni miesiąc i nie
jestem pewien czy potrafię, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby to
zaakceptowała, ale nie wybaczyła. Bez względu na to, co stało się między nami
zeszłej nocy, wciąż nie zasługuję na jej wybaczenie i szczerze mówiąc, ona nie
jest typem dziewczyny, która znosiłaby to, przez co ją przeprowadziłem. Jeśli
mi wybaczy, będę się czuł jakby robiła kompromis z własną siłą. Nie chcę, żeby
robiła z czymkolwiek kompromis z mojego względu.
Wiem, że stoi za mną. Zanim wszystko
co zrobiłem do niej dotrze, staram się wyjaśnić fakt, dlaczego znowu udomowiłem
się w jej kuchni.
- Wyszedłem wcześnie rano – mówię,
wciąż stojąc do niej plecami – bo bałem się, że wejdzie twoja mama i pomyśli,
że próbowałem cię zapłodnić. Potem, kiedy poszedłem biegać, znowu minąłem twój
dom i zorientowałem się, że nie było nawet jej auta i przypomniałem sobie, jak
mówiłaś, że ona ma te dni handlowe w pierwszy weekend każdego miesiąca. Więc
postanowiłem iść na zakupy, ponieważ chciałem zrobić ci śniadanie. Również
kupiłem zakupy na obiad i kolację, ale może dzisiaj powinniśmy brać każdy
posiłek po kolei.
Obracam się do niej i nie wiem czy to
przez to, że spędziłem ostatnie kilka tygodni będąc tak daleko od niej czy co,
ale jest najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem. Lustruję ją
wzrokiem, orientując się, że po raz pierwszy zakochałem się w kawałku ubrania.
Co on stara się mi zrobić, do diabła?
- Wszystkiego najlepszego – mówię
swobodnie, próbując nie pokazywać jej jak działa na mnie oglądanie jej w tym
ubraniu. - Naprawdę podoba mi się ta sukienka. Kupiłem prawdziwe mleko, chcesz
trochę? – Biorę szklankę i nalewam jej trochę mleka, przysuwając ją do niej.
Ostrożnie przygląda się mleku, ale nie daję jej czasu na wypicie. Widzenie tych
warg i tych ust, i… kurde.
- Muszę cię pocałować – mówię,
podchodząc do niej szybko. Biorę jej twarz w dłonie. - Twoje usta były
ostatniej nocy tak idealne, że boję się, iż wszystko sobie przyśniłem. – Spodziewam
się, że będzie się opierać, ale tego nie robi. Zamiast tego spotykam się z
chętną perfekcyjnością, kiedy łapie rękoma moją koszulkę i odwzajemnia
pocałunek. Świadomość, że nadal mnie pragnie po tym wszystkim, przez co ją
przeprowadziłem, sprawia, że jeszcze bardziej ją doceniam. A świadomość, że
wciąż mam z nią szansę?
Że nadal mogę tak ją całować?
To prawie za dużo.
Odsuwam się od niej, uśmiechając. – Nie.
Nie przyśniłem sobie tego.
Raz jeszcze odwracam się do kuchenki,
by przestać koncentrować się na jej ustach na tyle długo, żeby nałożyć jej
jedzenie na talerz. Mam tyle jej do powiedzenia, a nie wiem gdzie czy jak
zacząć. Niosę talerze do kontuaru, przy którym siedzi.
- Wolno nam grać w Gościa na
Obiedzie, chociaż to śniadaniowy czas? – pytam ją.
Potakuje. – Jeśli mogę zadać pierwsze
pytanie.
Nie uśmiecha się. Nie uśmiechnęła się
do mnie od miesiąca. Nie cierpię tego, iż jestem powodem, dla którego już się
nie uśmiecha.
Odkładam widelec na talerz i podnoszę
dłonie, składając je pod brodą. – Myślałem nad pozwoleniem ci na wszystkie pytania – mówię.
- Potrzebuję odpowiedzi tylko na
jedno – odpowiada.
Wzdycham, wiedząc na pewno, że
potrzebuje więcej niż jednej odpowiedzi. Ale fakt, że chce tylko odpowiedzi na
jedno pytanie skłania mnie do sądzenia, że zapyta mnie o bransoletkę. A na to
pytanie nie chcę jeszcze udzielać odpowiedzi.
Pochyla się do przodu i przygotowuję
się na jej pytanie.
- Od jak dawna zażywasz narkotyki,
Holder?
Natychmiast podnoszę na nią wzrok,
nie spodziewając się takiego pytania. Pochodzi z tak dalekiego obszaru, że nie
odrywam od niej spojrzenia, ale przypadkowość pytania sprawia, że chcę
wybuchnąć śmiechem. Może powinienem być zaniepokojony faktem, iż moje
zachowanie dało jej tak absurdalną myśl, ale czuję jedynie ulgę.
Staram się. Staram się tak mocno nie
roześmiać, ale gniew w jej oczach jest uroczy. Uroczy, piękny i szczery, a ja
czuję ogromną ulgę. Muszę odwrócić od
niej wzrok, bo staram się jak mogę, żeby nie uśmiechnąć. Ona jest teraz taka
poważna, ale niech to szlag. No nie mogę.
Mój uśmiech w końcu się ujawnia i
wybucham śmiechem. Jej oczy stają się wścieklejsze, co sprawia, że śmieję się
jeszcze mocniej. – Narkotyki? –
Próbuję przestać, ale im więcej myślę o tym, jak wpływało to na nas przez
ostatni miesiąc, tym mocniej się śmieję. – Myślisz, że zażywam narkotyki?
Jej mina wcale się nie zmienia. Jest
wkurzona. Wstrzymuję wdech, by powstrzymać śmiech, aż jestem w stanie utrzymać
spokojną twarz. Pochylam się i biorę ją za rękę, patrząc jej prosto w oczy. -
Nie zażywam narkotyków, Sky. Przysięgam. Nie wiem dlaczego tak pomyślałaś, ale
przyrzekam.
- Więc co, do diabła, jest z tobą nie
tak? – pyta gniewnie.
Cholera. Nienawidzę tej jej miny.
Jest zraniona. Rozczarowana. Zmęczona. Nie jestem pewien, do której odnosi się
części mojego niewytłumaczalnego, niekonsekwentnego zachowania, ale naprawdę
nie mam pojęcia jak na to odpowiedzieć. Co jest
ze mną nie tak? Co nie jest ze
mną nie tak?
- Możesz być trochę mniej
nieprecyzyjna? – pytam.
Wzrusza ramionami. – Pewnie. Co nam
się stało i dlaczego zachowujesz się, jakby to nigdy się nie wydarzyło?
Cholera. To boli. Myśli, że zmiotłem
pod dywan wszystko, co się między nami stało? Chcę jej wszystko wyznać. Chcę
jej powiedzieć jak wiele dla mnie znaczy i że to był jeden z najtrudniejszych
miesięcy w moim życiu. Chcę opowiedzieć jej o Les, o niej i o mnie, i jak
cholernie boli, że mnie nie pamięta. Jak może zapomnieć o tak znaczącej części
swojego życia?
Może Les i ja nie byliśmy dla niej
tak ważni, jak myślałem. Patrzę na mój tatuaż. Przesuwam palcem po H, O, P, E,
marząc o tym by sobie przypomniała. Z drugiej strony, gdyby sobie przypomniała…
znałaby również znaczenie tego tatuażu. Wiedziałaby, że ją zawiodłem.
Przypomniałaby sobie, że wszystko co zdarzyło się w jej życiu przez ostatnie
trzynaście lat było bezpośrednim wynikiem mojego działania.
Patrzę jej w oczy i odpowiadam jej
najszczerszą odpowiedzią, jaką mogę jej dać. - Nie chciałem cię zawieść, Sky.
Zawiodłem w życiu wszystkich, którzy mnie kochali, a po tym dniu na lunchu
wiedziałam, że ciebie też zawiodłem. Więc… odszedłem, zanim mogłabyś zacząć
mnie kochać. W innym wypadku jakikolwiek wysiłek, żeby cię nie rozczarować
byłby beznadziejny.
Jej oczy zachodzą rozczarowaniem.
Wiem, że znowu jestem nieprecyzyjny, ale nie mogę jej powiedzieć. Nie teraz.
Dopóki nie będę wiedział na pewno, że sobie z tym poradzi.
- Dlaczego nie możesz tego
powiedzieć, Holder? Dlaczego nie możesz po prostu przeprosić?
Ból w jej głosie chwyta mnie za
serce. Patrzę jej prosto w oczy, by wiedziała jak ważne jest dla mnie, żeby
nigdy nie zaakceptowała tego, jak ją potraktowałem. – Nie przepraszam cię… bo
nie chcę, żebyś mi wybaczyła.
Od razu zamyka oczy, próbując
powstrzymać łzy. Nic co powiem nie sprawi, że będzie czuć się lepiej względem
tego, co się między nami wydarzyło. Puszczam jej rękę i podnoszę się, po czym
podchodzę do niej i ją podnoszę. Sadzam ją na kontuarze, byśmy byli na równym
poziomie wzrokowym. Może nie wierzyć w słowa, które wychodzą z moich ust, ale
potrzebuję, żeby mnie poczuła. Potrzebuję, by zobaczyła szczerość w moich
oczach i głosie, żeby wiedziała, iż nie chciałem jej zranić. Chciałem ją tylko
ochronić przed takim uczuciem, ale wszystko pogorszyłem.
- Kochanie, schrzaniłem. Schrzaniłem
z tobą więcej niż raz, wiem o tym. Ale uwierz mi, że to co wydarzyło się na lunchu
tamtego dnia nie było zazdrością, złością czy czymkolwiek innym, co miało cię
przestraszyć. Chciałbym powiedzieć ci, co się stało, ale nie mogę. Pewnego dnia
to zrobię, ale w tej chwili nie mogę i potrzebuję, żebyś to zaakceptowała.
Proszę. Nie przepraszam cię, ponieważ nie chcę, abyś zapomniała o tym co się
stało i nigdy nie powinnaś mi tego wybaczać. Nigdy. Nigdy mnie nie tłumacz, Sky.
Pochłania każde moje słowo i to w
niej kocham. Nachylam się, żeby ją pocałować i odsuwam się, kontynuując
mówienie tego, co muszę, kiedy nadal chce mnie wysłuchać.
– Powiedziałem sobie, żeby trzymać
się od ciebie z daleka i pozwolić ci być na mnie wściekłą, bo mam wiele
problemów, którymi jeszcze nie jestem gotowy podzielić się z tobą. I mocno
próbowałem trzymać się z daleka, ale nie potrafię. Nie jestem dość silny, żeby
zaprzeczać temu, co możemy mieć. A wczoraj w stołówce, kiedy przytulałaś
Breckina i śmiałaś się z nim? Dobrze było widzieć cię szczęśliwą, Sky. Ale
straszliwie chciałem być tym, kto cię tak rozśmiesza. Moje wnętrze rozdzierało
to, że myślałaś, iż mi na nas nie zależy albo, że spędzenie z tobą weekendu nie
było najlepszym weekendem w moim życiu. Ponieważ zależy mi i był najlepszy.
To był najlepszy pieprzony weekend w historii wszystkich weekendów.
Przesuwam dłońmi po jej włosach do
podstawy szyi i muskam kciukami linię jej szczęki. Muszę wciąż uspokajający
oddech, żeby mówić dalej, bo nie chcę jej przestraszyć. Muszę być po prostu z
nią szczery.
- To mnie dobija, Sky – mówię cicho.
– Dobija mnie to, bo nie chcę, żebyś zaczynała kolejny dzień nie wiedząc, co do
ciebie czuję. Nie jestem gotów powiedzieć ci, że jestem w tobie zakochany, bo
nie jestem. Jeszcze nie. Ale cokolwiek czuję – jest to o wiele więcej niż tylko
lubienie. O wiele więcej. Przez ostatnich parę tygodni próbowałem to
rozgryźć. Próbowałem rozgryźć to, czemu nie ma innych słów na tego opisanie.
Chcę ci dokładnie powiedzieć, co czuję, ale nie ma jednego cholernego słowa w
całym słowniku, który może opisać te uczucie między lubieniem cię a kochaniem,
ale potrzebuję tego słowa. Potrzebuję go, bo chcę, żebyś je usłyszała.
Całuję ją i odsuwam się, ale ona
dalej patrzy na mnie z niedowierzeniem. Całuję ją raz po raz, zatrzymując się
po każdym pocałunku, mając nadzieję, że jakoś odpowie. Nie obchodzi mnie czy
mnie spoliczkuje, odwzajemni pocałunki czy powie, że mnie kocha. Chcę tylko,
żeby zauważyła to wszystko, co jej powiedziałem. Ale ona wpatruje się we mnie
bez słowa, a ja robię się cholernie nerwowy.
- Powiedz coś – błagam.
Patrzy na mnie przez długi czas.
Staram się być cierpliwym. Ona zawsze jest ze mną cierpliwa, chociaż jest tak
błyskotliwa. Czego bym nie oddał, żeby teraz była trochę bardziej błyskotliwa.
Potrzebuję od niej reakcji.
Coś. Cokolwiek.
- Żyję[1]
– szepcze w końcu.
Nie tego spodziewałem się z jej ust,
ale przynajmniej to coś. Śmieję się i kręcę głową, zdezorientowany. – Co?
- Żyję. Jeśli zmieszasz słowa lubię i
kocham, wyjdzie ci żyję[2].
Możesz użyć tego słowa.
Nie tylko mnie rozumie i nie tylko się do mnie uśmiecha; ale właśnie dała mi
słowo, którego szukałem od chwili, jak natrafiłem na nią wzrokiem w sklepie
spożywczym.
Nie zasługuję na nią. Nie zasługuję
na jej zrozumienie i z pewnością nie zasługuję na to jak działa na moje serce.
Śmieję się i biorę ją w ramiona, przyciągając do swoich ust. - Żyję tobą, Sky –
mówię przy jej ustach. – Tak bardzo tobą żyję.
A choć idealnie te słowo brzmi, choć
idealnie opisuje moment, w którym tkwimy, wiem, że to kłamstwo.
Nie tylko nią żyję. Kocham ją. Kocham ją od dzieciństwa.
[1] Powtórka
z Hopeless, więc skopiuję przypis z tamtego tłumaczenia.
No więc pewnie zastanawiacie się skąd wyszło „żyję” z
połączenia „lubię” i „kocham”. Otóż po angielsku złączając „like” i „love”
wychodzi „live”. Niestety po polsku to już nie bardzo :P
[2] To samo
co u góry.
Tak, wiem, jak mało ma to sensu – właściwie żadnego…
Ale macie wytłumaczenie w poprzednim odnośniku, a ja, nawet jeślibym chciała,
nie mogę zmieniać treści książki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz