3.8.14

Losing Hope - ostatni rozdział


Les,

Minęło trochę czasu. Natknąłem się na te listy, bo potrzebowałem pudełek, żeby spakować się do college’u. Natknąłem się również na parę dżinsów, które leżały na Twojej podłodze przez ponad rok. Właśnie wrzuciłem je za Ciebie do kosza na pranie. Nie ma za co.

Więc… tak. Studia. Ja. Ja idę na studia. Całkiem fajne, co?

Nadal mam jeszcze miesiąc zanim wyjadę, ale Sky jest już tam od paru miesięcy. Miała swoje przywileje po nauce w domu, więc tuż po zakończeniu liceum wyjechała, żeby pierwsza zacząć studia.

Jest taka konkurencyjna.

Ale nie martwię się, bo planuję prześcignąć ją, kiedy tam przyjadę. Mam już ułożony cały diabelski plan. Za każdym razem, kiedy przyłapię ją na nauce albo odrabianiu zadania, szepnę jej do ucha coś seksownego albo błysnę dołeczkami. Wtedy zrobi się cała speszona, rozproszy się, przestanie nadążać za pracą szkolną, zawali zajęcia i pierwszy zdobędę swój stopień naukowy, a zwycięstwo będzie moje!

Albo po prostu dam jej wygrać. Czasami nawet lubię dawać jej wygrywać.

Tęsknię za nią jak szalony, ale znowu będziemy w tym samym mieście za miesiąc.

Mieście bez rodziców.

Mieście bez godzin policyjnych.

A jeśli będę miał coś do powiedzenia, to będzie miała pełną szafę samych sukienek.

Kurde. Teraz jak o tym pomyślę, to oboje możemy ostatecznie zawalić zajęcia.

Dużo wydarzyło się od ostatniego razu, gdy do Ciebie napisałem, ale z drugiej strony nic się nie wydarzyło. W porównaniu do pierwszych miesięcy po moim powrocie z Austin, reszta roku była całkiem spokojna. Gdy Sky dowiedziała się prawdy, Karen złagodziła ograniczenia technologiczne. Na prawdziwe urodziny dałem jej iPhone’a i ma teraz laptopa, więc codziennie wieczorem widujemy się przez Skype’a.

Kocham Skype’a. Bardzo. Tak tylko mówię.

Mama i tata mają się dobrze. Tata nie dodał dwa do dwóch, kiedy poznał Sky, czego wcale od niego nie oczekiwałem. Nigdy nie spędzał przy niej dużo czasu, kiedy byliśmy dziećmi, bo tak dużo pracował. Ale uwielbia ją. A mama? Dobry Boże, Les. Mama nie ma jej dość. Trochę mnie to przeraża jak bliskie się sobie stały, ale jest to również dobre. Dobre dla mamy. Myślę, że posiadanie Sky w rodzinie pomogło jej pozbyć się trochę żalu, który nadal odczuwa po Twojej śmierci.

I tak, wszyscy wciąż go czujemy. Wszyscy, którzy Cię kochali nadal go czują. A choć już nie odtwarzam Twojej śmierci, nadal tęsknię za Tobą jak diabli. Tak bardzo za Tobą tęsknię. Szczególnie, kiedy dzieje się coś, co wiem, że uważałabyś za zabawne. Przyłapuję się na śmiechu, a potem zdaję sobie nagle sprawę, że tylko ja się śmieję i uderza we mnie to, że spodziewałem się także Twojego śmiechu. Tęsknię za Twoim śmiechem.

Mógłbym rozpisywać się nad rzeczami związanymi z Tobą, za którymi tęsknię, do punktu, gdzie znowu zacznę użalać się nad sobą. Ale przez ostatni rok nauczyłem się, co oznacza prawdziwa tęsknota za kimś. Tęsknienie za kimś oznacza, że byłeś na tyle uprzywilejowany, by w ogóle mieć tego kogoś w swoim życiu.

A chociaż siedemnaście lat nie są nawet bliskie wystarczającego czasu, który miałem z Tobą spędzić, to wciąż siedemnaście lat więcej od ludzi, którzy nigdy Ciebie nie znali. Więc jeśli spojrzeć na to w ten sposób… to mam cholerne szczęście.

Jestem najszczęśliwszym bratem w całym szerokim świecie.

Będę teraz żył własnym życiem, Les. Życiem, którego naprawdę nie mogę się doczekać, a szczerze myślałem, że nigdy czegoś takiego nie powiem. Jednakże szczerze myślałem, że zawsze będę beznadziejny, ale odnajduję nadzieję każdego dnia.

A czasami odnajduję ją nawet w nocy… na Skypie.

Kocham Cię.

Dean

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz