Rozdział
trzydziesty piąty
Dzwoni telefon i
zanim zdążę się w ogóle przywitać, Daniel zaczyna mówić. – Czy serowe cycki i
ty chcecie dzisiaj przyjść, obejrzeć film ze mną i Val?
- Myślałem, że
zerwałeś z Val.
- Nie dzisiaj –
odpowiada Daniel.
- Nie wiem czy to
dobry pomysł. – Słyszałem wystarczająco o Val, by mieć wątpliwości z zabraniem
tam Sky. Chodzimy ze sobą dopiero od dwóch tygodni.
- To jest dobry pomysł – spiera się Daniel. –
Moi rodzice wychodzą o ósmej. Bądźcie o ósmej-zero-jeden.
Rozłącza się nagle,
więc piszę do Sky.
Chcesz obejrzeć dzisiaj film z Danielem i Val?
Przyciskam wyślij i
rzucam telefon na łóżko. Podchodzę do szafy, by przejrzeć mój wybór koszulek,
ale potem przypominam sobie, że nie mam zbyt wielkiego wyboru. Biorę jakąś
bluzkę i przekładam ją przez głowę, kiedy przychodzi wiadomość od Sky.
Dwa warunki. (Według Karen.) Muszę być w domu przed północą i nie
możesz mnie zapłodnić.
Śmieję się,
odpisując na jej wiadomość.
Biorąc pod uwagę, jak bardzo nudna jesteś, jestem całkiem pewien, że
wrócisz do domu za mniej niż godzinę.
Ale czy to znaczy, że i tak spróbujesz mnie zapłodnić?
Jasna sprawa.
Śmieję się głośno.
Ona naprawdę
napisała śmieję się głośno[1].
Wybucham śmiechem,
wkładając komórkę do kieszeni i wychodzę do auta.
***
Nigdy wcześniej nie
prowadziłem rozmowy z Val i dzisiejszy wieczór nie jest żadnym wyjątkiem.
Siedzimy ze Sky na kanapie stojącej przed telewizorem w piwnicy Daniela. Daniel
i Val siedzą na fotelu, ciągle się obściskując, co każe mi zastanawiać się
dlaczego Daniel w ogóle nas tutaj zaprosił, skoro tylko to zamierzają robić.
Przyglądamy im się
ze Sky niekomfortowo. Trudno jest skupiać się na telewizji, kiedy w tle słychać
głośne siorbanie.
W chwili, kiedy
ręka Daniela zaczyna wsuwać się pod bluzkę Val, rzucam w nich pilotem,
uderzając Daniela w kolano. Podskakuje i unosi rękę, pokazując mi środkowy
palec, ale ani razu nie zrywa kontaktu z ustami Val. Jednak jakimś sposobem na
mnie zerka, a ja mówię mu bezgłośnie, żeby wyniósł się z piwnicy albo jej
koszulki.
Podnosi się i Val
jest teraz wokół niego oplątana. Nic nie mówią, kiedy niesie ją po schodach do
swojej sypialni.
- Dziękuję – mówi Sky, oddychając z ulgą.
– Zaraz miałam rzygać.
Siedzi skulona obok
mnie na kanapie, opierając głowę na moim ramieniu. Zsuwam się po kanapie, żeby
nam obojgu było wygodniej i ponownie skupiamy się na telewizji. Ale wiem, że
tak naprawdę nie zwracamy na nią uwagi, bo energia w pokoju zmieniła się
całkowicie, kiedy Daniel i Val wyszli. Nie mieliśmy takiej prywatności odkąd
zaczęliśmy oficjalnie się umawiać dwa tygodnie temu.
Jej ręka tkwi w
mojej i są razem ściśnięte, leżąc na jej udzie. Nie ma na sobie sukienki, która
mnie kompletnie zmiękczyła za pierwszym razem, kiedy ją w niej zobaczyłem, ale ma sukienkę. I uwielbiam tę sukienkę tak
bardzo, jak tamtą.
Ale chciałbym, żeby
miała dżinsy. Gdy miałem szesnaście lat podsłuchałem rozmowę Les z jedną z jej
koleżanek. Miały iść na podwójną randkę i koleżanka wyjaśniała Les zasady ubrań
„do całowania”. Powiedziała, że jeśli Les chce pocałować kolesia, to musi
założyć dżinsy, bo facet będzie miał mniejsze szanse, żeby włożyć rękę tam,
gdzie nie powinien. Potem powiedziała Les, że jeśli planowała zajść dalej niż
pierwsza baza, to najlepiej na to pasuje spódniczka lub sukienka. Łatwy dostęp, mówiła. Pamiętam, jak
czekałem potem w salonie, żeby zobaczyć jaki ubiór wybrała Les. Zeszła po
schodach w spódniczce i pogoniłem ją z powrotem do pokoju, zmuszając do
założenia spodni.
Chciałbym, żeby Sky
miała na sobie teraz spodnie, bo ręce zaczynają mi się pocić i wiem, że ona
wyczuwa mój puls poprzez wnętrze dłoni. Jej sukienka każe mi myśleć, że Sky
chce dzisiaj iść o krok dalej i absolutnie nie mogę wyrzucić tego z głowy.
Cholernie chcę iść o krok dalej, ale
co jeśli Sky nie zna zasad ubrań „do całowania”? Co jeśli ma na sobie tę
sukienkę, bo po prostu tak chciała? Co jeśli ma na sobie tę sukienkę, bo
zepsuła się jej pralka i wszystkie jej spodnie są brudne? Co jeśli ma na sobie
tę sukienkę, ponieważ nie miała czasu przebrać się w dżinsy zanim pojawiłem się
w jej domu? Co jeśli ma na sobie tę sukienkę, ponieważ była dzisiaj w jakimś
przypadkowym kościele, który ma nabożeństwa w sobotę?
Chciałbym móc
wiedzieć, co chodzi teraz po jej głowie. Kładę głowę na oparciu kanapy i
przełykam ogromną gulę w gardle. – Podoba mi się twoja sukienka – odzywam się.
Wychodzi to w ochrypłym szepcie, bo moje gardło jest teraz bardzo słabe od
myślenia o niej. Ale sądzę, że podobało jej się to, jak to powiedziałem, bo
odchyla głowę, spoglądając na mnie, po czym jej wzrok powoli opada na moje
usta. Dzięki kątowi, w którym siedzimy, nie musimy nawet zmieniać pozycji do
pocałunku. Jej wargi są tak niesamowicie blisko, że praktycznie dotykają moich.
Ale żadne z nas tego nie wykorzystuje. Jeszcze.
- Dziękuję –
szepcze. Słodki oddech jej słów odbija się od moich ust, rozgrzewając mnie od
środka.
Napięcie jest teraz
tak gęste, że nie mogę nawet odetchnąć.
- Nie ma za co –
odszeptuję, wpatrując się w jej usta w ten sam sposób, co ona w moje. Oboje
milczymy przez chwilę, tylko się patrząc. Przyciska razem wargi, zwilżając je,
a ja jestem pewny, że wymamrotałem „jasna
cholera” pod nosem.
Podoba jej się, że
tak na mnie zadziałała, bo uśmiecha się szeroko. – Chcesz się trochę
poobściskiwać? – szepcze.
Do diabła, tak.
Moje usta dotykają
jej warg zanim jeszcze kończy wypowiadać zdanie. Opuszczam ręce na jej talię i
przesuwam ją tak, że siedzi na mnie okrakiem.
Siedzi na mnie
okrakiem w. Jej. Sukience.
Zaciskam mocno
dłonie na jej biodrach, podczas gdy jej ręce powoli wędrują po mojej szyi, wsuwając
się we włosy. Kręci mi się głowie od tego, jak jej klatka piersiowa przyciska
się do mojej i wydaje się, jakby jedyną rzeczą, która mogłaby znowu ją
naprostować, było przyciągnięcie jej bliżej do siebie i pocałowanie jeszcze
mocniej. Więc to właśnie robię. Zsuwam ręce z jej bioder, sięgam za nią i
przyciągam ją bliżej, przyciskając ją do siebie tak idealnie, że pojękuje i
ciągnie mnie za włosy. Trzymam jedną rękę na jej tyłku, pozwalając jej płynąć z
rytmem jej ruchów, a drugą rękę przesuwam po jej plecach, wplatając w jej
włosy. Przyciskam jej wargi głębiej do moich, prostując sylwetkę i pochylam się
do przodu tak, że plecami nie dotykam już kanapy, a nasze usta są niemal
sklejone. Tyle że przez to jeszcze mocniej kręci mi się w głowie, więc całujemy
się teraz szybciej, ona jęczy głośniej, ja znowu trzymam mocno jej biodra i
kieruję jej ruchami tak doskonale, że jestem pewien, iż dozna powtórki z tego,
co zrobiłem jej w pierwszy wieczór, kiedy się całowaliśmy.
Jeszcze tego nie
chcę, ponieważ ona ma na sobie tę sukienkę, co jest absolutnie niesamowite, a
ja nawet z tego nie korzystam. Chwytam jej ramiona i odsuwam ją od siebie,
opadając na kanapę.
Oboje łapiemy z
trudem powietrze. Oboje się uśmiechamy. Oboje patrzymy na siebie, jakby to była
najlepsza noc na świecie, bo jest dopiero dwudziesta druga i mamy jeszcze do
wykorzystania dwie. Puszczam jej ramiona i obejmuję jej twarz, po czym powoli
przyciągam ją z powrotem do moich ust. Zmieniam pozycję rąk, żeby wspierać jej
ciężar i podnoszę się, kładąc ją na kanapie. Dołączam do niej, wsuwając kolano
między jej nogi, a drugie kładąc na kanapie obok niej.
Zaczynam myśleć, że
Daniel wybrał tę ogromną kanapę w ten sam sposób, co dziewczyny wybierają
ubrania do całowania. Bo to jest doskonała kanapa na takie rzeczy.
Obsypuję
pocałunkami jej brodę, kierując się wzdłuż szyi do miejsca, gdzie zatrzymuje
się sukienka, a zaczyna dekolt. Powoli przesuwam dłonią po sukience i długości
jej ciała, dopóki nie sięgam jej piersi. Głaszczę ręką materiał i czuję, jak
twardnieje po koniuszkami moich palców.
Omójboże, cholernie kocham dzisiejszy
wieczór.
Jęczę, chwytając
jej pierś trochę mocniej i ona pojękuje, wyginając plecy, napierając na moją
rękę. Nakrywam wargami jej usta i całuję ją, dopóki nie robimy kolejnej przerwy
na nabranie powietrza. Przyciskam policzek do jej policzka.
Moje usta są tuż
obok jej ucha.
- Sky? – szepczę.
Wciąga szybki
oddech. – Tak?
Nabieram powoli
oddech. – Żyję tobą.
Wypuszcza
powietrze. – A ja żyję tobą, Deanie
Holderze.
Wypuszczam
powietrze.
Wdycham.
I wypuszczam.
Powtarzam te zdanie
w głowie. A ja żyję tobą, Deanie Holderze.
Po raz pierwszy
słyszę w jej ustach Dean.
Również po raz
pierwszy w życiu mam serce przebite przez słowo.
Unoszę policzek i
patrzę na nią. – Dziękuję.
Uśmiecha się. – Za
co?
Za bycie żywą, myślę do siebie.
- Za bycie sobą –
mówię głośno.
Jej uśmiech znika i
mógłbym przysiąc, że jej wzrok penetruje moją duszę. – Jestem dobra w byciu
sobą – odpowiada. – Zwłaszcza, kiedy jestem z tobą.
Wpatruję się w nią
przez kilka sekund, po czym znowu muszę przycisnąć do niej policzek. Chcę ją
pocałować, ale przyciskam mocno policzek do jej policzka, bo nie chcę, żeby
dostrzegła w moich oczach łzy.
Nie chcę, żeby
zobaczyła jak bardzo boli mnie wiedza, że jest tak blisko mnie… i jakoś mnie
nie pamięta.
[1]
Pamiętacie LOL? ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz