3.8.14

Losing Hope - rozdział trzydziesty pierwszy


- Co chcesz robić? – pytam.

- Nie obchodzimy mnie, co robimy – odpowiada Daniel.

- Mnie również.

Siedzimy na jego podjeździe. Opieram się o moje siedzenie, stopy trzymając na jego desce rozdzielczej. On siedzi w tej samej pozycji na miejscu kierowcy, tyle że jego dłoń zwisa swobodnie z kierownicy, a głowę opiera o zagłówek. Patrzy się przez okno i zachowuje się niezwykle nieobecnie.

- Co się z tobą dzieje? – pytam.

Dalej patrzy się przez okno i wzdycha, głęboko i rozpaczliwie. – Znowu zerwałem z Val – odpowiada z rozczarowaniem. – Jest szalona. Tak cholernie szalona.

- Myślałem, że dlatego ją kochasz?

- Ale dlatego również jej nie kocham. – Opuszcza nogę na podłogę i przysuwa siedzenie do przodu. – Jedźmy stąd. – Odpala samochód i zaczyna wycofywać się z podjazdu.

Zapinam pas bezpieczeństwa i zakładam na oczy okulary przeciwsłoneczne. – Co chcesz robić?

- Nie obchodzi mnie, co robimy – odpowiada.

- Mnie również.

***

- Czy Breckin jest w domu? – pytam jego matkę, która teraz przygląda się Danielowi w ten sam sposób co mnie, w zeszły piątek.

- Stajesz się tutaj regularnym gościem – mówi do mnie mama Breckina. W jej głosie nie kryje się żaden humor i szczerze mówiąc jest trochę przerażająca.

Stoimy w ciszy przez parę niezręcznych sekund, a ona wciąż nas nie zaprasza do środka. Daniel nachyla do mnie głowę. – Przytul mnie. Boję się.

Drzwi otwierają się szeroko i Breckin zajmuje miejsce mamy, kiedy ta odwraca się i odchodzi. Teraz on przygląda się podejrzliwie Danielowi. – Zdecydowanie nie zrobię tobie żadnych przysług – mówi do niego Breckin.

Daniel odwraca się do mnie, rzucając mi zdziwione spojrzenie. – Jest piątkowy wieczór, a ty przyprowadzasz mnie do domu puszka? – Potrząsa głową z rozczarowaniem. – Co nam się, do diabła, stało, stary? Co nam zrobiły te cholerne suki?

Patrzę na Breckina i wskazuję współczująco głową na Daniela. – Problem z dziewczyną. Pomyślałem, że może pomóc trochę Modern Warfare.

Breckin wzdycha, wywraca oczami, po czym odsuwa się na bok, żeby wpuścić nas do środka. Wchodzimy i Breckin zamyka za nami drzwi, następnie staje przed Danielem. – Jeszcze raz nazwiesz mnie puszkiem, to mój nowy, drugi najlepszy przyjaciel w całym szerokim świecie skopie ci tyłek.

Daniel uśmiecha się szeroko i przenosi na mnie spojrzenie. Mamy jedną z naszych bezgłośnych rozmów, gdzie mówi mi, że ten dzieciak nie jest taki zły. Uśmiecham się, całkowicie się z nim zgadzając.

***

- Niech no dobrze zrozumiem – mówi Breckin, próbując rozjaśnić wyznanie Daniela sprzed paru chwil. – Nie wiesz nawet jak ta dziewczyna wyglądała?

Daniel uśmiecha się chełpliwie. – Nie mam pojęcia.

- Jak miała na imię? – pytam.

Wzrusza ramionami. – Nie mam pojęcia.

Breckin odkłada dżojstik i obraca się do Daniela. – Jak, do diabła, wylądowałeś z nią w szafie wnękowej?

Twarz Daniela nadal zalana jest uśmiechem zadowolenia. Wygląda na tak z tego dumnego, iż jestem zszokowany, że dopiero teraz mi o tym wspomina.

- To zabawna historia, naprawdę – mówi. – W zeszłym roku nie miałem piątej lekcji. Błąd administracji, ale nie chciałem, żeby wiedzieli. Codziennie podczas piątej lekcji, kiedy wszyscy szli na swoje zaplanowane lekcje, ja chowałem się w szafie woźnego i drzemałem. Nigdy nie sprzątali tamtej części korytarza aż do końca wszystkich lekcji, więc nikt tam nie chodził.

- Było to jakieś sześć, siedem miesięcy temu, tuż przed końcem roku szkolnego, miałem sobie jedną z moich drzemek na piątej lekcji i niespodziewanie ktoś otwiera drzwi, wślizguje się do środka i potyka się o mnie. Nie widziałem, kim ona była, bo nigdy nie zapalałem światła, ale ona wylądowała dokładnie na mnie. Byliśmy w tej naprawdę kompromitującej pozycji, a ona pachniała bardzo dobrze i nie ważyła za dużo, więc nie przeszkadzało mi, że na mnie wylądowała. Objąłem ją i nie próbowałem jej z siebie zrzucić, bo tak przyjemne to było uczucie. Ale płakała – mówi, tracąc trochę podekscytowania w oczach. Opiera się o krzesło i kontynuuje. – Zapytałem jej co się stało, a ona powiedziała tylko „Nienawidzę ich”. Zapytałem kogo nienawidzi i odparła „Wszystkich. Nienawidzę wszystkich”. W tak smutny sposób to powiedziała, że zrobiło mi się jej żal, a jej oddech pachniał tak cholernie dobrze i dokładnie wiedziałem, co miała na myśli, bo ja też wszystkich nienawidzę. Więc wciąż ją obejmowałem i powiedziałem „Ja też wszystkich nienawidzę, Kopciuszku”. Nadal byliśmy w…

- Chwila, chwila, chwila – odzywa się Breckin, przerywając historię. – Nazwałeś ją Kopciuszkiem? Z jakiego cholernego powodu?

Daniel wzrusza ramionami. – Byliśmy w szafie woźnego. Nie znałem jej imienia, a tam były te wszystkie mopy, miotły i te inne, a to przypominało mi Kopciuszka, dobra? Daj mi spokój.

- Ale dlaczego jakkolwiek ją nazwałeś? – pyta Breckin, nie rozumiejąc zamiłowania Daniela do przypadkowych przezwisk.

Daniel przewraca oczami. – Nie znałem jej pieprzonego imienia, Einsteinie! A teraz przestań mi przerywać, dochodzę właśnie do dobrej części. – Znowu pochyla się do przodu. – Więc mówię do niej „Ja też wszystkich nienawidzę, Kopciuszku”. Nadal byliśmy w tej samej pozycji, było ciemno i szczerze mówiąc, to było dość gorące. Wiecie, brak wiedzy kim ona jest albo jak wygląda. Trochę tajemnicze. Potem po prostu się roześmiała, pochyliła i mnie pocałowała. Oczywiście odwzajemniłem pocałunek, bo już skończyłem drzemkę i nadal mieliśmy piętnaście minut na zabicie czasu. Całowaliśmy się przez resztę lekcji. Tylko to robiliśmy. Już nic do siebie nie powiedzieliśmy i nie zrobiliśmy nic więcej poza całowaniem. Gdy dzwonek zadzwonił, podniosła się i wyszła. Nie widziałem nawet jak wygląda.

Wpatruje się w podłogę z uśmiechem. Szczerze, nigdy nie widziałem by tak opowiadał o dziewczynie. Nawet o Val.

- Ale podobno mówiłeś, że była najlepszym seksem, jaki miałeś? – pyta Breckin, powracając do sedna, które rozpoczęło tą całą rozmowę.

Daniel raz jeszcze uśmiecha się chełpliwie. – Była. Okazuje się, że nie trudno było mnie potem znaleźć. Tydzień później znowu się pokazała. Światło w szafie jak zwykle było zgaszone, a ona weszła i zamknęła za sobą drzwi. Znowu płakała. Zapytała „Jesteś tutaj, dzieciaku?”. To jak nazwała mnie dzieciakiem sprawiło, że pomyślałem, iż mogła być nauczycielką i skłamałbym, gdybym powiedział, że to mnie nie podnieciło. Potem jedna rzecz doprowadziła do drugiej i powiedzmy, że stałem się jej Królewiczem z bajki na resztę godziny. I to był najlepszy seks, jaki kiedykolwiek miałem.

Breckin i ja wybuchamy śmiechem.

- Więc kim ona była? – pytam.

Daniel wzrusza ramionami. – Nigdy się nie dowiedziałem. Już więcej się potem nie pokazała i szkoła skończyła się parę tygodni później. Potem poznałem Val i moje życie wymknęło się spod kontroli. – Wypuszcza głęboki oddech i odwraca się do Breckina. – Czy to z mojej strony rasistowskie, jeśli naprawdę nie chcę słuchać o twoim gejowskim seksie?

Breckin śmieje się i rzuca dżojstikiem w Daniela. – Rasistowskie nie jest poprawnym określeniem, przygłupie. Homofobiczne oraz dyskryminacyjne, tak. I zrozumiałe. I tak bym wam nie powiedział.

Daniel spogląda na mnie. – Nie muszę nawet zgadywać kto jest twoim najlepszym – mówi. – To jak jesteś teraz złamany przez Sky jest chyba dość oczywiste.

Kręcę głową. – Cóż, mylisz się, bo nie tylko nigdy nie uprawiałem z nią seksu, ale również nigdy się nie całowaliśmy.

Daniel się śmieje, ale Breckin i ja nie, co szybko zamyka Daniela. – Proszę, powiedz mi, że robisz sobie jaja.

Potrząsam głową.

Daniel wstaje i rzuca swój dżojstik na łóżko. – Jak tyś, do diabła, jej nie pocałował? – pyta, podnosząc głos. – Bo to jak zachowywałeś się w tym miesiącu kazało mi myśleć, że była ona twoją jebaną miłością życia.

Przechylam głowę. – Dlaczego wydajesz się tym wkurzony?

Obraca głowę. – Poważnie? – Podchodzi do mnie i nachyla się, kładąc ręce na moim krześle. – Bo zachowujesz się jak ciota. C-I-O-T-A. – Puszcza krzesło i cofa się. – Jezu, Holder. Mi naprawdę było ciebie żal. Weź się w garść, stary. Idź do jej domu, cholernie ją pocałuj i choć raz pozwól sobie na szczęście.

Opada na łóżko i chwyta dżojstik. Breckin uśmiecha się zaciśniętymi ustami i wzrusza ramionami. – Nieszczególnie lubię twojego przyjaciela, ale ma rację. Wciąż nie rozumiem dlaczego tak się na nią wściekłeś i odszedłeś, ale jedynym sposobem, by jej to wynagrodzić jest nie trzymanie się z daleka. – Odwraca się do telewizora, a ja gapię się na nich obu, kompletnie osłupiały.

Oni mówią to tak, jakby to było proste. Jakby to było takie łatwe, jakby jej całe życie nie wisiało na włosku równowagi. Nie wiedzą o czym, kurwa, mówią.

- Zabierz mnie do domu – mówię do Daniela. Nie chcę już tutaj być. Wychodzę z sypialni Breckina i kieruję się do samochodu Daniela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz