Les,
No cóż, biegłem z nią. Tak jakby. Bardziej to ją goniłem. Nie
potrafiłem się odezwać, kiedy tam się pojawiłem. Po czym po biegu byliśmy tak
wyczerpani, że po prostu padliśmy na trawnik.
Liczyłem na to, że wczorajszy incydent na stołówce przyniesie jej
jakieś wspomnienie. Liczyłem na to, że kiedy się pojawię, to ona będzie
dokładnie wiedziała, co mnie tak bardzo wczoraj zdenerwowało. Chciałem, żeby
powiedziała mi, iż pamięta, abym to nie ja musiał jej mówić.
Jak mówi się komuś coś takiego, Les? Jak mam jej powiedzieć, że matka,
która ją wychowała, równie dobrze mogła być tą, która ją nam zabrała?
Jeśli coś powiem, jej życie zmieni się na zawsze. A ona lubi swoje
życie. Lubi biegać, czytać, piec i… cholera jasna.
Cholera jasna.
Do tej pory nie miało to sensu, ale cała ta sprawa z Internetem? Jej
mama nie chcąca, by miała telefon? Karen to zrobiła. Karen ją zabrała i robi
wszystko, co może, żeby Sky się o tym nie dowiedziała.
Nie wiem co robić. Wiem, że nie mogę teraz przebywać w jej towarzystwie.
Nie mogę przy niej być i udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest.
Ale nie ma również mowy, żebym wyznał jej prawdę, bo to przewróci jej świat do
góry nogami.
Nie wiem, co będzie bardziej bolesne. Trzymanie się od niej z daleka,
aby się nie dowiedziała czy powiedzenie jej prawdy i ponowne zrujnowanie jej
życia.
H
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz