Drogi Holderze,
Jeżeli to czytasz, to straszliwie mi przykro. Bo jeśli
to czytasz, to wiem, co Ci zrobiłam.
Ale mam szczerą nadzieję, że nigdy nie odnajdziesz
tego listu. Mam nadzieję, że ktokolwiek odnajdzie ten notes, nie zobaczy w nim
wiele użytku i wyrzuci go, ponieważ nie chcę złamać Ci serca. Ale mam Ci tak
mnóstwo do powiedzenia, czego nigdy nie będę w stanie powiedzieć Ci w twarz,
więc zamiast tego robię to tutaj.
Lecz zamierzam zacząć od tego, co wydarzyło się w
naszym dzieciństwie. Z Hope.
Wiem jak bardzo obwiniałeś się za to, że od niej
odszedłeś. Ale musisz zdać sobie sprawę, że nie tylko Ty to zrobiłeś, Holder.
Ja również od niej odeszłam. I robiłeś to, co zrobiłoby w tej sytuacji każde
inne dziecko. Ufałeś, że dorośli w jej życiu robili to, co było dla niej
najlepsze. Jak mogłeś przewidzieć, co się stanie, kiedy podeszła do tego
samochodu? Nie mogłeś, więc przestań sądzić, że mogłeś zrobić coś zupełnie
inaczej. Nie mogłeś i szczerze, nie powinieneś. Wejście Hope do tamtego
samochodu było najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek jej się przydarzyła.
Kilka tygodni po tym, jak została porwana, jej ojciec
zapytał mnie czy chcę mu pomóc zrobić latawce. Oczywiście, że chciałam mu
pomóc. Zrobiłabym wszystko, co pomogłoby przywrócić nam Hope.
Gdy weszłam do jego domu, czułam, że coś jest nie tak.
Zaprowadził mnie do jej pokoju. Powiedział mi, że materiał na latawce jest w
pokoju Hope. Potem zamknął za nami drzwi i kompletnie roztrzaskał moje życie.
To trwało latami. Trwało, dopóki pewnego dnia nie
mogłam już dłużej tego znieść i w końcu powiedziałam mamie.
Natychmiast poszła na policję. Tego samego dnia miałam
rozmowę z terapeutką i moje zeznanie zostało udokumentowane. Miałam tylko
dziewięć czy dziesięć lat, więc niewiele z tego pamiętam. Pamiętam tylko, że
mijały tygodnie i mama z tatą kilka razy chodzili na komisariat policji. Przez
cały ten czas ojciec Hope ani razu nie wrócił do domu.
Później dowiedziałam się, że został aresztowany.
Zostało przeprowadzone śledztwo i sprawa została nawet podana do sądu. Pamiętam
dzień, kiedy mama wróciła do domu i powiedziała, że się przeprowadzamy. Tata
nie mógł zostawić pracy, a ona nie chciała trzymać nas w Austin, więc
przeprowadziła się z nami. Nie wiem czy o tym wiesz, ale próbowali naprawić
relację. Tata starał się znaleźć pracę, która wspomoże nas w nowym mieście, ale
nigdy mu się to nie udało. Myślę, że ostatecznie zorientowali się, że lepiej
jest być w odosobnieniu. Może oboje obwiniali się o to, co wydarzyło się mnie.
Teraz, kiedy wspominam terapię, na którą skierowała
mnie mama, nienawidzę tego, iż nie widziała potrzeby, aby samej odwiedzać
terapeutę. Zawsze zastanawiałam się czy ich małżeństwo mogłoby zostać
uratowane, gdyby porozmawiali z kimś o tym. Jednakże ja trwałam w terapii przez
kilka lat i najwyraźniej mnie nie uratowała. Chciałabym, żeby uratowała i może
tak by się stało, gdybym wiedziała jak ją stosować. Pomogła mi przetrwać parę
lat, ale nie potrafiła ochronić mnie przed samą sobą, ilekroć musiałam nocą
zamknąć oczy. I choć mama mocno starała się mnie uratować, ona także nie mogła
tego zrobić. Ja nie chciałam być uratowana.
Chciałam, żeby dano mi odejść.
Kilka lat później dowiedziałam się, że ojciec Hope
nigdy nie musiał zapłacić za to, co mi zrobił. Za to, co zrobił Hope. Był
niesamowicie manipulacyjny i sprawił, że wszystko wyglądało tak, jakbym
obwiniała go za zniknięcie Hope i to była moja zemsta. Stanęło za nim całe
społeczeństwo. Nie potrafili uwierzyć, jak ktoś mógł oskarżyć mężczyznę o tak
okrutny czyn po tym, jak została mu odebrana córka.
Więc uszło mu to na sucho. Wolno mu było robić
cokolwiek zechciał, a ja czułam się, jakbym została zamknięta na wieczność w
piekle.
Mama nie chciała, żebyś dowiedział się o tym, co mi
się stało. Bała się, co to może Ci zrobić. Obie widziałyśmy, jak strasznie
obwiniałeś siebie o to, co wydarzyło się z Hope i nie chciała patrzeć jak
jeszcze bardziej cierpisz.
Ja również nie chciałam na to patrzeć.
Teraz nadchodzi najtrudniejsza część tego listu. Tak
straszliwie trudno mi to powiedzieć, bo czuję przez to mnóstwo poczucia winy.
Każdego dnia, gdy widziałam ból w twoich oczach, wiedziałam, że gdybym po
prostu wyznała Ci to, co zamierzam powiedzieć, uwolniłoby Cię to od tej
wielkiej agonii.
Ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam znaleźć sposobu na
powiedzenie Ci, że Hope żyje. Że była cała i zdrowa, że raz widziałyśmy ją z
mamą, jakieś trzy lata temu.
Miałam czternaście lat i jadłyśmy w restauracji, tylko
mama i ja. Piłam ze szklanki, kiedy uniosłam wzrok i zobaczyłam, jak ona
wchodzi przez drzwi.
Odwróciłam się do mamy i wiem, że musiałam być blada
niczym duch, bo wyciągnęła rękę przez stół i chwyciła mnie za rękę.
- Lesslie, co się stało, skarbie?
Nie mogłam mówić. Gapiłam się jedynie na Hope. Mama
obróciła się i w chwili, kiedy padła na nią spojrzeniem, wiedziała, że to ona.
Obie byłyśmy oniemiałe.
Kelnerka zaprowadziła je do stolika obok naszego. Mama
i ja siedziałyśmy tam po prostu, patrząc się na nią. Hope zerknęła mnie, kiedy
zajęła swoje miejsce, po czym odwróciła wzrok, jakby mnie nie rozpoznała. Ta
świadomość złamała mi serce. Chyba wtedy zaczęłam płakać. Po prostu byłam tak
emocjonalnie przybita i nie wiedziałam, co zrobić. Przesunęłam palcami po
bransoletce na nadgarstku i wyszeptałam jej imię, tylko po to, by zobaczyć czy
mnie usłyszy i znowu się odwróci.
Nie usłyszała mnie, ale usłyszała kobieta, która z nią
była. Zwróciła głowę w naszym kierunku z czystą paniką w oczach. Zdezorientowało
mnie to. Zdezorientowało mamę.
Kobieta spojrzała na Hope. – Chyba zostawiłam włączony
piekarnik – powiedziała, wstając. – Musimy iść. – Hope wyglądała na
skonsternowaną, ale również wstała. Jej matka pospieszyła ją w stronę wyjścia
restauracji. Wtedy właśnie mama wstała i ruszyła za nimi. Ja też to zrobiłam.
Gdy wszystkie byłyśmy na zewnątrz, kobieta
zaprowadziła Hope do samochodu i natychmiast zamknęła za nią drzwi. Podeszłyśmy
do niej z mamą i kiedy tylko kobieta odwróciła się do mamy, łzy zebrały się w
jej oczach.
- Proszę – błagała kobieta. Nic potem nie powiedziała.
Mama patrzyła na nią przez chwilę, nic nie odpowiadając. Stałam tak bez ruchu,
próbując zrozumieć, co się działo.
- Dlaczego pani ją zabrała? – zapytała w końcu mama.
Kobieta rozpłakała się, potrząsając głową. – Błagam –
szlochała. – Ona nie może do niego wrócić. Proszę jej tego nie robić. Proszę,
proszę, proszę.
Mama skinęła głową. Podeszła do przodu i położyła
uspokajająco rękę na ramieniu kobiety. – Proszę się nie martwić – odparła mama.
– Proszę się nie martwić. – Mama zerknęła na mnie i łzy zaszkliły jej oczy, po
czym spojrzała znowu na kobietę. – Zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy, żeby
uratować również moją córkę.
Kobieta spojrzała z konsternacją na mamę. Wiem, że nie
rozumiała, ile dokładnie wiedziała mama, ale rozumiała szczerość mamy.
Pochyliła głowę, oddychając głęboko. – Dziękuję – powiedziała, cofając się od
nas. – Dziękuję. – Otworzyła drzwi i wsiadła do auta, a potem odjechały.
Nie wiem, gdzie ona mieszka. Nigdy nie poznałyśmy
imienia tej kobiety i nigdy nie poznałyśmy imienia, którym posługuje się teraz
Hope. Po tym dniu przestałam także nosić tę bransoletkę, ponieważ wiedziałam w
sercu, że ona nie potrzebowała odnalezienia. Ale chciałam, żebyś wiedział,
Holder. Chcę, żebyś wiedział, że ona żyje i nic jej nie jest, a twoje odejście
od niej tamtego dnia było najlepszą rzeczą, jaką mogłeś jej kiedykolwiek
zrobić.
Co do mnie, cóż… jestem straconym przypadkiem.
Spędziłam ostatnie osiem lat egzystując w tym ciągłym koszmarze i jestem po
prostu zmęczona. Terapia i lekarstwa pomagają otumanić ból, ale nie chcę czuć
tego otępienia, Holder. Dlatego planuję zrobić to, co potrzebuję zrobić, a to
właśnie doprowadziło Cię do przeczytania tego listu. Jestem zmęczona,
wyczerpana i mam dosyć prowadzenia życia, którego nie chcę już prowadzić.
Jestem zmęczona udawaniem dla Ciebie szczęścia, ponieważ nie jestem szczęśliwa.
Za każdym razem, gdy się uśmiecham, czuję się, jakbym Cię okłamywała, ale nie
wiem jak inaczej żyć. I wiem, że kiedy to zrobię, to złamię Ci serce. Wiem, że
zdruzgocze to mamę i tatę. I wiem, że mnie znienawidzisz.
Ale świadomość tego wszystkiego nie zmieni mojego
zdania. Straciłam zdolność do troski, więc trudno mi wczuć się w to, co
będziecie przeżywać, gdy mnie nie będzie. Nie pamiętam jak to jest troszczyć
się na tyle o życie, by myśl o śmierci mogła mnie zrujnować. Więc chcę, żebyś
wiedział, iż przepraszam, ale nic na to nie poradzę.
Byłam rozczarowana przez te życie o jeden raz za dużo
i szczerze mówiąc mam dosyć tracenia nadziei.
Kocham Cię bardziej niż o tym wiesz.
Les
P.S. Mam nadzieję, że nigdy nie pozwolisz sobie
wierzyć, iż zrobiłam to, bo w jakiś sposób mnie zawiodłeś. Wszystkie te noce,
kiedy trzymałeś mnie i dałeś mi się wypłakać… nie masz pojęcia, jak wiele razy
mnie uratowałeś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz