3.8.14

Losing Hope - rozdział czterdziesty siódmy i pół


Drogi Holderze,

Jeżeli to czytasz, to straszliwie mi przykro. Bo jeśli to czytasz, to wiem, co Ci zrobiłam.

Ale mam szczerą nadzieję, że nigdy nie odnajdziesz tego listu. Mam nadzieję, że ktokolwiek odnajdzie ten notes, nie zobaczy w nim wiele użytku i wyrzuci go, ponieważ nie chcę złamać Ci serca. Ale mam Ci tak mnóstwo do powiedzenia, czego nigdy nie będę w stanie powiedzieć Ci w twarz, więc zamiast tego robię to tutaj.

Lecz zamierzam zacząć od tego, co wydarzyło się w naszym dzieciństwie. Z Hope.

Wiem jak bardzo obwiniałeś się za to, że od niej odszedłeś. Ale musisz zdać sobie sprawę, że nie tylko Ty to zrobiłeś, Holder. Ja również od niej odeszłam. I robiłeś to, co zrobiłoby w tej sytuacji każde inne dziecko. Ufałeś, że dorośli w jej życiu robili to, co było dla niej najlepsze. Jak mogłeś przewidzieć, co się stanie, kiedy podeszła do tego samochodu? Nie mogłeś, więc przestań sądzić, że mogłeś zrobić coś zupełnie inaczej. Nie mogłeś i szczerze, nie powinieneś. Wejście Hope do tamtego samochodu było najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek jej się przydarzyła.

Kilka tygodni po tym, jak została porwana, jej ojciec zapytał mnie czy chcę mu pomóc zrobić latawce. Oczywiście, że chciałam mu pomóc. Zrobiłabym wszystko, co pomogłoby przywrócić nam Hope.

Gdy weszłam do jego domu, czułam, że coś jest nie tak. Zaprowadził mnie do jej pokoju. Powiedział mi, że materiał na latawce jest w pokoju Hope. Potem zamknął za nami drzwi i kompletnie roztrzaskał moje życie.

To trwało latami. Trwało, dopóki pewnego dnia nie mogłam już dłużej tego znieść i w końcu powiedziałam mamie.

Natychmiast poszła na policję. Tego samego dnia miałam rozmowę z terapeutką i moje zeznanie zostało udokumentowane. Miałam tylko dziewięć czy dziesięć lat, więc niewiele z tego pamiętam. Pamiętam tylko, że mijały tygodnie i mama z tatą kilka razy chodzili na komisariat policji. Przez cały ten czas ojciec Hope ani razu nie wrócił do domu.

Później dowiedziałam się, że został aresztowany. Zostało przeprowadzone śledztwo i sprawa została nawet podana do sądu. Pamiętam dzień, kiedy mama wróciła do domu i powiedziała, że się przeprowadzamy. Tata nie mógł zostawić pracy, a ona nie chciała trzymać nas w Austin, więc przeprowadziła się z nami. Nie wiem czy o tym wiesz, ale próbowali naprawić relację. Tata starał się znaleźć pracę, która wspomoże nas w nowym mieście, ale nigdy mu się to nie udało. Myślę, że ostatecznie zorientowali się, że lepiej jest być w odosobnieniu. Może oboje obwiniali się o to, co wydarzyło się mnie.

Teraz, kiedy wspominam terapię, na którą skierowała mnie mama, nienawidzę tego, iż nie widziała potrzeby, aby samej odwiedzać terapeutę. Zawsze zastanawiałam się czy ich małżeństwo mogłoby zostać uratowane, gdyby porozmawiali z kimś o tym. Jednakże ja trwałam w terapii przez kilka lat i najwyraźniej mnie nie uratowała. Chciałabym, żeby uratowała i może tak by się stało, gdybym wiedziała jak ją stosować. Pomogła mi przetrwać parę lat, ale nie potrafiła ochronić mnie przed samą sobą, ilekroć musiałam nocą zamknąć oczy. I choć mama mocno starała się mnie uratować, ona także nie mogła tego zrobić. Ja nie chciałam być uratowana.

Chciałam, żeby dano mi odejść.

Kilka lat później dowiedziałam się, że ojciec Hope nigdy nie musiał zapłacić za to, co mi zrobił. Za to, co zrobił Hope. Był niesamowicie manipulacyjny i sprawił, że wszystko wyglądało tak, jakbym obwiniała go za zniknięcie Hope i to była moja zemsta. Stanęło za nim całe społeczeństwo. Nie potrafili uwierzyć, jak ktoś mógł oskarżyć mężczyznę o tak okrutny czyn po tym, jak została mu odebrana córka.

Więc uszło mu to na sucho. Wolno mu było robić cokolwiek zechciał, a ja czułam się, jakbym została zamknięta na wieczność w piekle.

Mama nie chciała, żebyś dowiedział się o tym, co mi się stało. Bała się, co to może Ci zrobić. Obie widziałyśmy, jak strasznie obwiniałeś siebie o to, co wydarzyło się z Hope i nie chciała patrzeć jak jeszcze bardziej cierpisz.

Ja również nie chciałam na to patrzeć.

Teraz nadchodzi najtrudniejsza część tego listu. Tak straszliwie trudno mi to powiedzieć, bo czuję przez to mnóstwo poczucia winy. Każdego dnia, gdy widziałam ból w twoich oczach, wiedziałam, że gdybym po prostu wyznała Ci to, co zamierzam powiedzieć, uwolniłoby Cię to od tej wielkiej agonii.

Ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam znaleźć sposobu na powiedzenie Ci, że Hope żyje. Że była cała i zdrowa, że raz widziałyśmy ją z mamą, jakieś trzy lata temu.

Miałam czternaście lat i jadłyśmy w restauracji, tylko mama i ja. Piłam ze szklanki, kiedy uniosłam wzrok i zobaczyłam, jak ona wchodzi przez drzwi.

Odwróciłam się do mamy i wiem, że musiałam być blada niczym duch, bo wyciągnęła rękę przez stół i chwyciła mnie za rękę.

- Lesslie, co się stało, skarbie?

Nie mogłam mówić. Gapiłam się jedynie na Hope. Mama obróciła się i w chwili, kiedy padła na nią spojrzeniem, wiedziała, że to ona. Obie byłyśmy oniemiałe.

Kelnerka zaprowadziła je do stolika obok naszego. Mama i ja siedziałyśmy tam po prostu, patrząc się na nią. Hope zerknęła mnie, kiedy zajęła swoje miejsce, po czym odwróciła wzrok, jakby mnie nie rozpoznała. Ta świadomość złamała mi serce. Chyba wtedy zaczęłam płakać. Po prostu byłam tak emocjonalnie przybita i nie wiedziałam, co zrobić. Przesunęłam palcami po bransoletce na nadgarstku i wyszeptałam jej imię, tylko po to, by zobaczyć czy mnie usłyszy i znowu się odwróci.

Nie usłyszała mnie, ale usłyszała kobieta, która z nią była. Zwróciła głowę w naszym kierunku z czystą paniką w oczach. Zdezorientowało mnie to. Zdezorientowało mamę.

Kobieta spojrzała na Hope. – Chyba zostawiłam włączony piekarnik – powiedziała, wstając. – Musimy iść. – Hope wyglądała na skonsternowaną, ale również wstała. Jej matka pospieszyła ją w stronę wyjścia restauracji. Wtedy właśnie mama wstała i ruszyła za nimi. Ja też to zrobiłam.

Gdy wszystkie byłyśmy na zewnątrz, kobieta zaprowadziła Hope do samochodu i natychmiast zamknęła za nią drzwi. Podeszłyśmy do niej z mamą i kiedy tylko kobieta odwróciła się do mamy, łzy zebrały się w jej oczach.

- Proszę – błagała kobieta. Nic potem nie powiedziała. Mama patrzyła na nią przez chwilę, nic nie odpowiadając. Stałam tak bez ruchu, próbując zrozumieć, co się działo.

- Dlaczego pani ją zabrała? – zapytała w końcu mama.

Kobieta rozpłakała się, potrząsając głową. – Błagam – szlochała. – Ona nie może do niego wrócić. Proszę jej tego nie robić. Proszę, proszę, proszę.

Mama skinęła głową. Podeszła do przodu i położyła uspokajająco rękę na ramieniu kobiety. – Proszę się nie martwić – odparła mama. – Proszę się nie martwić. – Mama zerknęła na mnie i łzy zaszkliły jej oczy, po czym spojrzała znowu na kobietę. – Zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy, żeby uratować również moją córkę.

Kobieta spojrzała z konsternacją na mamę. Wiem, że nie rozumiała, ile dokładnie wiedziała mama, ale rozumiała szczerość mamy. Pochyliła głowę, oddychając głęboko. – Dziękuję – powiedziała, cofając się od nas. – Dziękuję. – Otworzyła drzwi i wsiadła do auta, a potem odjechały.

Nie wiem, gdzie ona mieszka. Nigdy nie poznałyśmy imienia tej kobiety i nigdy nie poznałyśmy imienia, którym posługuje się teraz Hope. Po tym dniu przestałam także nosić tę bransoletkę, ponieważ wiedziałam w sercu, że ona nie potrzebowała odnalezienia. Ale chciałam, żebyś wiedział, Holder. Chcę, żebyś wiedział, że ona żyje i nic jej nie jest, a twoje odejście od niej tamtego dnia było najlepszą rzeczą, jaką mogłeś jej kiedykolwiek zrobić.

Co do mnie, cóż… jestem straconym przypadkiem. Spędziłam ostatnie osiem lat egzystując w tym ciągłym koszmarze i jestem po prostu zmęczona. Terapia i lekarstwa pomagają otumanić ból, ale nie chcę czuć tego otępienia, Holder. Dlatego planuję zrobić to, co potrzebuję zrobić, a to właśnie doprowadziło Cię do przeczytania tego listu. Jestem zmęczona, wyczerpana i mam dosyć prowadzenia życia, którego nie chcę już prowadzić. Jestem zmęczona udawaniem dla Ciebie szczęścia, ponieważ nie jestem szczęśliwa. Za każdym razem, gdy się uśmiecham, czuję się, jakbym Cię okłamywała, ale nie wiem jak inaczej żyć. I wiem, że kiedy to zrobię, to złamię Ci serce. Wiem, że zdruzgocze to mamę i tatę. I wiem, że mnie znienawidzisz.

Ale świadomość tego wszystkiego nie zmieni mojego zdania. Straciłam zdolność do troski, więc trudno mi wczuć się w to, co będziecie przeżywać, gdy mnie nie będzie. Nie pamiętam jak to jest troszczyć się na tyle o życie, by myśl o śmierci mogła mnie zrujnować. Więc chcę, żebyś wiedział, iż przepraszam, ale nic na to nie poradzę.

Byłam rozczarowana przez te życie o jeden raz za dużo i szczerze mówiąc mam dosyć tracenia nadziei.

Kocham Cię bardziej niż o tym wiesz.

Les

 

P.S. Mam nadzieję, że nigdy nie pozwolisz sobie wierzyć, iż zrobiłam to, bo w jakiś sposób mnie zawiodłeś. Wszystkie te noce, kiedy trzymałeś mnie i dałeś mi się wypłakać… nie masz pojęcia, jak wiele razy mnie uratowałeś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz