Wchodzę do
gabinetu mojej mamy i widzę, że rozmawia przez telefon. Unosi wzrok, kiedy
zamykam za sobą drzwi. Podchodzę do jej biurka, odsuwam komórkę od jej ucha i
rozłączam połączenie.
- Ty wiesz? – pytam ją. – Wiesz o tym, co ten
sukinsyn zrobił Les? – Ocieram oczy grzbietem dłoni, a ona podnosi się ze łzami
w oczach. – Wiesz, co zrobił Hope? I wiesz, że Hope żyje i nic jej nie jest?
Wszystko wiesz?
Matka kręci
głową i strach wkrada się do jej oczu. Nie potrafi stwierdzić czy jestem
wściekły, czy zaraz wybuchnę.
- Holder… -
odzywa się. – Nie mogliśmy ci powiedzieć. Wiedziałam, co ci to zrobi, gdybyś wiedział,
że coś takiego wydarzyło się twojej siostrze.
Opadam na
krzesło, nie potrafiąc dłużej stać. Obchodzi biurko i klęka przede mną. –
Przepraszam, Holder. Proszę, nie znienawidź mnie. Tak strasznie cię
przepraszam.
Płacze,
patrząc na mnie z tak wielkim żalem i przeprosinami. Od razu odnajduję siłę na
wstanie i podniesienie jej razem ze mną. – Boże, nie – odpowiadam, obejmując
ją. – Mamo, cieszę się, że wiesz. Czuję taką ulgę, że Les miała cię przy sobie
w tym czasie. A Hope? – Odsuwam ją od siebie, patrząc jej w oczy. – Ona jest Sky, mamo. Hope to Sky, a Sky jest cała
i zdrowa, i kocham ją. Kocham ją tak mocno i nie miałem pojęcia jak ci o tym
powiedzieć, bo bałem się, że ją rozpoznasz.
Otwiera
szeroko oczy i cofa się ode mnie, osuwając na krzesło. – Twoja dziewczyna?
Twoja dziewczyna to Hope?
Potakuję,
wiedząc, że nie ma to dla niej żadnego sensu. – Pamiętasz, jak poznałem Sky w
sklepie parę miesięcy temu? Rozpoznałem ją. Myślałem, że to Hope, ale potem
pomyślałem, że się mylę. A potem cholernie się w niej zakochałem, mamo. Nie
wiem nawet jak zacząć ci mówić o tym, co przeszedłem w tym tygodniu. – Mówię
szybciej niż pewnie potrafi to ogarnąć. Siadam na krześle naprzeciwko niej i
przysuwam je bliżej do niej, nachylam się i biorę ją za ręce. – Nic jej nie
jest. Mnie nic nie jest. Więcej niż
nic mi nie jest. I wiem, że robiłaś co mogłaś dla Les, mamo. Mam nadzieję, że
ty również o tym wiesz. Zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy, ale czasami nawet
cała miłość matek oraz braci nie wystarcza, aby wyciągnąć kogoś z jego
koszmaru. Musimy po prostu zaakceptować, że sprawy są takie jakie są i nie
zmieni tego cały żal oraz poczucie winy na świecie.
Rozpłakuje
się. Oplatam ją ramionami i przytulam do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz