3.8.14

Losing Hope - rozdział czterdziesty pierwszy


Unoszę głowę z poduszki i od razu zakrywam oczy. Popołudniowe słońce jest tak jasne, że to bolesne. Odrywam od niej ramię i cicho zsuwam się z łóżka.

Jakimś cudem udało mi się dotrzeć do Austin po całej nocy jazdy. Nie mogłem już dłużej pozostać przytomny, więc zatrzymałem się przy pierwszym hotelu, jaki znaleźliśmy. Był już dzień, kiedy doszliśmy do naszego pokoju, więc oboje wzięliśmy po kolei prysznic, potem poszliśmy spać. Ona śpi już od sześciu godzin i wiem, jak bardzo tego potrzebuje.

Delikatnie odsuwam włosy z jej policzka, pochylam się i go całuję. Wyciąga ramię spod kołdry i spogląda na mnie zmęczonymi oczami. – Hej – szepcze, jakoś uśmiechając się mimo wszystkiego, przez co przechodzi.

- Cii – mówię, nie chcąc jej jeszcze budzić. – Wyjdę na chwilę po coś do jedzenia. Obudzę cię, jak wrócę, dobrze?

Kiwa głową i zamyka oczy, odwracając się na drugą stronę.

***

Kiedy kończymy jeść, podchodzi do łóżka i zakłada buty. - Gdzie idziesz? – pytam.

Zawiązuje buty  i wstaje, obejmując mnie za szyję. - Chcę iść na spacer – odpowiada. – I chcę, żebyś poszedł ze mną. Jestem gotowa na zadawanie pytań.

Całuję ją szybko, po czym biorę klucze i ruszam do drzwi. - Więc chodźmy.

Ostatecznie kierujemy się do hotelowego dziedzińca i zajmujemy miejsce w jednej z kabin. Przyciągam ją do siebie. - Chcesz, żebym opowiedział ci to, co pamiętam? Czy masz szczegółowe pytania?

- I to, i to – mówi. - Ale chcę najpierw usłyszeć twoją historię.

Całuję bok jej głowy, po czym opieram o nią głowę, kiedy wpatrujemy się w dziedziniec. - Musisz zrozumieć, jak bardzo jest to dla mnie surrealistyczne, Sky. Myślałem o tym, co stało się z tobą każdego dnia przez ostatnie trzynaście lat. I pomyśleć, że mieszkałem dwie mile od ciebie przez siedem tych lat? Wciąż sam mam problem z tego przetrawieniem. A teraz, nareszcie mając ciebie tutaj, mówiąc ci o wszystkim, co się wydarzyło…

Wzdycham, przypominając sobie tamten dzień. - Po tym jak samochód odjechał, wszedłem do domu i powiedziałem Les, że pojechałaś z kimś. Cały czas pytała mnie z kim, ale nie wiedziałem. Moja matka była w kuchni, więc poszedłem tam i jej powiedziałem. Nie bardzo zwracała na mnie uwagę. Gotowała zupę, a my byliśmy tylko dzieciakami. Nauczyła się, żeby nas wyłączyć. Poza tym wciąż nie miałem pewności czy zdarzyło się coś, co nie miało się wydarzyć, więc nie brzmiałem na spanikowanego ani nic. Powiedziała mi, żebym wyszedł na dwór i pobawił się z Les. Była w tym taka nonszalancka, że pomyślałem, iż wszystko jest w porządku. Będąc sześciolatkiem, byłem pewien, że dorośli wiedzą wszystko, więc nic już nie mówiłem. Wyszedłem z Les na zewnątrz, żeby się pobawić i minęło kolejnych parę godzin, kiedy twój tata wyszedł, wołając twoje imię. Gdy tylko usłyszałem jak cię woła, zamarłem. Zatrzymałem się pośrodku mojego podwórka i patrzyłem jak stoi na jego ganku, wołając cię. W tamtej chwili wiedziałem, że nie miał pojęcia, że z kimś pojechałaś. Wiedziałem, że zrobiłem coś złego.

- Holder – wtrąca. – Byłeś tylko małym chłopcem.

Ta. Małym chłopcem, który był na tyle duży, aby widzieć różnicę pomiędzy tym, co jest dobre, a co złe. – Twój tata podszedł do naszego podwórka i zapytał mnie czy wiem, gdzie jesteś. – Tutaj robi się dla mnie trudno. Tutaj zdałem sobie sprawę z okropnego błędu, którego popełniłem. - Sky, musisz coś zrozumieć – mówię do niej. - Bałem się twojego ojca. Miałem zaledwie sześć lat i wiedziałem, że zrobiłem coś okropnie złego, zostawiając cię samą. Teraz twój ojciec, szeryf policji, stoi nade mną z pistoletem widocznym w jego uniformie. Spanikowałem. Uciekłem do domu, pobiegłem prosto do mojej sypialni i zamknąłem drzwi. On razem z moją matką walili w drzwi przez pół godziny, ale za bardzo bałem się je otworzyć i przyznać im, że wiem, co się stało. Moja reakcja zmartwiła ich oboje, więc on od razu poprosił przez radio o wsparcie. Gdy usłyszałem jak radiowozy parkują na zewnątrz, myślałem, że przyjechali po mnie. Dalej nie rozumiałem co stało się z tobą. Jak matka przekonała mnie do wyjścia z pokoju, minęły już trzy godziny odkąd odjechałaś samochodem.

Wyczuwa jak bardzo boli mnie opowiadanie o tym. Wyciąga z rękawa jedną rękę i nakrywa moją dłoń.

- Zostałem zabrany na posterunek i byłem przesłuchiwany przez kilka godzin. Chcieli wiedzieć, czy wiedziałem, jaki był numer tablicy rejestracyjnej, jaka była marka auta, jak wyglądała ta osoba, co do ciebie mówiła. Sky, nic nie wiedziałem. Nawet nie mogłem sobie przypomnieć koloru auta. Mogłem im tylko powiedzieć, co dokładnie na sobie miałaś, bo tylko ciebie mogłem sobie wyobrazić. Twój tata był na mnie wściekły. Słyszałem jak wrzeszczał w korytarzu komisariatu, że gdybym powiedział komuś od razu kiedy to się stało, to byliby w stanie cię znaleźć. Obwiniał mnie. Kiedy funkcjonariusz policji obwinia cię o zgubienie jego córki, zazwyczaj wierzysz, że wie o czym mówi. Les też usłyszała jak krzyczał, więc myślała, że to była moja wina. Przez wiele dni nawet nie odezwała się do mnie. Oboje próbowaliśmy zrozumieć, co się stało. Przez sześć lat żyliśmy w doskonałym świecie, gdzie dorośli zawsze mają rację i złe rzeczy nie przydarzają się dobrym ludziom. Potem w ułamku chwili zostałaś zabrana i wszystko, co wiedzieliśmy okazało się błędnym wizerunkiem życia, który zbudowali nam nasi rodzice. Zorientowaliśmy się tego dnia, że nawet dorośli robią okropne rzeczy. Dzieci znikają. Najlepsi przyjaciele zostają od ciebie zabrani i nawet nie masz pojęcia czy żyją.

- Ciągle oglądaliśmy wiadomości, czekając na raporty. Przez wiele tygodni pokazywali w telewizji twoje zdjęcie, prosząc o wskazówki. Najnowsze zdjęcie jakie z tobą mieli było z okresu tuż przed tym jak umarła twoja matka, kiedy miałaś tylko trzy latka. Pamiętam, że to mnie wkurzyło, zastanawiałem się jak mogły minąć niemal dwa lata i nikt nie zrobił ci zdjęcia. Pokazywali zdjęcia twojego domu i czasami pokazywali też nasz. Czasami wspominali o chłopcu z domu obok, który widział jak to się stało, ale nie pamiętał szczegółów. Pamiętam jak jednej nocy… ostatniej nocy, kiedy mama pozwoliła nam oglądać relację telewizyjną… jeden z dziennikarzy pokazał zdjęcie naszych domów. Powiedzieli o jedynym świadku, ale mówili o mnie jako o „Chłopcu, który stracił Hope[1]”. To doprowadziło moją matkę do szału; wybiegła na zewnątrz i zaczęła krzyczeć na reporterów, kazała im zostawić nas w spokoju. Żeby zostawili mnie w spokoju. Mój tata musiał zaciągnąć ją z powrotem do domu.

- Moi rodzice robili, co w ich mocy, żeby nasze życie było jak najbardziej normalne. Po paru miesiącach, dziennikarze przestali się pokazywać. Niekończące się podróże do posterunku policji na kolejne przesłuchanie w końcu się skończyły. Sprawy powoli zaczęły wracać do normalności dla każdego w sąsiedztwie. Dla każdego prócz mnie i Les. Było tak jakby cała nasza nadzieja została zabrana razem z naszą Hope.

Wzdycha, kiedy skończyłem i milczy przez jakiś czas. - Spędziłam tyle lat nienawidząc mojego ojca za to, że mnie oddał – odzywa się. – Nie mogę uwierzyć, że tak po prostu mnie od niego zabrała. Jak mogła to zrobić? Jak ktokolwiek mógłby to zrobić?

- Nie wiem, kochanie.

Prostuje się i patrzy mi w oczy. – Muszę zobaczyć dom – mówi. – Chcę więcej wspomnień, ale żadnych nie mam i teraz jest to ciężkie. Ledwo co pamiętam, a co dopiero jego. Chcę tylko przejechać obok. Muszę zobaczyć dom.

- Teraz?

- Tak. Chcę pojechać, zanim się ściemni.



[1] Inaczej – „Chłopcu, który stracił nadzieję”. Hope = Nadzieja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz