3.8.14

Losing Hope - rozdział dziesiąty


Otwieram drzwi lodówki, bo umieram z głodu, ale nie jadłem nic od trzynastu miesięcy. Nie ugryzłem ani kawałku jedzenia odkąd umarła Les i to dziwne, że wciąż żyję po tym czasie.

Lodówce zajmuje sekundę włączenie światełka, nawet po tym jak mam otwarte drzwi. Gdy tylko zawartość lodówki zostaje oświetlona, od razu jestem rozczarowany. Każda półka wypchana jest dżinsami Les. Wszystkie są schludnie złożone na półkach lodówki, a to to mnie wkurza, ponieważ tam powinno być jedzenie i jestem pieprzenie głodny.

Otwieram jedną z dolnych szuflad, mając nadzieję, że jest tam schowane jedzenie, ale nie ma żadnego. Tylko kolejna para schludnie złożonych spodni. Zamykam ją i otwieram druga szufladę, a tam również są jej dżinsy.

Ile pieprzonych par dżinsów ona potrzebuje? I dlaczego są one w lodówce, gdzie powinno być jedzenie?

Zamykam drzwi lodówki i otwieram zamrażarkę, ale spotykam się z tą samą sytuacją, tyle że tym razem dżinsy są zamrożone. Wszystkie są w torbach termoizolacyjnych oznakowanych „dżinsy Les”. Zamykam z trzaskiem drzwi zamrażarki, zirytowany i odwracam się w kierunku spiżarni, mając nadzieję, że tam znajdę coś do jedzenia.

Obchodzę wyspę kuchenną i opuszczam wzrok.

Widzę ją.

Zaciskam powieki i znowu je otwieram, ale ona wciąż tam jest.

Les jest skulona w pozycji embrionalnej na podłodze, plecy opierają o drzwi spiżarki.

To nie ma żadnego sensu.

Jakim cudem ona tutaj jest?

Jest martwa od trzynastu miesięcy.

Jestem głodny.

- Dean – szepcze.

Otwiera oczy i natychmiast muszę wyciągnąć rękę, żeby oprzeć się o wyspę kuchenną. Moje ciało nagle staje się zbyt ciężkie do utrzymania i robię mały krok do tyłu, zaraz przed tym jak moje nogi się poddają i opadam przed nią na kolana.

Jej oczy są teraz szeroko otwarte i są całkowicie szare. Bez źrenic, bez tęczówek. Jedynie zaszklone szare oczy, które szukają mnie i nie mogą mnie znaleźć.

- Dean – mówi znowu ochrypłym szeptem. Na ślepo wyciąga w moją stronę ramię i porusza przed sobą palcami.

Chcę jej pomóc. Chcę chwycić ją za rękę, ale jestem zbyt słaby, żeby się poruszyć. Albo moje ciało zbyt wiele waży. Nie wiem co mnie zatrzymuje, ale jestem tylko pół metra od niej, robię wszystko, co mogę, by unieść ramię i złapać ją za dłoń, ale ono nie chce się cholernie ruszyć. Im bardziej walczę, aby odzyskać kontrolę nad moimi ruchami, tym trudniej jest mi oddychać. Ona teraz płacze, wymawiając moje imię. Ściska mnie w klatce piersiowej, a moje gardło zaczyna się zamykać i teraz nie mogę jej nawet uspokoić słowami, bo żadne nie wyjdą. Poruszam mięśniami w szczęce, ale moje zęby są mocno zaciśnięte i usta nie chcą się otworzyć.

Ona unosi się na łokciu, powoli przybliżając się do mnie. Próbuje po mnie sięgnąć, lecz jej martwe oczy nie potrafią mnie znaleźć. Teraz płacze jeszcze mocniej.

- Pomóż mi, Dean – mówi.

Nie nazwała mnie Deanem odkąd byliśmy dziećmi i nie wiem czemu teraz nazywa mnie Deanem. Nie podoba mi się to.

Zamykam oczy i próbuję skupić się na zmuszeniu mojego głosu do pracy albo moich ramion do ruchu, ale w tej chwili nie może mi pomóc cała koncentracja na świecie.

- Dean, proszę – płacze, tylko że tym razem to nie jest jej głos. To głos dziecka. – Nie idź – błaga dziecko.

Otwieram oczy i Les już tam nie ma, ale ktoś inny zajął jej miejsce. Mała dziewczynka siedzi z plecami przyciśniętymi do drzwi spiżarni i jej głowa schowana jest w jej ramionach, które mocno oplatają jej kolana.

Hope.

Wciąż nie mogę się poruszyć, mówić ani oddychać, a moja klatka piersiowa zaciska się coraz mocniej z każdym szlochem, który wstrząsa ciałem dziewczynki. Mogę tylko siedzieć i patrzeć jak płacze, bo jestem niezdolny fizycznie do chociażby odwrócenia głowy czy zamknięcia oczu.

- Dean – mówi głosem stłumionym przez jej ramiona i łzy. Po raz pierwszy słyszę jak wymawia moje imię od dnia, kiedy została zabrana, a to zabiera ze mnie mały oddech, który we mnie pozostał. Powoli unosi głowę z ramion i rozszerza oczy. Są całe szare, identyczne jak u Les. Opiera głowę o drzwi spiżarki i wierzchem dłoni ociera łzy.

- Znalazłeś mnie – szepcze.

Tylko tym razem nie jest to już głos małej dziewczynki. Nie jest to nawet głos Les.
Należy on do Sky.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz