3.8.14

Losing Hope - rozdział trzydziesty dziewiąty, trzydziesty dziewiąty i pół, trzydziesty dziewiąty i trzy czwarte


Zamyka oczy i kładzie głowę na moim ramieniu. Ściska mnie jeszcze mocniej, więc ja też tak robię. Czekam. Czekam, aż to do niej dotrze. Czekam na łzy. Czekam na załamanie, ponieważ wiem na pewno, że ono nadchodzi.

Siedzimy w ciszy przez kilka minut, ale łzy nigdy nie nadchodzą. Zaczynam się zastanawiać czy wszystko, co powiedziałem w ogóle do niej dociera. – Powiedz coś – błagam.

Nie wydaje dźwięku. Nawet się nie porusza. Jej brak reakcji zaczyna mnie martwić, więc kładę rękę na jej głowie i przysuwam bliżej swoją głowę. - Proszę. Powiedz coś.

Powoli unosi głowę z mojego ramienia i patrzy na mnie suchymi oczami. - Nazwałeś mnie Hope. Nie nazywaj mnie tak. To nie jest moje imię.

Nawet nie zorientowałem się, że to zrobiłem. - Przykro mi, Sky.

Jej oczy robią się zimne i zsuwa się ze mnie, podnosząc się. - Tak też mnie nie nazywaj – odpowiada.

Wstaję i biorę jej dłonie, ale odsuwa się ode mnie i odwraca do samochodu. Nie przemyślałem tego, co zrobię albo powiem jak już w końcu dowie się ode mnie prawdy. Ani trochę nie jestem przygotowany na cokolwiek, co nadejdzie potem.

- Potrzebuję przerwania rozdziału – mówi, nie zatrzymując się.

- Nawet nie wiem, co to znaczy – odpowiadam, idąc za nią. Czegokolwiek potrzebuje, to jest to więcej niż przerwanie rozdziału. Potrzebuje przerwania rozdziału w przerwie rozdziału, w przerwie rozdziału. Nie mogę sobie wyobrazić jaka musi być teraz zdezorientowana.

Dalej oddala się ode mnie, więc chwytam ją za ramię, ale od razu mi się wyrywa. Obraca się na pięcie, a jej oczy są szerokie od strachu i skonsternowania. Oddycha głęboko, jakby powstrzymywała atak paniki. Nie wiem, co jej powiedzieć i wiem, że ona nie chce, abym teraz ją dotykał.

Robi dwa szybkie kroki do przodu, wyciąga dłonie i chwyta moją twarz, stając na czubkach palców. Przyciska mocno wargi do moich ust i całuje mnie rozpaczliwie, ale nie potrafię odwzajemnić tego pocałunku. Wiem, że jest przerażona i zdezorientowana, i robi wszystko, żeby o tym nie myśleć.

Odrywa się od moich ust, gdy zdaje sobie sprawę, że jej nie całuję, po czym wymierza mi policzek.

To, co teraz doświadcza jest najprawdopodobniej bardziej traumatyczne oraz bardziej emocjonalne niż cokolwiek, co ktoś może doświadczyć w swoim życiu. Staram się o tym pamiętać, kiedy znowu mnie policzkuje, następnie uderza mnie w tors. Panika całkowicie ją pochłania, wrzeszczy i mnie bije, a ja mogę nią tylko obrócić i przycisnąć do swojej klatki piersiowej. Oplatam ją ramionami od tyłu i przysuwam usta do jej ucha. - Oddychaj – szepczę. – Uspokój się, Sky. Wiem, że jesteś zdezorientowana i przestraszona, ale jestem tutaj. Jestem przy tobie. Oddychaj.

Trzymam ją przez kilka minut, pozwalając jej zebrać własne myśli. Wiem, że ma pytania. Po prostu potrzebuję, aby jej umysł doszedł do punktu, gdzie zniesie wszystkie te odpowiedzi.

- Zamierzałeś kiedykolwiek powiedzieć mi, kim jestem? – pyta, odsuwając się ode mnie. – Co, gdybym nigdy sobie nie przypomniała? Czy kiedykolwiek byś mi powiedział? Bałeś się, że cię zostawię i nigdy nie będziesz miał okazji na pieprzenie się ze mną? Czy to nie dlatego przez cały czas mnie okłamywałeś?

Pytania, które zadała były moimi największymi obawami. Byłem tak bardzo przerażony, że nie zrozumie dlaczego jej nie powiedziałem. – Nie. To nie było tak. Nie jest tak. Nie powiedziałem ci, bo boję się, co z tobą będzie. Jeżeli to zgłoszę, zabiorą cię od Karen. Całkiem możliwe, że ją zaaresztują i wyślą cię z powrotem do ojca, żebyś mieszkała z nim do osiemnastki. Chcesz, żeby tak się stało? Kochasz Karen i jesteś tutaj szczęśliwa. Nie chcę ci tego zepsuć.

Potrząsa głową i wybucha zniechęcającym śmiechem. – Po pierwsze – mówi. – Nie wsadzą Karen do więzienia, bo mogę cię zapewnić, że ona nic o tym nie wie. Po drugie, mam osiemnaście lat od września. Gdyby mój wiek był powodem, dla którego nie byłeś szczery, to już byś mi powiedział.

Patrzę na ziemię, ponieważ zbyt trudno jest patrzeć jej w oczy.

- Sky, jest jeszcze tyle rzeczy, które muszę ci wyjaśnić – mówię. – Twoje urodziny nie były we wrześniu. Twoje urodziny są 7 maja. Nie skończysz osiemnastki jeszcze przez pół roku. A Karen? – Podchodzę do przodu, łapiąc ją za ręce. – Musi wiedzieć, Sky. Musi. Pomyśl o tym. Kto inny mógł to zrobić?

Kiedy tylko to mówię, wyrywa ręce i cofa się, jakbym właśnie ją obraził.

- Zabierz mnie do domu – odpowiada, potrząsając głową z niedowierzeniem. – Nie chcę już niczego słuchać. Już nic nie chcę dzisiaj wiedzieć.

Znowu chwytam jej dłonie, ale odpycha mnie. – ZABIERZ MNIE DO DOMU!

***

Siedzimy w milczeniu w jej samochodzie zaparkowanym na jej podjeździe. Podczas drogi do jej domu skłoniłem ją, aby obiecała mi, że nic nie powie Karen. Powiedziała, że nic nie powie, dopóki nie porozmawiamy jutro, ale nadal nie podoba mi się myśl, że zostawiam ją tutaj w takim stanie.

Otwiera drzwi, ale łapię jej rękę. - Poczekaj – odzywam się. Zatrzymuje się. – Nic ci dzisiaj nie będzie?

Wzdycha i opada z powrotem na siedzenie. – Jak? – pyta pokonanym głosem. - Jak może mi nic nie być po dzisiejszej nocy?

Odsuwam jej włosy za ucho. Nie chcę jej zostawiać. Chcę ją zapewnić, że tym razem od niej nie odchodzę. – Dobija mnie… zostawienie cię w takim stanie – mówię. - Nie chcę zostawiać cię samej. Mogę wrócić za godzinę?

Potrząsa głową na nie. – Nie mogę – odpowiada słabo. – Teraz jest mi zbyt ciężko być z tobą. Potrzebuję pomyśleć. Do zobaczenia jutro, dobrze?

Potakuję, po czym zabieram dłoń i kładę ją na kierownicy. Choć okropnie to boli, muszę dać jej to, czego teraz potrzebuje. Wiem, że potrzebuje czasu na przetrawienie wszystkich spraw szalejących jej po głowie. Szczerze mówiąc, chyba też potrzebuję na to czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz