- Myślałem,
że mówiła, że w ten weekend nie jedzie – mówię do Sky, gdy przechodzimy przez
jej drzwi wejściowe.
- Błagałam
ją, żeby pojechała. Od wielu dni cały czas się do mnie kleiła i powiedziałam
jej, że jeśli nie pojedzie na swój pchli targ, to ucieknę.
Podążamy do
sypialni Sky i zamykam za nami drzwi. – Czy to znaczy, że mogę cię dziś
zapłodnić?
Obraca się
do mnie, wzruszając ramionami. – Chyba moglibyśmy poćwiczyć – odpowiada z
uśmiechem.
I ćwiczymy.
Ćwiczymy co najmniej trzy razy przed północą.
***
Leżymy na
jej łóżku, splątani razem pod jej pościelą. Unosi do góry nasze dłonie, które
są razem ściśnięte i przypatruje się im. – Pamiętam, wiesz – odzywa się cicho.
Przechylam
głowę, dopóki nie dotyka jej głowy na poduszce. – Co pamiętasz?
Zabiera
palce, po czym otacza małym palcem mój mały palec. – To – szepcze. – Pamiętam
pierwszy raz, jak trzymałem tak moją rękę. I pamiętam wszystko, co powiedziałeś
mi tamtego wieczoru.
Zamykam
oczy, nabierając głęboki wdech.
- Niedługo
po tym jak Karen mnie tutaj przywiozła, poprosiła, żebym zapomniała o moim
starym imieniu i całemu złu, które było z nim związane. Więc pomyślałam o
tobie… i powiedziałam jej, że chcę być nazywana Sky.
Unosi się
na łokciu, spoglądając na mnie. – Zawsze tu byłeś, wiesz. Nawet, kiedy nie
pamiętałam… zawsze tutaj byłeś.
Odsuwam jej
włosy za ucho i całuję ją krótko. – Tak bardzo cię kocham, Sky.
- Też cię
kocham, Holder.
Wysuwam
spod niej ramię i przewracam ją na plecy, patrząc na nią z góry. – Zrobisz mi
przysługę?
Potakuje.
- Od tej
pory chcę, byś nazywała mnie Dean.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz