3.8.14

Losing Hope - rozdział czterdziesty piąty


Gdy wracamy do naszego pokoju hotelowego, podprowadzam ją do łóżka. Przeżywa właśnie jedną ze swoich chwil, gdzie jest całkowicie odcięta od świata i nie robię nic, żeby wyrwać ją z tego stanu. Pewnie będzie najlepiej, jeśli pozostanie w nim przez jakiś czas.

Ściągam koszulkę, która teraz pokryta jest krwią. Zdejmuję skarpetki, buty oraz dżinsy i odrzucam wszystko na bok. Podchodzę do miejsca, gdzie stoi Sky i ściągam jej kurtkę. Wszędzie ma krew i staram się pospieszyć, żeby zabrać ją pod prysznic i to wszystko zmyć. Nareszcie odwraca się do mnie z pustym wyrazem twarzy. Odkładam jej kurtkę na krzesło obok nas, następnie ściągam jej koszulkę przez głowę.

Sięgam do guzików jej spodni i odpinam je, zsuwając dżinsy w dół. Kiedy docieram do jej stóp, ona nadal stoi nieruchomo. Podnoszę na nią wzrok. - Musisz z nich wyjść, kochanie.

Spogląda na mnie i kładzie ręce na moich barkach, podczas gdy ściągam z niej spodnie. Czuję jak sięga do moich włosów i przeczesuje je palcami. Odrzucam jej dżinsy na bok i wracam do niej spojrzeniem. Potrząsa głową, wpatrując się w swoje dłonie, którymi przesuwa teraz gorączkowo po brzuchu. Rozsmarowuje po brzuchu krew jej ojca, próbując ją zetrzeć. Z trudem łapie powietrze, próbuje krzyczeć, ale nic nie wydobywa się z jej gardła. Podnoszę się i natychmiast ją unoszę, śpiesząc do prysznica. Muszę ściągnąć to z niej zanim całkowicie straci kontrolę.

Stawiam ją pod prysznicem i odkręcam wodę. Gdy jest już ciepła, zasuwam zasłonkę prysznicową i odsuwam jej nadgarstki od brzucha. Otaczam się jej ramionami i przyciągam ją do siebie, po czym odwracam ją tak, by stała pod strumieniem wody.

Jak tylko woda uderza w jej twarz, łapie głośno powietrze i jej oczy stają się wyraźniejsze.

Chwytam mydło oraz myjkę i pocieram je razem pod wodą, następnie obracam się i zmywam krew z jej twarzy.

- Ciii – szepczę, patrząc jej w oczy. – Zmywam to z ciebie, okej?

Zaciska powieki, a ja dokładnie zmywam każdą plamkę krwi z jej twarzy. Kiedy jest nareszcie czysta, sięgam za nią, żeby ściągnąć jej gumkę.

- Spójrz na mnie, Sky – mówię. Otwiera oczy i kładę uspokajająco rękę na jej ramieniu.. – Zdejmę ci biustonosz, dobrze? Muszę wymyć twoje włosy i nie chcę, żeby coś z tego na nim wylądowało.

Jej oczy rozszerzają się na moje słowa i wysuwa ramiona przez ramiączka biustonosza, gorączkowo zrywając go z siebie przez głowę.

- Weź to – mówi szybko, odnosząc się do krwi w jej włosach. – Weź to ze mnie.

Ponownie chwytam ją za nadgarstki i nakierowuję jej ramiona wokół siebie. - Wezmę. Trzymaj się mnie i spróbuj uspokoić. Ja to zrobię.

Wylewam szampon na ręce i unoszę je do jej włosów. Muszę wymyć je kilka razy zanim woda robi się w końcu czysta. Gdy kończę jej obmywanie, zaczynam myć własne włosy. Zmywam to, co mogę, ale nie będąc w stanie samemu zobaczyć efektu, nie wiem czy zmyłem wszystko. Nie chcę prosić jej o pomoc w tym, ale muszę się upewnić, że nic już tam nie ma. - Sky, potrzebuję, żebyś upewniła się, że wszystko zmyłem, dobrze? Chcę, żebyś starła wszystko, co przegapiłem.

Potakuje i wyciąga myjkę z moich dłoni. Obrzuca wzrokiem moje włosy, plecy oraz ramiona, po czym w końcu przejeżdża myjką po moim uchu.

Odsuwa ode mnie myjkę i spuszcza na nią wzrok, przesuwając nią pod strumieniem wody.

- Wszystko zniknęło – szepcze.

Zabieram myjkę i rzucam ją w kąt wanny.

Wszystko zniknęło, powtarzam w głowie.

Obejmuję ją i zamykam oczy. Czuję, jak się budują. Pytania. Wspomnienia. Wszystkie razy, kiedy trzymałem Les w nocy, kiedy płakała i nie miałem pojęcia, co on jej zrobił. Nie miałem pojęcia, przez co przeszła.

Nienawidzę go. Kurewsko nienawidzę, że tak długo uchodziło mu to na sucho. Uszło mu na sucho to, co zrobił Sky, jego siostrze, Les. A najgorsze jest to, że nie jest już nawet żywy, bym mógł go zabić.

Sky unosi do mnie oczy, które pełne są współczucia. Przez chwilę tego nie rozumiem, ale potem zdaję sobie sprawę, że płaczę… i że ona czuje taki sam smutek z mojego powodu, jaki ja czuję z jej powodu. Jej ramiona zaczynają drżeć i wyrywa jej się szloch. Zakrywa dłonią usta i zaciska powieki.

Przyciągam ją do piersi i całuję w czubek głowy.

- Holder, tak bardzo mi przykro – szlocha. - O mój Boże, tak mi przykro.

Ściskam ją mocniej i przyciskam policzek do jej głowy. Zamykam oczy, płacząc. Płaczę za nią. Płaczę za Les. Płaczę za samego siebie.

Oplata mnie ramionami, trzymając mnie mocno, po czym przyciska usta do mojej szyi. -  Przepraszam – mówi cicho. - Nigdy by jej nie dotknął, gdybym ja…

Łapię ją za ramiona i odsuwam od siebie, bym mógł spojrzeć jej w oczy. – Nie waż się tego mówić. – Obejmuję dłońmi jej twarz. – Nie chcę, żebyś kiedykolwiek przepraszała za coś, co zrobił ten człowiek. Słyszysz mnie? To nie jest twoja wina, Sky. Przysięgnij mi, że nigdy więcej nawet tak nie pomyślisz.

Potakuje. – Przysięgam.

Nie zrywam kontaktu wzrokowego, potrzebując wiedzieć, że mówi prawdę. Ta dziewczyna nie zrobiła nic, co wymaga przeprosin i nie chcę, żeby kiedykolwiek coś takiego myślała.

Zarzuca ramiona na moją szyję, teraz łzy wylewają się z nas obojga. Przytulamy się do siebie mocno. Desperacko. Ona bez przerwy całuje moją szyję, pragnąc pocieszyć mnie w jedyny sposób, który zna.

Opuszczam usta do jej ramienia i odwzajemniam pocałunek. Przylega do mnie mocniej i pozwalam jej na to. Pozwalam jej trzymać mnie tak mocno, jak potrafi. Nie przestaję całować jej szyi, a ona nie przestaje całować mojej, oboje kierujemy się do swoich ust. Nim sięgam jej warg, odsuwam się i spoglądam w jej oczy. Ona patrzy w moje i choć raz w życiu mogę szczerze powiedzieć, że znalazłem jedyną inną osobę na tym świecie, która rozumie moje poczucie winy. Jedyną osobę, która rozumie moje cierpienie. Jedyną osobę, która akceptuje to, kim jestem.

Zwykłem myśleć, że moja najlepsza część umarła razem z Les, ale moja najlepsza część stoi właśnie przede mną.

W jednym szybkim ruchu atakuję wargami jej usta i chwytam jej włosy. Przyciskam ją do ściany prysznica i całuję ją z takim przekonaniem, iż wiem, że przenigdy nie zwątpi w to, jak bardzo ją kocham. Zsuwam dłonie po jej udach i podnoszę ją tak, żeby oplotła mnie nogami w pasie.

Przylegam do niej i wciąż ją całuję, chcąc poczuć , a nie ból, który stara się mnie ogarnąć. Pragnę być teraz tylko częścią niej i pozwolić, żeby wszystko inne w naszym życiu po prostu zniknęło.

- Powiedz mi, że to jest w porządku – odzywam się, odrywając się od jej ust i przeszukując jej oczy. – Powiedz mi, że to w porządku chcieć być teraz w tobie… bo po wszystkim, co dzisiaj przeszliśmy wydaje się złe, że tak cię potrzebuję.

Obejmuje moją szyję i łapie mnie za włosy, przyciągając moje usta z powrotem do jej ust, pokazując mi, że potrzebuje tego tak bardzo, jak ja. Jęczę i odsuwam ją od ściany prysznica, po czym wynoszę ją z łazienki do sypialni. Upuszczam ją na łóżko, następnie chwytam jej majtki i zsuwam je z jej nóg. Miażdżę jej wargi i ściągam własne bokserki, którą są teraz całkowicie przemoczone. Myślę teraz tylko o tym, jak bardzo potrzebuję znaleźć się w niej. Odrywam się od niej na tyle długo, żeby założyć prezerwatywę, potem łapię jej biodra i przesuwam na brzeg łóżka. Unoszę jej nogę do mojego boku, a drugie ramię wsuwam pod jej ramiona.

Podnosi na mnie spojrzenie, a ja spoglądam z góry na nią. Ściskam jej nogę oraz ramię, nie spuszczając jej z oka i wsuwam się w nią. W chwili, kiedy się w niej znajduję, nie wydaje się to wystarczyć. Przyciskam usta do jej warg i próbuję poszukać czegokolwiek, czego brakuje w tym momencie. Wsuwam się i wysuwam z niej, coraz bardziej gorączkowo z każdym pchnięciem, rozpaczliwie starając się sięgnąć uczucia, które nie wiem nawet czy istnieje. Sky odpręża swoje ciało, podążając za moimi ruchami, pozwalając mi mieć kontrolę.

Ale w tej chwili tego nie chcę.

Właśnie to się ze mną dzieje.

Mój umysł jest tak bardzo wyczerpany, taki zmęczony, a moje serce tak strasznie w tej chwili boli. Po prostu potrzebuję od niej, żeby pomogła mi rozgryźć jak przestać być, choć raz, bohaterem.

Odsuwam się od niej, a ona patrzy na mnie, ani razu nie pytając, dlaczego tak drastycznie zwolniłem swoje ruchy. Podnosi jedynie dłonie do mojej twarzy i delikatnie sunie palcami po moich oczach, ustach i policzkach. Zwracam usta do wnętrza jej dłoni i całuję ją, po czym opadam na nią, kompletnie się zatrzymując. Nie odrywam od niej wzroku, kiedy podnoszę ją ze sobą, wstając. Wciąż w niej jestem, a ona mocno mnie obejmuje, więc odwracam się plecami do łóżka i osuwam się na podłogę. Nachylam się i delikatnie całuję jej dolną wargę, potem całe usta.

Unoszę rękę do jej policzka, a drugą opuszczam na jej biodro. Zaczynam poruszać się pod nią, wolno kierując nią dłonią, chcąc, żeby przejęła po prostu kontrolę. Potrzebuję od niej, żeby zechciała pocieszyć mnie w taki sam sposób, w jaki ja zawszę chcę pocieszyć ją.

- Wiesz, co do ciebie czuję – szeptam, wpatrując się w jej oczy. – Wiesz, jak bardzo cię kocham. Wiesz, że zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy, żeby zabrać twój ból, prawda?

Kiwa głową, nie odwracając ode mnie spojrzenia, nawet na sekundę.

- Bardzo mocno potrzebuję tego teraz od ciebie, Sky. Potrzebuję wiedzieć, że ty mnie tak kochasz.

Wyraz jej twarzy łagodnieje i jej oczy wypełniają się współczuciem. Splata nasze dłonie i kładzie je na naszych sercach. Głaska kciukiem moją rękę i unosi się leciutko, a następnie znowu powoli się na mnie osuwa.

Niesamowite uczucie, które wypełnia moje ciało sprawia, że moja głowa opada na łóżko za mną. Jęczę, nie potrafiąc utrzymać otwartych oczu.

- Otwórz oczy – szepta, nie przestając się poruszać na mnie. – Chcę, żebyś na mnie patrzył.

Unoszę głowę i patrzę na nią. Jest to najprostsza rzecz, o którą kiedykolwiek zostałem poproszony, ponieważ ona jest w tej chwili cholernie piękna.

- Nie odwracaj wzroku – mówi, unosząc się do góry. Kiedy osuwa się z powrotem na moje kolana, ledwo, co mogę utrzymać w pionie głowę. Zwłaszcza, gdy jęk opuszcza jej wargi i jeszcze mocniej ściska moje ręce.

- Pierwszy raz, kiedy mnie pocałowałeś? – mówi. – Ten moment, kiedy twoje usta dotknęły moich? Tamtej nocy skradłeś kawałek mojego serca.

Ty również skradłaś kawałek mojego.

- Pierwszy raz, kiedy powiedziałeś mi, że mną żyjesz, bo nie byłeś jeszcze gotowy, żeby powiedzieć mi, że mnie kochasz? Te słowa skradły kolejny kawałek mojego serca.

Ale ja cię kochałem. Kochałem cię tak strasznie mocno.

Otwieram rękę i przyciskam wnętrze do jej serca. – Noc, kiedy dowiedziałam się, że byłam Hope? Powiedziałam ci, że chcę być sama. Gdy obudziłam się i zobaczyłam cię w moim łóżku, chciało mi się płakać, Holder. Chciałam płakać, ponieważ straszliwie potrzebowałam cię ze sobą. W tamtej chwili wiedziałam, że jestem w tobie zakochana. Byłam zakochana w tym, jak mnie kochałeś. Kiedy objąłeś mnie ramionami i trzymałeś, wiedziałam, że bez względu na to, co stanie się w moim życiu, ty jesteś moim domem. Tamtej nocy skradłeś największy kawałek mojego serca.

Nie skradłem go. To ty mi go dałaś.

Przysuwa wargi do moich i opuszczam głowę na materac, pozwalając jej, żeby mnie całowała. – Trzymaj je otwarte – szepcze, odrywając ode mnie usta. Robię, co mówi i jakimś cudem znowu otwieram oczy, patrząc bezpośrednio w jej oczy. – Chcę, żebyś ich nie zamykał… bo chcę, żebyś patrzył, jak oddaję ci ostatni kawałek serca.

Ten moment. Właśnie ten. Jest prawie wart każdej namiastki bólu, jaką musiałem przeżyć w życiu.

Zacieśniam chwyt na jej rękach i pochylam się do niej, ale nie całuję jej. Jesteśmy siebie blisko tak, jak tylko jest to możliwe i trzymamy otwarte oczy, aż do ostatniej sekundy. Aż ona całkowicie pochłania mnie, a ja całkowicie pochłaniam ją i nie mam pojęcia, gdzie kończy się moja miłość a zaczyna jej.

Gdy tylko zaczynam drżeć i jęczeć pod nią, moja głowa opada na materac i tym razem pozwala mi zamknąć oczy. Bezustannie porusza się nade mną, dopóki nie nieruchomieję.

Daję mojemu sercu chwilę na uspokojenie, po czym podnoszę głowę i patrzę na nią. Zabieram ręce i przesuwam nimi po włosach na jej karku. Moje usta łączą się z jej ustami i całuję ją, spychając ją na podłogę pod nami. Wsuwam między nami rękę i przyciskam wnętrze dłoni do jej brzucha, powoli zsuwając ją w dół, aż odnajduję miejsce, które sprawia, że mój ulubiony dźwięk opuszcza jej usta. Rozkoszuję się każdym jękiem i oddechem wydobywającym się spomiędzy jej warg. I pozwalam jej mieć zamknięte oczy, ale moje trzymam otwarte i obserwuję, jak ona kradnie ostatni kawałek mojego serca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz