Les,
Pamiętasz jak byliśmy dziećmi i kazałem wszystkim, by przestali nazywać
mnie Deanem? Nigdy nikomu nie powiedziałem dlaczego wolę Holdera, nawet Tobie.
Mieliśmy po osiem lat i był to pierwszy oraz jedyny raz, kiedy poszliśmy
do Disneylandu. Czekaliśmy w kolejce na rollercoastera, a ty i tata byliście
przede mną, ponieważ nie mogłaś jechać sama. Byłem kilka centymetrów wyższy od
Ciebie, a Ciebie wkurzało, że mogłem jeździć na większości kolejek sam, a ty nie.
Gdy dotarliśmy naprzód kolejki, wsadzili Ciebie i tatę do pierwszego
wagonu, a ja musiałem czekać na następny. Stałem tam sam, czekając cierpliwie.
Odwróciłem się, żeby znaleźć mamę, a ona stała jakieś 100 metrów dalej przy
wyjściu, czekając na nas wszystkich. Pomachałem do niej i ona mi odmachała.
Obróciłem się, gdy podjechał następny wagon.
Wtedy ją usłyszałem.
Usłyszałem jak Hope krzyczy moje imię. Obróciłem się i stanąłem na
palcach, twarzą do dźwięku jej głosu.
- Dean! – krzyczała. Brzmiała z bardzo daleka, ale wiedziałem, że to ona,
ponieważ mówiła z tym swoim akcentem. Zawsze zaciągała środek mojego imienia i
robiła z niego więcej niż jedną sylabę. Zawsze lubiłem jak wymawiała moje imię,
więc słysząc jak je wykrzykiwała, wiedziałem, że to ona. Musiała mnie zauważyć,
a teraz wołała mnie o pomoc.
- Dean – zawołała znowu, tyle że tym razem brzmiała jeszcze dalej.
Słyszałem panikę w jej głosie. Zacząłem sam panikować, ponieważ wiedziałem, że
wpadnę w kłopoty, jeśli stracę miejsce w kolejce. Mama i tata spędzili cały
tydzień przed wyjazdem, przypominając nam, byśmy cały czas trzymali się z
jednym z nich.
Spojrzałem na mamę, ale ona na mnie nie patrzyła, przyglądała się Tobie i
tacie na przejażdżce. Nie wiedziałem, co zrobić, bo ona nie wiedziałaby, gdzie
będę, jeżeli opuściłbym kolejkę. Ale jak tylko Hope raz jeszcze wykrzyczała
moje imię, przestało mnie to obchodzić. Musiałem ją znaleźć.
Zacząłem biec w stronę końca kolejki – do jej głosu. Krzyczałem jej imię,
licząc na to, że mnie usłyszy i skieruje się w kierunku mojego głosu.
Boże, Les. Byłem tak podekscytowany. Byłem przerażony oraz podekscytowany
i wiedziałem, że nasze modlitwy musiały zostać wysłuchane, ale musiałem się
pospieszyć i ją znaleźć, a bałem się, że nie będę do tego zdolny. Ona tam była,
a ja nie mogłem dotrzeć do niej wystarczająco szybko.
Wszystko to miałem rozplanowane w głowie. Jak tylko ją znajdę, wyściskam
ją za wszystkie czasy, potem chwycę ją za ręce i zabiorę do miejsca, gdzie
stała mama. Poczekamy przy wyjściu rollercoastera, żeby była ona pierwszą
rzeczą, którą zobaczysz, gdy wyjdziesz.
Wiedziałem, jak szczęśliwa będziesz, kiedy ją zobaczysz. Żadne z nas nie
było prawdziwie szczęśliwe w ciągu dwóch lat odkąd została zabrana i to była
nasza szansa. Wszak Disneyland to najszczęśliwsze miejsce na ziemi i po raz
pierwszy zaczynałem w to wierzyć.
- Hope! – zawołałem, obejmując dłońmi usta. Biegłem przez kilka minut,
wciąż słuchając jej głosu. Ona wołała moje imię, potem ja jej imię, a ciągnęło
się to wieczność, dopóki ktoś nie chwycił mojego ramienia, zatrzymując mnie w
miejscu. Mama zarzuciła na mnie ręce i przytuliła mnie, ale starałem się jej
wyrwać.
- Dean, nie możesz tak uciekać! – powiedziała. Klęczała, potrząsając
moimi ramionami, patrząc mi gorączkowo w oczy. – Myślałam, że Cię zgubiłam.
Odsunąłem się od niej i chciałem dalej biec do Hope, ale mama nie chciała
mnie puścić. – Przestań! – powiedziała, zdezorientowana, dlaczego próbowałem od
niej uciec.
Spojrzałem na nią w panice i potrząsnąłem energicznie głową, próbując
złapać oddech i znaleźć słowa. – To jest… - Wskazałem w kierunku, w którym
chciałem pobiec. – To jest Hope, mamo! Znalazłem Hope! Musimy do niej iść,
zanim znowu ją stracimy.
Smutek natychmiast sięgnął jej oczu i wiedziałem, że mi nie uwierzyła. –
Dean – szepnęła, kręcąc głową ze współczuciem. – Kochanie.
Było jej mnie żal. Nie wierzyła mi, bo nie był to pierwszy raz, kiedy
myślałem, że ją znalazłem. Ale wiedziałem, że tym razem się nie myliłem.
Wiedziałem.
- Dean! – krzyknęła znowu Hope. – Gdzie jesteś? – Teraz była o wiele
bliżej i poznawałem po jej głosie, że płakała. Mama spojrzała w kierunku głosu
i wiedziałem, że również usłyszała jej wołanie.
- Musimy ją znaleźć, mamo – błagałem. – To ona. To Hope.
Mama spojrzała mi w oczy i zobaczyłem w nich strach. Potaknęła, biorąc
mnie za rękę.
- Hope? – zawołała, przyglądając się tłumowi. Oboje wołaliśmy teraz jej
imię i pamiętam, jak spojrzałem w pewnej chwili na mamę, patrząc na nią, gdy
pomagała mi szukać. Kochałem ją wtedy mocniej niż kiedykolwiek, bo ona naprawdę
mi uwierzyła.
Usłyszeliśmy raz jeszcze moje imię i tym razem było jeszcze bliżej. Mama
spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Oboje zaczęliśmy biec w stronę
głosu Hope. Przepychaliśmy się przez tłum i… wtedy ją zobaczyłem. Stała do nas
plecami i była samiutka.
- Dean! – krzyknęła ponownie.
Zamarliśmy z mamą. Nie mogliśmy w to uwierzyć. Stała tuż przed nami,
szukając mnie. Po dwóch latach braku informacji o tym, kto ją zabrał czy gdzie
przebywała, nareszcie ją znaleźliśmy. Zacząłem iść do przodu, ale nagle
zostałem odepchnięty na bok przez biegnącego do niej nastolatka. Kiedy do niej
dotarł, złapał ją za ramię i ją obrócił.
- Ashley! Dzięki Bogu! – powiedział, przyciągając ją do siebie.
- Dean – powiedziała do chłopaka, oplatając dłońmi jego szyję. – Zgubiłam
się.
Podniósł ją. – Wiem, siostrzyczko. Strasznie Cię przepraszam. Już nic Ci
nie jest.
Oderwała zalaną łzami twarz od jego klatki piersiowej i zerknęła w naszym
kierunku.
Ona nie była Hope.
Wcale nie była Hope.
A ja nie byłem Deanem, którego szukała.
Mama ścisnęła moją dłoń i ukucnęła przede mną. – Przykro mi, Dean –
powiedziała. – Też myślałam, że to ona.
Szloch wydobył się z mojej piersi i rozpłakałem się. Płakałem tak
cholernie mocno, Les. Mama objęła mnie ramionami i również zaczęła płakać,
ponieważ nie sądzę, że wiedziała, iż ośmiolatek może mieć tak zmiażdżone serce.
Ale byłem załamany. Tamtego dnia moje serce rozerwało się na nowo.
I już nigdy nie chciałem usłyszeć imienia Dean.
H
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz