3.8.14

Losing Hope - rozdział trzynasty


- Wychodzimy dziś wieczorem? – pytam Daniela, kiedy kierujemy się na parking. Zazwyczaj robimy coś w piątkowe wieczory, ale dzisiaj mam nadzieję, że powie, że nie. Kilka dni temu postanowiłem, że dzisiaj chcę pójść do domu Sky, żeby spróbować z nią porozmawiać. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale wiem, że jeśli przynajmniej nie spróbuję, to doprowadzę się do szału zastanawianiem czy zrobiłoby to jakąś różnicę.

- Nie mogę – odpowiada Daniel. – Wychodzę z Val. Ale możemy zrobić coś jutro wieczorem. Zadzwonię.

Kiwam głową, a on rusza do swojego samochodu. Otwieram moje drzwi, ale zatrzymuję się, gdy dostrzegam kątem oka samochód Sky. Opiera się o niego, rozmawiając z Graysonem.

Z tego co wygląda mogą robić coś więcej niż tylko rozmawiać.

Skłamałbym, gdybym nie przyznał, że widzenie jego rąk na jej ciele sprawia, że każdy mięsień w moim ciele mocno się zaciska. Opieram ramię o drzwi i obserwuję ich z jakiegoś głupiego, masochistycznego powodu.

Stąd nie wygląda ona na szczęśliwą. Odpycha go od siebie i odsuwa się od niego. Przygląda mu się, kiedy on mówi, a potem on znowu obejmuje ją ramionami. Cofam się od mojego auta, gotowy przejść przez parking i zabrać od niej jego arogancki tyłek. Ona wyraźnie nie chce, żeby on ją dotykał, ale zatrzymuję się i wracam do swojego miejsca, gdy wygląda na to, że ona mu ulega. Jak tylko pochyla się, żeby ją pocałować, muszę odwrócić wzrok.

Obserwowanie jest fizycznie niemożliwe. Nie rozumiem jej. Nie rozumiem, co ona w nim widzi i naprawdę nie rozumiem dlaczego ona wydaje się mnie nie znosić, kiedy tak naprawdę on jest dupkiem.

Może mylę się co do niej. Może ona naprawdę jest taka jak wszyscy inni. Może dla własnego dobra miałem nadzieję, że ona jest inna.

Albo może nie.

Znowu na nich patrzę, przyglądając się jej reakcji na to, co on jej robi. Nadal ją obejmuje i wygląda na to, że wciąż całuje jej szyję lub ramię, lub cokolwiek gdzie trzyma swoje pieprzone usta. Ale mógłbym przysiąc, że właśnie wywróciła oczami.

Teraz spogląda na jej zegarek, ani trochę na niego nie reagując. Opuszcza ramię, opiera ręce po bokach i po prostu tam stoi, wyglądając jakby bardziej przysparzał jej kłopot niż ją interesował.

Wciąż im się przyglądam i staję się coraz bardziej zdezorientowany jej brakiem zainteresowania. Jej mina jest niemal martwa, do chwili jak jej oczy spotykają się z moimi. Całe jej ciało napina się i jej oczy się powiększają. Od razu odwraca wzrok i odpycha od siebie Graysona. Obraca się do niego plecami i wsiada do jej samochodu. Jestem zbyt daleko, żeby usłyszeć, co do niego mówi, ale fakt, że ona odjeżdża, a on oburącz pokazuje jej środkowy palec mówi mi, że cokolwiek mu powiedziała, to wcale nie to chciał od niej usłyszeć.

Uśmiecham się.

Wciąż jestem zdezorientowany, rozgniewany, zaintrygowany i wciąż planuję pokazać się dziś wieczorem na jej progu. Zwłaszcza po byciu świadkiem czegokolwiek, czego byłem teraz świadkiem.

***

Przyciskam dzwonek do drzwi i czekam.

Jestem teraz kulką nerwów, ale tylko dlatego, że nie mam pojęcia jak ona zareaguje, widząc mnie w jej drzwiach. Nie wiem również co do diabła powiem, kiedy w końcu otworzy drzwi.

Znowu dzwonię po przeczekaniu paru chwil. Mam pewność, że jestem ostatnią osobą, którą spodziewa się zobaczyć tutaj w piątkowy wieczór.

Kurde. To piątkowy wieczór. Prawdopodobnie nie ma jej nawet w domu.

Słyszę kroki kierujące się do drzwi i otwierają się. Ona stoi przede mną w postaci wyczerpanego bałaganu. Jej włosy są luźno spięte, ale pasemka opadają wokół jej twarzy. Biały proszek rozmazany jest na jej nosie i policzku, a nawet jest go trochę w luźnych kosmykach włosów otaczających jej twarz. Wygląda uroczo. I na zszokowaną.

Mija kilkanaście sekund, jak tam stoimy i orientuję się, że pewnie powinienem teraz coś powiedzieć, skoro to ja pojawiłem się w jej domu.

Boże, dlaczego każda związana z nią rzecz tak na mnie działa?

- Hej – odzywa się ona.

Jej spokojny głos jest jak powiew świeżego powietrza. Nie wygląda na wkurzoną, że jestem tutaj niezapowiedziany. – Cześć – mówię, odpowiadając na jej powitanie.

Następuje kolejna runda krępującej ciszy i przechyla głowę na bok. – Um… - Mruży oczy i marszczy nos, i widzę, że nie wie co teraz zrobić czy powiedzieć.

- Jesteś zajęta? – pytam ją, wiedząc tylko przez nieład jej wyglądu, że cokolwiek robiła, ciężko nad tym pracowała.

Odwraca się i spogląda wewnątrz domu, po czym znowu na mnie patrzy. – Tak jakby.

Tak jakby.

Biorę jej odpowiedź, taka jaka jest. Wyraźnie stara się nie być niegrzeczna, ale dostrzegam, że ten mój głupi pomysł pojawienia się bez zapowiedzi był po prostu… głupim pomysłem.

Patrzę na mój samochód za mną, mierząc jak długa będzie droga wstydu, jaką będę musiał przemierzyć. – Ta – mówię, wskazując przez ramię na samochód. - Ja chyba… pójdę. – Schodzę z jednego schodka i zaczynam odwracać się do mojego auta, chcąc być gdziekolwiek indziej niż w tym niezręcznym położeniu.

- Nie – mówi szybko. Cofa się o krok i otwiera mi drzwi. – Możesz wejść, ale może zostać przydzielone ci zajęcie.

Ogarnia mnie natychmiastowa ulga i potakuję, wchodząc do środka. Szybkie spojrzenie na salon pokazuje, że teraz może być w domu tylko ona. Mam nadzieję, że tak, ponieważ byłoby o wiele łatwiej, gdybyśmy byli tylko my dwoje.

Ona przechodzi obok mnie i wchodzi do kuchni. Podnosi miarkę i powraca do tego, co robiła zanim pojawiłem się na jej progu. Stoi do mnie plecami i milczy. Powoli wchodzę do kuchni i lustruję wzrokiem upieczone dobroci leżące na jej kontuarze.

- Przygotowujesz się na kiermasz dobroczynny? – pytam, okrążając kontuar, żeby nie stała do mnie całkowicie plecami.

- Moja mama wyjechała z miasta na weekend – odpowiada, spoglądając na mnie. - Jest anty-cukrowa, więc poniekąd szaleję, gdy jej tu nie ma.

Jej mama wyjechała z miasta, więc piecze? Naprawdę nie umiem rozgryźć tej dziewczyny. Sięgam do talerza ciastek, które leży pomiędzy nami na kontuarze i biorę jedno, pytając ją wzrokiem o pozwolenie na spróbowanie.

- Częstuj się – mówi. – Ale strzeż się, bo to że lubię piec, nie znaczy że jestem w tym dobra. – Skupia się na misce stojącej przed nią.

- Więc masz dom dla siebie i spędzasz piątkowy wieczór piekąc? Typowa nastolatka – drażnię się. Odgryzam kawałek ciastka i omójBoże. Ona potrafi piec. Lubię ją jeszcze bardziej.

- Co mogę powiedzieć? – mówi, wzruszając ramionami. – Jestem buntowniczką.

Uśmiecham się, potem raz jeszcze przyglądam się talerzowi ciastek. Musi być ich tam tuzin i planuję zjeść przynajmniej ich połowę zanim wykopie mnie ze swojego domu. Będę potrzebował mleka.

Ona nadal jest głęboko skupiona na misce, więc biorę na siebie znalezienie szklanki. – Masz mleko? – pytam, kierując się do lodówki. Nie odpowiada na moje pytanie, więc otwieram lodówkę i wyciągam mleko, potem nalewam sobie szklankę. Dokańczam resztę ciastka, potem upijam łyk mleka. Krzywię się, bo czymkolwiek jest to cholerstwo, to nie jest prawdziwym mlekiem. Albo jest nieświeże. Patrzę na etykietkę zanim zamykam lodówkę i widzę, że to mleko migdałowe. Nie chcę być niegrzeczny, więc znowu upijam i odwracam się.

Ona patrzy prosto na mnie z uniesioną brwią. Uśmiecham się. – Nie powinnaś oferować ciasteczek bez mleka, wiesz. Jesteś dość żałosną gospodynią. – Zabieram kolejne ciastko i siadam przy kontuarze.

Uśmiecha się, po czym odwraca się z powrotem do blatu. - Staram się zachować swoją gościnność dla zaproszonych gości.

Śmieję się. - Au.

Jednak sarkazm w jej głosie jest miły, bo pomaga złagodzić napięcie. Włącza mikser i skupia się na misce stojącej przed nią. Uwielbiam to, że nie zapytała dlaczego tutaj jestem. Wiem, że zastanawia się co tutaj robię, ale wiem także z poprzednich interakcji z nią, że jest niewiarygodnie uparta i najprawdopodobniej nie zapyta co tutaj robię, bez względu na to jak bardzo chce wiedzieć.

Wyłącza mikser i wyciąga miksujące skrzydła, po czym podnosi jedno do ust i oblizuje.

Cholera jasna.

Przełykam ślinę.

- Chcesz? – pyta, podając mi jedno. - To niemiecka czekolada.

- Jakie to gościnne z twojej strony.

- Zamknij się i liż albo zatrzymam to dla siebie – odpowiada przekornie. Uśmiecha się, podchodzi do szafki i nalewa sobie wodę do szklanki. – Chcesz trochę wody czy chcesz dalej udawać, że możesz przełknąć te wegańskie gówno?

Śmieję się, od razu przysuwając do niej moją szklankę. – Starałem się być miły, ale nie mogę wypić już tego, czym do diabła to jest. Tak, woda. Proszę.

Ona śmieje się i wypełnia moją szklankę wodą, po czym zajmuje miejsce naprzeciwko mnie. Bierze ciastko czekoladowe i gryzie, podtrzymując ze mną kontakt wzrokowy. Nie odzywa się, ale wiem, że jest ciekawa, dlaczego tutaj jestem. Jednak fakt, że nadal nie zapytała sprawia, że podziwiam jej upór.

Wiem, że powinienem wyjaśnić mój powód pojawienia się znikąd, ale sam jestem trochę uparty i chcę trochę dłużej przeciągnąć z nią tę sprawę. Nawet mi się to podoba.

Przyglądamy się sobie w ciszy, dopóki ona nie kończy już prawie swojego ciastka. Sposób w jaki uśmiecha się do mnie lekko podczas jedzenia przyśpiesza mój puls i jeśli nie przestanę na nią patrzeć, to boję się, że wyrzucę z siebie wszystko, co chcę jej powiedzieć naraz.

Żeby tego uniknąć wstaję i idę do salonu, żeby się rozejrzeć. Nie mogę dłużej patrzeć jak je i muszę skupić się na tym dlaczego tutaj jestem, ponieważ nawet ja zaczynam zapominać.

Na jej ścianach wisi kilka zdjęć, więc podchodzę bliżej, by przyjrzeć im się. Nie ma żadnych zdjęć, na których ma więcej niż parę lat, ale te, na których jest młodsza niż teraz są wstrząsające do oglądania. Ona naprawdę wygląda dokładnie jak Hope.

To surrealistyczne patrzeć w te duże brązowe oczy dziewczynki na zdjęciu. Gdyby nie fakt, że na paru zdjęciach jest z jej matką, to byłbym przekonany, że ona naprawdę jest Hope.

Ale ona nie może być Hope, ponieważ matka Hope umarła, kiedy była tylko małą dziewczynką. Chyba że Karen nie jest mamą Sky.

Nienawidzę tego, że mój umysł nadal idzie w tamtą stronę. - Twoja mama wygląda na naprawdę młodą – mówię, zauważając dostrzegalnie małą różnicę wieku między nimi.

- Jest młoda.

- Nie wyglądasz jak ona. Wyglądasz jak twój tata?

Wzrusza ramionami. – Nie wiem. Nie pamiętam, jak on wygląda.

Wygląda na smutną, gdy to mówi, ale jestem ciekawy czemu nie pamięta jak on wygląda.

- Twój tata nie żyje?

Wzdycha. Widzę, że niekomfortowo jest jej o tym mówić. - Nie wiem. Nie widziałam go odkąd miałam trzy lata. – Wyraźnie nie chce tego rozwijać. Wracam do kuchni i siadam na moim miejscu.

- To wszystko, co dostanę? Żadnej historyjki?

- Och, jest historyjka. Po prostu nie chcę jej opowiedzieć.

Wyczuwam, że w tej chwili nie wyciągnę z niej więcej informacji, więc zmieniam temat. - Twoje ciastka były dobre. Nie powinnaś bagatelizować twoich zdolności piekarskich.

Uśmiecha się, lecz jej uśmiech znika jak tylko telefon na blacie między nami wydaje dźwięk, ogłaszając wiadomość. Spuszczam na niego wzrok, kiedy ona podskakuje i pędzi do piekarnika. Otwiera go, żeby przyjrzeć się ciastu i zdaję sobie sprawę, iż ona myśli, że odgłos wydał piekarnik, a nie telefon.

Unoszę komórkę, gdy zamyka piekarnik i odwraca się do mnie. – Dostałaś wiadomość – śmieję się. – Twoje ciasto ma się dobrze.

Wywraca oczami i rzuca na blat rękawicę kuchenną, następnie wraca do swojego miejsca. Jestem zaciekawiony komórką, zwłaszcza, że powiedziała mi wcześniej w tym tygodniu, że nie ma żadnej.

- Myślałem, że nie wolno ci mieć telefonu – mówię, patrząc na wszystkie wiadomości, przesuwając palcem w dół ekranu. – Czy była to naprawdę żałosna wymówka by uniknąć podania mi swojego numeru?

- Nie wolno mi – odpowiada. - Jednego dnia dała mi go moja najlepsza przyjaciółka. Nie może robić nic innego niż wysyłać wiadomości.

Odwracam do niej komórkę ekranem. - Co to za wiadomości, do diabła? – Czytam jedną na głos.

- Sky, jesteś piękna. Jesteś możliwie najpiękniejszą istotą we wszechświecie, a jeśli ktoś powie ci inaczej, zranię sukę. – Zerkam na nią, wiadomości sprawiają, że jestem jeszcze bardziej nią zaciekawiony niż wcześniej. – O Boże – mówię. - Wszystkie takie są. Proszę, powiedz mi, że nie wysyłasz ich sobie dla codziennej motywacji.

Śmieje się i zabiera telefon z mojej ręki. – Przestań. Rujnujesz tego zabawę.

- O mój Boże, robisz tak? Te wszystkie są od ciebie?

- Nie! – odpowiada obronnie. – Są od Six. Jest moją najlepszą przyjaciółką, jest po drugiej stronie świata i za mną tęskni. Nie chce żebym była smutna, więc codziennie wysyła mi miłe wiadomości. Myślę, że to słodkie.

- Och, wcale nie – mówię. - Myślisz, że to irytujące i zapewne nawet ich nie czytasz.

- Ona chce dobrze – mówi, zakładając obronnie ramiona na piersi.

- Zniszczą cię – droczę się. - Te wiadomości nadmuchają twojego ego tak bardzo, że wybuchniesz. – Przedzieram się przez ustawienia w jej telefonie i wpisuję numer do mojego telefonu. Nie ma mowy, że wyjdę stąd bez jej numeru, a to jest idealna wymówka, żeby go dostać. – Musimy naprawić tę sytuację, zanim zaczniesz cierpieć na urojenia wspaniałości. – Oddaję jej komórkę i wysyłam do niej wiadomość.

Twoje ciastka są do bani. I nie jesteś taka ładna.

- Lepiej? – pytam, kiedy ją przeczytała. – Ego wystarczająco się zmniejszyło?

Śmieje się i odkłada komórkę na blat ekranem do dołu. – Wiesz jaką właściwą rzecz powiedzieć dziewczynie. – Idzie do salonu i obraca się do mnie. – Chcesz wycieczkę po domu?

Nie waham się. Oczywiście, że chcę wycieczkę po domu. Podążam za nią po domu i słucham, jak mówi. Udaję, że jestem zainteresowany wszystkim, co pokazuje, ale w rzeczywistości mogę skoncentrować się tylko na dźwięku jej głosu. Mogłaby mówić do mnie całą noc i nigdy nie znudziłoby mi się słuchanie jej.

- Mój pokój – mówi, otwierając drzwi do jej sypialni. – Nie krępuj się, żeby się rozejrzeć, ale że nie ma tutaj żadnych osiemnastoletnich ludzi ani starszych, trzymaj się z dala od mojego łóżka. Nie wolno mi zajść w ciążę w ten weekend.

Zatrzymuję się, przechodząc przez próg i przyglądam się jej. – Tylko w ten weekend? – pytam, dopasowując się do jej humoru. - Zamiast tego planujesz zajść w ciążę w następny weekend?

Uśmiecha się i wchodzę głębiej do jej sypialni. – Nie – odpowiada. - Pewnie poczekam jeszcze parę tygodni.

Nie powinienem tutaj być. Każda minuta, którą z nią spędzam sprawia, że lubię ją coraz bardziej. Teraz jestem w jej pokoju, a w domu nie ma nikogo innego prócz nas, nie wspominając o tym, że stoi między nami łóżko, od którego kazała trzymać mi się z daleka.

Nie powinienem tutaj być.

Przyszedłem tutaj, żeby pokazać jej, że jestem dobrym facetem, nie złym. Więc dlaczego patrzę na jej łóżko i nie mam teraz dobrych myśli?

 - Mam osiemnaście lat – mówię, nie mogąc przestać wyobrażać sobie jak ona wygląda, kiedy leży w tym łóżku.

- Hura dla ciebie? – odpowiada skonsternowana.

Uśmiecham się do niej, potem kiwam głową na jej łóżko w wyjaśnieniu. – Powiedziałaś, żeby trzymać się z dala twojego łóżka, bo nie jestem osiemnastolatkiem. Jedynie mówię, że jestem.

Jej ramiona napinają się i wciąga szybko oddech. – Och – mówi, lekko speszona. - Więc dobra, miałam na myśli dziewiętnastolatków.

Trochę za bardzo podoba mi się jej reakcja, więc staram się skupić na tym dlaczego tutaj jestem.

Dlaczego tutaj jestem? Bo w tej chwili w mojej głowie jest tylko łóżko, łóżko, łóżko.

Jestem tutaj, żeby coś udowodnić. Coś bardzo potrzebnego i ważnego. Odchodzę od łóżka tak daleko jak mogę i ląduję przy oknie.

Tym samym oknie, o którym słyszałem tak wiele podczas ostatniego tygodnia w szkole. Niesamowite jakich rzeczy się dowiadujesz, kiedy tylko się zamkniesz i posłuchasz.

Wychylam przez nie głowę i rozglądam się, po czym wracam do środka. Nie podoba mi się to, że trzyma je otwarte. To niebezpieczne.

- Więc to jest te osławione okno, co?

Jeżeli ten komentarz nie skieruje rozmowy w kierunku, na który mam nadzieję, to nie wiem, co to zrobi.

- Czego chcesz, Holder? – pyta gniewnie.

Odwracam się do niej, a ona patrzy na mnie ostro. - Powiedziałem coś nie tak, Sky? Lub nieprawdziwego? Może bezpodstawnego?

Natychmiast podchodzi do drzwi i przytrzymuje je otwarte. – Wiesz dokładnie, co powiedziałeś i dostałeś reakcję, którą chciałeś. Zadowolony? Możesz już iść.

Nienawidzę tego, że ją wkurzam, ale ignoruję jej prośbę, żebym wyszedł. Odwracam wzrok, podchodzę do jej łóżka i podnoszę książkę. Udaję, że ją przekartkowuję, podczas gdy rozważam jak nawiązać rozmowę.

- Holder, proszę cię tak miło, jak zamierzam cię prosić. Proszę, wyjdź.

Odkładam książkę i siadam na jej łóżku, pomimo faktu, że kazała mi tego nie robić. Już jest na mnie wkurzona. Co tam jeszcze jedna rzecz?

Podchodzi głośnym krokiem do łóżka i poważnie łapie mnie za nogi, próbując fizycznie ściągnąć mnie z łóżka. Potem sięga do moich nadgarstków i szarpie, starając się mnie unieść, ale ciągnę ją na łóżko i przewracam ją na plecy, dociskając jej ramiona do materaca.

Teraz, kiedy ją wściekłem byłaby dobra pora, żeby powiedzieć jej, po co tutaj przyszedłem. Że nie jestem takim facetem. Że nie byłem przez rok w poprawczaku. Że nie pobiłem tamtego dzieciaka przez to, że był gejem.

Ale oto przytrzymuję ją na materacu i nie mam pojęcia, jak w ogóle doszliśmy do tego punktu, ale niech mnie szlag weźmie jeśli mogę uformować spójną myśl. Ona w ogóle nie walczy, żeby wydostać się spode mnie i oboje wpatrujemy się w siebie, jakby wyzywając się nawzajem do wykonania pierwszego ruchu.

Moje serce obija się o moją klatkę piersiową i jeżeli teraz się od niej nie odsunę, to zrobię tym jej ustom coś, co z pewnością skończy się na tym, że zostanę spoliczkowany.

Albo też pocałowany.

Myśl ta jest kusząca, ale nie ryzykuję. Puszczam jej ramiona i przesuwam kciukiem po czubku jej nosa. – Mąka. Wkurzała mnie – mówię. Odsuwam się i opieram głowę o jej wezgłowie.

Ona się nie rusza. Oddycha ciężko i wpatruje się w sufit. Nie jestem pewien, co sobie myśli, ale już nie próbuje wykopać mnie z jej pokoju, więc to dobrze.

- Nie wiedziałem, że on był gejem – odzywam się.

Odwraca głowę w moją stronę i nadal leży na plecach. Nic nie mówi, więc wykorzystuję okazję, żeby wytłumaczyć bardziej szczegółowo, kiedy mam jej całą uwagę.

- Pobiłem go, bo był dupkiem. Nie miałem pojęcia, że był gejem.

Wpatruje się we mnie bez wyrazu, potem powoli obraca głowę w kierunku sufitu. Daję jej chwilę, żeby rozważyć to, co właśnie powiedziałem. Albo mi uwierzy i będzie czuć się winna, albo mi nie uwierzy i nadal będzie wkurzona. Tak czy inaczej nie chcę, żeby czuła się winna czy wkurzona. Ale w tej sytuacji nie pozostaje nam żaden inny wybór emocji.

Dalej milczę, chcąc, żeby przynajmniej czymś mi odpowiedziała.

Z kuchni dobiega dźwięk i on jest podobny bardziej do minutnika niż jej telefonu. - Ciasto! – krzyczy ona. Schodzi z łóżka i wylatuje z sypialni, a ja znajduję się sam na jej łóżku, w jej pokoju. Zamykam oczy i opieram głowę o wezgłowie.

Chcę, żeby ona mi uwierzyła. Chcę, żeby mi zaufała i chcę, żeby znała prawdę o mojej przeszłości. Jest w niej coś, co mówi mi, że nie jest jak wszyscy inni ludzi, których spotkałem i którzy mnie rozczarowali. Mam tylko nadzieję, że nie mylę się co do niej, bo lubię przebywać w jej towarzystwie. Ona naprawdę sprawia, że czuję się jakbym miał cel. Od trzynastu miesięcy tak się nie czułem.

Podnoszę wzrok, gdy wraca do pokoju i uśmiecha się z zakłopotaniem. W ustach ma ciastko i drugie trzyma w ręce. Podaje mi je i opada obok mnie na łóżku. Jej ręka ląduje na jej poduszce i wzdycha.

- Chyba uwaga o bijącym gejów dupku była naprawdę krytyczna z mojej strony, co? Tak naprawdę nie jesteś ciemnym homofobem, który spędził ostatni rok w poprawczaku?

Misja osiągnięta.

I było to o wiele łatwiejsze niż sądziłem.

Uśmiecham się i przesuwam się w dół, dopóki nie leżę obok niej. – Nie – odpowiadam, patrząc na gwiazdy przyklejone do jej sufitu. - W ogóle. Spędziłem cały ostatni rok, mieszkając z moim ojcem w Austin. Nawet nie wiem skąd historyjka o byciu wysłanym do poprawczaka weszła do obrazka.

- Czemu nie bronisz się przed plotkami, jeśli nie są prawdziwe?

Co za dziwne pytanie, wychodzące od kogoś, kto nie bronił się przez cały ten tydzień. Zerkam w jej kierunku. – Czemu ty nie?

Potakuje cicho. – Właśnie.

Oboje patrzymy na jej sufit. Podoba mi się, że tak szybko się przekonała. Podoba mi się, że nie kłóciła się o to, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak bardzo jest uparta.

Podoba mi się, że miałem co do niej rację.

- Komentarz o oknie z wcześniej? – pyta. – Po prostu robiłeś uwagę o plotkach? Naprawdę nie próbowałeś być wredny?

Nie cierpię tego, że ona faktycznie myślała, że byłem po prostu okrutny, nawet jeśli trwało to tylko minutę. Nie chcę, żeby kiedykolwiek tak o mnie myślała. - Nie jestem wredny, Sky.

- Jesteś intensywny. Przynajmniej w tym mam rację.

- Mogę być intensywny, ale nie jestem wredny.

- Cóż, ja nie jestem zdzirą.

- Nie jestem bijącym gejów dupkiem.

- Więc rozumiemy się już?

Śmieję się. – Ta, chyba tak.

Trwa cisza przez kolejną chwilę, dopóki nie wciąga długiego, głębokiego wdechu. - Przepraszam, Holder.

- Wiem, Sky – mówię. Nie przyszedłem tutaj po przeprosiny. Nie chcę, żeby czuła się winna przez swoje błędne mniemanie. - Wiem.

Nie mówi nic więcej i oboje dalej patrzymy na gwiazdy. Jestem teraz w konflikcie, bo oboje jesteśmy na jej łóżku i choć bardzo chcę zignorować to, że ona mi się podoba, to jest to trochę trudne, kiedy znajduję się od niej kilka centymetrów dalej.

Jestem ciekawy czy ona czuje do mnie jakiś pociąg. Jestem niemal pewny, że tak, biorąc pod uwagę maleńkie rzeczy, które ona robi i próbuje ukryć, gdy jestem przy niej. Na przykład to, że przyłapałem ją na gapieniu się na mój tors, kiedy z nią biegałem. Albo to jak nabiera powietrza, gdy nachylam się, żeby coś jej powiedzieć. Albo jak zawsze walczy ze sobą, żeby się nie uśmiechnąć, kiedy mocno stara się być na mnie wściekła.

Nie jestem pewien co o mnie myśli albo co czuje, ale wiem jedną rzecz… zdecydowanie nie zachowuje się wobec mnie obojętnie, tak jak robi to z Graysonem.

Myślenie o tamtym incydencie i o tym jak zaledwie parę godzin temu ona go całowała sprawia, że się krzywię. Być może pytanie ją o to jest niewłaściwe, ale na pewno nie mogę przestać myśleć o tym jak bardzo nie cierpię myśli o niej całującej kogokolwiek, szczególnie Graysona. A jeżeli istnieje szansa, że to ja będę ją całował, to muszę wiedzieć, że ona już nie będzie go całować.

Nigdy.

- Muszę cię o coś zapytać – mówię. Przygotowuję się na poruszenie tego tematu, wiedząc, że najprawdopodobniej ona nie chce o tym rozmawiać. Ale muszę wiedzieć, co ona do niego czuje. Wciągam głęboki wdech i obracam się do niej. - Dlaczego pozwoliłaś Graysonowi robić to, co robił tobie na parkingu?

Krzywi się i potrząsa nieznacznie głową. – Już ci powiedziałam. On nie jest moim chłopakiem i nie podbił mi oka.

- Nie pytam z tych powodów – odpowiadam, chociaż tak jest. - Pytam, bo widziałem jak zareagowałaś. Byłaś nim zirytowana. Nawet wyglądałaś na lekko znudzoną. Po prostu chcę wiedzieć czemu pozwalasz mu coś takiego robić, jeżeli wyraźnie nie chcesz, żeby on cię dotykał.

Milczy przez chwilę. - Mój brak zainteresowania był tak oczywisty?

- Tak. I to z dystansu pięćdziesięciu metrów. Jestem zaskoczony, że on nie zrozumiał aluzji.

Od razu odwraca się na bok i podpiera się na łokciu. – Wiem, prawda? Nie mogę ci powiedzieć jak wiele razy dawałam mu kosza, ale on nie przestaje. To naprawdę żałosne. I nieatrakcyjne.

Nie mogę nawet opisać jak dobrze jest słyszeć jak ona to mówi.

- W takim razie dlaczego mu na to pozwalasz?

Wciąż patrzy mi w oczy, ale nie odpowiada mi. Dzielą nas centymetry. Na jej łóżku. Jej usta są tuż obok.

Tak blisko.

Oboje odwracamy się na plecy, niemal jednocześnie.

- To skomplikowane – mówi. Jej głos brzmi smutno, a ja na pewno nie przyszedłem tutaj, żeby ją zasmucać.

- Nie musisz wyjaśniać. Jedynie byłem ciekawy. To nie moja sprawa.

Unosi ramiona za głowę i opiera głowę o ręce. - Kiedykolwiek miałeś poważną dziewczynę?

Nie mam pojęcia, gdzie ona z tym zmierza, ale przynajmniej mówi, więc idę jej śladem. - Tak – odpowiadam. – Ale mam nadzieję, że nie będziesz pytać o szczegóły, bo w to nie wchodzę.

- Nie dlatego pytam – mówi, kręcąc głową. – Kiedy ją całowałeś, co czułeś?

Zdecydowanie nie wiem, gdzie ona z tym zmierza. Ale i tak jej odpowiadam. Przynajmniej tyle mogę zrobić za pojawienie się bez zapowiedzi, a potem praktycznie obrażanie jej reputacji przed udowodnieniem mojej racji.

- Chcesz szczerości, tak?

- Tylko tego zawsze chcę – mówi, przedrzeźniając moje własne słowa.

Uśmiecham się. – W porządku. Chyba czułem się… napalony.

Gdy wymawiam słowo „napalony” przysięgam, że wciągnęła wdech. Jednak szybko się opanowała. – Więc miałeś motylki, pocące się dłonie, szybkie bicie serca i tak dalej?

- Ta. Nie z każdą dziewczyną, z którą byłem, ale z większością.

Przekrzywia głowę w moją stronę i wygina brew, przez co uśmiecham się szeroko. - Nie było ich tak dużo – dodaję. A przynajmniej nie sądzę, że było ich tak dużo. Nie wiem jaka liczba stanowi dużo w tej kwestii, ale i tak ludzie mierzą rzeczy w innych skalach. – O co ci chodzi? – pytam, czując ulgę, że nie pyta mnie o wyjaśnienie ile dokładnie ich było.

- Chodzi mi o to, że ja nie. Ja nic takiego nie czuję. Gdy obściskuję się z facetami, w ogóle nic nie czuję. Tylko otępienie. Więc czasami pozwalam Graysonowi robić, to co mi robi, nie dlatego, że to lubię, lecz dlatego, że lubię nic nie czuć.

Absolutnie nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Nie jestem pewien czy lubię tę odpowiedź. To znaczy podoba mi się to, że ona nic nie czuje do Graysona, ale nie cierpię tego, że nie powstrzymało ją to od pozwolenia mu na próbę dostania tego, czego on chce.

Również nie podoba mi się, że przyznała, iż nigdy nic nie czuje, ponieważ mogę szczerze powiedzieć, że w jej towarzystwie nigdy nie czułem tak wiele.

 - Wiem, że to nie ma sensu i nie, nie jestem lesbijką. Po prostu przed tobą nigdy nie czułam do nikogo pociągu i nie wiem dlaczego.

Szybko odwracam się, by na nią spojrzeć, nie będąc pewnym czy dobrze ją usłyszałem. Ale opierając się na jej reakcji i tym jak jej ramię unosi się i natychmiast zakrywa jej twarz, wiem na pewno, że usłyszałem ją dobrze.

Ona czuje do mnie pociąg.

I nie zamierzała przyznać tego na głos.

I jestem całkiem pewien, że te przypadkowe przyznanie właśnie polepszyło cały mój rok.

Wyciągam rękę i obejmuję palcami jej nadgarstek, odciągając ramię od jej twarzy. Wiem, że jest teraz zawstydzona, ale nie ma cholernej mowy, że to odpuszczę.

- Czujesz do mnie pociąg?

 - O Boże – jęczy. – To ostatnia rzecz, jakiej potrzebujesz dla swojego ego.

- To pewnie prawda – przyznaję, śmiejąc się. – Lepiej pospiesz się i obraź mnie, zanim moje ego stanie się tak duże jak twoje.

- Musisz obciąć włosy – wyrzuca z siebie. – Naprawdę. Wchodzą ci do oczu, a ty mrużysz oczy i ciągle je odsuwasz jakbyś był Justinem Bieberem, a to naprawdę rozpraszające.

Wiem, że ona nie ma dostępu do technologii, więc nie wspominam o tym, że Justin Bieber obciął włosy dawno temu. Jestem rozczarowany, że w ogóle o tym wiem. Ciągnę palcami za moje włosy i opadam na poduszkę. – Rany. Naprawdę zabolało. Wygląda na to, że trochę o tym myślałaś.

- Tylko od poniedziałku – odpowiada.

- Poznałaś mnie w poniedziałek. Więc technicznie myślałaś o tym jak bardzo nie cierpisz moich włosów od chwili, kiedy się poznaliśmy?

- Nie w każdej chwili.

Śmieję się. Zastanawiam się czy możliwe jest zakochiwać się w jednej cesze osoby na raz, czy od razu zakochuje się w całej osobie. Bo myślę, że właśnie zakochałem się w jej humorze. I w jej otwartości. I może nawet w jej ustach, ale nie pozwalam sobie patrzeć na nie na tyle długo, żeby to potwierdzić.

Kurde. To są już trzy cechy, a jestem tu tylko od godziny.

- Nie mogę uwierzyć, że myślisz, że jestem gorący – odzywam się, przerywając ciszę.

- Zamknij się.

- Pewnie tamtego dnia udawałaś omdlenie, byś mogła być noszona w moich gorących, spoconych, męskich ramionach.

- Zamknij się – mówi znowu.

- Mogę się założyć, że fantazjujesz o mnie w nocy, w tym właśnie łóżku.

- Zamknij się, Holder.

- Zapewne nawet…

Kładzie rękę na moich ustach. – Jesteś o wiele gorętszy, kiedy nie mówisz.

Zamykam się, ale tylko dlatego, że chcę upajać się faktem, iż ten wieczór już okazał się być o wiele lepszy niż oczekiwałem. Z każdą sekundą, jaką z nią jestem coraz bardziej ją lubię. Lubię jej poczucie humoru i lubię, że rozumie moje poczucie humoru. Jest pierwszą dziewczyną poza Les, która wyciska ze mnie ostatnie poty i nie mam tego dosyć.

 - Nudzi mi się – mówię, mając nadzieję, że zasugeruje interesującą sesję całowania, zamiast gapienia się na jej sufit. Choć, jeśli moje opcje są zlimitowane do gapienia się na jej sufit całą noc albo powrotu do domu, to chętnie będę gapić się na jej sufit.

 - Więc idź do domu.

- Nie chcę – mówię stanowczo. Zbyt dobrze się bawię, żeby iść do domu. - Co robisz, kiedy ci się nudzi? Nie masz Internetu ani telewizora. Siedzisz tylko cały dzień i myślisz o tym, jak gorący jestem?

- Czytam – odpowiada. – Dużo. Czasami piekę. Czasami biegam.

- Czytasz, pieczesz i biegasz. I fantazjujesz o mnie. Jakie intrygujące prowadzisz życie.

- Lubię moje życie.

- Tak jakby ja też je lubię – mówię. I naprawdę je lubię. Już mamy wspólne bieganie. I może ona nie zdawać sobie z tego sprawy, ale mamy również wspólne fantazjowanie. Nie piekę, ale lubię jej pieczenie.

To pozostawia czytanie. Czytam, kiedy potrzebuję, czyli nieczęsto. Ale nagle chcę wiedzieć wszystko o wszystkim, co ją interesuje, a jeśli interesuje ją czytanie, to mnie też to interesuje. Wyciągam rękę i biorę książkę z jej stolika nocnego. – Proszę, przeczytaj to.

- Chcesz żebym czytała ją na głos? Jesteś tak znudzony?

- Całkiem cholernie znudzony.

- To romans. – Mówi to jakby to było ostrzeżenie.

- Tak jak powiedziałem. Całkiem cholernie znudzony. Czytaj.

Wzrusza ramionami i poprawia poduszkę, po czym zaczyna czytać.

- Żyłam od prawie trzech dni, kiedy szpital zmusił ich do decyzji. Zgodzili się wziąć pierwsze trzy litery dwóch imion i zgodzili się na Layken…

Czyta dalej, a ja jej nie przerywam. Po kilku rozdziałach nie mogę stwierdzić czy mój szybki puls jest wynikiem słuchania tak długo jej głosu, czy napięcia seksualnego w książce. Może sprawką jest połączenie tego razem. Sky naprawdę powinna pomyśleć o karierze lektora, audiobookach czy czymś podobnym, bo jej głos jest…

- On przesuwa się przez pokój…

Jej głos się oddala.

- …i pochyla się, chwytając…

I… odleciała. Książka opada na jej klatkę piersiową i śmieję się cicho, ale nie wstaję, bo fakt, że ona zasnęła nie oznacza, że jestem gotowy do wyjścia.

Leżę z nią przez jakieś pół godziny, potwierdzając fakt, że tak, zdecydowanie jestem zakochany w jej ustach. Obserwuję ją we śnie, dopóki nie pika mój telefon. Odsuwam ją od siebie i układam ją na plecach, wtedy wyciągam komórkę w mojej kieszeni.

Koleś. To Daniel, ja. Val jest pieprzenie szalona i myślę, że jestem w tym Burker Ging i przyjedź po mnie, nie mogę jechać. Piłem i nienawidzę jej.

Od razu mu odpisuję.

Dobry pomysł. Nie ruszaj się stamtąd. Będę tam za trzydzieści.

Wsuwam telefon z powrotem do kieszeni, ale znowu wydaje dźwięk nadchodzącej wiadomości.

Holder?

Potrząsam głową i odsyłam wiadomość z Ta? Natychmiast odpisuje.

O, dobrze. Upewniałem się tylko czy to ty, stary.

Jeezu. On jest więcej niż tylko pijany.

Wstaję i wyciągam książkę z jej dłoni, kładę ją na stoliku nocnym i oznaczam stronę, na której się zatrzymała, żeby mieć wymówkę, by wrócić tutaj jutro. Idę do kuchni i spędzam następne dziesięć minut sprzątając bałagan. Przysięgam, że można by pomyśleć, iż żywiła urazę do mąki, biorąc pod uwagę ilość, którą musiałem zetrzeć. Kiedy całe jedzenie opakowane jest folią (minus kilka ciastek, które mogłem zwinąć) wracam do jej sypialni, po czym siadam na brzegu jej łóżka.

Ona chrapie.

Kocham to.

Kurde. To już cztery rzeczy.

Naprawdę muszę wyjść.

Przed wstaniem do wyjścia, powoli pochylam się do przodu, niepewnie, nie chcąc jej obudzić. Ale nie mogę zostawić jej bez małej zapowiedzi. Przysuwam się do niej, dopóki moje usta nie muskają jej warg i całuję ją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz