3.8.14

Losing Hope - rozdział czterdziesty dziewiąty i trzy czwarte


- Myślałem, że mówiła, że w ten weekend nie jedzie – mówię do Sky, gdy przechodzimy przez jej drzwi wejściowe.

- Błagałam ją, żeby pojechała. Od wielu dni cały czas się do mnie kleiła i powiedziałam jej, że jeśli nie pojedzie na swój pchli targ, to ucieknę.

Podążamy do sypialni Sky i zamykam za nami drzwi. – Czy to znaczy, że mogę cię dziś zapłodnić?

Obraca się do mnie, wzruszając ramionami. – Chyba moglibyśmy poćwiczyć – odpowiada z uśmiechem.

I ćwiczymy. Ćwiczymy co najmniej trzy razy przed północą.

***

Leżymy na jej łóżku, splątani razem pod jej pościelą. Unosi do góry nasze dłonie, które są razem ściśnięte i przypatruje się im. – Pamiętam, wiesz – odzywa się cicho.

Przechylam głowę, dopóki nie dotyka jej głowy na poduszce. – Co pamiętasz?

Zabiera palce, po czym otacza małym palcem mój mały palec. – To – szepcze. – Pamiętam pierwszy raz, jak trzymałem tak moją rękę. I pamiętam wszystko, co powiedziałeś mi tamtego wieczoru.

Zamykam oczy, nabierając głęboki wdech.

- Niedługo po tym jak Karen mnie tutaj przywiozła, poprosiła, żebym zapomniała o moim starym imieniu i całemu złu, które było z nim związane. Więc pomyślałam o tobie… i powiedziałam jej, że chcę być nazywana Sky.

Unosi się na łokciu, spoglądając na mnie. – Zawsze tu byłeś, wiesz. Nawet, kiedy nie pamiętałam… zawsze tutaj byłeś.

Odsuwam jej włosy za ucho i całuję ją krótko. – Tak bardzo cię kocham, Sky.

- Też cię kocham, Holder.

Wysuwam spod niej ramię i przewracam ją na plecy, patrząc na nią z góry. – Zrobisz mi przysługę?

Potakuje.

- Od tej pory chcę, byś nazywała mnie Dean.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz