3.8.14

Losing Hope - rozdział czternasty


Co chcesz dzisiaj robić?

Czytam wiadomość Daniela i odpowiadam.

Sorry. Plany.

WTF, wargo sromowo?! Nie! Ja. Ty. Plany.

Nie mogę. Jestem całkiem pewien, że mam randkę.

Sky?

Tak.

Mogę przyjść?

Nie.

Więc mogę być twoją randką w następną sobotę?

Jasne, kochanie.

Nie mogę się doczekać, cukiereczku.

Śmieję się z wiadomości Daniela, po czym oczyszczam ekran i znajduję numer Sky. Nie słyszałem od niej odkąd zasnęła na mnie zeszłej nocy, więc nie jestem nawet pewien czy dzisiaj chce mnie ona w swoim domu.

O której mogę przyjść? Nie żebym nie mógł się tego doczekać czy coś. Jesteś naprawdę, naprawdę nudna.

Po wysłaniu wiadomości, dostaję kolejną wiadomość od numeru, którego nie rozpoznaję.

Jeśli umawiasz się z moją dziewczyną, załatw sobie własne opłacone minuty i przestań tracić moje, ośle.

Jedyną osobą z opłaconymi minutami jaką znam jest Sky. I mówiła, że jej najlepsza przyjaciółka kupiła jej telefon, więc poważnie mam nadzieję, że ta wiadomość jest od jej przyjaciółki, a nie kogoś innego. Od razu odpisuję, mając nadzieję, że dowiem się więcej.

Jak mam zdobyć więcej minut?

Kiedy tylko wysyłam wiadomość, przychodzi odpowiedź Sky.

Bądź o dziewiętnastej. I przynieś coś do jedzenia. Nie gotuję dla ciebie.

Nieuprzejme.

Kocham to.

***

Znowu do mnie napisała, kiedy byłem w sklepie spożywczym, prosząc mnie, żebym się pospieszył. Naprawdę, poważnie lubię to, że ona chce mnie mieć u siebie szybciej. Bardzo to lubię. Bardzo lubię . Bardzo lubię ten cały weekend.

Jej drzwi wejściowe otwierają się chwilę po tym jak dzwonię do drzwi. Ona uśmiecha się jak tylko mnie widzi i przeklinam pod nosem, bo to jest jeszcze jedna rzecz, w której właśnie się zakochałem. Spogląda na torby z zakupami w moich dłoniach i unosi brew.

Wzruszam ramionami. - Jedno z nas musi być gościnne. – Idę po schodach i przechodzę obok niej, po czym kieruję się do kuchni. – Mam nadzieję, że lubisz spaghetti i klopsy, bo to właśnie dostaniesz.

- Gotujesz dla mnie kolację? – pyta za mną sceptycznie.

- Tak naprawdę gotuję dla siebie, ale możesz trochę zjeść, jeśli chcesz. – Zerkam za siebie i uśmiecham się, żeby wiedziała, że się droczę.

- Zawsze jesteś taki sarkastyczny?

Wzruszam ramionami. – A ty?

- Zawsze odpowiadasz pytaniami na pytania?

- A ty?

Bierze ręcznik z kontuaru i rzuca nim we mnie, ale uchylam się przed nim. - Chcesz się czegoś napić? – pytam ją.

- Proponujesz zrobić mi coś do picia w moim własnym domu?

Podchodzę do lodówki i przeszukuję półki, ale moje opcje są ograniczone. – Chcesz mleko, które smakuje jak tyłek czy chcesz napój gazowany?

- Mamy w ogóle napój gazowany?

Spoglądam zza drzwi lodówki i uśmiecham się do niej. – Czy którekolwiek z nas może powiedzieć coś, co nie będzie pytaniem?

- Sama nie wiem, możemy?

- Myślisz, że jak długo możemy to utrzymać? – pytam, zabierając z lodówki ostatni napój gazowany. – Chcesz lodu?

- A ty bierzesz lód?

Niech to szlag, jest urocza. – Myślisz, że powinienem brać lód?

- Lubisz lód?

Jest szybka. Jestem pod wrażeniem. – Czy twój lód jest dobry?

- Cóż, wolisz kruszony lód czy w kostce?

Niemal odpowiadam mówiąc, że w kostce, ale zdaję sobie sprawę, że to nie byłoby pytanie. Mrużę oczy i przeszywam ją wzrokiem. – Nie ma dla ciebie lodu.

- Ha! Wygrałam – triumfuje.

- Pozwoliłem ci wygrać, bo jest mi ciebie żal – mówię, wracając do kuchenki. - Każdy, kto chrapie tak głośno jak ty zasługuje na przerwę od czasu do czasu.

- Wiesz co, obelgi naprawdę są tylko zabawne, kiedy są w formie tekstowej – mówi.

Podnosi się i idzie do zamrażarki w tym samym czasie, co ja odwracam się, żeby pójść do lodówki po mielony czosnek. Stoi do mnie plecami i wsypuje do swojej szklanki lód. Obraca się, gdy docieram do lodówki. Patrzy na mnie z tymi dużymi brązowymi oczami i tymi wydętymi wargami, i podchodzę do niej bliżej, mając nadzieję, że znowu wytrącę ją z równowagi. Kocham to robić.

Unoszę ramię i przyciskam dłoń do lodówki, patrząc jej w oczy. - Wiesz, że żartuję, prawda?

Od razu nabiera powietrza i potakuje głową. Uśmiecham się, przysuwając się jeszcze bliżej. – Dobrze. Bo nie chrapiesz. Tak naprawdę jesteś całkiem cholernie urocza, gdy śpisz. – Nie wiem dlaczego powiedziałem jej, że nie chrapała. Może nie chcę, żeby wiedziała jak długo zostałem w jej łóżku, przyglądając się po tym jak wczoraj zasnęła.

Przygryza dolną wargę, patrząc na mnie z nadzieją. Jej klatka piersiowa unosi się ciężko, jej ramiona pokryte są gęsią skórką i niczego nie chciałbym bardziej jak złapać jej twarz i ją pocałować. Chcę ją pocałować bardziej niż chcę powietrza.

Ale już powiedziałem sobie, że tego nie zrobię, więc jej nie pocałuję.

Jednak to nie znaczy, że nie mogę się z nią trochę podroczyć. Przesuwam usta, aż dotykają niemal jej ucha. – Sky. Potrzebuję od ciebie… - przerywam na chwilę i czekam jak złapie ona oddech - …żebyś się ruszyła. Potrzebuję coś z lodówki. – Odsuwam się i obserwuję jej reakcję. Jej dłonie są przyciśnięte do lodówki za nią jakby próbowała utrzymać się w pozycji stojącej.

Widzenie jej fizycznej reakcji na moją bliskość powoduje we mnie uśmiech. Kiedy się uśmiecham i ona dostrzega, że celowo się z nią drażniłem przymruża oczy, a ja się śmieję.

Pcha mnie w klatkę piersiową, odpychając od siebie. – Jesteś takim dupkiem! – mówi, idąc do kontuaru.

- Przykro mi, ale cholera. Tak rażąco czujesz do mnie pociąg, że ciężko jest ci nie dokuczać. – Wciąż się śmieję, gdy wracam do kuchenki z czosnkiem. Wsypuję go trochę na patelnię i spoglądam na nią. Zakrywa twarz dłońmi ze wstydu i od razu czuję poczucie winy. Nie chcę, żeby myślała, że nie jestem nią zainteresowany, bo jestem pewien, że jestem nią zainteresowany o wiele bardziej niż ona mną. Chyba jednak nie pokazałem jej tego wyraźnie, co jest trochę niesprawiedliwe.

- Chcesz coś wiedzieć? – pytam.

Unosi na mnie wzrok i potrząsa głową. - Prawdopodobnie nie.

- Możesz przez to poczuć się lepiej – dodaję.

- Wątpię.

Patrzę na nią, a ona się nie uśmiecha i nie cierpię tego. Chciałem, żeby to było żartobliwe; nie chciałem zranić jej uczuć. – Też mogę czuć do ciebie lekki pociąg – przyznaję, mając nadzieję, iż pomoże jej to uświadomić sobie, że nie chciałem jej zawstydzić.

- Tylko lekki? – pyta przekornie.

Nie. Nie tylko lekki. Cholernie wielki.

Kontynuuję przygotowanie jedzenia i robię wszystko, co mogę, żeby wszystko zacząć, bym mógł usiąść i porozmawiać z nią, kiedy będzie się gotować. Ona siedzi cicho przy blacie, przyglądając się mojej pracy w jej kuchni. Kocham to, że nie jest skromna, jeśli chodzi o sposób w jaki mi się przygląda. Wpatruje się we mnie jakby nie chciała patrzeć na nic innego i podoba mi się to.

- Co znaczy lol?

- Poważnie?

- Tak, poważnie. Wcześniej napisałeś to w swojej wiadomości.

- Znaczy to śmiać się głośno. Używasz tego, kiedy sądzisz, że coś jest zabawne.

- Huh – mówi. – To głupie.

- Ta, dość głupie. Choć jest to nawyk i skrócone wiadomości są szybsze do napisania, kiedy już się do tego przyzwyczaisz. Trochę jak OMG, WTF, IDK i…

- O Boże, przestań – mówi szybko. – Mówiąc w skróconej formie tekstowej jesteś naprawdę nieatrakcyjny.

Puszczam jej oko. – Więc już nigdy tego nie zrobię. – Podchodzę do kontuaru i wyciągam warzywa z siatki. Przemywam je pod wodą i przenoszę kreskę do krojenia na blat przed nią. – Lubisz sos spaghetti z kawałkami warzyw czy bez niczego? – pytam, kładąc przed sobą pomidor. Ona patrzy na coś ze mną, zamyślona. Czekam, żeby zobaczyć czy odpowie mi, gdy wyrwie się z myśli, ale ona dalej wpatruje się w przestrzeń.

- Wszystko w porządku? – pytam, machając ręką przed jej oczami. Nareszcie przytomnieje i unosi na mnie wzrok. - Gdzie poszłaś? Na chwilę zniknęłaś.

Szybko to zbywa. – Nic mi nie jest.

Nie podoba mi się ton jej głosu. Nie wygląda na to, że nic jej nie jest.

- Gdzie poszłaś, Sky? – pytam raz jeszcze. Chcę wiedzieć, o czym myślała. Albo może nie chcę wiedzieć, ponieważ jeśli myślała o tym, że chce abym wyszedł, to mam nadzieję, że nadal będzie udawać, iż nic jej nie jest.

- Obiecasz, że nie będziesz się śmiał? – pyta.

Przepływa przeze mnie ulga, bo nie sądzę, że pytałaby mnie o to, gdyby miała nadzieję, że wyjdę. Ale nie zamierzam obiecywać jej, że nie będę się śmiał, więc kręcę głową, nie zgadzając się. – Powiedziałem ci, że zawsze będę z tobą szczery, więc nie. Nie mogę obiecać, że nie będę się śmiał, ponieważ jesteś poniekąd zabawna, a to tylko postawi mnie na niepowodzenie.

- Zawsze jesteś taki trudny?

Uśmiecham się, ale nie odpowiadam. Kocham, kiedy robi się mną poirytowana, więc celowo nie daję jej odpowiedzi.

Wyprostowuje się na krześle i mówi. - Okej, dobra. – Wciąga głęboki oddech, jakby przygotowywała się na długą przemowę.

Denerwuję się.

- Poważnie nie jestem dobra w całym tym randkowaniu, a nawet nie wiem czy to jest randka, ale wiem, że cokolwiek to jest, to jest to coś trochę więcej od dwójki przyjaciół spędzających razem czas, a świadomość tego sprawia, że myślę o później, kiedy będzie czas, żebyś szedł i czy planujesz mnie pocałować, a ja jestem typem osoby, która nie cierpi niespodzianek, więc nie mogę przestać czuć się tym skrępowana, ponieważ chcę żebyś mnie pocałował i może to być aroganckie z mojej strony, ale trochę myślę, że ty też chcesz mnie pocałować, więc tak sobie myślałam jak o wiele prościej by było, gdybyśmy już się pocałowali, byś mógł wrócić do gotowania kolacji, a ja przestałabym próbować mentalnie wyobrażać sobie jak rozegra się nasz wieczór.

Jestem całkiem pewien, że to zbyt szybko, żeby ją kochać, ale kurde. Ona musi przestać robić i mówić te niespodziewane rzeczy, które powodują, że chcę przyśpieszyć cokolwiek się między nami dzieje. Bo chcę ją pocałować, kochać się z nią, poślubić ją i żeby miała moje dzieci, a chcę, żeby to wszystko stało się dzisiaj.

Ale wtedy skończyłyby nam się wszystkie pierwsze razy, a pierwsze razy są najlepszą częścią. Dobrze, że jestem cierpliwy.

Odkładam nóż na deskę do krojenia i patrzę jej w oczy. - To – mówię – było najdłuższe jednociągowe zdanie, jakie kiedykolwiek usłyszałem.

Nie podoba jej się mój komentarz. Fuka i opiera się o krzesło, nadąsana.

- Odpręż się – śmieję się. Wykorzystuję chwilę, żeby skończyć sos, zacząć makaron i zrobić wszystko, co muszę, żeby dotrzeć do punktu, gdzie będę mógł z nią normalnie porozmawiać bez gotowania w tym samym czasie. Kiedy nareszcie nastawiam makaron, wycieram ręce w ręcznik kuchenny i kładę go na blacie. Obchodzę kontuar, podchodząc do miejsca, gdzie ona siedzi.

- Wstań – mówię.

Powoli się podnosi i kładę ręce na jej barkach, po czym rozglądam się po pomieszczeniu, szukając dobrego miejsca, aby powiadomić ją, że dzisiaj nie zamierzam jej pocałować. Choć bardzo tego chcę i choć wiem, że ona tego ode mnie chce, to nadal chcę poczekać.

I wiem, że powiedziałem jej, że nie jestem wredny, ale nigdy nie mówiłem, że nie jestem okrutny. Po prostu zbyt dobrze się bawię, obserwując ją, gdy jest speszona i naprawdę znowu chcę sprawić, żeby taka była. – Hmm – mówię, nadal udając, że szukam idealnego miejsca na pocałowanie jej. Spoglądam w kuchnię, potem biorę ją za nadgarstki i ciągnę ją ze sobą. – Trochę podobało mi się tło lodówki. – Przyciskam ją do lodówki, a ona mi pozwala. Przez cały czas nie przestała uważnie mi się przyglądać i uwielbiam to. Podnoszę ramiona do boków jej głowy i zaczynam się pochylać. Ona zamyka oczy.

Ja trzymam moje otwarte.

Przez chwilę patrzę na jej wargi. Dzięki całusowi, którego skradłem wczoraj, kiedy spała, tak jakby mam wyobrażenie tego jaki mają dotyk. Ale teraz nie mogę się powstrzymać od zastanawiania jak smakują. Tak bardzo mnie kusi, żeby pochylić się jeszcze parę centymetrów i samemu się przekonać, ale nie robię tego.

Mam to opanowane.

To są tylko usta.

Przyglądam się jej jeszcze przez parę chwil, dopóki jej powieki się nie unoszą, gdy jej nie całuję. Całe jej ciało podskakuje, kiedy widzi jak blisko jestem, a to wywołuje we mnie śmiech.

Dlaczego tak bardzo podoba mi się drażnienie jej?

- Sky? – mówię, patrząc na nią z góry. – Nie staram się ciebie torturować czy coś, ale już podjąłem decyzję zanim tutaj przyszedłem. Dzisiaj cię nie pocałuję.

Nadzieja na jej twarzy niemal od razu słabnie.

- Czemu nie? – odpowiada. Jej oczy pełne są odrzucenia i absolutnie tego nie cierpię, ale nadal jej nie pocałuję. Ale chcę, żeby wiedziała jak bardzo chcę ją pocałować.

Podnoszę rękę do jej twarzy i rysuję linię na jej policzku. Dotyk jej skóry pod koniuszkami moich palców jest jak jedwab. Wciąż muskam jej szczękę, potem szyję. Moje całe ciało jest napięte, bo nie jestem pewien czy ona czuje to wszystko tak, jak ja. Nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś taki jak Grayson mógłby mieć na tyle szczęścia, żeby dotykać jej twarzy i smakować jej ust i nie przejmowałby się czy jej się to w ogóle podoba.

Kiedy moja dłoń sięga jej barku, zatrzymuję się i patrzę jej w oczy. - Chcę cię pocałować – mówię. – Uwierz mi, chcę.

Tak bardzo.

Zabieram rękę z jej barku i kładę ją na jej policzku. Wtula się w moją dłoń i unosi na mnie spojrzenie, jej oczy pełne są rozczarowania. - Ale jeśli naprawdę chcesz, to dlaczego tego nie zrobisz?

Ugh. Nienawidzę tego spojrzenia. Jeżeli dalej będzie na mnie tak patrzeć to stracę każdy strzęp woli, jaka mi pozostała. Nie jest jej zbyt wiele.

Odchylam jej twarz do mojej. – Ponieważ – szepczę – boję się, że tego nie poczujesz.

Wyraz jej twarzy, kiedy to mówię jest mieszanką uświadomienia i żalu. Ona wie, że odnoszę się do jej braku reakcji na innych facetów i nie jestem pewien czy ona wie jak reagować. Milczy, ale chcę, żeby się ze mną kłóciła. Chcę, żeby powiedziała mi jak bardzo się mylę. Chcę, żeby powiedziała mi, że już czuje to, co czuję ja, ale zamiast tego kiwa głową i pokrywa swoją ręką moją dłoń.

Zamykam oczy, żałując, że nie zareagowała inaczej. Ale fakt, że tego nie zrobiła dowodzi tylko, że dzisiaj właśnie mam jej nie całować. Nie rozumiem dlaczego jest taka zamknięta w sobie, ale poczekam tyle, ile będę musiał. Nie ma mowy, że odejdę teraz od tej dziewczyny.

Odciągam ją od lodówki i oplatam ją ramionami. Powoli odwzajemnia uścisk otaczając mnie rękami w pasie i przytulając się do mojego torsu. Chętnie się o mnie opiera i tylko uczucie, że ona chce, abym ją przytulał, jest lepsze nic wszystko co czułem przez cały rok. Musiała tylko odwzajemnić mój uścisk, ale ona nie wie o tym, że właśnie wcisnęła we mnie mnóstwo życia. Przyciskam usta do jej włosów i wciągam powietrze. Mógłbym tak stać przez całą noc.

Ale rozbrzmiewa cholerny minutnik kuchenki, przypominając mi, że gotuję jej kolację. Jeżeli oznacza to puszczenie jej, to wolę zagłodzić się na śmierć. Ale obiecałem ugotować dla niej, więc rozluźniam uchwyt wokół niej i cofam się o krok.

Zawstydzony i niemal zrozpaczony wyraz na jej twarzy jest ostatnią rzeczą jaką oczekuję zobaczyć. Opuszcza wzrok na podłogę i zdaję sobie sprawę, że rozczarowałem ją. Bardzo. Staram się tylko ustawić tempo, które jest dla niej najlepsze. Nie chcę, żeby myślała, iż idę wolno, bo to mój wybór. Bo gdyby nie miała żadnego problemu z facetami, to teraz nie stalibyśmy w tej kuchni. Bylibyśmy na jej łóżku, tak jak ostatniej nocy, tylko tym razem ona by mi nie czytała.

Chwytam obie jej dłonie i splatam nasze palce. - Spójrz na mnie. – Niepewnie podnosi twarz i spogląda na mnie. – Sky, nie pocałuję cię dzisiaj, ale uwierz mi, kiedy mówię, że nigdy nie chciałem bardziej pocałować dziewczyny. Więc przestań myśleć, że nie czuję do ciebie pociągu, ponieważ nie masz pojęcia, jak bardzo czuję. Możesz trzymać moją dłoń, możesz przesuwać palcami przez moje włosy, możesz siedzieć na mnie okrakiem, kiedy będę karmił cię spaghetti, ale nie zostaniesz dzisiaj pocałowana. I prawdopodobnie jutro też nie. Potrzebuję tego. Potrzebuję wiedzieć na pewno, że będziesz czuć każdą jedną rzecz, którą czuję ja, gdy moje usta dotkną twoich. Bo chcę, żeby twój pierwszy pocałunek był najlepszym pocałunkiem w historii pierwszych pocałunków.

Smutek zniknął z jej oczu i uśmiecha się do mnie. Unoszę jej dłoń i całuję ją. - Teraz przestań się dąsać i pomóż mi skończyć klopsy. Okej? – pytam, pragnąc od niej gwarancji, że mi wierzy. – Wystarczy to, żeby przeprowadzić cię przez parę więcej randek?

Kiwa głową, nadal się uśmiechając. – Tak. Ale mylisz się, co do jednej rzeczy.

- Co?

- Powiedziałeś, że chcesz żeby mój pierwszy pocałunek był najlepszym pierwszym pocałunkiem, ale to nie będzie mój pierwszy pocałunek. Wiesz o tym.

Nie wiem jak ją o tym poinformować, ale nigdy wcześniej nie była pocałowana. W każdym razie nie tak, jak na to zasługiwała. Nie cierpię tego, że ona nie zdaje sobie z tego sprawy, więc biorę na siebie pokazanie jej jak dokładnie wygląda prawdziwy pocałunek.

Puszczam jej dłonie i obejmuję jej twarz, odprowadzając ją z powrotem do lodówki. Pochylam się, czując jej oddech na moich ustach, a ona wciąga gwałtownie powietrze. Uwielbiam teraz bezsilny, głodny wyraz jej oczu, ale nie dorównuje on temu, co ona mi robi, kiedy przygryza wargę.

- Niech cię o czymś poinformuję – mówię, obniżając głos. – W chwili kiedy moje usta dotkną twoich to będzie twój pierwszy pocałunek. Ponieważ jeśli nigdy nic nie poczułaś, kiedy ktoś cię całował, to nikt nigdy tak naprawdę cię nie pocałował. Nie tak, jak ja planuję cię całować.

Wypuszcza wstrzymywany oddech i jej ramiona znów pokryte są gęsią skórką.

To poczuła.

Uśmiecham się zwycięsko i odsuwam się od niej, po czum skupiam się na kuchence. Słyszę jak zsuwa się po lodówce. Obracam się i ona siedzi na podłodze, patrząc na mnie ze zszokowaniem. Śmieję się.

- Nic ci nie jest? – pytam, puszczając oko.

Uśmiecha się do mnie z podłogi i przyciąga nogi do klatki piersiowej ze wzruszeniem ramion. – Moje nogi przestały pracować. – Śmieje się. – Pewnie przez to, że czuję do ciebie tak wielki pociąg – mówi sarkastycznie.

Rozglądam się po kuchni. – Myślisz, że twoja mama ma nalewkę dla ludzi, którzy czują do mnie zbyt wielki pociąg?

- Moja mama ma nalewkę na wszystko – odpowiada.

Podchodzę do niej i chwytam ją za rękę, podnosząc ją. Przyciskam rękę do jej pleców i przyciągam ją do siebie. Patrzy na mnie spod opadających powiek i ciche sapnięcie rozchyla jej wargi. Obniżam usta do jej ucha i szepczę. – Cóż, cokolwiek zrobisz… upewnij się, że nigdy nie weźmiesz tej nalewki.

Jej pierś unosi się przy mojej i patrzy w moje oczy jakby wszystko, co dzisiaj powiedziałem nie miało żadnego znaczenia. Ona chce, żebym ją pocałował i nie obchodzi ją, że robię wszystko, co mojej mocy, żeby tego nie zrobić.

Zsuwam rękę w dół jej pleców i klepię ją w tyłek. – Skup się, dziewczyno. Mamy jedzenie do ugotowania.

***

- Dobra, mam jedno – odzywa się ona, odkładając swoją szklankę na stół.

Gramy w grę, którą zaproponowała o nazwie Gość na Obiedzie, gdzie dozwolone są wszystkie pytania i nie można jeść ani pić, dopóki nie odpowie się na pytanie. Nigdy o niej nie słyszałem, ale lubię myśl, że mogę zapytać ją o wszystko, co chcę.

- Czemu poszedłeś za mną do samochodu w sklepie spożywczym? – pyta.

Wzruszam ramionami. - Jak powiedziałem, myślałem, że byłaś kimś innym.

- Wiem – mówi. - Ale kim?

Może nie chcę grać w tę grę. Nie jestem gotów, żeby powiedzieć jej o Hope. Zdecydowanie nie jestem gotów, żeby powiedzieć jej o Les, ale nie ma jak tego obejść, ponieważ moja odpowiedź właśnie wkopała mnie do dziury. Przesuwam się na krześle i sięgam po picie, ale wyciąga mi je z ręki.

- Żadnego picia. Najpierw odpowiedz na pytanie. – Odstawia moje picie na stół i czeka na moje wyjaśnienie. Naprawdę nie chcę zachodzić do mojej pochrzanionej przeszłości, więc staram się, żeby moja odpowiedź była prosta.

- Nie byłem pewien, kogo mi przypominałaś – kłamię. – Po prostu kogoś mi przypominałaś. Później zorientowałem się, że przypominałaś mi moją siostrę.

Robi minę i mówi. – Przypominam ci twoją siostrę? To trochę obrzydliwe, Holder.

O kurde. Wcale nie to miałem na myśli. – Nie, nie tak. W ogóle nie tak, nawet nie wyglądasz tak jak ona wyglądała. Po prostu widząc cię przypomniałem sobie o niej. I nie wiem, dlaczego za tobą poszedłem. Wszystko było takie surrealistyczne. Cała sytuacja była trochę dziwaczna, a potem wpadnięcie na ciebie przed moim domem…

Czy naprawdę powinienem jej powiedzieć jak się czułem? Jak myślałem, że Les na pewno miała z tym coś wspólnego, że była to boska interwencja albo pieprzony cud? Bo szczerze czuję, że to było zbyt idealne, by zapisać to jako zbieg okoliczności.

- Tak jakby to było pisane – dokańczam.

Nabiera głębokiego tchu i patrzę na nią, bojąc się tego jak wyprzedzone mogło to być. Uśmiecha się do mnie i wskazuje na moje picie. – Możesz teraz się napić – mówi. – Twoja kolej na zadanie mi pytania.

- O, te będzie łatwe. Chcę wiedzieć, komu nadeptuję na odcisk. Otrzymałem dziś od kogoś tajemniczą wiadomość. Mówiło tylko ‘Jeśli umawiasz się z moją dziewczyną, załatw sobie własne opłacone minuty i przestań tracić moje, ośle.’

- To pewnie Six – odpowiada, uśmiechając się. - Osoba odpowiedzialna za moje dzienne dawki pozytywnych zapewnień.

Dzięki Bogu.

- Miałem nadzieję, że to powiesz. Bo jestem dość rywalizujący, a gdyby to było od faceta, moja odpowiedź nie byłaby taka miła.

- Odpowiedziałeś? Co powiedziałeś?

- Czy to twoje pytanie? Bo jeśli nie, to biorę kolejny gryz.

- Poczekaj moment i odpowiedz na pytanie – mówi.

- Tak, odpowiedziałem na jej wiadomość. Napisałem ‘Jak mam kupić więcej minut?’

Jej policzki czerwienieją i uśmiecha się szeroko. – Tylko żartowałam, to nie było moje pytanie. Wciąż moja kolej.

Okładam widelec na talerz i wzdycham na jej upór. – Jedzenie mi stygnie.

Ignoruje moje udane rozdrażnienie i pochyla się do przodu, patrząc mi prosto w oczy. - Chcę wiedzieć o twojej siostrze. I dlaczego odniosłeś się do niej w czasie przeszłym.

Ach, kurde. Czy odniosłem się do niej w czasie przeszłym? Patrzę na sufit i wzdycham. – Ugh. Naprawdę zadajesz głębokie pytania, co?

- Tak gra się w tę grę. Nie wymyśliłam zasad.

Przypuszczam, że nie wyjdę z tego bez wyjaśnienia. Ale szczerze mówiąc nie przeszkadza mi powiedzenie jej. Są pewne rzeczy w mojej przeszłości, o których wolałbym nie dyskutować, ale Les nie wydaje się być moją przeszłością. Nadal czuję jakby była częścią mojej teraźniejszości.

- Pamiętasz jak powiedziałem ci, że moja rodzina miała dosyć popieprzony zeszły rok?

Potakuje i nienawidzę tego, że zaraz zepsuję naszą rozmowę. Ale ona nie lubi nieprecyzyjności, więc… – Zmarła trzynaście miesięcy temu. Zabiła się, chociaż moja matka woli używać terminu „celowo przedawkowała”.

Nie odrywam wzroku od jej oczu, czekając aż „przykro mi” albo „tak się miało stać” wyjdzie z jej ust, tak jak wychodziło z ust każdego innego.

- Jak się nazywała? – pyta. Fakt, że w ogóle pyta jakby była szczerze zainteresowana jest nieoczekiwany.

- Lesslie. Ja mówiłem do niej Les.

- Była od ciebie starsza?

Tylko o trzy minuty. – Byliśmy bliźniakami – mówię tuż przed wzięciem kęsa jedzenia.

Jej oczy nieznacznie się powiększają i sięga po swoje picie. Tym razem to ja ją powstrzymuję.

- Moja kolej – mówię. Gdy wiem już, że wszystko jest dozwolone pytam ją o jedyną rzecz, o której nie bardzo chciała wczoraj rozmawiać. – Chcę poznać historię o twoim tacie.

Jęczy, ale zgadza się. Wie, że nie może odmówić odpowiedzi na te pytanie, bo właśnie całkowicie otworzyłem jej się w temacie Les.

- Tak jak mówiłam, nie widziałam go od trzeciego roku życia. Nie mam z nim żadnych wspomnień. Przynajmniej nie sądzę, bym miała. Nawet nie wiem jak wygląda.

- Twoja mama nie ma jego żadnych zdjęć?

Przekrzywia lekko głowę, po czym opiera się o krzesło. – Pamiętasz, jak powiedziałeś, że moja mama wygląda naprawdę młodo? Cóż, bo jest. Adoptowała mnie.

Upuszczam widelec.

Adoptowana.

Prawdziwa możliwość, że ona może być Hope bombarduje moje myśli. Jednakże nie miałoby sensu, że miała trzy lata, kiedy została adoptowana, ponieważ Hope miała pięć lat, kiedy ją zabrano. Chyba że została okłamana.

Ale jakie są szanse? I jakie są szanse, że ktoś taki jak Karen byłby zdolny do kradzieży dziecka?

- Co? – pyta. - Nigdy nie spotkałeś nikogo adoptowanego?

Uświadamiam sobie, że szok, który czuję w głowie i sercu pokazuje się również w mojej minie. Odchrząkuję i staram się pozbierać myśli, ale jeszcze milion pytań tworzy się w moim umyśle. – Zostałaś adoptowana w wieku trzech lat? Przez Karen?

Potrząsa głową. – Zostałam oddana do opieki zastępczej, kiedy miałam trzy lata, po tym jak zmarła moja biologiczna matka. Tata nie potrafił sam mnie wychować. Albo nie chciał samemu mnie wychowywać. W każdym razie mam się z tym dobrze. Poszczęściło mi się z Karen i nie mam żadnej potrzeby, żeby nad tym wszystkim się zastanawiać. Gdyby on chciał wiedzieć, gdzie jestem, to znalazłby mnie.

Jej matka nie żyje? Matka Hope nie żyje.

Ale Hope nigdy nie została oddana do opieki zastępczej i tata Hope nie oddał ją do adopcji. Wszystko to nie ma absolutnie żadnego sensu, ale jednocześnie nie mogę wykluczać możliwości. Albo została nakarmiona całkowitymi kłamstwami na temat jej przeszłości, albo ja szaleję.

Drugie jest bardziej prawdopodobne.

- Co znaczy twój tatuaż? – pyta, wskazując na niego widelcem.

Opuszczam wzrok na moje ramię i dotykam liter tworzących imię Hope.

Gdyby ona była Hope to pamiętałaby te imię. Tylko ta jedna rzecz powstrzymuje mnie od wiary w możliwość, że ona mogła być Hope.

Hope pamiętałaby.

- To przypomnienie – odpowiadam. - Zrobiłem go po śmieci Les.

- Przypomnienie czego?

A to jest jedyna nieprecyzyjna odpowiedź, jaką dostanie, bo zdecydowanie nie zamierzam wyjaśniać. – Przypomnienie ludzi, których zawiodłem.

Jej twarz nabiera współczującego wyrazu. - Ta gra nie jest zbyt fajna, co?

- Nie. – Śmieję się. - Trochę jest do dupy. Ale musimy iść dalej, bo wciąż mam pytania. Pamiętasz cokolwiek z okresu przed tym, jak zostałaś adoptowana?

- Nie bardzo. Kawałki, ale chodzi o to, że gdy nie masz nikogo, kto potwierdziłby twoje wspomnienia, po prostu wszystkie je tracisz. Jedyną rzecz, którą mam zanim zaadoptowała mnie Karen to jakaś biżuteria i nie mam pojęcia od kogo ona jest. Nie mogę teraz rozróżnić tego, co było rzeczywistością, snami czy tym, co zobaczyłam w telewizji.

- Pamiętasz swoją matkę?

Milczy przez chwilę. – Karen jest moją matką – mówi beznamiętnie. Wyczuwam, że nie chce o tym rozmawiać i nie chcę jej naciskać. – Moja kolej. Ostatnie pytanie, potem jemy deser.

- Myślisz, że mamy wystarczająco deseru? – pytam, próbując poprawić nastrój.

- Czemu go pobiłeś? – pyta, całkowicie pogarszając nastrój.

Nie chcę się w to zagłębiać. Odsuwam moją miskę. Po prostu pozwolę jej wygrać tę rundę. – Nie chcesz znać tej odpowiedzi, Sky. Przyjmę karę.

- Ale ja chcę wiedzieć.

Tylko ponowne myślenie o tamtym dniu już mnie denerwuje. Rozluźniam szczękę, żeby złagodzić napięcie. – Jak powiedziałem ci wcześniej, pobiłem go, bo był dupkiem.

- To nieprecyzyjne – odpowiada, mrużąc oczy. - Ty nie jesteś nieprecyzyjny.

Wiem, że lubię jej upór, ale lubię go tylko wtedy, kiedy nie naciska mnie ona do wspominania przeszłości. Ale także nie mam pojęcia, co powiedziano jej o całej tej sytuacji. Chciałem, żeby ona mi się otworzyła i zadawała mi pytania, żeby mogła usłyszeć prawdę ode mnie. Jeżeli odmówię odpowiedzi, to wtedy przestanie mi się otwierać.

- Był to mój pierwszy tydzień z powrotem w szkole odkąd umarła Les – mówię. – Ona też chodziła tutaj do szkoły, więc wszyscy wiedzieli, co się stało. Kiedy mijałem faceta na korytarzu, usłyszałem jak mówi coś o Les. Nie zgadzałem się z tym i dałem mu o tym znać. Posunąłem się za daleko, aż doszło do punktu, że kiedy siedziałem na nim, to nic mnie to nie obchodziło. W kółko zadawałem mu ciosy i nawet się tym nie przejąłem. Naprawdę popieprzoną częścią jest to, że ten dzieciak prawdopodobnie będzie głuchy na lewe ucho przez resztę życia, a mnie to wciąż nie obchodzi

Moja pięść leży zaciśnięta na stole. Zaledwie myślenie o tym jak wszyscy się zachowywali po jej śmierci znowu doprowadza mnie do szału.

- Co on o niej powiedział?

Opieram się o krzesło i opuszczam spojrzenie na stół między nami. Nie chcę patrzeć jej w oczy, gdy myślę tylko o rzeczach, które mnie wkurzają. – Słyszałem jak śmiał się, mówiąc swojemu koledze, że Les wzięła samolubne, łatwe wyjście. Powiedział, że gdyby nie była takim tchórzem, to by to przetrzymała.

- Przetrzymała co?

- Życie.

- Ty nie uważasz, że wzięła łatwe wyjście. – Nie wypowiada tego jak pytanie. Mówi to jakby szczerze próbowała mnie zrozumieć. Przez cały tydzień właśnie tego od niej chciałem. Chcę po prostu, żeby mnie rozumiała. Żeby uwierzyła mnie, a nie wszystkim innym.

I nie. Nie uważam, że wzięła łatwe wyjście. Wcale tak nie uważam.

Sięgam przez stół i chwytam dłońmi jej rękę. – Les była najdzielniejszą pieprzoną osobą, jaką kiedykolwiek znałem – mówię. - Potrzeba wiele odwagi, by zrobić to co ona. Żeby po prostu to zakończyć, nie wiedząc co jest dalej? Nie wiedząc czy cokolwiek jest dalej? Łatwiej jest żyć życiem bez żadnego w nim życia niż powiedzieć „pieprzyć to” i odejść. Ona była jedną z kilku, którzy po prostu powiedzieli „pieprzyć to”. A ja będę ją chwalił każdego dnia, gdy wciąż żyję, zbyt bardzo bojąc się zrobić to samo.

Patrzę na nią, kiedy kończę mówić i jej oczy są szeroko otwarte. Jej dłoń trzęsie się, więc ściskam ją mocno moimi rękami. Patrzymy na siebie przez kilkanaście sekund i widzę, że nie ma pojęcia co mi powiedzieć. Próbuję poprawić nastrój i zmienić temat. Mówiła, że to ostatnie pytanie, potem weźmiemy deser.

Schylam się, żeby pocałować ją w czubek głowy, po czym idę do kuchni. – Chcesz same ciastka czekoladowe czy z orzechami? – Patrzę na nią z kuchni, jak biorę desery, a ona wpatruje się we mnie wielkimi oczami.

Przeraziłem ją.

Właśnie ją kompletnie przeraziłem.

Wracam do miejsca, gdzie siedzi ona i kucam przed nią. – Hej. Nie chciałem cię przestraszyć – mówię do niej, obejmując dłońmi jej twarz. - Nie mam skłonności samobójczych, jeśli przez to wariujesz. Nie mam nasrane w głowie. Nie jestem obłąkany. Nie cierpię na nerwicę pourazową. Jestem tylko bratem, który kochał swoją siostrę bardziej niż samo życie, więc robię się trochę intensywny, kiedy o niej myślę. A jeśli radzę sobie lepiej, mówiąc sobie, że to co ona zrobiła było szlachetne, chociaż takie nie było, to tylko to robię. Tylko sobie radzę. – Daję jej czas, żeby przyswoiła sobie moje słowa, potem dokańczam moje wyjaśnienie. – Pieprzenie kochałem tę dziewczynę, Sky. Muszę wierzyć, że to co zrobiła było jedyną odpowiedzią, która jej pozostała, bo jeśli tego nie zrobię, to nigdy nie wybaczę sobie tego, że nie pomogłem jej znaleźć innej. – Przyciskam czoło do jej czoła, patrząc jej stanowczo w oczy. – Dobra?

Chcę, żeby zrozumiała, że staram się. Mogę nie mieć wszystkiego ogarniętego i mogę nie wiedzieć jak ruszyć się od śmierci Les, ale staram się.

Ona zaciska usta i potakuje głową, po czym odsuwa moje dłonie. – Muszę skorzystać z łazienki – mówi, szybko mnie mijając. Biegnie do łazienki i zamyka za sobą drzwi.

Jezu Chryste, dlaczego w ogóle tam zaszedłem? Idę do korytarza, przygotowany na zapukanie do jej drzwi i przeproszenie, ale postanawiam dać jej najpierw parę minut. Wiem, że to było naprawdę ciężkie. Może ona potrzebuje minuty.

Czekam na korytarzu, dopóki nie otwierają się drzwi łazienki. Nie wygląda na to, żeby płakała.

- Z nami okej? – pytam, robiąc krok w jej stronę.

Uśmiecha się do mnie i wypuszcza drżący oddech. – Powiedziałam ci, że myślę, że jesteś intensywny. To tylko udowadnia moją rację.

Znowu jest sobą. Kocham to w niej.

Uśmiecham się i otaczam ją ramionami, po czym opieram brodę o czubek jej głowy, podczas gdy kierujemy się do jej sypialni. – Możesz już zajść w ciążę?

Śmieje się. – Nie. Nie w ten weekend. Poza tym, musisz pocałować dziewczynę zanim ją zaciążysz.

- Czy ktoś nie miał edukacji seksualnej, kiedy była nauczana w domu? Ponieważ mógłbym cię zaciążyć, w ogóle nie całując. Chcesz bym pokazał?

Opada na łóżko i podnosi książkę, którą czytała mi zeszłej nocy. - Uwierzę ci na słowo – odpowiada. - Poza tym mam nadzieję, że dostaniemy masę edukacji seksualnej zanim dotrzemy do ostatniej strony.

Kładę się obok niej i przyciągam ją do siebie. Opiera głowę o moją klatkę piersiową i zaczyna mi czytać.

***

Zwijam rękę w ciasną pięść i trzymam ją na boku, robiąc wszystko, co w mojej mocy, żeby nie dotknąć jej ust. Po prostu nigdy wcześniej nie widziałem czegoś tak idealnego.

Ona czyta mi już od dobrej godziny i nie usłyszałem żadnego cholernego słowa, które wypowiedziała. Zeszłej nocy o wiele łatwiej było skupiać uwagę na rzeczywistej historii, bo nie patrzyłem bezpośrednio na nią. Dzisiaj wykorzystuję każdą część woli, jaką mam, żeby nie nakryć jej warg moimi ustami. Ona opiera się o mnie z głową na mojej klatce piersiowej, używając mnie jako jej poduszkę. Mam nadzieję, że nie czuje walącego teraz mojego serca, bo za każdym razem, jak zerka na mnie, przewracając stronę, jeszcze mocniej zaciskam pięści i staram się trzymać ręce przy sobie, lecz mój opór rozbrzmiewa w moim tętnie. I nie chodzi o to, że nie chcę jej dotknąć. Chcę ją dotknąć i pocałować tak mocno, aż fizycznie mnie to boli.

Po prostu nie chcę, żeby było to dla niej nieistotne. Kiedy ją dotknę… chcę, żeby to poczuła. Chcę, żeby każda rzecz, którą jej powiem i każda rzecz, którą jej zrobię miała znaczenie.

Ostatniej nocy, gdy powiedziała mi, że nigdy nic nie czuła, kiedy była całowana, moje serce zrobiło tę szaloną rzecz, gdzie czuło się przytłoczone, jakby było uciskane, dokładnie tak jak płuca w mojej klatce piersiowe. Umawiałem się z wieloma dziewczynami, chociaż mogłem przy niej to zbagatelizować. Z każdą dziewczyną, z którą byłem moje serce nigdy nie zareagowało tak, jak reaguje przy niej. I nie odnoszę się do uczuć mojego serca do niej, bo bądźmy szczerzy, ledwo co ją znam. Odnoszę się do dosłownych, fizycznych reakcji mojego serca na nią. Za każdym razem jak się odzywa, uśmiech albo, Broń boże, śmieje… moje serce reaguje jakby dostało kopniaka. Nie cierpię tego, lubię to i jakimś sposobem uzależniłem się od tego. Za każdym razem, kiedy ona mówi, kopniak w mojej klatce piersiowej przypomina mi, że wciąż coś w niej jest.

Ogromna część moich wnętrzności zgubiła się, kiedy straciłem Hope i byłem przekonany, że Les zabrała ze sobą resztkę zawartości mojej klatki piersiowej, gdy umarła w zeszłym roku. Po przebywaniu ze Sky przez te dwa ostatnie dni, już nie jestem tego taki pewien. Nie uważam, że moja klatka piersiowa była przez cały ten czas usta. Cokolwiek we mnie pozostało zaledwie spało, a ona jakoś powoli to wybudza.

Każdym słowem, które wymawia i każdym spojrzeniem, które posyła w moim kierunku, nieświadomie wyciąga mnie z tego trzynastoletniego koszmaru, w którym tkwiłem i chcę dalej jej na to pozwalać.

Pieprzyć to.

Rozluźniam pięść i podnoszę rękę do jej włosów, które są rozłożone na moim torsie. Unoszę luźny kosmyk i zawijam go wokół palca, nie odrywając wzroku od jej ust, podczas gdy ona nadal mi czyta. Orientuję się, że nadal czasami porównuję ją do Hope, pomimo starań, żeby tego nie robić. Staram się przypomnieć sobie dokładnie jak wyglądały oczy Hope lub czy miała te same cztery piegi na grzbiecie nosa, co ma Sky. Ilekroć zaczynam je porównywać, zmuszam się do zaprzestania. Nie ma to już znaczenia i muszę dać temu spokój. Sky udowodniła, że ona nie może być Hope i muszę to zaakceptować. Szanse na to, że dziewczyna, którą straciłem jest tutaj, przytulona do mojej piersi, pomiędzy koniuszkami palców trzymam pasemko jej włosów… to niemożliwe. Muszę odseparować je od siebie w mojej głowie zanim schrzanię i zrobię coś głupiego, jak na przykład zwrócę się do Sky złym imieniem.

To byłoby do kitu.

Dostrzegam, że jej usta są zaciśnięte w cienką linię i już nic nie mówi. Cholerna szkoda, bo jej usta są pieprzenie hipnotyzujące.

- Dlaczego przestałaś mówić? – pytam, nie patrząc jej w oczy. Wpatruję się w jej wargi, mając nadzieję, że znowu zaczną się poruszać.

- Mówić? – odpowiada, jej górna warga unosi się w uśmiechu. – Holder, ja czytam. To różnica. I wygląda na to, że w ogóle nie zwracałeś uwagi.

Zadziorność jej odpowiedzi sprawia, że się uśmiecham. – Och, zwracałem uwagę – mówię, unosząc się na łokciach. – Na twoje usta. Może nie na słowa z nich wychodzące, ale z pewnością na twoje usta. – Wysuwam się spod niej, dopóki nie kładzie się na plecach, potem zsuwam się, by położyć się obok niej. Przyciągam ją do siebie i znowu biorę palcami jej włosy. Fakt, że ani trochę mi się nie opiera oznacza tylko, że będę walczył ze sobą przez resztę tej cholernej nocy. Ona już pokazała wyraźnie, że chce, abym ją pocałował i niech mnie szlag trafi, jeżeli odsunięcie się od niej przyciśniętej do lodówki nie było najtrudniejszą rzeczą, którą musiałem zrobić.

Kurde. Tylko myślenie o tym jest prawie tak intensywne, jak wtedy kiedy miało to miejsce.

Opuszczam kosmyk włosów i patrzę jak moje palce kierują się prosto do jej ust. Nie wiem jak nastąpiło ostatnich pięć sekund, ale przyglądam się mojej dłoni, która muska jej wargi, jakbym nie miał już władzy nad moimi kończynami. Moja ręka ma własny rozum, ale naprawdę mnie to nie obchodzi… ani nie chcę przestawać.

Czuję jej oddech na koniuszkach moich palców i muszę przygryźć wnętrze policzka, żeby przekierować moje skupienie na coś innego od tego czego pragnę. Bo to nie moje pragnienia są teraz ważne – ale jej. I bardzo wątpię, że ona chce zasmakować moich ust tak bardzo jak ja potrzebuję teraz zasmakować jej.

- Masz ładne usta – mówię, wciąż powoli przesuwając po nich czubkami palców. – Nie mogę przestać na nie patrzeć.

- Powinieneś ich posmakować – odpowiada. - Są dość urocze.

Cholera jasna.

Zamykam oczy i opuszczam głowę na jej szyję, siłą odwracając moją uwagę od tych ust. – Przestań, ty zła dziewucho.

Śmieje się. – Nie ma mowy. To twoja głupia zasada, czemu ja mam ją wprowadzać w życie?

O Jezu. To dla niej gra. Te całe niecałowanie jest dla niej grą i zamierza się ze mną cholernie droczyć. Nie mogę tego zrobić. Jeżeli poddam się i pocałuję ją zanim będzie gotowa, to wiem, że nie będę mógł przestać. I nie wiem, co do diabła dzieje się teraz w mojej klatce piersiowej, ale naprawdę podoba mi się co czuję, kiedy jestem w jej towarzystwie. Jeżeli mogę przeciągnąć cokolwiek to jest, żeby mieć pewność, że ona czuje to samo, to właśnie to będę robił. Nawet jeśli zajmie mi kilka tygodni upewnienie się, że ona dojdzie do tego momentu, to chyba poczekam tych kilka tygodni. W międzyczasie zrobię wszystko, co mogę, aby upewnić się, że jej następny pierwszy raz będzie miał znaczenie.

- Bo wiesz, że mam rację – mówię, tłumacząc dlaczego musi pomóc mi wprowadzić w życie tę zasadę. - Nie mogę cię dzisiaj pocałować, ponieważ całowanie prowadzi do następnej rzeczy, a ona do następnej i w tym tempie skończą nam się wszystkie pierwsze razy do następnego weekendu. Nie chcesz jeszcze trochę przeciągnąć naszych pierwszych razów? – Odsuwam się od jej szyi i opuszczam na nią wzrok, bardzo świadomy, że w tej chwili pomiędzy naszymi ustami jest mniej przestrzeni niż między naszymi ciałami.

- Pierwsze razy? – pyta, spoglądając na mnie z ciekawością. – Jak wiele jest pierwszych razów?

- Nie jest ich tak dużo, dlatego musimy je przeciągać. Już opuściliśmy zbyt wiele odkąd się znamy.

Przekrzywia głowę i jej twarz staje się atrakcyjnie poważna. – Jakie pierwsze razy już opuściliśmy?

- Te łatwe – odpowiadam. - Pierwszy uścisk, pierwsza randka, pierwsza kłótnia, pierwszy raz, kiedy spaliśmy razem, choć ja nie spałem. Teraz mało nam zostało. Pierwszy pocałunek. Pierwszy raz na spanie razem, kiedy oboje będziemy rozbudzeni. Pierwsze małżeństwo. Pierwsze dziecko. Po tym nic już nie będzie. Nasze życia staną się przyziemne i nudne, ja będę musiał rozwieść się z tobą i poślubić żonę dwadzieścia lat młodszą ode mnie, żebym miał o wiele więcej pierwszych razów, a ty utkniesz wychowując dzieci. – Podnoszę rękę do jej policzka i uśmiecham się do niej. – Widzisz, kochanie? Robię to tylko dla twojej korzyści. Im dłużej czekam, żeby cię pocałować, tym będzie to dłużej zanim będę zmuszony do zostawienia cię na lodzie.

Ona śmieje się, a ten dźwięk jest tak toksyczny, że jestem zmuszony przełknąć dużą gulę w moim gardle, żebym znów mógł oddychać.

- Twoja logika mnie przeraża – mówi. - Tak jakby już nie uważam cię za atrakcyjnego.

Wyzwanie zaakceptowane.

Powoli przesuwam się nad nią, uważając, żeby rękami podtrzymać mój ciężar. Gdyby moje ciało dotknęło teraz którejkolwiek części jej ciała, to już przenosilibyśmy się na drugie i trzecie razy. – Tak jakby nie uważasz mnie za atrakcyjnego? – pytam, patrząc prosto w jej oczy. - To może również znaczyć, że tak jakby uważasz mnie za atrakcyjnego.

Jej oczy ciemnieją i potrząsa głową. Dostrzegam jak zagłębienie w podstawie jej gardła porusza się nieznacznie, kiedy przełyka ślinę zanim się odzywa. - W ogóle nie uważam cię za atrakcyjnego. Odpychasz mnie. Tak naprawdę to lepiej mnie nie całuj, bo jestem pewna, że zwymiotuję do twoich ust.

Śmieję się i opuszczam się na łokieć, żebym był bliżej jej ucha, nadal uważając, żeby nie dotknąć jej ciała.

- Jesteś kłamczuchą – szepczę. – Czujesz do mnie wielki pociąg i zamierzam to udowodnić.

Miałem zamiar się odsunąć, ale jak tylko uderza we mnie jej zapach, nie potrafię się już odsunąć. Przyciskam usta do jej szyi zanim w ogóle mam szansę na rozważenie mojej decyzji. Ale w tej chwili posmakowanie jej wydaje się być bardziej koniecznością niż tylko decyzją. Ona wciąga gwałtownie powietrze, kiedy odchylam się i nie mogę powstrzymać nadziei, że to było szczere. Myśl o tym, że ona rzeczywiście czuje to, co czułem ja, gdy moje usta dotknęły jej szyi sprawia, że czuję się śmiesznie zwycięsko. Wielka szkoda, że lubię wyzwania, ponieważ te sapnięcie sprawiło, że chcę ulepszyć moją grę. Obniżam usta do jej ucha i szepczę. - Czułaś to?

Jej oczy są zamknięte i potrząsa głową na nie, oddychając ciężko. Spoglądam na jej klatkę piersiową, unoszącą się niebezpiecznie blisko mojej.

- Chcesz, żebym znowu to zrobił? – pytam szeptem.

Chcę, żeby błagała mnie, żeby znowu to zrobić, ale kręci głową. Oddycha dwa razy szybciej niż sześćdziesiąt sekund temu, więc wiem, że się do niej dobieram. Śmieję się na to, że tak stanowczo potrząsa głową, w tym samym czasie zaciskając w pięści prześcieradło obok niej. Przysuwam się bliżej do jej ust, bo nagle mam przytłaczającą potrzebę, żeby nabrać trochę oddechów, które ona marnuje. Wydaje mi się, że potrzebuję ich teraz bardziej od niej, więc wciągam powietrze jednocześnie z dotknięciem ustami jej policzka. Jednak tam się nie zatrzymuję. Nie mogę tam się zatrzymać. Obsypuję pocałunkami obszar od jej policzka do ucha. Zatrzymuję się i nabieram tyle tchu, żebym mógł mówić opanowanym tonem. – Co ty na to?

Raz jeszcze potrząsa uparcie głową, ale odchyla ją od tyłu i leciutko na lewo, dając mi lepszy dostęp. Zabieram rękę z łóżka i kładę ją na jej talii, nie odrywając wzroku od jej oczu, jak wsuwam dłoń pod jej bluzkę, na tyle daleko, żeby musnąć kciukiem jej brzuch. Obserwuję ją, czekając na jakąkolwiek reakcję, ale ma teraz nieugięty wyraz twarzy z zaciśniętymi ustami, jakby próbowała wstrzymać oddech. Nie chcę, żeby wstrzymywała oddech. Potrzebuję słyszeć jak oddycha.

Kiedy zniżam usta i nos do jej podbródka, ona wypuszcza wstrzymywany oddech, tak jak miałem nadzieję, że zrobi. Przesuwam nosem po jej szczęce, wdychając jej zapach, potem zniżam się, słuchając uważnie każdego sapnięcia, które opuszcza jej usta, jakby to były ostatnie odgłosy, które kiedykolwiek usłyszę. Gdy docieram do jej ucha, cztery z moich zmysłów działają na najwyższych obrotach, a jeden ma poważne braki – smak. Wiem, że nie mogę dziś posmakować jej ust, ale muszę posmakować przynajmniej jednej części jej ciała. Przyciskam usta do jej ucha, a ona od razu unosi rękę do mojej szyi, przyciągając mnie bliżej. Czucie jej potrzeby moich ust dotykających jej skóry rozdziera moją klatkę piersiową i całkowicie się poddaję, jeszcze bardziej chcąc czuć od niej tę potrzebę. Natychmiast rozchylam wargi i sunę językiem po jej skórze, zapamiętując jej słodycz i piętnując ją w mojej pamięci. Nigdy nie smakowałem czegoś, co dorównywało jej doskonałości.

Wtedy ona jęczy i jasna cholera. Wszystko co myślałem, że wiedziałem o moich pragnieniach, potrzebach czy chęciach gubi się w tym dźwięku. Od tej chwili moim nowym i jedynym celem w życiu jest znalezienie sposobu, żeby sprawić, aby raz jeszcze wydała dokładnie ten sam dźwięk.

Kładę dłoń na boku jej twarzy i daję sobie upust, całując i drażniąc każdy centymetr jej szyi, starając się znaleźć te same miejsce, które zadowoliło ją parę sekund temu. Opuszcza głowę na poduszkę i wykorzystuję okazję na badanie większego obszaru jej szyi. Gdy tylko moje usta zaczynają przesuwać się do jej uniesionej klatki piersiowej, zmuszam się do wrócenia na północ, nie chcąc naciskać do punktu, gdzie będzie ona będzie mnie prosić, bym przestał. Bo absolutnie nie chcę przestawać tego, cokolwiek robimy.

Jej oczy wciąż są zamknięte i zbliżam usta do jej warg, całując ją delikatnie blisko kącika jej ust.

I oto jest. Najcichszy, najdelikatniejszy odgłos znowu opuszcza jej gardło. Nie mogę zignorować faktu, że razem z tym dźwiękiem budzi się kolejna część mojego ciała. Nie przestaję obcałowywać pełnego kółka wokół krawędzi jej warg, zaimponowany, że jakoś jestem w stanie znaleźć siłę, żeby się odsunąć.

Muszę się na chwilę zatrzymać, bo jeśli tego nie zrobię, to na pewno złamię dzisiaj moją jedną i jedyną zasadę – czym jest absolutny brak kontaktu ustami. Wiem, że jeśli teraz ją pocałuję to będzie świetnie. Ale nie chcę, żeby ona miała świetność. Chcę, żeby miała niewiarygodność. Patrząc w tej chwili na jej usta, wiem na pewno, że dla mnie to będzie niewiarygodne.

- Są takie idealne – mówię. – Jak serca. Dosłownie mógłbym patrzeć na twoje usta całymi dniami i nigdy się nie nudzić

Otwiera oczy i uśmiecha się. - Nie. Nie rób tego. Jeśli tylko będziesz patrzył, to ja będę znudzona.

Cholera, ten uśmiech. Bolesny jest przymus patrzenia jak te usta uśmiechają się, marszczą, dąsają, śmieją i mówią, kiedy chcę tylko patrzeć jak mnie całują.

Ale wtedy oblizuje wargi i wszystko co myślałem, że wiedziałem o bólu, tak naprawdę zaczyna wydawać się dobre w porównaniu do tego, jak moje serce jest wydłubywane z mojego torsu przez to małe drażnienie się. Jezu Chryste, ta dziewczyna.

Jęczę i przyciskam czoło do jej czoła. Świadomość, że jej usta są tak blisko moich wysysa ze mnie samokontrolę. Opadam na nią i jest tak jakby podmuch ciepłego powietrza wdarł się do pokoju i nas osaczył. Oboje czujemy wszystko jednocześnie i jęczymy razem, poruszamy się razem oraz oddychamy razem.

Wtedy całkowicie się poddajemy. Nasze cztery ręce gorączkowo ściągają moją koszulkę, jakby dwie ręce nie mogły zrobić tego wystarczająco szybko. Jak tylko jest ściągnięta, jej nogi oplatają się wokół mojego pasa i przyciska mnie mocno do siebie. Znowu opuszczam czoło na jej czoło i poruszam się przy niej, odnajdując nowy sposób na wyciągnięcie tych cichutkich dźwięków z jej ust, które szybko stają się moją nową, ulubioną piosenką. Poruszamy się razem i im więcej ona sapie i cicho jęczy, tym bliżej moje usta przysuwając się do jej warg, chcąc doświadczyć z pierwszej ręki tych dźwięków. Potrzebuję tylko maleńkiej próbki tego jaki będzie jej pocałunek. Mały zwiastun, tylko tyle. Pozwalam sobie musnąć wargami jej usta i oboje wciągamy powietrze.

Ona to czuje. Ona naprawdę, pieprzenie to czuje i myślę, że topię się w zadowoleniu. Nie chcę niczego przyspieszać i zdecydowanie nie chcę niczego spowalniać. Po prostu chcę utrzymywać dokładnie takiego tempo, jakie jest teraz, ponieważ jest idealne.

Przyciskam dłoń do boku jej głowy i nie odrywam czoła od jej czoła, opierając usta na jej wargach. Uwielbiam uczucie naszych ust przesuwających się po sobie, więc odsuwam się i oblizuję wargi, żeby wywołać gładszą przyczepność. Wyprostowuję nogi, zabierając z kolan trochę mojego ciężaru, nie spodziewając się, że ta mała zmiana zrobi jej to, co zrobiła. Wygina plecy w łuk i szepcze. – O Boże.

Czuję, że powinienem jej odpowiedzieć, bo cholernie się wydaje, że teraz zwraca się do mnie, patrząc na to jak zarzuca ramiona na moją szyję i przyciska do mnie głowę. Jej ramiona drżą, a jej nogi zaciskają się wokół mnie i uświadamiam sobie, że nie tylko ona to czuje, ale robi wszystko, co w jej mocy, żeby z tym walczyć.

- Holder – szepcze, ściskając moje plecy. Nie jestem pewien czy chce, abym jej odpowiedział, ale zapomniałem jak się mówi, więc nie ma to znaczenia. Ledwo co pamiętam jak się w ogóle oddycha.

- Holder.

Tym razem wymawia moje imię z większym ponagleniem, więc całuję ją w głowę i spowalniam moje ruchy. Jeszcze nie poprosiła mnie o przestanie czy zwolnienie, ale jestem całkiem pewien, że zamierza to zrobić. Zrobię wszystko, żeby zatrzymać jej prośbę, ponieważ ona jest niewiarygodna i absolutnie nie chcę przestawać.

- Sky, jeśli prosisz mnie, żebym przestał, zrobię to. Ale mam nadzieję, że tak nie jest, bo naprawdę nie chcę przestawać, więc proszę. – Unoszę się i patrzę na nią z góry, wciąż leciutko się przy niej poruszając. Wciąż nie poprosiła mnie jeszcze o przestanie i szczerze się tego boję. Boję się, że jeśli przestanę to cokolwiek ona teraz czuje, zniknie. To mnie przeraża, ponieważ wiem, że ja będę ją czuł przez wiele dni po dzisiejszej nocy. Kocham świadomość, że to co teraz jej robię ma taki efekt, iż ona czuje, że potrzebuje mnie zatrzymać zanim przejdzie dzisiaj przez nieoczekiwany pierwszy raz.

Wyciągam rękę do jej policzka i głaskam go wierzchem dłoni, chcąc… nie, potrzebując, żeby przeszła dzisiaj przez ten pierwszy raz. – Nie pójdziemy nigdzie dalej, obiecuję – mówię do niej. - Ale proszę, nie proś mnie o przestanie tam, gdzie już jesteśmy. Potrzebuję na ciebie patrzeć i potrzebuję cię usłyszeć, ponieważ fakt, że wiem, iż naprawdę teraz to czujesz jest tak pieprzenie niesamowity. Jesteś niewiarygodna, to jest niewiarygodne i proszę. Po prostu… proszę.

Zniżam usta do jej warg i całuję ją delikatnie, od razu się odsuwając zanim ta niesamowita więź zmieni się w coś więcej niż tylko całus. Jej usta są tak niewyobrażalnie doskonałe; muszę całkowicie się z niej unieść, żeby się pozbierać. W innym wypadku nie będę w stanie kontrolować się przez kolejną sekundę. Patrzę na nią, a ona wpatruje się we mnie, szukając w moich oczach odpowiedzi na pytanie, na które tylko sama może sobie odpowiedzieć. Czekam cierpliwie, aż zadecyduje, gdzie zmierzamy od tej momentu.

Jej głowa zaczyna poruszać się w przód i w tył, i kładzie ręce na moim torsie.

- Nie. Cokolwiek zrobisz, nie przestawaj.

Nie ruszam się przez chwilę, powtarzając w głowie kilka razy to, co właśnie powiedziała, dopóki nie jestem całkowicie pewien, że powiedziała mi, abym nie przestawał. Wsuwam rękę pod jej szyję i podnoszę jej czoło do mojego. - Dziękuję – mówię bez tchu. Znowu na nią opadam i odtwarzamy nasz rytm. Gdy jest do mnie przyciśnięta, to czuję ją tak niewiarygodnie, że nie wiem czy kiedykolwiek będę jeszcze taki sam. Ta dziewczyna właśnie uniosła barierkę tak wysoko ponad głowami innych dziewczyn, że nikt nigdy się do niej nie zbliży.

Całuję ją wszędzie, gdzie dziś dotknęły ją już moje usta, przyspieszając tempo wraz z rytmem jej sapań i jęków. Gdy czuję, że jej ciało napina się wokół mojego, odsuwam się od jej szyi i spoglądam na nią. Mocniej wbija paznokcie w moją skórę, po czym odchyla głowę do tyłu i zamyka oczy. Wygląda w taki sposób absolutnie pięknie, ale potrzebuję jej oczu na mnie. Potrzebuję obserwować jak ona to czuje.

- Otwórz oczy – mówię do niej. Krzywi się, ale nie patrzy na mnie. - Proszę.

Jej oczy natychmiast się otwierają, kiedy mówię proszę. Jej brwi marszczą się i traci rytm oddychania. Walczy teraz o oddech, jak jej ciało zaczyna pode mną drżeć, przez cały czas nie zrywając kontaktu wzrokowego. Mogę tylko wstrzymywać mój oddech i obserwować najbardziej niewiarygodną rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. Gdy jej najgłośniejsze jęki opuszczając jej usta, już nie potrafi utrzymać otwartych oczu. Jak tylko je zamyka, przyciskam usta do jej warg, potrzebując raz jeszcze poczuć je przy moich. Kiedy ona nareszcie się uspokaja, przesuwam wargi w dół jej szyi i całuję ją w taki sposób, w jaki chciałbym całować teraz jej usta.

Ale widzenie jak bardzo potrzebuje ona, żebym pocałował ją teraz w usta, powoduje że czekanie jest dla mnie jeszcze ważniejsze. Biorąc pod uwagę to co właśnie się między nami wydarzyło, wydaje się to niemal absurdem, żeby podtrzymywać zapewnienie niecałowania jej. Lecz jestem uparty i lubię świadomość, że następnym razem, gdy będziemy tak razem; będziemy mogli doświadczyć kolejny pierwszy raz, który prawdopodobnie doprowadzi mnie bardziej do szału niż dzisiejszy wieczór.

Przyciskam usta do jej ramienia i podpieram się na ramieniu. Przesuwam palcami po linii jej włosów i odsuwam z jej twarzy luźne kosmyki. Wygląda na całkowicie zadowoloną, a to jest najpiękniejsza, najbardziej satysfakcjonująca rzecz, jaką kiedykolwiek czułem.

- Jesteś niewiarygodna – mówię, wiedząc, że te słowo jest poważnym niedopowiedzeniem tego, czym ona tak naprawdę jest. Uśmiecha się do mnie i nabiera głębokiego tchu w tym samym czasie, co ja. Kładę się obok niej na łóżku, potrzebując od razu z niej zejść. Moja klatka piersiowa jest teraz w pełni życia i jedyną rzeczą, która mogłaby mnie teraz zaspokoić, byłoby bycie przyciśniętym do niej ciałem i ustami. Wyrzucam ten obrazek z głowy i staram się uspokoić, dopasowując rytm mojego oddechu do niej.

Po znalezieniu w ciszy wystarczająco stabilnego stanu, żeby znowu ją dotknąć, przysuwam do niej bliżej rękę i oplatam mały palec wokół jej palca. Te uczucie wydaje się być dla mnie zbyt znajome. Zbyt właściwe. O wiele zbyt długo opóźnione. Zaciskam powieki i próbuję odmówić mojemu sumieniu satysfakcji posiadania racji.

Ona jest Sky. Jest po prostu nią. Wątpię w to tylko dlatego, jak bardzo wydaje się być to znajome. Wystarczy zaledwie te poczucie znajomości, żeby przekonać mnie inaczej.

Mam nadzieję, że moje instynkty się mylą, bo jeżeli mam rację, to prawda ją zniszczy.

Proszę, niech ona będzie po prostu Sky.

Mój strach posiadania racji ciągle próbuje wyjść na powierzchnię i siadam na łóżku, potrzebując się od niej odseparować. Muszę oczyścić głowę z całego tego szaleństwa. - Muszę iść – mówię, spoglądając na nią z góry. - Nie mogę być z tobą na tym łóżku przez kolejną sekundę.

Mówię szczerze. Nie mogę być z nią na tym łóżku przez kolejną sekundę, chociaż jestem pewien, iż ona uważa, że to z innych powodów. Nie z powodu, dla którego naprawdę muszę się od niej odseparować – faktu, że jestem przerażony, iż moja intuicja choć raz się nie myli.

Wstaję, zakładam moją bluzkę przez głowę i dostrzegam, że ona patrzy na mnie, jakbym ją odrzucał. Wiem, że prawdopodobnie myślała, że dzisiaj jednak ją pocałuję, ale musi się wiele nauczyć, kiedy chodzi o wątpienie w moje słowo.

Nachylam się do niej i uśmiecham się uspokajająco. - Kiedy powiedziałem, że dziś nie zostaniesz pocałowana, mówiłem poważnie. Ale cholera, Sky. Nie miałem zielonego pojęcia jak zrobisz to pieprzenie trudnym. – Wsuwam rękę pod jej kark i pochylam się, by pocałować jej policzek. Kiedy wciąga gwałtownie powietrze, muszę zmusić się do puszczenia jej i zejścia z łóżka. Wpatruję się w nią, idąc do okna i wyciągam komórkę z mojej kieszeni. Wysyłam jej szybką wiadomość, po czym puszczam jej oko, tuż przed tym jak wychodzę na zewnątrz. Zamykam okno i cofam się parę kroków. Jak tylko okno jest zamknięte, ona zeskakuje ze swojego łóżka i wybiega z sypialni, najprawdopodobniej kierując się po komórkę, żeby sprawdzić jej wiadomość. Normalnie jej podekscytowanie zapewne wywołałoby mój śmiech. Zamiast tego wpatruję się pusto w jej okno sypialni. Moje serce wydaje się ciężkie, a umysł jeszcze cięższy, kiedy kawałki układanki powoli zaczynają do siebie pasować, razem z jej imieniem.

- Niebo zawsze jest piękne…

Wzdrygam się przez to wspomnienie. Opieram rękę o ceglaną ścianę i wciągam głęboki wdech. To prawie śmieszne, naprawdę – fakt, że mogę tutaj stać i rozważać możliwość, że to naprawdę mogłoby się wydarzyć po trzynastu latach. Gdyby to była prawda… gdyby ona naprawdę była nią… to by ją zrujnowało. Dlatego właśnie nie chcę zaakceptować tego bez namacalnego dowodu – czegoś, co będę mógł dotknąć, co mogłoby to potwierdzić. Bez namacalnego dowodu, ona będzie dla mnie Sky.

Chcę, żeby ona była Sky.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz