3.8.14

Losing Hope - rozdział czterdziesty dziewiąty


Wchodzę do gabinetu mojej mamy i widzę, że rozmawia przez telefon. Unosi wzrok, kiedy zamykam za sobą drzwi. Podchodzę do jej biurka, odsuwam komórkę od jej ucha i rozłączam połączenie.

- Ty wiesz? – pytam ją. – Wiesz o tym, co ten sukinsyn zrobił Les? – Ocieram oczy grzbietem dłoni, a ona podnosi się ze łzami w oczach. – Wiesz, co zrobił Hope? I wiesz, że Hope żyje i nic jej nie jest? Wszystko wiesz?

Matka kręci głową i strach wkrada się do jej oczu. Nie potrafi stwierdzić czy jestem wściekły, czy zaraz wybuchnę.

- Holder… - odzywa się. – Nie mogliśmy ci powiedzieć. Wiedziałam, co ci to zrobi, gdybyś wiedział, że coś takiego wydarzyło się twojej siostrze.

Opadam na krzesło, nie potrafiąc dłużej stać. Obchodzi biurko i klęka przede mną. – Przepraszam, Holder. Proszę, nie znienawidź mnie. Tak strasznie cię przepraszam.

Płacze, patrząc na mnie z tak wielkim żalem i przeprosinami. Od razu odnajduję siłę na wstanie i podniesienie jej razem ze mną. – Boże, nie – odpowiadam, obejmując ją. – Mamo, cieszę się, że wiesz. Czuję taką ulgę, że Les miała cię przy sobie w tym czasie. A Hope? – Odsuwam ją od siebie, patrząc jej w oczy. – Ona jest Sky, mamo. Hope to Sky, a Sky jest cała i zdrowa, i kocham ją. Kocham ją tak mocno i nie miałem pojęcia jak ci o tym powiedzieć, bo bałem się, że ją rozpoznasz.

Otwiera szeroko oczy i cofa się ode mnie, osuwając na krzesło. – Twoja dziewczyna? Twoja dziewczyna to Hope?

Potakuję, wiedząc, że nie ma to dla niej żadnego sensu. – Pamiętasz, jak poznałem Sky w sklepie parę miesięcy temu? Rozpoznałem ją. Myślałem, że to Hope, ale potem pomyślałem, że się mylę. A potem cholernie się w niej zakochałem, mamo. Nie wiem nawet jak zacząć ci mówić o tym, co przeszedłem w tym tygodniu. – Mówię szybciej niż pewnie potrafi to ogarnąć. Siadam na krześle naprzeciwko niej i przysuwam je bliżej do niej, nachylam się i biorę ją za ręce. – Nic jej nie jest. Mnie nic nie jest. Więcej niż nic mi nie jest. I wiem, że robiłaś co mogłaś dla Les, mamo. Mam nadzieję, że ty również o tym wiesz. Zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy, ale czasami nawet cała miłość matek oraz braci nie wystarcza, aby wyciągnąć kogoś z jego koszmaru. Musimy po prostu zaakceptować, że sprawy są takie jakie są i nie zmieni tego cały żal oraz poczucie winy na świecie.

Rozpłakuje się. Oplatam ją ramionami i przytulam do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz