3.8.14

Losing Hope - rozdział trzydziesty piąty


Rozdział trzydziesty piąty

 

Dzwoni telefon i zanim zdążę się w ogóle przywitać, Daniel zaczyna mówić. – Czy serowe cycki i ty chcecie dzisiaj przyjść, obejrzeć film ze mną i Val?

- Myślałem, że zerwałeś z Val.

- Nie dzisiaj – odpowiada Daniel.

- Nie wiem czy to dobry pomysł. – Słyszałem wystarczająco o Val, by mieć wątpliwości z zabraniem tam Sky. Chodzimy ze sobą dopiero od dwóch tygodni.

- To jest dobry pomysł – spiera się Daniel. – Moi rodzice wychodzą o ósmej. Bądźcie o ósmej-zero-jeden.

Rozłącza się nagle, więc piszę do Sky.

Chcesz obejrzeć dzisiaj film z Danielem i Val?

Przyciskam wyślij i rzucam telefon na łóżko. Podchodzę do szafy, by przejrzeć mój wybór koszulek, ale potem przypominam sobie, że nie mam zbyt wielkiego wyboru. Biorę jakąś bluzkę i przekładam ją przez głowę, kiedy przychodzi wiadomość od Sky.

Dwa warunki. (Według Karen.) Muszę być w domu przed północą i nie możesz mnie zapłodnić.

Śmieję się, odpisując na jej wiadomość.

Biorąc pod uwagę, jak bardzo nudna jesteś, jestem całkiem pewien, że wrócisz do domu za mniej niż godzinę.

Ale czy to znaczy, że i tak spróbujesz mnie zapłodnić?

Jasna sprawa.

Śmieję się głośno.

Ona naprawdę napisała śmieję się głośno[1].

Wybucham śmiechem, wkładając komórkę do kieszeni i wychodzę do auta.

***

Nigdy wcześniej nie prowadziłem rozmowy z Val i dzisiejszy wieczór nie jest żadnym wyjątkiem. Siedzimy ze Sky na kanapie stojącej przed telewizorem w piwnicy Daniela. Daniel i Val siedzą na fotelu, ciągle się obściskując, co każe mi zastanawiać się dlaczego Daniel w ogóle nas tutaj zaprosił, skoro tylko to zamierzają robić.

Przyglądamy im się ze Sky niekomfortowo. Trudno jest skupiać się na telewizji, kiedy w tle słychać głośne siorbanie.

W chwili, kiedy ręka Daniela zaczyna wsuwać się pod bluzkę Val, rzucam w nich pilotem, uderzając Daniela w kolano. Podskakuje i unosi rękę, pokazując mi środkowy palec, ale ani razu nie zrywa kontaktu z ustami Val. Jednak jakimś sposobem na mnie zerka, a ja mówię mu bezgłośnie, żeby wyniósł się z piwnicy albo jej koszulki.

Podnosi się i Val jest teraz wokół niego oplątana. Nic nie mówią, kiedy niesie ją po schodach do swojej sypialni.

- Dziękuję – mówi Sky, oddychając z ulgą. – Zaraz miałam rzygać.

Siedzi skulona obok mnie na kanapie, opierając głowę na moim ramieniu. Zsuwam się po kanapie, żeby nam obojgu było wygodniej i ponownie skupiamy się na telewizji. Ale wiem, że tak naprawdę nie zwracamy na nią uwagi, bo energia w pokoju zmieniła się całkowicie, kiedy Daniel i Val wyszli. Nie mieliśmy takiej prywatności odkąd zaczęliśmy oficjalnie się umawiać dwa tygodnie temu.

Jej ręka tkwi w mojej i są razem ściśnięte, leżąc na jej udzie. Nie ma na sobie sukienki, która mnie kompletnie zmiękczyła za pierwszym razem, kiedy ją w niej zobaczyłem, ale ma sukienkę. I uwielbiam tę sukienkę tak bardzo, jak tamtą.

Ale chciałbym, żeby miała dżinsy. Gdy miałem szesnaście lat podsłuchałem rozmowę Les z jedną z jej koleżanek. Miały iść na podwójną randkę i koleżanka wyjaśniała Les zasady ubrań „do całowania”. Powiedziała, że jeśli Les chce pocałować kolesia, to musi założyć dżinsy, bo facet będzie miał mniejsze szanse, żeby włożyć rękę tam, gdzie nie powinien. Potem powiedziała Les, że jeśli planowała zajść dalej niż pierwsza baza, to najlepiej na to pasuje spódniczka lub sukienka. Łatwy dostęp, mówiła. Pamiętam, jak czekałem potem w salonie, żeby zobaczyć jaki ubiór wybrała Les. Zeszła po schodach w spódniczce i pogoniłem ją z powrotem do pokoju, zmuszając do założenia spodni.

Chciałbym, żeby Sky miała na sobie teraz spodnie, bo ręce zaczynają mi się pocić i wiem, że ona wyczuwa mój puls poprzez wnętrze dłoni. Jej sukienka każe mi myśleć, że Sky chce dzisiaj iść o krok dalej i absolutnie nie mogę wyrzucić tego z głowy. Cholernie chcę iść o krok dalej, ale co jeśli Sky nie zna zasad ubrań „do całowania”? Co jeśli ma na sobie tę sukienkę, bo po prostu tak chciała? Co jeśli ma na sobie tę sukienkę, bo zepsuła się jej pralka i wszystkie jej spodnie są brudne? Co jeśli ma na sobie tę sukienkę, ponieważ nie miała czasu przebrać się w dżinsy zanim pojawiłem się w jej domu? Co jeśli ma na sobie tę sukienkę, ponieważ była dzisiaj w jakimś przypadkowym kościele, który ma nabożeństwa w sobotę?

Chciałbym móc wiedzieć, co chodzi teraz po jej głowie. Kładę głowę na oparciu kanapy i przełykam ogromną gulę w gardle. – Podoba mi się twoja sukienka – odzywam się. Wychodzi to w ochrypłym szepcie, bo moje gardło jest teraz bardzo słabe od myślenia o niej. Ale sądzę, że podobało jej się to, jak to powiedziałem, bo odchyla głowę, spoglądając na mnie, po czym jej wzrok powoli opada na moje usta. Dzięki kątowi, w którym siedzimy, nie musimy nawet zmieniać pozycji do pocałunku. Jej wargi są tak niesamowicie blisko, że praktycznie dotykają moich. Ale żadne z nas tego nie wykorzystuje. Jeszcze.

- Dziękuję – szepcze. Słodki oddech jej słów odbija się od moich ust, rozgrzewając mnie od środka.

Napięcie jest teraz tak gęste, że nie mogę nawet odetchnąć.

- Nie ma za co – odszeptuję, wpatrując się w jej usta w ten sam sposób, co ona w moje. Oboje milczymy przez chwilę, tylko się patrząc. Przyciska razem wargi, zwilżając je, a ja jestem pewny, że wymamrotałem „jasna cholera” pod nosem.

Podoba jej się, że tak na mnie zadziałała, bo uśmiecha się szeroko. – Chcesz się trochę poobściskiwać? – szepcze.

Do diabła, tak.

Moje usta dotykają jej warg zanim jeszcze kończy wypowiadać zdanie. Opuszczam ręce na jej talię i przesuwam ją tak, że siedzi na mnie okrakiem.

Siedzi na mnie okrakiem w. Jej. Sukience.

Zaciskam mocno dłonie na jej biodrach, podczas gdy jej ręce powoli wędrują po mojej szyi, wsuwając się we włosy. Kręci mi się głowie od tego, jak jej klatka piersiowa przyciska się do mojej i wydaje się, jakby jedyną rzeczą, która mogłaby znowu ją naprostować, było przyciągnięcie jej bliżej do siebie i pocałowanie jeszcze mocniej. Więc to właśnie robię. Zsuwam ręce z jej bioder, sięgam za nią i przyciągam ją bliżej, przyciskając ją do siebie tak idealnie, że pojękuje i ciągnie mnie za włosy. Trzymam jedną rękę na jej tyłku, pozwalając jej płynąć z rytmem jej ruchów, a drugą rękę przesuwam po jej plecach, wplatając w jej włosy. Przyciskam jej wargi głębiej do moich, prostując sylwetkę i pochylam się do przodu tak, że plecami nie dotykam już kanapy, a nasze usta są niemal sklejone. Tyle że przez to jeszcze mocniej kręci mi się w głowie, więc całujemy się teraz szybciej, ona jęczy głośniej, ja znowu trzymam mocno jej biodra i kieruję jej ruchami tak doskonale, że jestem pewien, iż dozna powtórki z tego, co zrobiłem jej w pierwszy wieczór, kiedy się całowaliśmy.

Jeszcze tego nie chcę, ponieważ ona ma na sobie tę sukienkę, co jest absolutnie niesamowite, a ja nawet z tego nie korzystam. Chwytam jej ramiona i odsuwam ją od siebie, opadając na kanapę.

Oboje łapiemy z trudem powietrze. Oboje się uśmiechamy. Oboje patrzymy na siebie, jakby to była najlepsza noc na świecie, bo jest dopiero dwudziesta druga i mamy jeszcze do wykorzystania dwie. Puszczam jej ramiona i obejmuję jej twarz, po czym powoli przyciągam ją z powrotem do moich ust. Zmieniam pozycję rąk, żeby wspierać jej ciężar i podnoszę się, kładąc ją na kanapie. Dołączam do niej, wsuwając kolano między jej nogi, a drugie kładąc na kanapie obok niej.

Zaczynam myśleć, że Daniel wybrał tę ogromną kanapę w ten sam sposób, co dziewczyny wybierają ubrania do całowania. Bo to jest doskonała kanapa na takie rzeczy.

Obsypuję pocałunkami jej brodę, kierując się wzdłuż szyi do miejsca, gdzie zatrzymuje się sukienka, a zaczyna dekolt. Powoli przesuwam dłonią po sukience i długości jej ciała, dopóki nie sięgam jej piersi. Głaszczę ręką materiał i czuję, jak twardnieje po koniuszkami moich palców.

Omójboże, cholernie kocham dzisiejszy wieczór.

Jęczę, chwytając jej pierś trochę mocniej i ona pojękuje, wyginając plecy, napierając na moją rękę. Nakrywam wargami jej usta i całuję ją, dopóki nie robimy kolejnej przerwy na nabranie powietrza. Przyciskam policzek do jej policzka.

Moje usta są tuż obok jej ucha.

- Sky? – szepczę.

Wciąga szybki oddech. – Tak?

Nabieram powoli oddech. – Żyję tobą.

Wypuszcza powietrze. – A ja żyję tobą, Deanie Holderze.

Wypuszczam powietrze.

Wdycham.

I wypuszczam.

Powtarzam te zdanie w głowie. A ja żyję tobą, Deanie Holderze.

Po raz pierwszy słyszę w jej ustach Dean.

Również po raz pierwszy w życiu mam serce przebite przez słowo.

Unoszę policzek i patrzę na nią. – Dziękuję.

Uśmiecha się. – Za co?

Za bycie żywą, myślę do siebie.

- Za bycie sobą – mówię głośno.

Jej uśmiech znika i mógłbym przysiąc, że jej wzrok penetruje moją duszę. – Jestem dobra w byciu sobą – odpowiada. – Zwłaszcza, kiedy jestem z tobą.

Wpatruję się w nią przez kilka sekund, po czym znowu muszę przycisnąć do niej policzek. Chcę ją pocałować, ale przyciskam mocno policzek do jej policzka, bo nie chcę, żeby dostrzegła w moich oczach łzy.

Nie chcę, żeby zobaczyła jak bardzo boli mnie wiedza, że jest tak blisko mnie… i jakoś mnie nie pamięta.



[1] Pamiętacie LOL?  ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz